Rozmowa z Anną Nowińską

/ Bartosz Bieńkowski , źródło: , foto: PZT

Tuż przed wakacjami odbyło się Walne Zgromadzenie Wyborcze Polskiego Związku Tenisowego, które wyłoniło nowy zarząd na kolejne cztery lata.

Ponieważ we władzach PZT pojawiło się kilka nowych osób, zdecydowaliśmy, by w serii krótkich rozmów przedstawić kolejnych nowych członków zarządu.

Dziś prezentujemy rozmowę z Anną Nowińską.

 

Anna Nowińska została w październiku ub.r. prezesem nowopowstałego Związku Tenisowego dla Pomorza Zachodniego, co kończy panujące w zachodniopomorskim zamieszanie z kolejnymi związkami tenisowymi. Podczas wyborów do władz Polskiego Związku Tenisowego otrzymała 62 głosy.

Zapytaliśmy ją, dlaczego zdecydowała się dołączyć do władz PZT.

 

Bartosz Bieńkowski: Jakie czynniki wpłynęły na podjęcie decyzji o kandydowaniu, a następnie dołączeniu do Zarządu PZT?

– Skłoniło mnie przede wszystkim to, że jestem typem społecznika. Zawsze lubiłam działać społecznie i pomagać – w szczególności organizacjom pozarządowym. Z racji stanowiska, które zajmuje do tej pory, bo na co dzień jestem pracownikiem PFRON-u, pomagam i wspieram organizacje pozarządowe, wiem o czym mówię. Można powiedzieć, że stąd się to wzięło, ponieważ kluby sportowe, Wojewódzkie Związki Tenisowe i sam Polski Związek Tenisowy jest swego rodzaju organizacją pozarządową. Bazuje na ustawach o pożytku publicznym i wolontariacie. Stąd też wzięło się moje powiązanie ze środowiskiem tenisowym, bo sama jestem osobą z zewnątrz. Nie jestem ani zawodnikiem, ani trenerem. Mój mąż jest trenerem i wspólnie prowadzimy klub sportowy. Ja gdzieś tam właśnie w tej swojej roli społecznika chciałam po prostu wspierać tych sportowców, bo często spotykam się z tym, że są ludzie, którzy mają ogromną wiedzę merytoryczną, zapał, chęć walki, rywalizacji, ale często mają problemy z częścią organizacyjną i w pewien sposób administracyjną. Są po prostu sportowcami i chwała im za to, niech robią to, co do nich – że tak powiem – należy i w czym się realizują. A ja jestem wsparciem działań merytorycznych.. Tak samo jak tutaj u siebie, na „moim” podwórku, w województwie, chciałam im pomóc, poprowadzić to organizacyjnie i administracyjnie, tak też widzę się w Polskim Związku Tenisowym. Czuję taką potrzebę, żeby przekazać część swojej wiedzy, uporządkować pewne tematy i być też wsparciem w zarządzie PZT, żeby mogli realizować właśnie te cele merytoryczne, a żebym ja mogła to wszystko poukładać. Żeby oni mogli dobrze funkcjonować jako organizacja pozarządowa – tak w skrócie.

 

Jaki jest pani zakres obowiązków?

– Generalnie jesteśmy dopiero po pierwszym posiedzeniu zarządu, najważniejsze stanowiska zostały przydzielone. Na chwilę obecną wszystko sprowadza się ku temu, że ja będę wspierać działania administracyjne i pracy biura. Na pewno będę wspierała pana wiceprezesa Caruka w tym zakresie. Na pewno będę się zajmowała wszelkimi rodzajami aktualizacji regulaminów, dokumentów, które służą sprawnemu funkcjonowaniu w biurze. Również z tego co wstępnie ustalaliśmy, i z zakresu mojej wiedzy merytorycznej, będę też wspierać sport dla osób z niepełnosprawnością, ponieważ jest to temat mnie bardzo dobrze znany, w tym kwestie wszelkiego rodzaju dofinansowań do tej dziedziny w tenisie. Kwestia dalszych moich obowiązków na pewno będzie poruszana na kolejnych posiedzeniach i spotkaniach zarządu. Ja Jestem otwarta na wszelką pomoc i służenie tym, co jestem w stanie od siebie dać, służyć moją wiedzą.

 

Jakie są pani indywidualne cele oraz jaki jest główny cel zarządu na tę kadencję?

– Jestem nową osobą w tym środowisku i nie wszystkich dobrze znam. Proszę dać nam trochę czasu, by się w zarządzie poznać i „dotrzeć. Myślę, że ważnym zadaniem będzie na pewno dopracowanie i uszczegółowienie strategii dla Polskiego Związku Tenisowego na kolejne lata, która jest przygotowana w ogólny zarysie i z podziałem na konkretne obszary, ale teraz trzeba to dobrze zaplanować no i wdrożyć. Wiem, że to jest taki główny cel, który będziemy chcieli osiągnąć jako zarząd i potem pracować nad tym. Jeżeli chodzi o mój cel indywidualny, taki najważniejszy i podstawowy, to oprócz aktualizacji wszelkiej dokumentacji, kwestia pracy w biurze i pomoc w organizacji obiegu dokumentów itd.. Ale dla mnie najważniejsze jest to, co dotyka tak naprawdę wszystkich instytucji publicznych, ale też po części dotyka organizacji pozarządowych, które korzystają ze środków publicznych. Chodzi mi o wdrażanie elektronicznego zarządzania dokumentacją. Czyli takie powolne, odejście od papierowego zarządzania dokumentacją i przejście na system elektroniczny. To się już teraz dzieje w większości instytucji, które – z tego, co się orientuję – mają też zgodnie z ustawą jakiś termin, żeby przejść na elektroniczne zarządzanie dokumentacją. Uważam, że dużo rzeczy możemy w PZT uprościć właśnie poprzez elektroniczny system EZD. On by bardzo ułatwił pracę, nie tylko pracownikom biura, ale uważam, że także klubom, wojewódzkim związkom i zawodnikom. Już teraz częściowo przecież obracamy się w systemie elektronicznym, chociażby zapisując się na turnieje. Bardzo bym chciała, żeby w ogóle przejść całkowicie na elektroniczny sposób. Myślę, że to będzie takie prawdziwe wejście w XXI wiek.