US Open. Teatr jednego aktora. Thiem z przytupem wszedł do półfinału

/ Szymon Adamski , źródło: własne, foto: AFP

Ostatni ćwierćfinał tegorocznej edycji US Open na pewno należy uznać za najbardziej jednostronny. Alex De Minaur do tego stopnia nie radził sobie z Dominikiem Thiemem, że z bezsilności… zaczął tłuc rakietą w głowę. Oryginalna technika radzenia sobie z problemami na nic się zdała. Australijczyk przegrał 1:6, 2:6, 4:6. 

Wynik sugeruje, że z biegiem czemu spotkanie stawało się coraz bardziej wyrównane, ale to niepoprawny wniosek. Najciekawszy był sam początek meczu, kiedy tenisiści rywalizowali jeszcze pod gołym niebem. Trzy gemy z rzędu zakończone zwycięstwem odbierających były zapowiedzią szalonego meczu. Niestety na zapowiedzi się skończyło. De Minaur szybko osłabł i przebudził się dopiero w połowie trzeciego seta. Natomiast Thiem grał długimi fragmentami jak z nut.

Warto się jednak zatrzymać na moment przy temacie zamknięcia dachu. Czy to właśnie aura pokrzyżowała plany Australijczykowi i w innych warunkach oglądalibyśmy bardziej zacięte spotkanie? Niekoniecznie. De Minaur wszystkie dotychczasowe tytuły zdobył co prawda w zawodach rozgrywanych na kortach otwartych, ale wyższy procent zwycięstw w pojedynczych meczach ma w imprezach halowych. Pod koniec poprzedniego sezonu pokonywał m.in. Roberto Bautistę Aguta, Davida Goffina czy Denisa Shapovalova. Dach nad kortem nie jest więc równoznaczny z problemami De Minaura.

A dziś w Nowym Jorku tak to właśnie wyglądało. Odkąd dach został zamknięty, Australijczyk długo nie mógł wygrać ani jednego gema. Kiedy przeciwnik stał przy linii końcowej, unikał zagrywania mu na forhend, ale ta taktyka na niewiele się zdawała. Thiem radził sobie ze zdobywaniem punktów w inny sposób. Aż 11 w pierwszym secie podarował mu zresztą sam De Minaur, popełniając niewymuszone błędy.

De Mianur przegrał pierwszą odsłonę rywalizacji 1:6, ale w dwóch pierwszych gemach serwisowych w kolejnej partii nie stracił ani jednego punktu. Z jego perspektywy nie wszystko było jeszcze wówczas stracone, choć Thiem nie zwykł marnować przewagi. W US Open 17 razy wygrywał pierwszego seta i 15 razy takie spotkania rozstrzygał na swoją korzyść.

To oznaczało, że De Minaur musi wspiąć na wyżyny własnych umiejętności, tymczasem zupełnie się pogubił w piątym gemie drugiego seta. Po tym jak zdobył 11 punktów z rzędu przy własnym podaniu, nagle stracił impet i po serii błędów przegrał pięć kolejnych. Po gemie przegranym ze stanu 40:0 długo nie mógł się podnieść. Był tylko tłem dla wciąż świetnie sobie radzącego Thiema.

Na domiar złego De Minaur dał się przełamać już w gemie otwarcia trzeciego seta. W jego trakcie doszło też do groźnie wyglądającego upadku. Na szczęście nic się Australijczykowi nie stało. Podnosząc się, pokazał rywalowi kciuk uniesiony w górę. W taki sposób ocenić mógł jedynie swój stan zdrowia. Poziom gry był na znacznie niższym poziomie i jemu odpowiadała reakcja z czwartego gema. De Minaur był już tak bezradny, że kilka razy uderzył się rakietą w głowę.

Pomocną dłoń wyciągnął rywalowi Thiem. Uśpiony wysokim prowadzeniem Austriak zaczął popełniać niewymuszony błędy. Niezrozumiały był upór, z jakim dążył do wygrywania akcji bekhendem po linii. W końcu jednak i to zagranie zafunkcjonowało, a dobrze grający Thiem, to w spotkaniu z De Minaurem była gwarancja kilku gemów wygranych z rzędu. Od stanu 4:4 wystarczyły tylko dwa. Thiem wykorzystał pierwszą piłkę meczową i po dwóch godzinach i pięciu minutach rywalizacji przypieczętował awans do półfinału.

Jego kolejnym rywalem będzie Daniił Miedwiediew. Austriak i Rosjanin do tej pory spotkali się trzykrotnie. Bilans korzystny jest dla Thiema, ale ostatni pojedynek to Miedwiediew przekonująco wygrał 6:3, 6:1. Drugą parę półfinałową utworzyli natomiast Alexander Zverev i Pablo Carreno Busta. Półfinały męskie zostaną rozegrane w piątek od godziny 22 polskiego czasu.


Wyniki

Ćwierćfinał:

Dominic Thiem (Austria, 2) – Alex De Minaur (Australia, 21) 6:1, 6:2, 6:4