Tim Henman i Laura Robson o nowym turnieju Masters 1000 i braku imprezy tej rangi na trawie
Od 2028 roku Arabia Saudyjska dołączy do elitarnego grona gospodarzy turniejów Masters 1000. Eksperci zachwycają się rozmachem projektu, ale równocześnie zadają ważne pytanie: dlaczego na mapie wciąż brakuje turnieju tej rangi na trawie?
Rosnący wpływ Arabii Saudyjskiej na światowy tenis nie przechodzi bez echa. Kraj, który już organizuje WTA Finals, Next Gen ATP Finals oraz pokazowy Six Kings Slam, od 2028 roku dołączy również do elitarnego grona gospodarzy turniejów rangi ATP Masters 1000. To pierwszy taki awans w kalendarzu od lat i wyraźny sygnał, że Bliski Wschód staje się nową siłą napędową globalnego Touru.
Tim Henman, były czołowy brytyjski tenisista, podkreśla, że decyzja ATP jest dowodem dynamicznego rozwoju dyscypliny i biznesowego potencjału regionu.
-Jestem podekscytowany. Arabia Saudyjska wchodzi w tenis z ogromnym rozmachem i nie mam wątpliwości, że to będzie świetne wydarzenie
Turniej ma zostać umieszczony w kalendarzu w lutym, obok imprez w Doha i Dubaju. Nie będzie obowiązkowy — podobnie jak Monte Carlo, jednak wysoka pula nagród i silna stawka uczestników praktycznie gwarantują pełną obsadę.
Jednocześnie Henman zwraca uwagę na pewną dysproporcję: mimo aż dziewięciu turniejów tej rangi w sezonie, nadal brakuje choć jednego na naturalnej nawierzchni.
-Byłoby fantastycznie zobaczyć Masters 1000 na trawie. To jedyna nawierzchnia bez turnieju tej kategorii
Największy problem, jak zauważa Laura Robson, to infrastruktura i logistyka. Turniej tej rangi wymaga dziesiątek kortów trawiastych w doskonałym stanie, przygotowanych na tysiące widzów każdego dnia i rozgrywanie spotkań równolegle, bez narażenia murawy na zniszczenia.
-Kalendarz jest przeładowany. A obiektów trawiastych gotowych na taki turniej prawie nie ma
Dlatego marzenie o trawiastym Mastersie, choć coraz częściej podnoszone, pozostaje na razie w sferze ambicji, nie planów.

