WTA 1000 w Wuhan – zapowiedź ćwierćfinałów
Ostatni turniej rangi WTA 1000 w tym sezonie rewelacyjnie układa się dla Polek. Iga Świątek i Maja Chwalińska dotarły do ćwierćfinałów w bardzo dobrym stylu. Dla Świątek korzystnie ułożyły się zarówno drabinka, jak i wyniki jej bezpośrednich rywalek w walce o udział w WTA Finals, dzięki czemu ma dużą szansę odrobić większość, a nawet wszystkie straty do miejsca premiowanego awansem. Chwalińska z kolei przeżywa najlepszy okres w karierze na nawierzchni twardej. Po raz pierwszy awansowała do ćwierćfinału turnieju rangi WTA 1000, osiągając swój najlepszy wynik na hardzie, a po drodze odniosła najcenniejsze zwycięstwo w karierze, pokonując 11. w rankingu Ivę Jovic. Jeśli obie Polki wygrają piątkowe mecze, spotkają się ze sobą w półfinale.
Oprócz Polek jedynymi rozstawionymi ćwierćfinalistkami są Elina Svitolina i Diana Shnaider, które znalazły się w drugiej połowie drabinki. W turnieju nie wzięły udziału między innymi obrończyni tytułu Coco Gauff oraz liderka rankingu WTA Elena Rybakina, a kilka innych faworytek szybko pożegnało się z rywalizacją. Aryna Sabalenka nie wykorzystała okazji do odrobienia punktów do Rybakiny, sensacyjnie przegrywając z Ann Li, która będzie piątkową rywalką Świątek w ćwierćfinale.
Iga Świątek – Ann Li
Iga Świątek wykorzystała dość otwartą drabinkę w swojej ćwiartce. Po wycofaniach przed startem turnieju na jej drodze do ćwierćfinału nie znalazła się ani jedna rozstawiona zawodniczka. Z rywalizacji odpadła również Aryna Sabalenka, która mogła stworzyć ze Świątek wyczekiwane starcie ćwierćfinałowe po opublikowaniu drabinki.
Rywalizacja Polki rozpoczęła się od spotkania, które przykuło szczególną uwagę polskich kibiców. Świątek pokonała Magdalenę Fręch 6:2, 6:1, choć wynik nie oddaje w pełni przebiegu meczu. Zwłaszcza pierwszy set, mimo jednostronnego rezultatu na papierze, trwał ponad godzinę. Fręch rozpoczęła bardzo dobrze, przełamała rywalkę i prowadziła 2:0. Sprawiała Świątek sporo problemów i biegała do każdej piłki. Od stanu 0:2 Świątek wygrała jednak 10 gemów z rzędu, właściwie ustawiając w ten sposób wynik całego spotkania.
Mecz z Ashlyn Krueger również zakończył się dość rutynowym zwycięstwem Świątek w dwóch setach, choć zarówno Amerykanka, jak wcześniej Fręch, potrafiła zmusić ją do wysiłku. W pierwszym spotkaniu Świątek musiała bronić 9 breakpointów i obroniła 7 z nich. Krueger stworzyła z kolei 8 breakpointów, ale Polka dała się przełamać tylko raz, w drugim, dość zaciętym secie, który ostatecznie przechyliła na swoją korzyść. Świątek ani razu w tym turnieju nie musiała jeszcze odrabiać straty seta.
Spotkanie z Krueger było przy tym bardzo intensywne pod względem gry w Pressure Points. Świątek rozegrała aż 29 Pressure Points przy własnym serwisie i wygrała 20 z nich. Do bólu skuteczna była także przy podaniu rywalki – stworzyła 13 Pressure Points i wygrała aż 10.
Ann Li odniosła największe zwycięstwo w karierze w meczu, który był prawdopodobnie najbardziej ekscytującym widowiskiem turnieju jak dotąd. Sabalenka przystąpiła do niego po szybkim odpadnięciu z poprzedniego turnieju w Pekinie, gdzie wyraźnie przegrała z Nikolą Bartunkovą. Do spotkania z Li wyszła również z oklejonym prawym kolanem.
Początkowo Białorusinka radziła sobie z Amerykanką rutynowo. Wygrała pierwszego seta, a w drugim prowadziła 4:2 z przewagą przełamania. Li nie miała jednak nic do stracenia i od tego momentu narzuciła szybkie tempo, grając odważnie, blisko linii i coraz częściej przejmując inicjatywę w wymianach. Niespodziewanie wygrała cztery gemy z rzędu i doprowadziła do decydującego seta, w którym kontynuowała konsekwentną, ofensywną grę i objęła prowadzenie 5:2.
Wtedy nastąpił kolejny zwrot akcji. Li nie zdołała wyserwować zwycięstwa, a Sabalenka obroniła siedem piłek meczowych i doprowadziła do tiebreaka. Tam obroniła jeszcze dwie kolejne, ale za dziesiątym razem Amerykanka wreszcie przekroczyła linię mety. Mimo wielu niewykorzystanych szans Li potrafiła doprowadzić spotkanie do końca. Dużą przewagę zbudowała również serwisem – posłała 8 asów, podczas gdy Sabalenka zanotowała tylko 2 przy sześciu podwójnych błędach. Białorusinka wyglądała na rozregulowaną i nie w pełni formy fizycznej, ale Li zdała ten egzamin znakomicie.
Dobrą formę podtrzymała w kolejnym spotkaniu przeciwko Janice Tjen. Wygrała 6:1, 7:6, mimo że w drugim secie musiała bronić trzech piłek setowych. Ponownie znakomicie funkcjonował jej serwis – zanotowała 11 asów przy tylko 3 podwójnych błędach i wygrała aż 80% punktów po pierwszym podaniu.
Świątek i Li spotkały się dotąd raz, w Madrycie. Polka skreczowała w trzecim secie pojedynku przy stanie 0:4. Li potrafiła dorównać Świątek na mączce, choć przyczyną bardzo słabej postawy Polki w decydującej partii i ostatecznego wycofania był wirus, który męczył ją już od dwóch dni przed spotkaniem i kompletnie odebrał jej siły w trzecim secie.
Poza historią ich jedynego dotychczasowego pojedynku Świątek dominuje nad rywalką we wszystkich statystykach. Dla Polki będzie to mecz o awans do czwartego półfinału WTA 1000 w tym sezonie oraz zmniejszenie o kolejne 175 punktów straty do Karoliny Muchovej w walce o ostatnie miejsce premiowane udziałem w WTA Finals. Przed rozpoczęciem ćwierćfinałów Świątek traci do niej 721 punktów w rankingu WTA Race.
Maja Chwalińska – Maria Sakkari
Maja Chwalińska udowodniła, że ma papiery na bardzo dobrą grę na nawierzchni twardej, awansując do pierwszego w karierze ćwierćfinału WTA 1000. To jej najcenniejsze osiągnięcie na hardzie. Pewne zwycięstwo nad Ivą Jovic – aktualnie 11. zawodniczką rankingu, która niedawno obroniła tytuł WTA 500 w Guadalajarze i dotarła do czwartej rundy US Open – jest najcenniejszą pod względem rankingu pokonanej rywalki wygraną w karierze Polki.
Przed rozpoczęciem azjatyckiej części sezonu Chwalińska miała na koncie zaledwie cztery zwycięstwa w drabinkach głównych WTA Tour na nawierzchni twardej. Po awansie do półfinału WTA 250 w Singapurze i obecnym występie w Wuhan dołożyła do tego swoje dwie pierwsze w karierze wygrane z zawodniczkami z top 20. Wcześniej pokonała Elise Mertens w Singapurze.
Nagrodą za świetne wyniki jest jej własny awans do top 20. Chwalińska zajmuje obecnie 19. miejsce w rankingu live, a w przypadku pokonania Sakkari i awansu do półfinału może przesunąć się na 16. pozycję. Może również wejść do top 20 rankingu Race, w którym aktualnie zajmuje 21. miejsce.
W Wuhan Polka najpierw pewnie pokonała Mayar Sherif. Była dużą faworytką spotkania z Egipcjanką, która specjalizuje się w grze na nawierzchni ziemnej. Znacznie większym wyzwaniem okazało się starcie z bardzo solidną Marie Bouzkovą, sklasyfikowaną na 28. miejscu w rankingu. Chwalińska odwróciła losy tego meczu po przegraniu pierwszego seta 1:6, po czym w takim samym stosunku wygrała dwie kolejne partie. Zdołała zneutralizować agresywną grę Czeszki, przejęła inicjatywę i coraz skuteczniej rozrzucała rywalkę po korcie, co przełożyło się na wiele niewymuszonych błędów Bouzkovej w dwóch decydujących setach.
Chwalińska poszła za ciosem w meczu z Jovic. Wygrała bardzo ciasnego pierwszego seta, w którym obie zawodniczki grały solidnie i cierpliwie, a w drugiej partii wyraźnie zdominowała młodszą rywalkę. Jednym z największych atutów Polki w całym spotkaniu był backhand.
Maria Sakkari wraca do formy po zapaści z poprzedniego sezonu. Greczynka była stałą bywalczynią top 10 w latach 2021-2024, jednak kryzys formy sprawił, że w zeszłym roku spadła aż na 92. miejsce w rankingu. Obecny sezon jest już zdecydowanie lepszy. Sakkari ma bilans 26-20 w rozgrywkach WTA Tour, a szczególnie dobrze radzi sobie na nawierzchni twardej, na której odniosła 21 zwycięstw przy 12 porażkach.
Przebłyskiem powrotu do wysokiej formy był lutowy turniej WTA 1000 w Dosze. Sakkari dotarła tam do półfinału, po drodze pokonując Igę Świątek. Oprócz tego zagrała w finale WTA 250 w Atenach, a w Wuhan awansowała do czwartego ćwierćfinału w tym sezonie.
Droga Sakkari do najlepszej ósemki turnieju wiodła przez kilka uznanych nazwisk. W pierwszej rundzie pewnie pokonała aktualną medalistkę olimpijską Donnę Vekic, a w drugiej skomplikowała drogę Marty Kostyuk do WTA Finals, wygrywając z Ukrainką 4:6, 6:2, 6:2 po stracie pierwszego seta. Następnie wywiązała się z roli faworytki w spotkaniu z 17-letnią Mią Pohankovą.
Statystyki z nawierzchni twardej w okresie rankingowym pokazują zróżnicowane tendencje. Sakkari ma znacznie lepszy współczynnik tworzonych breakpointów do bronionych, natomiast Chwalińska lekko góruje w przekładaniu swoich szans na wygrywanie gemów i całych spotkań.
Polka gra przy tym bardzo efektywnie jak na średnio zaledwie 1.67 Pressure Points tworzonych na gem returnowy. To niemal o 0.5 mniej od Sakkari, a mimo tego Chwalińska wygrywa takich punktów o 6% więcej od swojej starszej rywalki.
Będzie to ich trzecie spotkanie. Dotychczas dwukrotnie mierzyły się na nawierzchni ziemnej. Sakkari wygrała w zeszłym roku mecz kwalifikacji do WTA 1000 w Rzymie, natomiast Chwalińska pokonała Greczynkę na drodze do swojego finału Roland Garros, zwyciężając w czwartej rundzie 1:6, 6:3, 6:2.
Elina Svitolina – Sonay Kartal
Elina Svitolina przyjechała do Wuhan w najlepszej sytuacji spośród zawodniczek walczących o awans do WTA Finals i wykonała swoją robotę, oficjalnie zapewniając sobie udział w turnieju kończącym sezon. Kluczowe było spotkanie drugiej rundy z Liudmilą Samsonovą.
Svitolina rozpoczęła ten mecz od pełnej kontroli, lecz nie potrafiła go szybko domknąć mimo prowadzenia z przełamaniem w drugim secie i dwóch piłek meczowych. W trzeciej partii kompletnie zdominowała jednak rywalkę, nie pozwalając jej wygrać ani jednego gema serwisowego, i pewnie awansowała do kolejnej rundy. Tam zgodnie z oczekiwaniami pokonała reprezentantkę gospodarzy Hanyu Guo, sklasyfikowaną w trzeciej setce rankingu.
Svitolina w pełni zasłużyła na swój pierwszy od 7 lat awans do najlepszej ósemki sezonu. Ma obecnie na koncie 48 wygranych spotkań – o dwa mniej od Mirry Andreevej i Jessici Peguli, które wygrały po 50. Elena Rybakina ma 49 zwycięstw.
Grająca już bez presji związanej z walką o WTA Finals Svitolina będzie chciała wykorzystać dobrą formę i powalczyć o czwarty finał w tym sezonie. W Wuhan ma również szansę sięgnąć po drugi tytuł na nawierzchni twardej w tym roku, po styczniowym triumfie w Auckland.
Ukrainka będzie faworytką starcia z najbardziej nieoczekiwanym nazwiskiem w gronie ćwierćfinalistek – Sonay Kartal, obecnie sklasyfikowaną na 170. miejscu w rankingu WTA. Brytyjka jeszcze w tym roku znajdowała się w pierwszej pięćdziesiątce po bardzo dobrym otwarciu sezonu, podczas którego potrafiła dotrzeć do czwartej rundy Indian Wells oraz ćwierćfinału WTA 500 w Abu Dhabi.
Niestety wtedy zatrzymał ją poważny zmęczeniowy uraz kręgosłupa, który rehabilitowała przez pół roku. Do rywalizacji wróciła we wrześniu. Po powrocie potrafiła awansować do trzeciej rundy w Pekinie, a w Wuhan prezentuje jak dotąd rewelacyjną formę, docierając do ćwierćfinału bez straty seta.
Kartal dzień po dniu pokonała Belindę Bencic oraz Jasmine Paolini, w obu spotkaniach wygrywając po jednym secie bez straty gema. Brytyjka imponuje w Wuhan skutecznością serwisu. W dwóch pierwszych meczach zanotowała ponad 75% pierwszego podania, a przeciwko Paolini było to 68%. W drugim secie tego spotkania, wygranym do zera, zdobyła aż 6 z 8 punktów po drugim serwisie.
Kartal bardzo cierpliwie konstruuje punkty. W meczu z Paolini zanotowała 14 winnerów przy jedynie 8 błędach niewymuszonych. Włoszka, która rozgrywa słaby sezon jak na swoje standardy z ostatnich lat, odpowiedziała zaledwie 8 winnerami przy aż 24 błędach niewymuszonych i sromotnie przegrała 2:6, 0:6.
Svitolina i Kartal grały ze sobą dotąd dwukrotnie i oba spotkania wygrała Ukrainka. Ich ostatni pojedynek, rozegrany na początku sezonu w Auckland, z pewnością zapisał się jednak w pamięci obu zawodniczek. Kartal była bardzo bliska zwycięstwa i serwowała po mecz w trzecim secie, lecz Svitolina uniknęła niespodziewanej porażki, wygrywając 7:5 w decydującym tiebreaku. Był to ćwierćfinał turnieju, który Ukrainka ostatecznie wygrała, zdobywając swój jedyny jak dotąd tytuł w tym sezonie na nawierzchni twardej.
Brytyjka, mimo nieco mniejszej próbki meczów na hardzie w okresie rankingowym, bardzo dobrze prezentuje się pod względem unikania zagrożenia przy własnym serwisie. Średnio zaledwie 1.60 Pressure Points na gem serwisowy to bardzo dobry wynik. Svitolina z kolei na wszystkich nawierzchniach zazwyczaj ma wysoką średnią Pressure Points przy własnym podaniu, co nie przeszkodziło jej między innymi wygrać turnieju w Rzymie, gdzie niemal wszystkie spotkania rozgrywała na styku. Ukrainka znacznie skuteczniej broni breakpointów – 59.6% do 51% – oraz przeważa we wszystkich statystykach returnu.
Diana Shnaider – Jelena Ostapenko
Diana Shnaider kontynuuje najlepszy sezon w karierze, okraszony wcześniejszym półfinałem Roland Garros. 22-letnia Rosjanka ma w tym roku bardzo dobry bilans 32-20 i znacząco zamieszała w walce o WTA Finals, zatrzymując w Wuhan Karolinę Muchovą na etapie najlepszej szesnastki.
Początek ich spotkania stał pod znakiem bardzo intensywnej gry z głębi kortu. Obie tenisistki miały problemy z pełną dominacją przy własnym podaniu. Shnaider była bardzo skuteczna po pierwszym serwisie. Mimo że nie zaserwowała ani jednego asa, wygrała 74% punktów po pierwszym podaniu. Muchova posłała w całym meczu 4 asy, ale popełniła również 4 podwójne błędy serwisowe.
Pierwszy set był bardzo zacięty. W decydujących gemach, granych na przewagi i z breakpointami po obu stronach, to Shnaider wygrała wojnę nerwów i rozstrzygnęła partię na swoją korzyść. W drugim secie ponownie wykazała się skutecznością w najważniejszych momentach. Dwukrotnie przełamała Muchovą, wykorzystując zaledwie dwa breakpointy, a drugie z tych przełamań zakończyło spotkanie.
Shnaider pokazała w tym sezonie, że potrafi rywalizować z najlepszymi. Zwycięstwo nad Muchovą było jej trzecią w tym roku wygraną z zawodniczką z top 10. Wcześniej pokonała Arynę Sabalenkę w ćwierćfinale Roland Garros, demolując ówczesną liderkę światowego rankingu 6:0 w decydującym secie, a następnie dotarła do półfinału turnieju. Ograła również Jessicę Pegulę na drodze do ćwierćfinału WTA 1000 w Toronto.
Jelena Ostapenko dzięki awansowi do trzeciego w tym sezonie ćwierćfinału rangi WTA 1000 powróci do top 30 rankingu. Łotyszka dokonała tego wcześniej w lutym w Dosze, gdzie dotarła do półfinału, oraz w Rzymie, gdzie zakończyła rywalizację na etapie najlepszej ósemki.
W Wuhan pokonała na swojej drodze Darię Kasatkinę, Jessicę Pegulę i Leylah Fernandez. Szczególnie spotkanie z Amerykanką należało, obok pojedynku Li z Sabalenką, do najciekawszych meczów całego turnieju.
Pegula zgodnie z oczekiwaniami wygrała pierwszego seta i przez długi czas względnie kontrolowała przebieg drugiego, w pewnym momencie mając przewagę przełamania. W tiebreaku Ostapenko obroniła jednak trzy piłki meczowe, wychodząc ze stanu 4:6 na 9:7. Łotyszka, znana ze swojego siłowego, ale mocno niestabilnego stylu gry, zanotowała w tym spotkaniu aż 45 winnerów wobec 15 po stronie faworyzowanej Peguli. Dołożyła do tego 10 asów przy 11 błędach niewymuszonych i ostatecznie wyszła zwycięsko z tej dość zwariowanej batalii.
Podobnie skutecznie narzuciła swój styl gry w dwóch pozostałych spotkaniach. W pierwszej rundzie zdominowała Darię Kasatkinę, wygrywając 6:1, 6:1 i notując aż 35 winnerów przy zaledwie pięciu po stronie rywalki.
Będzie to pierwsze spotkanie pomiędzy Shnaider i Ostapenko. Rosjanka znacznie pewniej i skuteczniej serwuje, wygrywając na nawierzchni twardej w okresie rankingowym o ponad 12% więcej gemów serwisowych. Ostapenko przy swojej chaotycznej grze notuje średnio aż 2.18 Pressure Points na gem serwisowy i wygrywa jedynie 55.1% takich punktów.
Shnaider na papierze prezentuje się jako znacznie solidniejsza zawodniczka. Ostapenko wielokrotnie pokazywała jednak, że jeśli trafi ze swoją grą na odpowiedni dzień, narzuci własny styl i ograniczy liczbę błędów, jest w stanie zdominować przebieg wymian.
—————————-
Maciej Myrta






