Problemy ze zdrowiem mnie zabijają

/ Szymon Adamski, źródło: własne / tennisworldusa.org, foto: AFP

Niepowodzeniem zakończyła się kolejna próba powrotu do rywalizacji Thanasiego Kokkinakisa. Co z tego, że Australijczyk wygrał trzy mecze w challengerze w Winnetce, skoro nie był w stanie stanąć do walki o finał. Od stycznia Kokkinakis nie zagrał ani jednego pełnego turnieju i przyznaje, że nie do końca radzi sobie z dręczącymi go problemami zdrowotnymi.

23-latek z Adelajdy to jeden z tych tenisistów, o których miejsce w rankingu nic nie mówi. Obecnie jest sklasyfikowany pod koniec drugiej setki. Na poziomie challengerów boją się go jednak wszyscy. Rywale wiedzą, że potencjał ma olbrzymi. Nie oddaje go nawet 69. miejsce – najwyższe w karierze, zajmowane już ponad cztery lata temu.

W trakcie ubiegłotygodniowego challengera w Winnetce tylko potwierdził powyższe słowa. Mimo że rozgrywał pierwsze zawody w grze singlowej od trzech miesięcy bez problemu dotarł do półfinału. Na kolejny mecz już jednak nie wyszedł. Nie pozwoliły mu na to problemy z klatką piersiową. – Przez pierwsze trzy mecze czułem się wspaniale, a ostatniej nocy znowu odczuwałem ból. Jestem przezorny, nie chcę dopuścić do sytuacji, kiedy z moim zdrowiem będzie naprawdę źle. Niestety muszę się wycofać – powiedział Kokkinakis. A wie co mówi, bo z powodu kontuzji stracił już cały 2016 rok. Później było niewiele lepiej.

– To frustrujące. Zabija moją psychikę – żalił się Australijczyk. Jednocześnie zaznaczył, że nie zamierza się poddawać i wierzy, że stan zdrowia pozwoli mu jeszcze kiedyś rywalizować z najlepszymi. Nie wiadomo jednak, kiedy podejmie kolejną próbę powrotu na zawodowe korty.