Wilson

Puchar Davisa: horror dla Słoweńców

/ Michał Jaśniewicz, źródło: Korespondencja z Wrocławia, foto: Piotr Hawalej / Mediasport

Blaz Kavcić i Greg Żemlja, po tenisowym horrorze, wygrali z Mariuszem Fyrstenbergiem i Marcinem Matkowskim 6:3, 2:6, 6:2, 4:6, 13:11. Tym samym po dwóch dniach rywalizacji biało-czerwoni prowadzą ze Słowenią 2-1.

Polacy źle rozpoczęli mecz. Widać było brak ogrania. W pierwszym secie dwukrotnie serwisu nie utrzymał Fyrstenberg. Przy 5:2 oraz podaniu Kavicica, Polacy wybronili setbola i odrobili stratę jednego z przełamań. Niestety po chwili podarowaliśmy rywalom prezent, w postaci podwójnego błędu Matkowskiego przy piłce setowej.

Druga partia rozpoczęła się od kilku wyrównany gemów, ale od stanu 2:2 biało-czerwoni wygrali cztery kolejne gemy, wyrównując tym samym stan rywalizacji. W secie trzecim temperatura na korcie oraz trybunach wyraźnie poszła w górę. Kibiców do dopingu zachęcał nawet Jerzy Janowicz. Niestety okazało się to nieskuteczne. Polacy dwukrotnie stracili serwis (najpierw w szóstym gemie, po podwójnym błędzie Matkowskiego, a następnie w ósmym gemie).

Początek czwartego seta znów miał wyrównany przebieg. Po pięciu rozegranych gemach (przy stanie 3:2 dla Słoweńców) z przerwy medycznej skorzystał Żemlja. Co prawda po powrocie na kort nie było widać u lidera drużyny gości jakiś problemów, ale po przerwie dwa kolejne gemy zdobyli Polacy. Jedno przełamanie wystarczyło do zwycięstwa w secie. Nerwowo było jeszcze w samej końcówce. Przy stanie 5:4 i 40-30 podwójny błąd popełnił Matkowski, a Słoweńcy za moment doprowadzili do break pointa. Na szczęście w „podbramkowej” sytuacji znakomitym wolejem popisał się Fyrstenberg. Polacy wygrali również dwa kolejne punkty i piąty set stał się faktem.

Od początku decydującej partii emocje były ogromne. Deblistów z całą mocą wspierali Janowicz oraz Kubot (oczywiście przy akompaniamencie wrocławskiej publiczności). W gemie otwarcia Fyrstenberg i Matkowski nie wykorzystali trzech break pointów (dwóch od stanu 15-40). W czwartym gemie to Polacy wyszli z małych opresji, wygrywając od 0-30 cztery kolejne punkty. W siódmym gemie, przy podaniu Kavcicia, Słoweńcy „wyciągnęli” ze stanu 0-40. Horror zaczął się na dobre. Przez (bardzo) długi czas obie pary utrzymywały swoje podanie. Nie było gemów na sucho, ale break pointów również. Pojawiły się one dopiero w dwudziestym pierwszym gemie. Przy dwóch piłkach na przełamanie dobrze zaserwował Żemlja i za moment zrobiło się 11:10 dla Słoweńców. Kolejne okazje miały miejsce w dwudziestym czwartym gemie. Tym razem dla Słoweńców i tym razem wykorzystane. Przy 0-40 i serwisie Fyrstenberga obroniliśmy meczbola, ale na tym się skończyła. Słoweńcy triumfowali po ponad czterech godzinach walki.

Triumf gości oznacza ciąg dalszy wielkich emocji w niedzielę. O godzinie 12 dojdzie do meczu „jedynek”, czyli Jerzego Janowicza oraz Grega Żemlij. Na koniec konfrontacja Łukasza Kubota z Blazem Kavciciem.


Wyniki

Polska – Słowenia 2:1
M. Fyrstenberg, M. Matkowski – B. Kavcic, G. Zemlja 3:6, 6:2, 2:6, 6:4, 11:13