Korespondencja z Wimbledonu. Start honorowy

/ Artur Rolak , źródło: , foto: AFP / East News

W kolarstwie prawie każdy etap, poza jazdą na czas, zaczyna się dwa razy. Najpierw jest start honorowy – peleton żegna się z miastem A i leniwie rusza do miasta B. To dobra okazja do wręczania pamiątek lub świętowania jubileuszy. Dopiero po starcie ostrym zaczyna się prawdziwe ściganie.

Z naszej perspektywy tak samo wygląda tegoroczny Wimbledon. Turniej zaczął się dziś, ale program pierwszego dnia studiowaliśmy bez wypieków na twarzy, bo Polacy jedynie trenowali. W oczekiwaniu na jutrzejsze mecze Igi Świątek i spółki można było dostojnie przejść się po wszystkich kortach.

Tę wędrówkę wypadało zacząć od Kortu Centralnego, aby pokłonić się tradycji. Zgodnie z wieloletnim zwyczajem przywilej „rozpakowania” turnieju należy do obrońcy tytułu (jutro przejdzie na obrończynię). Od roku było więc wiadomo, że w roli głównej wystąpi Carlos Alcaraz. Los dał mu do pary Marka Lajala.

Nazwisko Estończyka jest palindromem – wprost i wspak czyta się identycznie. Sam Mark Lajal jest z kolei anonimem, niczego mu nie ujmując. Na Wimbledon trafił przez Roehampton, gdzie przebijał się przez eliminacje. Na pewno poprawi 269. miejsce w rankingu singlowym ATP, ale czy pozostanie anonimem, czy da się poznać kibicom tenisa poza własnym krajem – zgadnąć raczej łatwo.

Ma 21 lat i mnóstwo fantazji. Czy fryzurę przygotował specjalnie z myślą o Wimbledonie, zgadnąć trudno. W każdym razie jego blond włosy wyglądały z daleka jak korona liści ananasa, zupełnie jak zwieńczenie pucharu dla zwycięzcy singla. Na pewno mogła się podobać jego gra, całkiem sprawnie przystosowana do tutejszej nawierzchni. Przede wszystkim jednak Mark Lajal nie przestraszył się ani wielkiego rywala, ani wielkości stadionu, na którym przyszło mu grać pierwszy raz w karierze.

Dopóki Carlosowi Alcarazowi śpieszyło się jak na starcie honorowym, czyli przez dwa sety, kibice spragnieni niespodzianki mogli się jakoś łudzić. Gdy Hiszpan ruszył ostro, wyścig skończył się za pierwszym zakrętem.