Warszawa. Znamy finalistów. Matuszewski zachwyca w grze podwójnej

/ Szymon Adamski , źródło: własne, foto: Peter Figura

Piotr Matuszewski i Władysław Manafow zagrają w finale challengera w Warszawie! W niedzielne popołudnie powalczą o tytuł z Meksykanami Hansem Hachem i Miguelem-Angelem Reyesem-Varelą. Wcześniej, bo już o 11, zostanie rozegrany finał singla. Naprzeciwko siebie staną Chorwat Nino Serdarusić i Argentyńczyk Camilo Ugo Carabelli. 

Sobota była dla tenisistów rywalizujących w Warszawie bardzo pracowitym dniem. Po raz pierwszy od poprzedniej niedzieli nie trzeba było przerywać gier z powodu opadów deszczu. Dzięki łaskawej aurze udało się nadrobić wszystkie zaległości. Wiązało się to z tym, że znaczna część zawodników musiała rozegrać dwa mecze jednego dnia. W niedzielę odbędą się tylko dwa starcia, za to te najważniejsze. Poznamy mistrzów BNP Paribas Polish Cup.

Zgromadzonym kibicom najwięcej radości sprawiła doskonała postawa Piotra Matuszewskiego. Nasz deblista był jednym z tych tenisistów, którzy w sobotę wychodzili na kort dwukrotnie. Najpierw razem z Ukraińcem Władysławem Manafowem pokonali 7:6(5), 3:6, 10-6 Jana Zielińskiego i Fernando Romboliego, a później 6:3, 3:6, 10-8 Juliana Lenza i Sema Verbeeka.

– Potrzebuję więcej adrenaliny. Dlatego w super tie-breakach zawsze dostaję ,,kopa” i bardzo mi to pomaga. W końcówkach gram dużo lepiej niż w środkach setów – tłumaczył nasz reprezentant. – Chciałem też podziękować kibicom, bo z nimi jest od razu inna atmosfera. Lubię grać przed dużą publicznością, jednak na futuresach nie mam do tego okazji – dodał Matuszewski.

Super tie-breakami kończyły się nie tylko dwa sobotnie mecze, ale również spotkanie 1. rundy z udziałem Matuszewskiego i Manafowa. Co ciekawe, wcale nie rozgrywane na kortach Legii, a w podwarszawskim Piasecznie, gdzie była możliwość rywalizacji pod balonem. W takich okolicznościach Matuszewski wywalczył pierwsze zwycięstwo na poziomie challengerów w grze podwójnej. A jak już wszedł na zwycięską ścieżkę, to nie zamierza z niej schodzić.

– Długo na to czekałem.  Może nie bardzo długo, bo stary jeszcze nie jestem, ale swoje lata już mam – powiedział 23-latek. – Do tej pory miałem niewiele okazji do rywalizacji na tym poziomie. Bardzo się cieszę z doboru partnera. To co grał w super tie-breaku 1. rundy, to była poezja. Chcę też podziękować Mariuszowi Fyrstenbergowi za ,,dziką kartę”. Mam nadzieję, że w przyszłym roku nie będę ich już potrzebować – mówił notowany obecnie w czwartej setce deblowego rankingu Matuszewski. Jeśli wygra warszawskiego challengera, od poniedziałku będzie w okolicach 290. pozycji.

Finałowymi rywalami Matuszewskiego i Manafowa będą Meksykanie Hans Hach i Miguel-Angel Reyes-Varela. Mecz rozpocznie się po zakończeniu rywalizacji singlistów, czyli najprawdopodobniej około godziny 13.

Chorwat Nino Serdarusić i Argentyńczyk Camilo Ugo Carabelli na kort centralny mają bowiem wyjść punktualnie o 11.00. Taka obsada finału jest sporą niespodzianką. Obaj tenisiści nie zostali rozstawieni i raczej nie byli wymieniani w gronie faworytów. Ugo Carabelli nigdy wcześniej nie grał nawet w finale challengera. W jego przypadku już teraz można mówić o życiowym sukcesie.

Serdarusić ma natomiast za sobą doskonałe dwa tygodnie. W poprzednią sobotę grał w finale challengera w Weronie. Wówczas do pełni szczęścia zabrakło zwycięstwa nad rewelacyjnym Holgerem Vitusem Rune. Teraz wydaje się jeszcze mocniejszy. W drodze do finału pokonał rozstawionego z czwórką Tristana Lamasine’a i rozstawionego z dwójką Jozefa Kovalika. Zaimponował zwłaszcza w tym drugim starciu. Faworyt ze Słowacji nie wywalczył ani jednego break-pointa i przegrał po dwóch tie-breakach.