Rosolska: Początek nie zapowiadał finału

/ Maciej Mikołajczyk , źródło: własne, foto: Peter Figura

Alicja Rosolska ma za sobą bardzo udany tydzień. Polka, w parze z Alize Cornet, doszła do finału prestiżowego turnieju WTA w Stanford. Warszawiankę i Francuzkę w drodze po mistrzowski tytuł zatrzymały Abigail Spears oraz Coco Vandeweghe.

Rosolska i Cornet zmagania w Kalifornii zaczęły od niezwykle dramatycznego spotkania z Ukrainką Kateriną Bondarenko i Australijką Ariną Rodionową. – Jestem zadowolona ze swojego występu w tym turnieju, choć początki tego nie zwiastowały. Pierwszy mecz zaczęłyśmy od 0:5 w inauguracyjnym secie, więc, zapowiadało się, że szybko możemy się z tymi zawodami pożegnać. Na szczęście w odpowiednim momencie znalazłyśmy swój rytm gry, co pozwoliło nam przy odrobinie szczęścia odnieść zwycięstwo, broniąc przy okazji meczbola w super tie-breaku – mówi w rozmowie z Tenisklubem Rosolska.

W następnej rundzie polsko-francuski duet był lepszy od Madison Keys oraz Jennifer Brady, z kolei w półfinale po zaciętym boju ograł Carolinę Dolehide i Kaylę Day. Przeszkodą nie do przejścia okazały się Spears i Vandeweghe. – W finale Abi i Coco spisały się bardzo dobrze. Obie solidnie serwowały i grały wolejem, sprowadzając nas tym samym do defensywy. Gdybyśmy wygrały dwie piłki, to wynik w finale mógłby wyglądać zdecydowanie inaczej. Niestety przeciwniczki odskoczyły nam na 5:2 i piekielnie ciężko było je z powrotem przełamać. Z Alize grało mi się bardzo fajnie. Jest niezwykle waleczną zawodniczką, nie odpuszcza żadnej piłki. Mimo że jest singlistką, to na deblu daje z siebie absolutnie wszystko. Do tego jest sympatyczna, więc na korcie było też wesoło – chwali swoją deblową partnerkę Alicja Rosolska.