Szanghaj. Hubert Hurkacz po raz pierwszy lepszy od Novaka Dźokovicia
Do dziewięciu razy sztuka. Po ośmiu z rzędu porażkach Hubert Hurkacz w końcu pokonał 24-krotnego mistrza imprez wielkoszlemowych Novaka Dźokovicia i zameldował się w trzeciej rundzie tysięcznika w Szanghaju, sprawiając tym samym niemałą niespodziankę.
Pierwsza partia rozpoczęła się od dwóch pewnie utrzymanych serwisów przez obu panów. Hubert miał co prawda szansę, aby już w drugim gemie doprowadzić do break-pointów, ponieważ zaczęło się od 0:30, ale ostatecznie solidność Dźokovicia i niedokładność Polaka w decydujących punktach dały Novakowi utrzymanie serwisu.
Później już tenisiści wrócili do świetnej gry przy własnych podaniach, nie dając sobie ani jednej okazji na przełamanie. Prezentowali przy tym naprawdę wysoki poziom i szczególnie w długich wymianach pokazywali pełen wachlarz swoich umiejętności, zmuszając się nawzajem do maksymalnego wysiłku w defensywie. Hurkacz fenomenalnie wypadał w akcjach przy siatce, czy drop-szotach, gdzie można było dostrzec, jak wszechstronnym zawodnikiem jest, mimo że przecież najczęściej patrzymy na niego przez pryzmat wybitnego serwisu.
Dźoković natomiast między punktami wydawał się kompletnie nie mieć sił, ale w wymianach nie odpuszczał i rywalizował z naszym reprezentantem na najwyższym poziomie. Cała pierwsza partia rozstrzygnęła się niespodziewanie w dziesiątym gemie, kiedy to doszło do pierwszego w meczu przełamania. A dokonał tego Hubert, który pięknym odwrotnym forhendem po pięćdziesięciu czterech minutach zapisał seta na swoje konto, zbliżając się do pierwszego zwycięstwa z Nole już tylko na krok.
Drugi set był już natomiast popisem Hurkacza, który zdobywając breaka już na początku (w czwartym gemie) bez problemów poradził sobie z presją serwującego i po nieco półgodzinie gry zakończył spotkanie po raz pierwszy w karierze pokonując wielkiego Serba.
Zwycięstwo to ma dla Huberta ogromne znaczenie, bo przecież do tej pory mierzyli się ze sobą osiem razy i za każdym razem górą był Serb. Polak w końcu przełamał tę barierę i wypisał się z niechlubnego grona zawodników, którzy grali z Nole wielokrotnie, ale nigdy nie potrafili znaleźć na niego sposobu w głównym cyklu. A trzeba przyznać, że ta lista „ulubionych ofiar” Serba robi wrażenie, bo wciąż znajdują się na niej chociażby Gael Monfils z nieprawdopodobnym bilansem 0-20, Jeremy Chardy (0-14), Milos Raonic (0-12) czy Taylor Fritz (0-11).
Dzięki wygranej nad Serbem Wrocławianin dołączył także do absolutnie elitarnego grona. Został zaledwie 31. zawodnikiem w historii, który pokonał każdego członka legendarnej „Wielkiej Trójki” (Dźokovicia, Federera i Nadala). Co więcej, jest dopiero czwartym graczem na świecie, który zdołał pokonać każdego z nich na jego ulubionej nawierzchni.
Z kolei dla Dźokovicia ta wczesna porażka w Szanghaju to kolejny dowód na to, że w turniejach rangi Masters 1000 dzieje się z nim ostatnio coś bardzo niedobrego. Jeśli spojrzymy na jego statystyki od początku 2025 roku, Serb odpadał w swoich pierwszych meczach aż sześciokrotnie na zaledwie dziewięć startów. To kompletna przepaść w porównaniu do jego najlepszych lat, ponieważ między 2013 a 2024 rokiem na 71 takich turniejów pożegnał się na samym początku zaledwie pięć razy.
Wyniki
Szanghaj, 2. runda:
Hubert Hurkacz (Polska) – Novak Dźoković (Serbia, 10) – 6:4, 6:3


