Podsumowanie sezonu w rozgrywkach WTA: Część druga. Wielkie zwycięstwa Gauff i Sabalenki oraz sukcesy naszych tenisistek

Redakcja , foto: AFP

Kiedy opadł kurz olimpijskich zmagań w Paryżu, a w Londynie odbito ostatnią piłkę, ruszyła druga część cyklu WTA. Najważniejsze jej części to turnieje amerykańskie na kortach twardych oraz Azja, w której najlepsze tenisistki walczyły nie tylko o punkty i solidne premie finansowe, ale również o awans do prestiżowej imprezy WTA Finals.

Sierpień

Amerykański swing otworzył tradycyjnie turniej rangi WTA1000 w Toronto. W Kanadzie najlepsza okazała się doświadczona Jessica Pegula. 30-latka wykorzystała korzystną drabinkę.  W drodze do finału pokonała Karolinę Pliskową, Ashlyn Krueger, Peyton Stearns oraz Dianę Shnaider. W finale rywalką Peguli była wracająca do formy Amanda Anisimova. W trzech setach górą była Jessica. Tym samym Amerykanka obroniła tytuł, który zdobyła 12 miesięcy wcześniej.

Po średnio udanym występie w Kanadzie gdzie osiągnęła „zaledwie” ćwierćfinał, do zmagań w Cincinnati przystąpiła Aryna Sabalenka. Na korcie pojawiła się również Iga Świątek, dla której był to pierwszy występ od czasu paryskich igrzysk. Polka nie czuła się podczas tego turnieju komfortowo, co było wida podczas jej meczów. Iga pokonała nie bez problemów Warwarę Graczową, Martę Kostiuk oraz Mirrę Andriejewą, by w półfinale gładko przegrać z Sabalenką. Aryna prezentowała wyśmienitą formę. Białorusinka nie straciła w turnieju ani jednego seta i w finale pokonała stosunkowo pewnie Pegulę.

Skok formy w turnieju rangi WTA500 w Monterrey pokazała Magdalena Fręch. Polka po pokonaniu Nadii Podoroskiej i Liny Głuszko stoczyła trzysetowy bój z Emmą Navarro. Ostatecznie to wyżej notowana Amerykanka awansowała do półfinału, ale nasza tenisistka pozostawiła po sobie bardzo dobre wrażenie. Swój pierwszy tytuł rangi WTA wywiozła z Meksyku Linda Noskowa. 20-letnia Czeszka w półfinale rozprawiła się z Navarro, a w finale bez większego problemu pokonała Lulu Sun. Pierwszy turniej WTA w karierze wygrała w Cleveland McCartney Kessler. 25-latka wysoko przegrała pierwszego seta z Beatriz Haddad Maią, ale skutecznie odwróciła losy finałowego starcia.

Kulminacją amerykańskiego lata był ostatni w tym roku turniej wielkoszlemowy. Mowa oczywiście o nowojorskim US Open. Tytułu w tej imprezie broniła Coco Gauff. Młoda Amerykanka nie wytrzymała jednak presji i w czwartej rundzie, na drodze jej marzenia o kolejnym finale stanęła Emma Navarro. Polskie tenisistki Nowego Jorku nie podbiły. Magdalena Fręch przegrała z będącą w jej zasięgu Greet Minnen, a Magda Linette sensacyjnie uległa amerykańskiej juniorce Ivie Jović. Najdalej, bo do ćwierćfinału dotarła Iga Świątek. Pogromczynią Polki na tym etapie zmagań została Jessica Pegula.

Amerykanka w Nowym Jorku rozegrała turniej życia. 30-latka pokonując Świątek, przełamała wreszcie granicę wielkoszlemowego ćwierćfinału. W walce o finał Pegula pokonała ubiegłoroczną półfinalistkę Karolinę Muchową i stanęła naprzeciw Aryny Sabalenki. Białorusinka w całym turnieju straciła zaledwie jednego seta. W półfinale Aryna wręcz upokorzyła mistrzynię olimpijską Qinwen Zheng, oddając jej zaledwie trzy gemy. Finał był bardzo wyrównany, ale ostatecznie kluczowe piłki wygrała Sabalenka. Tym sposobem sięgnęła po swój trzeci wielkoszlemowy tytuł, a pierwszy w Nowym Jorku.

Wrzesień

Pierwszy jesienny miesiąc rozpoczął się od świetnego występu Magdaleny Fręch w Guadalajarze. Polka po zwycięstwach z Eminą Bektas, Emmą Navarro, Mariną Stakusić oraz Caroline Garcią zameldowała się w finale. W decydującym meczu polska tenisistka pokonała po zaciętym pojedynku Olivię Gadecki i zdobyła swój pierwszy tytuł WTA w karierze i to od razu WTA500. W imprezie tej samej rangi w Seulu triumfowała Beatriz Haddad Maia, która uciekła spod topora i odwróciła losy meczu z Darią Kasatkiną.

Świetny okres gry zanotowała Rebecca Sramkowa. 28-letnia Słowaczka najpierw dotarła do swojego pierwszego finału WTA250 w karierze, a następnie taki turniej wygrała. W Monastyrze Sramkową zatrzymała inna debiutantka. W Tunezji najlepsza okazała się Brytyjka Sonay Kartal. Rebecca okazała się najlepsza w tajlandzkim Hua Hin, gdzie w decydującym meczu pokonała doświadczoną Laurę Siegemund.

I wreszcie dotarliśmy do najważniejszego turnieju rozgrywanego w tym miesiącu. Mowa oczywiście o imprezie rangi WTA1000 w Pekinie. Tytułu nie broniła, z ujawnionych później przyczyn, Iga Świątek, a faworytek do zastąpienia Polki było co najmniej kilka. Na pewno jedną z nich była świeżo upieczona mistrzyni US Open, która rozgrywała pierwszy turniej po tamtym imponującym zwycięstwie. Białorusinka nie wygrała tej imprezy, w ćwierćfinale zatrzymała ją nieoczekiwanie Karolina Muchowa, która później zawędrowała aż do finału.

Triumfu w domowym turnieju nie udało się odnieść żadnej z Chinek. Do ćwierćfinału dotarła doświadczona Shuai Zhang. Na tym etapie zatrzymała ją jednak dobrze w Chinach dysponowana Paula Badosa. Do finału nie udało się również awansować faworytce gospodarzy, Qinwen Zheng, chociaż była blisko. W półfinale mistrzynię olimpijską zatrzymała jednak Muchowa. Czeszka jednak tytułu z Chin nie przywiozła, ponieważ w finale pokaz siły zaprezentowała Coco Gauff, która oddała rywalce zaledwie cztery gemy.

Był to jednak przełomowy turniej dla naszych tenisistek, Po raz pierwszy w historii w czwartej rundzie turnieju tej rangi, a więc WTA1000 zagrały dwie nasze reprezentantki. Magda Linette po zwycięstwach z Moyuką Uchijimą i Jasmine Paolini, przegrała walkę o ćwierćfinał z Mirrą Andriejewą. Magdalena Fręch wyeliminowała Alycię Parks oraz Dianę Shnaider i przegrała z grającą turniej życia Shuai Zhang.

Październik

Ten miesiąc rozpoczął się mocnym akcentem, a mianowicie turniejem WTA 1000 w Wuhanie. Turniej ten wrócił po czteroletniej przerwie spowodowanej pandemią oraz zniknięciem Shuai Peng. Obrończynią tytułu była dwukrotna mistrzyni, Aryna Sabalenka. Białorusinka po raz kolejny pokazała, że w tym chińskim mieście czuje się jak w domu. W drodze do finału Aryna dwukrotnie musiała odrabiać stratę seta w meczach z Julią Putincewą oraz Coco Gauff. W finale na obrończynię tytułu czekała już faworytka gospodarzy, Qinwen Zheng. Ten mecz był zupełnie inny niż ten rozegrany kilka tygodni temu w Nowym Jorku. Tym razem Chinka zdołała urwać rywalce seta, ale meczu ku rozpaczy miejscowych kibiców nie wygrała.

W Wuhanie kolejny rozdział historii polskiego tenisa napisały Fręch i Linette. Obie Polki złamały kolejną granicę i awansowały do ćwierćfinału imprezy rangi WTA1000, co wcześniej nigdy się nie zdarzyło. 26-letnia łodzianka po drodze wyeliminowała Mai Hontamę, Emmę Navarro i Beatriz Haddad Maię, zanim zatrzymała ją Sabalenka. 32-letnia poznanianka wygrała z Ludmiłą Samsonową, Łesią Tsurenko oraz Darią Kasatkiną, zanim przegrała z Coco Gauff.

W październiku odbyły się dwie ostatnie w tym sezonie imprezy rangi WTA500. W Ningbo po trzysetowym boju z Mirrą Andriejewą tytuł wywalczyła Daria Kasatkina, natomiast w Tokio po zwycięstwie nad Sofią Kenin puchar wzniosła Qinwen Zheng. W ostatnich rozegranych w tym sezonie turniejach WTA250 tytuł w Kantonie zdobyła Olga Daniłović (pierwszy od dwóch lat), w Hongkongu Diana Shnaider, a w Jiujiangu Wiktoria Gołubic (pierwszy od ośmiu lat). Swoje pierwsze trofea wywalczyły Suzane Lammens z Holandii (Osaka) i Zeynep Sonmez z Turcji (Merida).

Listopad

W tym miesiącu tradycyjnie kończą się zmagania najlepszych tenisistek. Osiem najwyżej sklasyfikowanych w rankingu Race zawodniczek gra w turnieju mistrzyń. Tym razem ta impreza odbyła się po raz pierwszy w Rijadzie. Ze sportowego punktu widzenia ten turniej był na pewno udany, z punktu organizacyjnego również. Być może frekwencja, szczególnie w pierwszych dniach turnieju mogłaby być lepsza, ale pamiętajmy o tym, że Saudowie dopiero uczą się tenisa.

Przed rozpoczęciem zmagań faworytek tej imprezy upatrywano w Idze Świątek, która broniła tytułu oraz Arynie Sabalence, która miała bardzo udaną jesień. Trochę mniejsze szanse na sukces dawno Coco Gauff i Qinwen Zheng, ale to właśnie one zgotowały widzom zgromadzonym w hali pokaz solidnego tenisa. Jednak od początku. W grupie purpurowej grały Sabalenka, Zheng, Jasmine Paolini oraz Elena Rybakina. Zgodnie z przewidywaniami do półfinału z tej grupy awansowały Białorusinka i Chinka. Skazywane na porażkę Włoszka i Kazaszka też nie wyjechały z Arabii z niczym. Obie wygrały po jednym spotkaniu.

W grupie pomarańczowej z drugiego miejsca awansowała Gauff, a z pierwszego zupełnie nieoczekiwanie skazywana na pożarcie Barbora Krejcikowa. Czeszka wskoczyła do finałów wyłącznie z powodu zmiany regulaminu jako mistrzyni Wimbledonu i tenisistka znajdująca się w TOP20 rankingu Race. Gdyby obowiązywały ubiegłoroczne zasady Barbory w Rijadzie byśmy nie oglądali. Jednak była i wycisnęła z tego turnieju tyle ile mogła. Wygrała z Gauff i Pegulą oraz urwała seta Świątek. Iga mając dwie wygrane odpadła z turnieju, co nie zdarza się często, ale jednak się zdarza.

W półfinale Krejcikowa powalczyła z Zheng, ale nie była w stanie złamać woli zwycięstwa Chinki. W drugim półfinale Coco stosunkowo łatwo pokonała Arynę i w finale to właśnie ona stanęła naprzeciwko mistrzyni olimpijskiej. Po pierwszym secie wydawało się, że Qinwen całkowicie kontroluje sytuację i to ona wyjedzie z Arabii z okazałym pucharem. W drugim secie sytuacja się jednak zmieniła Amerykanka wróciła do gry i ostatecznie złamała chińską tenisistkę w bardzo zaciętym tie-breaku trzeciego seta. Ten pojedynek był symbolicznym i bardzo dobrym zwieńczeniem sezonu 2024 pokazującym, że tenis kobiecy może być ciekawy, emocjonujący i warty oglądania.


Wyniki