Tommy Haas: Wiele osób zadzwoniło do mnie potem mówiąc „dobrze zrobiliście”

/ Natalia Kupsik , źródło: własne/www.tennismagazin.de, foto: AFP

Trzy miesiące po odwołaniu tegorocznej edycji Indian Wells Tommy Haas opowiedział o kulisach podejmowania tej przełomowej, jak się potem okazało decyzji. W rozmowie z dziennikarzami niemieckiego tennismagazin.de odniósł się także do planów organizatorów US Open.

W roli dyrektora nieformalnego piątego Wielkiego Szlema Niemiec występuje od 2016 roku. Prawdziwy test predyspozycji do pełnienia tej funkcji czekał go jednak cztery lata później. Za sprawą wybuchu pandemii koronawiursa na barkach byłego utytułowanego tenisisty nieoczekiwanie spoczęła odpowiedzialność za bezpieczeństwo tysięcy osób.

– Oczywiście byliśmy pierwszym poważnym międzynarodowym turniejem, który został odwołany, choć powrót wisiał wtedy jeszcze w powietrzu. NBA nie zawieszono przecież przez wiele kolejnych dni, a mecze odbywały się z udziałem kibiców – wspomina Haas – Byliśmy bardzo dobrze poinformowani. Współpracowali z nami świetni lekarze. (…) W końcu jednak dotarła do nas informacja o pierwszym przypadku koronawiursa w hrabstwie Riverside w pobliżu naszych obiektów sportowych. (…) Na początku to był czysty instynkt, który podpowiadał nam, że granie nie jest teraz dobrym pomysłem.

Choć z perspektywy czasu wydawać może się, że podjęta przez Haasa decyzja była jednym rozsądnym posunięciem, w rzeczywistości wymagała od byłego wicelidera rankingu postąpienia wbrew powszechnie przyjmowanej interpretacji wydarzeń. Skala potencjalnego zagrożenia pozostawała wtedy jeszcze niewiadomą, a większość sportowych imprez toczyła się bez przeszkód.

– Organizatorzy Miami Open poinformowali, że wszyscy gracze mogą udać się na Florydę. Obiekt był  otwarty, a turniej miał się na pewno odbyć. Dopiero z czasem zawieszono NBA i praktycznie wszystko zostało zamknięte – przypomina Niemiec – Wiele osób zadzwoniło do mnie potem mówiąc „dobrze zrobiliście”.

Mimo ostrożności i zapobiegliwości, jakimi Tommy Haas wykazał się na początku pandemii,  nadal dostrzega on nadzieje na to, by jeszcze w tym sezonie zorganizowany został amerykański Wielki Szlem. Zapytany o losy tegorocznej edycji US Open podzielił się swoimi umiarkowanie optymistycznymi przewidywaniami.

– Od gospodarzy turnieju w Nowym Jorku słyszałem, że nie jest pod tym względem tak źle. Szacuje się, że jest mniej więcej 50% szans na to, że turniej się odbędzie. Najprawdopodobniej jednak bez udziału widzów – zdradza Niemiec – Jak wiemy koronawirus uderzył w Nowy Jork najmocniej, a cześć ośrodków tenisowych Billie-Jean-King zostało przekształconych w szpitale. Konieczne byłoby więc ponowne przygotowanie się na przyjęcie zawodników. Cała logistyka musiałaby zacząć się od początku – od kwestii transportu aż po katering. Trzeba w to zaangażować tysiące osób. (…) Pozytywnym wydaje się jednak fakt, że upał i wysoka wilgotność, jakie panują tam w sierpniu mogą przyczynić się do zapobieżenia rozprzestrzenianiu się wirusa.