Zmarł Bob Brett. Żegnamy wielkiego trenera

/ Redakcja , źródło: własne, foto: Peter Figura

Początek 2021 roku przyniósł niezwykle smutną wiadomość dla tenisowego świata. We wtorek, w wieku 67 lat po ciężkiej chorobie zmarł jeden z najbardziej znanych i zasłużonych trenerów tenisowych – Australijczyk Bob Brett.

Brett zasłynął z tego, że w liczącej blisko pięć dekad karierze trenerskiej pracował z wieloma zwycięzcami turniejów wielkoszlemowych, takimi jak Boris Becker, Goran Ivanisevic, Johan Kriek, Peter McNamara i Paul McNamee. Miał również udział w sukcesach Mario Ancicia i Nicolasa Kiefera, to również jemu przypisuje się zasługi za rozwój Keia Nishikoriego na wczesnym etapie kariery. Pracował również z Tennis Canada, LTA, i reprezentacją Japonii w Pucharze Davisa.

Bob Brett karierę trenerską rozpoczął bardzo wcześnie, bo w wieku 20 lat. Pod okiem legendarnego trenera Harry’ego Hopmana szybko stał się jednym z jego najwierniejszych uczniów, przez wiele lat przekazując swoim zawodnikom to, z czego słynął Hopmann. W wywiadzie dla Tenisklubu Brett tak wspominał Hopmana: wyróżniało go z całą pewnością zwracanie uwagi na detale, całkowite poświęcenie się swojej pracy, znajomość historii naszego sportu, oraz znajomość wielkich graczy, z którymi miał okazję pracować”. Taki również był Bob Brett.  A do tego niezwykle serdeczny, uczynny, zawsze dzielący się swoimi doświadczeniami i mającym dla każdego czas. Nie tylko starał się przekazywać wiedzę, ale również próbował się czegoś nauczyć od każdego napotkanego na swojej drodze. Kiedy w sezonie 2002/2003 zakończył codzienną pracę podczas turniejów, wrócił na uniwersytet, aby ukończyć swoje studia MBA (Master of business Administration).

To właśnie dzięki Hopmanowi Bob Brett zaczął pracować z team Rossignol, którego pierwszy skład tworzyli Andres Gomes, Ricardo Ycaza oraz Raul Antonio Viver. Po sześciu miesiącach próby, będąc pod wrażeniem osiągniętych wyników, Rossignol zaproponował rozzbudowanie teamu (na wzór zespołów narciarskich). Team Rossignol stworzyli oprócz wcześniej wymienionych zawodników Johan Kriek, Fritz Buehning, Tim Mayotte, Tim Wilkonson, Jose-Luis Clerc, a później Mats Wilander, Guy Forget i Henrik Sundstrom.

Największym sukcesem trenerskim Bretta była jednak z całą pewnością współpraca z Borisem Beckerem (od listopada 1987 do lutego 1981) i to mimo tego, iż wybór Beckera spotkał się ze sprzeciwem jego mentora Iona Tiriaca („A czego on może Cię nauczyć? Przecież nigdy nie grał w finale Wimbledonu”). Becker tak wspomina rolę Bretta w swojej karierze (w opublikowanej w 2004 autobiografii Gracz). „Brett był bardzo wymagający, i to było to czego bardzo potrzebowałam. Stawiał sprawę bardzo jasno, czego ode mnie oczekuje: dyscypliny, woli pracy i poświęcenia, siły woli i punktualności. Trzy godziny treningu rano, trzy po południu. To było niezwykle profesjonalne podejście. Ja miałam niecałe 20 lat, a on traktował mnie jak dorosłego”.

Bob Brett zawsze z najwyższym uznaniem mówił o swoich zawodnikach, nawet długo po zakończeniu z nimi współpracy. Podkreślał to, co było w nich najlepsze i czego się od nich nauczył. Zapytany o Borisa Beckera powiedział Tenisklubowi, że najbardziej imponowała mu zdolność Beckera do grania na najwyższym poziomie wtedy, kiedy miało to znaczenie. Ale wspominał również jak Becker pomagał młodszym i mniej utytułowanym zawodnikom. Gorana Ivanisevica zapamiętał natomiast z niezwykle ciężkiej pracy, lojalności i życzliwości. – To po prostu bardzo dobry człowiek – wspominał Bob Brett.

Ten niezwykle osobisty stosunek do swoich zawodników trwał mimo zakończenia z nimi współpracy. Bob Brett zawsze wspominał telefon od Ivanisevica, jaki tenisista wykonał przed finałem Wimbledonu w 2001 roku. „Goran miał dla mnie miejsce na korcie centralnym i chciał bym tam właśnie był”.

Nicolas Kiefer który pod okiem Bretta awansował na czwarte miejsce w rankingu ATP tak wspomina swojego trenera: Bob, mój trener i mentor, który pomógł mi osiągnąć tenisowe szczyty.  Prawdziwy przyjaciel, który był moim doradcą do samego końca. Rozmawialiśmy jeszcze niedawno, przed świętami Bożego Narodzenia, wspominając lata naszej współpracy na korcie… zwycięstwa w Halle i Taszkencie. Te wspomnienia wywołały u nas nawet łzy, ale to były łzy radości. Uwielbiałem go słuchać, tych historii o zawodnikach, których znał, o tym jak zmienia się nasz sport, i o Harym Hopmanie… Wtedy czułem się jak chłopiec, który słucha historii z innego świata.

Żegnaj Bob, będzie Cię bardzo brakować.

Peter Figura