Szef WTA: mam silne poczucie, że to nie sportowcy powinni być karani

/ Szymon Adamski , źródło: własne, foto: AFP

Steve Simon jasno zadeklarował, że nie popiera pomysłu wykluczenia Rosjan z rywalizacji sportowej. – Trzeba byłoby czegoś bardzo, bardzo znaczącego, żeby to się zmieniło – powiedział szef WTA.

Największe organizacje tenisowe bardzo łagodnie potraktowały rosyjskich i białoruskich graczy. Reprezentanci krajów, które zaatakowały Ukrainę, wciąż mogą uczestniczyć we wszystkich rozgrywkach indywidualnych. Jedyna różnica polega na tym, że przy ich nazwiskach nie pojawia się narodowość ani flaga. Z litościwego traktowania może wyłamać się jednak Wimbledon i inne brytyjskie turnieje. Brytyjski rząd zasugerował bowiem rozwiązanie, że na teren kraju będą wpuszczani tylko ci sportowcy z Rosji i Białorusi, którzy publicznie potępią działania wojenne.

Rzecz jasna, najbardziej oburzeni snuciem takich planów są Rosjanie. Tamtejsi dziennikarze z portalu sport-express.ru określają je wręcz jako skandaliczne. Jednak zaniepokojony rozwojem sytuacji jest również Steve Simon, szef WTA.

– Nigdy nie wiadomo, co przyniesie przyszłość. Mogę jednak powiedzieć, że nigdy się jeszcze nie zdarzyło, byśmy zabronili naszym sportowcom udziału w tourze z powodu stanowiska politycznego, jakie zajmują ich przywódcy – powiedział w rozmowie z BBC Steve Simon. Warto jednak zauważyć, że organizacja WTA powstała w 1973 roku, a wielu specjalistów określa inwazję Rosji na Ukrainę jako największe działania wojenne w Europie po 1945. Można zatem poddać wątpliwość, czy odwoływanie się do stosunkowo krótkiej historii WTA ma w tej chwili sens.

Simon zdaje się jednak mocno przywiązany do sloganów o ,,monitorowaniu sytuacji” i zapiera się przed podjęciem bardziej radykalnych kroków. – Jestem bardzo mocno przekonany, że to nie sportowcy powinni być karani z powodu decyzji władz, które oczywiście robią straszne, naganne rzeczy – tłumaczy Simon. – Potrzeba by było czegoś bardzo, bardzo znaczącego, aby nasze stanowisko się zmieniło – dodaje.

Jeśli rzeczywiście dojdzie do sporu na linii rząd brytyjski – przepisy WTA, Simonowi nie pozostanie oczywiście nic więcej, niż oburzanie się na rzeczywistość. Nie jest bowiem w stanie jakkolwiek przeciwstawić się obowiązującym w danym kraju przepisom. Amerykanin zdaje sobie sprawę z położenia własnej organizacji.

– Musimy przestrzegać zasad rządowych. Nie będziemy ich jednak popierać. Mam nadzieję, że rząd brytyjski powstrzyma się podjęciem tej decyzji – wyraził swą nadzieję szef WTA.