Podsumowanie sezonu w rozgrywkach ATP: Część pierwsza. Sinner i Alcaraz z wielkimi tytułami

Artur Kobryn , foto: AFP

Za nami kolejny rok zmagań panów na światowych kortach. Jak zwykle przyniósł on pełną paletę wrażeń, od wielkich triumfów, przez kilka niespodzianek, po tenisowe dramaty. W naszym podsumowaniu skupimy się na kluczowych wydarzeniach, które zdefiniowały miniony sezon. W jego pierwszej części przyjrzymy się okresowi do turnieju na kortach im. Rolanda Garrosa.

Styczeń

Inauguracja rozgrywek nieodmiennie związana jest ze słoneczną Australią. Już rywalizacja w Brisbane przyniosła godny odnotowania fakt. Po nieco ponad sześciu latach posuchy, tytuł w imprezie ATP ponownie wywalczył bowiem były numer trzy na świecie, Grigor Dimitrow. Dwa inne turnieje podprowadzające do Australian Open, w Adelajdzie i Auckland, też miały swoją wyjątkową historię, gdyż okazały się miejscami pierwszych tytułów w karierach dla Jirziego Leheczki oraz Alejandro Tabilo.

To co jednak najważniejsze w tej części sezonu, wydarzyło się oczywiście w Melbourne. Właśnie tam wzrok skupiony był głównie na Janniku Sinnerze, który po efektownej jesieni 2023 roku, miał potwierdzić, że dojrzał już do odnoszenia zwycięstw w Wielkich Szlemach. Włoch dał temu odpowiedź twierdzącą i zrobił to w stylu, który nie mógł nie wywrzeć wielkiego wrażenia. Na drodze do triumfu zdetronizował Novaka Dżokovicia, a w finale wydobył się z wielkich tarapatów w starciu z Daniłem Miedwiediewem. Rosjanin był z kolei dostarczycielem największych emocji podczas tych dwóch tygodni zmagań. Rozegrał aż cztery pięciosetówki (w tym jedną z Hubertem Hurkaczem), by po ostatniej z nich, podobnie jak dwa lata wcześniej przeciwko Rafaelowi Nadalowi, znów doświadczyć bolesnej porażki.

Luty

Niedługo potem Sinner zademonstrował, że ani myśli spoczywać na laurach i dołożył do swej gabloty trofeum w Rotterdamie. To jednak nie on był najskuteczniejszym zawodnikiem lutego. Dwa tytuły – w Marsylii oraz Dubaju – zdobył Ugo Humbert. Z kolei podczas południowoamerykańskiego „Golden Swingu” skalpy w Rio de Janeiro i Santiago wywalczył Sebastian Baez. Negatywnych bohaterem przełomu lutego i marca był zaś Andriej Rublow. Rosjanin został zdyskwalifikowany w półfinale zmagań w Dubaju za wybuch złości skierowany pod adresem arbitra liniowego. Ta część sezonu nie ułożyła się po myśli Carlosa Alcaraza, który Amerykę Południową opuszczał w tym roku bez żadnego trofeum, za to z kontuzją.

Marzec

Na szczęście Hiszpana nie okazał się ona poważna i w Indian Wells pokazał się już ze swojej najlepszej strony. To właśnie Hiszpan został pierwszym graczem w sezonie, który znalazł sposób na Sinnera. W finale, tak jak 12 miesięcy wcześniej, znów pokonał Daniła Miedwiediewa i mógł cieszyć się z obrony mistrzowskiego tytułu. W Miami tak skuteczny już jednak nie był, a podrażniony porażką Tyrolczyk błyskawicznie wziął rewanż na swoich rywalach. Decydującą fazę zawodów przeszedł jak burza, nie dając swoim rywalom nawet cienia szansy. Ponadto, raz jeszcze wysoką formę objawił Grigor Dimitrow, który na drodze do finału ograł Hurkacza, Alcaraza oraz Zvereva.

Kwiecień

Sezon na europejskiej mączce rozpoczął się bardzo obiecująco dla polskich kibiców. W Estoril swój debiutancki tytuł na tej nawierzchni zdobył Hubert Hurkacz. Nieco dalej, bo w Marrakeszu, efektowny powrót do rozgrywek zaliczył zaś Matteo Berretini, który po kilku miesiącach absencji z powodu kontuzji także został mistrzem turnieju. Naprawdę poważne ceglane granie zaczęło się jednak jak zwykle w Monte Carlo.

Raz jeszcze Stefanos Tsitsipas pokazał, że jest to jego miejsce na ziemi i już po raz trzeci w karierze zapisał się na liście triumfatorów tej imprezy. Grek w finale pokonał Caspera Ruuda, który szybko doczekał się wyrównania rachunków. Dwójka ta bowiem spotkała się tydzień później w Barcelonie i tym razem zwyciężył Norweg, który po raz pierwszy zapisał na swoim koncie tytuł rangi wyższej niż ATP 250. Na oddzielne dwa słowa wspomnienia zasługuje też Jan-Lennard Struff. Niemiec, na własnej ziemi w Monachium, na kilka dni przed swoimi 34. urodzinami, w końcu dopiął swego i po raz pierwszy wygrał zawody na najwyższym szczeblu rozgrywek ATP.

Maj

Kolejnym ważnym przystankiem na drodze do Rolanda Garrosa była rywalizacja w Madrycie. W stolicy Hiszpanii niespodziewanym triumfatorem został Andriej Rublow, który nagle przełamał niemoc i serię porażek, która dopadła go po dubajskim incydencie. Jeszcze większym zaskoczeniem była osoba jego finałowego rywala, którym został Felix Auger-Alliassime. Na Kanadyjczyka spłynęła rzadko spotykana dawka szczęście, gdyż aż trzy spotkania wygrał na skutek niedyspozycji zdrowotnej swoich rywali. Równie ważnym wydarzeniem całych zawodów było pierwsze z dużych pożegnań Rafaela Nadala, który przed własną publicznością zdołał dotrzeć do czwartej rundy.

W Rzymie poszło mu już znacznie gorzej i w drugim spotkaniu został rozbity przez Huberta Hurkacza. Pod nieobecność Sinnera i Alcaraza pierwsze skrzypce w stolicy Italii grał Alexander Zverev. Niemiec po blisko trzech latach przerwy ponownie okazał się najlepszy w imprezie rangi Masters 1000. Turniej ten z pewnością będzie zapamiętany na długo też przez Chilijczyków, którzy wprowadzili aż dwóch swoich graczy do półfinału. Zarówno Alejandro Tabilo, jak i Nicolas Jarry musieli jednak uznać wyższość tenisisty z Hamburga.

Maj/Czerwiec

Kulminacja ceglanych batalii przypadła jak zwykle w Paryżu. Na pierwszą wielką potyczkę nie trzeba było długo czekać, gdyż już na samym starcie los połączył Nadala ze Zverevem. Cudu w tym spotkaniu jednak nie było i będący bardzo daleko od swej szczytowej dyspozycji Hiszpan przegrał w trzech setach. Własną drogę przez mękę przechodził też inny z wielkich, Novak Dżoković. Serb po heroicznych, pięciosetowych bojach pokonywał Lorenzo Musettiego i Francisco Cerundolo, co przypłacił kontuzją kolana, która wyeliminowała go z dalszej gry.

Stało się więc wtedy jasne, że francuska stolica będzie oklaskiwać w tym roku nowego mistrza. Za przedwczesny finał uznano półfinały mecz Sinnera z Alcarazem, w którym nieznacznie lepszy okazał się gracz z Hiszpanii. Włochowi na pocieszenie został jednak fakt, że po turnieju awansował na pierwsze miejsce w rankingu ATP. Z kolei 21-latek z El Palmar także w finale przeciwko Zverevowi popisał się wybitną końcówką pojedynku, w której odwrócił jego losy. Tym samym przegonił złe demony z poprzedniego roku i dołożył do swojej kolekcji trzeci wielkoszlemowy tytuł. Zverev zaś raz jeszcze pokazał, że mimo bycia już ukształtowanym zawodnikiem ciągle brakuje mu postawienia kropki nad „i” w tych najważniejszych imprezach.