WTA 1000 China Open w Pekinie: zapowiedź i analiza ćwierćfinałów
China Open w Pekinie przyniósł po drodze do ćwierćfinałów kilka dużych niespodzianek. Szczególnie szybko z turniejem pożegnały się Elena Rybakina i Aryna Sabalenka. W grze pozostają trzy zawodniczki walczące o miejsca w WTA Finals, w tym Iga Świątek, która próbuje odrabiać straty punktowe do Eliny Svitoliny i Karoliny Muchovej. Na papierze każda z par ćwierćfinałowych ma wyraźną faworytkę, choć niemal każda z ośmiu zawodniczek dotarła do tego etapu po wyboistej drodze.
Iga Świątek vs. Elise Mertens
Iga Świątek walczy o dogonienie rywalek w wyścigu o miejsce w WTA Finals, a jej szanse mogły zostać poważnie ograniczone już na wcześniejszym etapie turnieju w Pekinie. Dotychczasowy występ Polki ma dwa oblicza. Szczególnym momentem był mecz trzeciej rundy z Donną Vekić – aktualną medalistką olimpijską i byłą półfinalistką Wimbledonu, która w ostatnich miesiącach gra nieco poniżej swoich najlepszych możliwości i prezentuje bardzo nierówną formę.
Świątek od początku spotkania nie potrafiła znaleźć odpowiedzi na wyjątkowo dobrą dyspozycję Chorwatki, która dominowała świetnym serwisem i forhendem. Pasywna postawa Polki i spora liczba błędów sprawiły, że Vekić prowadziła 6:4, 5:2. Pomimo straty dwóch przełamań w drugim secie Świątek postawiła wszystko na jedną kartę, zwiększyła intensywność i nie pozwoliła rywalce dojść do dogodnej okazji na zamknięcie meczu w żadnym z kolejnych gemów. Doprowadziła do tie-breaka wygranego 7-0, a następnie kontrolowała przebieg trzeciego seta.
W kolejnej rundzie czekało ją bardzo ciekawie zapowiadające się spotkanie z Ivą Jović. Osiemnastolatka, która zbliża się do ścisłej czołówki WTA Tour, niedawno obroniła tytuł WTA 500 w Monterrey i przystępowała do meczu ze Świątek po wygraniu dziewięciu z ostatnich dziesięciu spotkań. Pojedynek okazał się jednak kompletnie jednostronny. Świątek kontynuowała dobrą grę od momentu przełomu w meczu z Vekić, od początku narzuciła bardzo intensywne tempo wymian i nie dała nastolatce większych szans, wygrywając 6:1, 6:3.
Według rozstawienia w ćwierćfinale na Polkę mogła czekać Coco Gauff, jednak Amerykanka dość niespodziewanie przegrała z Elise Mertens. Zmorą Belgijki w tym sezonie była Maja Chwalińska, która niespodziewanie pokonała ją w drodze do swojego sensacyjnego finału Rolanda Garrosa, a niedawno zrobiła to ponownie podczas turnieju WTA 250 w Singapurze. W obu spotkaniach Polka straciła zaledwie po cztery gemy.
Mertens rozgrywała dość przeciętny sezon bez większych sukcesów na twardej nawierzchni. Jej najlepszym rezultatem był awans do ćwierćfinału Wimbledonu, gdzie po drodze pokonała między innymi Elenę Rybakinę, a następnie przegrała z późniejszą mistrzynią Lindą Noskovą.
Wygrana Mertens z Gauff była dużą niespodzianką, szczególnie że jej wcześniejsze batalie były wymagające. Belgijka wygrała dwa trudne, trzysetowe pojedynki z Katie Volynets i Jeleną Ostapenko. Przeciwko Gauff wykazała się dużą solidnością i wykorzystała problemy wyżej notowanej rywalki. Wygrała 80% punktów po pierwszym serwisie, dopuściła do tylko jednego break pointa, a w wymianach grała bardzo głęboko i dobrze pilnowała geometrii kortu.
Do wyniku mocno przyczyniła się jednak słaba dyspozycja Gauff. Amerykanka od początku popełniała dużo błędów – zanotowała aż 34 niewymuszone, do których dołożyła osiem podwójnych błędów serwisowych. Cztery z nich popełniła w jednym gemie, oddając Mertens przełamanie bez konieczności większej walki. W drugim secie Gauff mocno narzekała również na brak energii i nie była tego dnia w odpowiedniej dyspozycji, by odwrócić losy spotkania.
Dla Mertens było to drugie zwycięstwo nad zawodniczką z czołowej dziesiątki w tym sezonie. Przeciwko czołowym tenisistkom radzi sobie jednak na dłuższą metę ze zmiennym szczęściem – w okresie rankingowym wygrała tylko cztery z 14 spotkań z zawodniczkami z TOP 20.
Świątek dominuje nad Mertens w większości statystyk. Belgijka wypada lepiej jedynie pod względem liczby pressure points rozgrywanych przy własnym podaniu oraz tworzenia zagrożenia w gemach serwisowych rywalek. W ostatnich 52 tygodniach na twardej nawierzchni Mertens dobrze pilnuje swojego serwisu – 1,59 pressure points na gem wobec 1,85 Świątek – i stwarza nieco więcej zagrożenia przy returnie: 2,27 wobec 2,16. Wszystkie pozostałe statystyki przemawiają jednak na korzyść Polki, podobnie jak historia ich bezpośrednich spotkań. Świątek wygrała oba dotychczasowe mecze bez straty seta – w Stuttgarcie w 2024 roku i Miami w 2025.
Karolina Muchova vs. Nikola Bartunkova
Karolina Muchova przed turniejem wyglądała na bezpośrednią rywalkę Igi Świątek w walce o awans do WTA Finals i dotychczasowe rozstrzygnięcia w Pekinie to potwierdzają. Pięć zawodniczek jest już pewnych występu w finałach, podobnie jak Linda Noskova, która będzie miała swoje miejsce jako mistrzyni Wielkiego Szlema nawet w przypadku braku awansu do TOP 8. Muchova przystępowała do turnieju jako zawodniczka, którą Świątek musiała gonić, ze stratą 816 punktów. Obie są obecnie w ćwierćfinale, choć droga Czeszki była trudna.
Już w drugim meczu Muchova wychodziła z kłopotów przeciwko Liudmile Samsonovej, znacznie podnosząc poziom gry po przegranym pierwszym secie. W dwóch ostatnich partiach wygranego spotkania zaserwowała 13 asów i straciła tylko trzy z 13 punktów rozegranych po drugim serwisie.
Jeszcze trudniejszy był mecz czwartej rundy z Naomi Osaką. Muchova odwróciła losy źle rozpoczętego pierwszego seta, odbierając go Japonce pomimo wyniku 1:4. W drugiej partii wyglądała, jakby uszło z niej powietrze, i nie była w stanie nawiązać walki z byłą liderką światowego rankingu. Trzeci set przyniósł jeszcze więcej zwrotów. Muchova odrobiła stratę przełamania od stanu 1:3 i mogła zamknąć mecz w dziesiątym gemie, jednak Osaka obroniła pięć piłek meczowych przy własnym serwisie. Czeszka musiała jeszcze mocniej zapracować na zwycięstwo w tie-breaku, w którym potrzebowała kolejnych czterech meczboli. Pokazała przy tym ogromną odporność na niewykorzystane okazje oraz kunszt, który pozwolił jej zneutralizować potężną siłę ognia Osaki z głębi kortu.
Jej rywalką będzie 20-letnia rodaczka Nikola Bartunkova, która przyczyniła się do jednej z dwóch największych sensacji turnieju. W trzeciej rundzie niespodziewanie łatwo pokonała Arynę Sabalenkę, odbierając jej szansę na odrobienie punktów do liderki rankingu Eleny Rybakiny. Kazaszka odpadła w tej samej rundzie, trwoniąc przewagę nad dużo niżej notowaną Aliną Charaevą.
Bartunkova rewelacyjnie pilnowała serwisu w starciu z poprzednią liderką rankingu WTA. Ani razu nie straciła własnego podania, a po pierwszym serwisie oddała tylko sześć z 34 rozegranych punktów. Do tego świetnie spisywała się w defensywie: nie wchodziła z Sabalenką w otwarte, siłowe wymiany, znakomicie się poruszała i potrafiła całkowicie rozregulować rytm faworyzowanej rywalki. Sabalenka miała swoje szanse, ale Bartunkova obroniła wszystkie pięć break pointów i aż 14 z 17 pressure points przy własnym serwisie.
Mecz odbył się dwa dni po pokonaniu przez Bartunkovą Magdaleny Fręch. Polka ugrała jedynie cztery gemy, a serwis Czeszki już wtedy okazał się nie do złamania. W całym spotkaniu Bartunkova nie broniła ani jednego break pointa i rozegrała tylko trzy pressure points przy własnym podaniu, wygrywając wszystkie.
Mimo stawiania pierwszych kroków na najwyższym poziomie Bartunkova potrafi rywalizować z zawodniczkami z czołówki. W ostatnich 52 tygodniach wygrała cztery z dziesięciu spotkań przeciwko tenisistkom z TOP 20.
Muchova jest wyraźną faworytką, jeśli spojrzeć na statystyki, choć będzie to ich pierwsze spotkanie. Szczególnie słabym punktem młodszej z Czeszek są tie-breaki. W okresie rankingowym rozegrała na twardej nawierzchni na poziomie WTA Tour osiem takich partii i wygrała tylko jedną.
Mirra Andreeva vs. Ekaterina Alexandrova
Mirra Andreeva z dużym zapasem zapewniła sobie pierwszy awans do singlowego turnieju WTA Finals. Dziewiętnastolatka była praktycznie pewna kwalifikacji również dzięki statusowi mistrzyni Wielkiego Szlema – najwyżej sklasyfikowana triumfatorka turnieju wielkoszlemowego z miejsc 8-20 może uzyskać miejsce w finałach poza czołową ósemką. Dzięki występowi w Pekinie Andreeva ma jednak również szansę na poprawienie swojej najlepszej pozycji w rankingu. Jeśli pokona Ekaterinę Alexandrovą, awansuje na czwarte miejsce przed Coco Gauff.
Ekaterina Alexandrova, która miała świetną końcówkę poprzedniego sezonu i trudny jak dotąd rok 2026, dotarła do ćwierćfinału po pokonaniu dwóch klasowych zawodniczek. W poprzednim meczu zdominowała Lindę Noskovą 6:2, 6:2, a wcześniej pokonała aktualną półfinalistkę Rolanda Garrosa Dianę Shnaider.
Spośród faworytek Andreeva dotarła do ćwierćfinału względnie najmniej wyboistą drogą. Zaczęło się od przegranego pierwszego seta z reprezentantką gospodarzy Yue Yuan, po czym Rosjanka odwróciła spotkanie, wygrywając kolejne dwie partie do zera. W następnych meczach nie miała większych problemów, a najwyżej notowaną rywalką na jej drodze była zajmująca 46. miejsce w rankingu WTA Daria Snigur.
Statystyki pokazują dużą przewagę Andreevej nad Alexandrovą, co znajduje odzwierciedlenie również w ich tegorocznych wynikach. Starsza z Rosjanek ma w tym sezonie ujemny bilans meczów na poziomie WTA Tour – 20-22. Na nawierzchni twardej jest on nieznacznie dodatni – 14-13 – ale wciąż wyraźnie słabszy od 25-10 Andreevej. Alexandrova przeplata w tym sezonie słabą formę z pojedynczymi zrywami. Rok rozpoczęła dobrze finałem WTA 500 w Abu Dhabi, gdzie niespodziewanie przegrała z kwalifikantką Sarą Bejlek. Kolejne miesiące przebiegały pod znakiem rozczarowujących występów, ale w sierpniu dotarła do ćwierćfinału WTA 1000 w Toronto, po drodze pokonując w szalonym meczu Arynę Sabalenkę.
Andreeva zdobyła w tym sezonie na twardej nawierzchni tytuł w Adelaidzie. To jeden z jej trzech tegorocznych triumfów, obok wygranego Wielkiego Szlema w Paryżu i turnieju WTA 500 w Linzu na mączce. Po Wimbledonie Andreeva była w kiepskiej dyspozycji, ale wróciła na przyzwoity poziom podczas US Open, dochodząc do ćwierćfinału, w którym zmarnowała sporą szansę na pokonanie Coco Gauff.
Na twardej nawierzchni w okresie rankingowym Andreeva szczególnie wyróżnia się na tle Alexandrovej returnem. Wygrywa aż 44,3% gemów returnowych przy 31,7% rywalki i notuje wyniki o kilka punktów procentowych wyższe w każdej kategorii returnowej. Tworzy również około 0,3 pressure pointa więcej na gem returnowy i wykorzystuje te okazje znacznie skuteczniej od bardziej doświadczonej rywalki.
Elina Svitolina vs. Qinwen Zheng
Elina Svitolina jest bezpośrednio zaangażowana w walkę o WTA Finals. Przed ćwierćfinałami prowadzi w rywalizacji o praktycznie dwa pozostałe miejsca, mając 409 punktów przewagi nad Karoliną Muchovą oraz odpowiednio 1014 i 1225 nad Martą Kostyuk i Igą Świątek, które obecnie znajdują się pod kreską i realistycznie są jedynymi zawodniczkami mogącymi jeszcze wmieszać się do tej rywalizacji.
Svitolina dotarła do ćwierćfinału w Pekinie bez większych komplikacji. Największe problemy miała w pierwszym meczu, przegrywając otwierającego seta z Kateriną Siniakovą, ale później przejęła pełną kontrolę nad spotkaniem. Następnie dość komfortowo pokonała Marię Sakkari i Ann Li. Ukrainka wykazała się sporą skutecznością w bronieniu break pointów – obroniła aż 22 z 28, w tym dziesięć z 12 w meczu poprzedniej rundy z zajmującą 30. miejsce w rankingu Amerykanką. Nie był to perfekcyjny występ Svitoliny, która wygrała jedynie 54% punktów po pierwszym serwisie – co ciekawe, mniej niż 63% po drugim. Jej tegoroczny bilans we wszystkich rozgrywkach WTA Tour wynosi 46-13, a na nawierzchni twardej 31-8.
Qinwen Zheng wyraźnie wraca do świetnej formy po uporaniu się z problemami zdrowotnymi. Jej występ w US Open przyniósł dwa wyjątkowe zwycięstwa – nad Madison Keys i Igą Świątek. Przeciwko Amerykance odwróciła decydującego seta ze stanu 0:5, a w pierwszej partii meczu ze Świątek dokonała tego samego. Zheng, która przed US Open znajdowała się poza pierwszą setką rankingu z powodu przerw spowodowanych przewlekłą kontuzją łokcia, dzięki świetnemu występowi na Flushing Meadows i obecnej grze w Pekinie zajmuje już 42. miejsce w rankingu na żywo, z dużą szansą na zbliżenie się do pozycji gwarantujących rozstawienie w turniejach WTA 1000 i Wielkiego Szlema.
Jej droga do ćwierćfinału w Pekinie prowadziła jednak przez cztery trzysetowe spotkania. Zaczęło się od niespodziewanych problemów z rodaczką Han Shi, sklasyfikowaną poza drugą setką rankingu. W kolejnym meczu Zheng odrabiała straty po przegraniu pierwszego seta z Anną Kalinskayą, która skreczowała po trzech gemach decydującej partii. Spotkanie z Marie Bouzkovą trwało niemal trzy godziny, a nawet Alina Charaeva – Ormianka sklasyfikowana na 118. miejscu, która sprawiła dużą sensację, pokonując Elenę Rybakinę – postawiła bardzo trudne warunki. Zheng wygrała dopiero 6:4 w trzecim secie. Chinka korzysta przy tym ze swojego największego atutu, czyli mocnego serwisu. W ostatnich trzech meczach, mimo długich batalii, notowała powyżej 77% pierwszego podania, a w całym turnieju zaserwowała 33 asy.
Na papierze spotkanie zapowiada się jako starcie zawodniczek o różnych stylach. Zheng wyróżnia się przede wszystkim serwisem, natomiast Svitolina jest bardziej wszechstronna i lepiej predysponowana do gry w wymianach. Różnicę widać w statystykach returnu: Ukrainka w okresie rankingowym wygrała 41,6% gemów returnowych na twardej nawierzchni, Zheng jedynie 28,9%. Svitolina pozwala jednak rywalkom na sporo walki we własnych gemach serwisowych, rozgrywając średnio dwa pressure points na gem przy własnym podaniu, co jest dość wysokim wynikiem jak na zawodniczkę ze ścisłej światowej czołówki. Będzie to pierwsze spotkanie Svitoliny i Zheng na poziomie WTA Tour.
—
Maciej Myrta
tennisratio.com





