Rozmowa z Krzysztofem Malczykiem
Tuż przed wakacjami odbyło się Walne Zgromadzenie Wyborcze Polskiego Związku Tenisowego, które wyłoniło nowy zarząd na kolejne cztery lata.
Ponieważ we władzach PZT pojawiło się kilka nowych osób, zdecydowaliśmy, by w serii krótkich rozmów przedstawić kolejnych nowych członków zarządu.
Dziś prezentujemy rozmowę z Krzysztofem Malczykiem.
Międzynarodowy sędzia tenisowy, prezes klubu KKT Olsza Kraków, a od kilku lat także prezes Małopolskiego Związku Tenisowego zdecydował się kandydować w wyborach do zarządu Polskiego Związku Tenisowego. Podczas wyborów otrzymał 55 głosów.
Zapytaliśmy go, dlaczego zdecydował się dołączyć do władz PZT.
Bartosz Bieńkowski: Co pana skłoniło do tego, aby kandydować i ostatecznie zająć jedno z miejsc w Zarządzie PZT?
– Przez ostatnich 20 lat życia znam tenis od backstage’u jako sędzia, dziś z dość wysokimi uprawnieniami międzynarodowymi – to z jednej strony. Z drugiej, ostatnie pięć lat kieruje Wojewódzkim Związkiem Tenisowym w Małopolsce. Jestem też prezesem największego w Krakowie klubu tenisowego. To pokazało mi wiele miejsc, w których wydaje się, że możemy działać trochę sprawniej, trochę lepiej. A mamy teraz taki czas w tenisie, niewątpliwie najlepszy w historii tenisa w Polsce, który skłania do tego, żeby się trochę bardziej zaangażować w pracę na rzecz rozwoju dyscypliny w naszym kraju. To chyba główna przyczyna.
Jaki jest pana zakres obowiązków, czym będzie się pan zajmował w PZT?
– Przede wszystkim chciałbym podkreślić, że w nowych władzach PZT znalazł się szereg osób, które śmiało można określić mianem specjalistów w swoich dziedzinach. Myślę, że właściwie podzieliliśmy się obowiązkami, każdy obszar działalności Związku został odpowiednio zaopiekowany, jestem pewien, że ta zmiana zostanie wkrótce dostrzeżona przez środowisko tenisowe. Jeśli chodzi o mój zakres odpowiedzialności, to nawiązując do doświadczenia, o którym wspomniałem, przede wszystkim będę zajmował się organizacją współzawodnictwa sportowego w wymiarze krajowym i międzynarodowym, za które odpowiada Polski Związek Tenisowy.
Sukces w tenisie najczęściej i słusznie mierzymy wynikiem sportowym, z tego przede wszystkim rozliczany jest PZT. Trzeba jednak pamiętać, że większość zawodniczek i zawodników nigdy nie będzie przedmiotem szkolenia centralnego, nie skorzysta ze wsparcia, które jest kierowane do członków kadr narodowych. Natomiast każdy zawodnik i każda zawodniczka na jakimś etapie swojej kariery będzie uczestniczyć w turniejach organizowanych pod egidą PZT. Tym samym obszar organizowania współzawodnictwa czyli przede wszystkim turniejów, ale również imprez, czy wydarzeń tenisowych to jest to pole, gdzie mamy dużo możliwości, możemy wiele zrobić, aby tenis w Polsce rozwijał się sprawniej, a wizerunek Polskiego Związku Tenisowego był lepszy. Także to jest główny obszar działalności, na którym będę się chciał skupić przez najbliższe cztery lata.
Jakie ma pan cele – zarówno indywidualne, jak i wspólne jako Zarząd PZT?
– Wydaje mi się, że wszyscy jako Zarząd mamy jeden wspólny cel, chcielibyśmy, żeby – tak jak powiedziałem wcześniej – najlepszy czas w historii polskiego tenisa wykorzystać tak, aby tenis był w Polsce sportem indywidualnym numer jeden. Jestem przekonany, że mamy potencjał, aby tenis był powszechny, tak jak jest na przykład u naszych południowych sąsiadów. Jeśli chodzi o moje osobiste cele, a raczej działu, którym będę się zajmować, to chciałbym, aby współzawodnictwo było organizowane w Polsce bardziej profesjonalnie. Żeby było więcej imprez międzynarodowych o wyższej randze, żeby kalendarz turniejów był publikowany szybciej i był stabilny przez cały sezon, żeby nasze turnieje były na wyższym poziomie organizacyjnym. Tak ogólnie rzecz biorąc, nie wiem, czy jest sens wchodzenia w szczegóły, , ale wydaje mi, że każdy, kto organizuje turnieje, , albo w nich uczestniczy jako zawodnik, widzi całą masę deficytów, które można niwelować i tym chciałbym się zająć właśnie w tym najbliższym okresie.
Jakie jest największe wyzwanie dla polskiego tenisa i również tym samym Polskiego Związku Tenisowego?
– Chciałbym, żebyśmy mieli w rankingu męskim tylu zawodników w top 100, ile mamy u kobiet, chociaż zapewne Kamil Majchrzak wejdzie do setki (rozmowa odbyła się jeszcze przed startem turnieju wimbledońskiego – przyp. red.). Najważniejsze jednak, żebyśmy mieli jak najwięcej zawodników nie tylko w top 100, ale również w najbliższym zapleczu. U kobiet jest trochę lepiej, u mężczyzn trochę gorzej. Dobrze, jakbyśmy tu szli równo u kobiet i mężczyzn. Odnosimy wiele sukcesów w tenisie młodzieżowym, najwyższy czas, aby w większej skali zaistnieć w tenisie zawodowym. To jest może trochę cel bardziej sportowy niż organizacyjny, ale myślę, że to właśnie jest największe wyzwanie dla Polskiego Związku Tenisowego. Jeżeli za kilka lat będziemy widzieć, że młodzież, która dobrze się rozwija w Polsce (również pod opieką Polskiego Związku Tenisowego – niedawno mieliśmy okazję podziwiania sukcesów Alana Ważnego w Paryżu), jeżeli ta młodzież dalej będzie się rozwijać i przejdzie do tenisa profesjonalnego i będzie osiągać sukcesy, to liczę, że będzie to również zasługą PZT.



