Puchar Lavera – przyszłość tenisa czy niepotrzebna impreza w kalendarzu?

Hanna Pałuska , foto: Eastnews

Hanna Pałuska

Puchar Lavera na dobre zadomowił się w kalendarzu rozgrywek ATP. Niedługo minie dziesięć lat, odkąd Roger Federer oficjalnie ogłosił zamiar zorganizowania nowych rozgrywek drużynowych. Jak przez ten czas rozwinęła się impreza? Czy spełniła oczekiwania fanów? Jakie plany na przyszłość mają pomysłodawcy i organizatorzy tego turnieju? 

 

Kilka słów o pomyśle

Laver Cup, czyli Puchar Lavera, to coroczny turniej rozgrywany od piątku do niedzieli pomiędzy dwoma drużynami składającymi się z sześciu tenisistów. Jedną tworzą reprezentanci Europy, drugą zawodnicy z pozostałych kontynentów pod umownym szyldem „Team World”. Trzech z sześciu graczy kwalifikuje się bezpośrednio w oparciu o ranking ATP, a pozostałych wybierają kapitanowie. Lokalizacja turnieju zmienia się co roku – raz gospodarzem jest Europa, raz Reszta Świata.

Cechą charakterystyczną imprezy są jej korty, które mają ciemny, szary kolor. Tenisiści grają na twardej nawierzchni. W ciągu trzech dni odbywa się 12 spotkań – 9 w singlu i 3 w deblu. Każde zwycięstwo w pierwszym dniu jest warte jeden punkt, w drugim dwa punkty, a w trzecim trzy. Turniej wygrywa ekipa, która jako pierwsza zdobędzie 13 punktów.

 

Szwajcarska inicjatywa

Puchar Lavera powstał dzięki Rogerowi Federerowi. Inspiracją był golfowy Puchar Rydera, w którym rywalizacja rozgrywa się między Europą a Stanami Zjednoczonymi. Szwajcar zaproponował, aby tenisową wersję turnieju nazwać imieniem Roda Lavera, który w latach 1962 oraz 1969 zdobył klasycznego Wielkiego Szlema, stając się legendą tego sportu.

Celem imprezy było dotarcie do miast, w których nie ma wielu turniejów tenisowych. Od początku jest ona rozgrywana w drugiej połowie września, mniej więcej dwa tygodnie po finale US Open. W 2019 roku zawody zostały na stałe włączone do oficjalnego kalendarza ATP Tour jako turniej pokazowy.

 

Najważniejsze momenty

Dotychczas rozegrano osiem turniejów. Pierwszy – w Pradze w 2017 roku. Drużyna Europy stawiła się w bardzo silnym składzie – pięciu z sześciu zawodników znajdowało się wtedy w top 10 rankingu ATP. Nie można było powiedzieć tego samego o Drużynie Reszty Świata. Wtedy najwyżej notowanym tenisistą był Sam Querrey, zajmujący 16. miejsce. Większe doświadczenie i lepsza forma gospodarzy przeważyły, chociaż rywale walczyli do samego końca.

Na pierwszą wygraną ekipa grająca w czerwonych strojach musiała czekać aż do 2022 roku, kiedy po trofeum sięgnęła w Londynie. Właśnie wtedy Roger Federer oficjalnie zakończył karierę tenisową wspólnym występem deblowym w parze z Rafaelem, Szwajcar i Hiszpan przegrali ten mecz, a i tak największą uwagę przykuła wtedy oficjalna ceremonia, podczas której pożegnano Federera.

Rok później w Vancouver Reszta Świata wręcz zdemolowała Europę, zwyciężając aż 13:2. To absolutne przeciwieństwo meczu w Genewie w 2019 roku. Obie ekipy wzmacniały się najbardziej, jak tylko mogły. Do samego końca nie było wiadomo, która drużyna zdobędzie trofeum. Zdecydował o tym ostatni pojedynek, w którym rozstrzygające trzy punkty zdobył Alexander Zverev.

W tym roku rozgrywki przeniosły się do San Francisco. Siedmiokrotnego kapitana drużyny Europy Bjoerna Borga zastąpił Yannick Noah, a po przeciwnej stronie na miejsce Johna McEnroe wskoczył Andre Agassi, który idealnie odnalazł się w tej roli. Od początku dobrze dogadywał się z tenisistami i poprowadził ich do triumfu w ostatnim dniu rozgrywek. Drużyna Reszty Świata wygrała 15:9.

 

Niezapomniana atmosfera

Oprócz charakterystycznych, ciemnych kortów, Puchar Lavera jest także znany z niebywałej atmosfery. Tenisiści dopingują siebie nawzajem i cieszą się z każdego zdobytego punktu. W przerwie między gemami dają sobie wsparcie oraz cenne rady. Kibice nie zobaczą tego na żadnym innym turnieju.

Na trybunach można zauważyć pomysłodawcę turnieju Rogera Federera. Często towarzyszy mu żona. Oprócz nich na mecze przybywają wielcy tenisa oraz innych dyscyplin sportu. W tym roku w San Francisco pojawił się np. koszykarz Stephen Curry.

 

Stali bywalcy

Yannick Noah, podobnie jak wcześniej Bjoern Borg, może z pewnością liczyć na Alexandra Zvereva, który w Pucharze Lavera wystąpił aż sześć razy, rozgrywając 16 meczów i pięciokrotnie dokładając się do zwycięstwa Europy. Ze względu na kontuzje nie zagrał jedynie w 2022 i 2023 roku. W drużynie Reszty Świata tylko Jack Sock ma na koncie tyle samo występów, ale więcej wygranych meczów – równo 10 w czterech startach.

W ciągu ośmiu sezonów przez obie ekipy przewinęło się wielu zawodników. Jedni pojawili się tylko raz, inni zostali na dłużej. Najlepszym przykładem jest Carlos Alcaraz, który zadebiutował w Berlinie w 2024 roku. Idealnie wpasował się do drużyny, poczuł atmosferę rywalizacji i zapewnił ekipie niebieskich zwycięstwo. Jak obiecał, tak zrobił i wrócił do gry w tym roku. Pomimo jednej porażki, zdobył łącznie siedem punktów. Drużynę Europy często reprezentowali m.in. Roger Federer, Rafael Nadal, Casper Ruud czy Stefanos Tsitsipas. W ekipie Reszty Świata można było wielokrotnie znaleźć Taylora Fritza, Francesa Tiafoe czy Francisco Cerundolo.

 

Wielcy nieobecni

Wydawać by się mogło, że każdy zawodnik z czołówki rankingu brał udział w Pucharze Lavera chociaż raz. A jednak nie. Najważniejszym wyjątkiem jest Jannik Sinner. Włoch wyznał, że woli skupić się na imprezach głównego touru. Uważa, że sezon i tak jest przeładowany turniejami, a on ma wybór, w którym z nich weźmie udział. Mimo wszystko jest to wielka strata dla Pucharu Lavera. Sinner przez dłuższy czas znajdował się na najwyższym miejscu w rankingu i niewątpliwie jego obecność byłaby dobrą promocją turnieju.

W 2018 roku w składzie Europy pojawił się Novak Dźoković. Nie był to jednak udany występ Serba, który przegrał i singla, i debla. Cztery lata później przybył do Londynu i zapewnił ekipie w niebieskich strojach cztery punkty. Mimo wszystko jak na to, że Dźoković przez tyle lat utrzymuje się w czołówce i znajdował się długo na prowadzeniu, bardzo rzadko brał udział w tym turnieju.

Do listy nieobecnych na Pucharze Lavera można jeszcze dopisać Stana Wawrinkę. Szwajcar od początku chciał wziąć udział w imprezie, jednak jego ranking nie był wystarczająco dobry, aby wziąć go pod uwagę przy ustalaniu składów. Pomimo to mógł uczestniczyć w turnieju w roli rezerwowego. Jego wskazówki oraz rady z pewnością pomogłyby ekipie i na pewno dobrze by się w niej odnalazł.

 

Przyszłość turnieju

Przyszłoroczny Puchar Lavera odbędzie się ponownie w Londynie. Drużyna Reszty Świata będzie starała się obronić tytuł na wyjeździe. Nie wiadomo jeszcze, które miasto będzie gospodarzem imprezy w 2027 roku.

Podczas drugiego dnia gier w San Francisco Roger Federer był gościem studia Tennis Channel. Opowiedział o imprezie oraz jej przyszłości. Przyznał, że na początku zamierzano grać w miastach, które nie mają zbyt często dostępu do profesjonalnego tenisa. Uważa, że w większości udało mu się zrealizować ten cel – turnieje w Berlinie, Vancouver czy w San Francisco okazały się sukcesem. Nie wyklucza, choć kalendarz mu tego nie ułatwia, zorganizowania imprezy w Ameryce Południowej lub w Azji..

 

Podsumowanie

Pomimo braku ,,Wielkiej Trójki” Puchar Lavera dalej odnosi wielki sukces. Ostatni turniej cieszył się dużym zainteresowaniem fanów. W ciągu trzech dni przez obiekt w San Francisco przewinęło się ponad 81 tysięcy kibiców, co jest rekordem imprezy. Bilety może nie są najtańsze (na piątkową sesję dzienną w Berlinie w 2024 roku kosztowała 63, a na sesję nocną 107 euro), to i tak sprzedają się jak świeże bułeczki, niezależnie od składów drużyn.

To, co najbardziej przyciąga widzów na trybuny i przed ekrany telewizorów, jest zdecydowanie atmosfera. W ciągu trzech dni można zobaczyć tenisistów w innej, nieco luźniejszej odsłonie, co najbardziej podoba się fanom. Oprócz niezapomnianej atmosfery, widzowie są także świadkami tenisa na najwyższym poziomie. Wielu zawodników ma także szansę poznać się bardziej poza turniejami w głównym cyklu oraz nawiązać kontakt między innymi z Rogerem Federerem.

Jest jednak kilka aspektów, które warto poprawić. Pierwotnym celem pomysłodawców było przecież organizowanie turnieju w takich miastach, które nie mają częstego dostępu do tenisa. O ile na początku organizatorom udało się spełnić to kryterium, tak potem nieco o nim zapomniano. W Londynie, gdzie Puchar Lavera odbędzie się drugi raz, tenisa zdecydowanie nie brakuje. Oczywiście zorganizowanie tak wielkiego turnieju nie jest najłatwiejsze, jednak w Europie wiele miast nie ma dostępu do wielkiego tenisa.

To samo można powiedzieć o krajach Reszty Świata. Sam Roger Federer mówił, że chciałby zorganizować zawody w Ameryce Południowej lub Azji, jednak kibice słyszą takie wypowiedzi od dobrych kilku lat. Turniej z pewnością dobrze by się przyjął zwłaszcza w Azji, gdzie fani nigdy nie zawodzą, a z Tokio lub Szanghaju tenisiści mieliby naprawdę niedaleko.

W obu drużynach można znaleźć przynajmniej jednego debiutanta. Czy wśród nich zobaczymy kiedyś Jannika Sinnera? Jego obecność zdecydowanie podniosłaby poziom i prestiż rywalizacji, a sam Włoch mógłby dać Europejczykom wiele punktów. Kto wie, może nawet zagrałby w deblu razem z Carlosem Alcarazem? Niewątpliwie byłby to hit turnieju. Nikt jednak nie ma pewności, czy tak się kiedyś stanie.

To, co może cieszyć, to udział przynajmniej jednego zawodnika z Ameryki Południowej w drużynie Reszty Świata. W ekipie dobrze odnalazł się Argentyńczyk Francisco Cerundolo, który wystąpił w imprezie już trzeci raz z rzędu. W tegorocznej turnieju swój debiut zaliczył młody Brazylijczyk Joao Fonseca. Jeszcze wcześniej w turnieju brał udział Argentyńczyk Diego Schwartzman. Jest to dobry znak, że kapitanowie stawiają na zawodników nie tylko ze Stanów Zjednoczonych. Do tej pory nie został jeszcze powołany tenisista z Azji. Najbliżej był Kei Nishikori, ale John McEnroe nie wziął go pod uwagę.

Puchar Lavera to impreza z potencjałem i nawet odejście Rogera Federera czy Rafaela Nadala nie obniżyło jej popularności. Od kiedy drużyna Reszty Świata doszła do głosu i wygrała w Londynie w 2022 roku, rywalizacja stała się jeszcze bardziej zacięta. Fakt, że zawodnicy przez jeden weekend mogą współpracować z legendami tenisa oraz zintegrować się poza głównymi rozgrywkami, sprawia, że turniej stał się naprawdę wyjątkowy. Mimo wszystko napięty kalendarz oraz duże odległości pokonywane przez tenisistów na pewno nie pomagają organizatorom, jednak wielu zawodników jest w stanie poświęcić wiele, aby przeżyć tę niezapomnianą atmosferę i zagrać na korcie z najlepszymi. Kto wie, może nawet kiedyś w Polsce…