Sinner? A może jednak ktoś inny?
Miniony sezon miał jednego głównego bohatera. Był nim oczywiście Jannik Sinner. Włoch dotarł do dziewięciu finałów, z których osiem wygrał. Jego łupem padły m.in. wielkoszlemowe Australian Open i US Open. Czy w nowym sezonie dominacja 23-latka zostanie podtrzymana?
Czy Sinner utrzyma tron?
Czy w 2025 roku znajdzie się ktoś, kto będzie w stanie odebrać włoskiemu tenisiście prowadzenie w rankingu ATP? Zerknijmy na zwycięzców najważniejszych imprez minionego sezonu. W Melbourne, Nowym Jorku i ATP Finals wygrał Sinner. Włoch dołożył jeszcze trofea z Miami, Cincinnati i Szanghaju. Tytuły z Paryża i Londynu wywiózł Carlos Alcaraz. Hiszpan wygrał również jeden turniej rangi ATP1000 w Indian Wells. Dwa „tysięczniki” w Rzymie i Paryżu wygrał Alexander Zverev. Po jednym tytule zgarnęli Stefanos Tsitsipas (Monte Carlo), Andriej Rublow (Madryt) i Alex Popyrin (Montreal).
W męskim tenisie w ubiegłym sezonie ukonstytuowała się nowa „wielka trójka” Może to określenie trochę na wyrost, ale przewaga Sinnera, Zvereva i Alcaraza nad pozostałymi rywalami przed nowym sezonem jest solidna. Włoch ma ponad 11 tysięcy punktów na starcie, Niemiec prawie osiem tysięcy, a Hiszpan siedem. Kolejny tenisista, Taylor Fritz zgromadził 5100 pkt. Carlitos powinien być wyżej, ale jesień w jego wykonaniu z powodów zdrowotnych była dużo słabsza. Skorzystał na tym Zverev, który miał udaną końcówkę sezonu. Wydawało się, że w nowym sezonie będziemy z zapartym tchem śledzili zmagania Sinnera i Alcaraza, ale nieoczekiwanie obok nich pojawił się ten trzeci, który może sporo namieszać.
Kto może zagrozić TOP3 sezonu 2024?
Jak na razie trudno wskazać kogoś, kto może zagrozić powyższej trójce. Obecne TOP10 od numeru 4 to zawodnicy solidni, ale chwiejni i nierówni. Taylor Fritz miał udaną jesień, kiedy to dotarł do finałów US Open i ATP Finals. W obu tych przypadkach gładko przegrywał z Jannikiem. Amerykanin musi poprawić skuteczność w dużych imprezach, by zaczął być traktowany jako groźny rywal dla Jannika i Carlosa. Na Zvereva ma za to metodę, bo Niemca w ub. sezonie ogrywał regularnie.
Czegoś w minionym sezonie brakowało Daniiłowi Miedwiediewowi. Były lider rankingu ATP grał co prawda w finale Australian Open, półfinale Wimbledonu i ćwierćfinale US Open, ale z ATP Finals odpadł już w fazie grupowej i nie wygrał żadnego turnieju, co nie zdarzyło mu się od dawna. Czy 28-latek będzie w stanie jeszcze wrócić do formy z poprzednich lat? Nie jest to wykluczone, głównie w sferze mentalnej. która okazała się w minionym sezonie jego nieoczekiwaną piętą achillesową.
Jeśli chodzi o pozostałą część TOP10 ciężko wskazać kogoś, kto mógłby pokusić się o zbliżenie do Sinnera, Zvereva i Alcaraza. Znajdują się w niej tenisiści utalentowani i już z sukcesami, ale niestety nierówni i mający problemy z regularnością. Casper Ruud dotarł w 2024 roku do półfinałów French Open oraz ATP Finals, a także do finału w Monte Carlo, ale jego pozostałe osiągnięcia jak przystało na byłego wicelidera rankingu, były przeciętne. Andriej Rublow wygrał turniej w Madrycie, zagrał w ćwierćfinale Australian Open, ale to też nie jest poziom, na którym mógłby zagrozić TOP3 rankingu.
Ciekawą postacią może okazać się Alex de Minaur. Ubiegły sezon był przełomowy w karierze Australijczyka. 25-latek odpadł w czwartej rundzie Australian Open, ale w trzech pozostałych turniejach wielkoszlemowych docierał do ćwierćfinałów. To, plus dwa wygrane turnieje, dały mu awans do TOP10 i kwalifikację do ATP Finals. W Turynie Alex odpadł co prawda w fazie grupowej, ale ten sezon był dla niego bardzo udany. Można założyć, że w przyszłym sezonie będzie chciał pójść za ciosem.
Na co jeszcze stać Dżokovicia?
W ubiegłym sezonie serbski mistrz sięgnął wreszcie po złoty medal olimpijski, co czyni go tenisistą całkowicie spełnionym. Novak wygrał rekordowe 24 turnieje wielkoszlemowe, a także wiele innych imprez, co stawia go w szeregu najbardziej utytułowanych tenisistów na świecie. Jednak to właśnie złoty medal olimpijski był jedynym ważnym trofeum brakującym w gablocie Serba.
Końcówka tego sezonu była w wykonaniu doświadczonego Serba dosyć przeciętna, ale nie jest to dziwne. 37-latek jesienią dotarł do trzeciej rundy US Open oraz przegrał w finale w Szanghaju z Sinnerem. Pierwszą wskazówką co do tego, gdzie może zagrać Novak w przyszłym roku oraz na czym mu zależy, pokazało wycofanie się z tegorocznych ATP Finals. 37-latek wygrał ten turniej siedem razy, a mimo to nie zdecydował się w tym roku na start w Turynie. Już w zeszłym sezonie dochodziły sygnały, że Dżoković skupi się na turniejach wielkoszlemowych i na tym, żeby swój rekord zwycięstw jeszcze wyśrubować. Czy ta sztuka mu się uda? W wypadku Dżokovicia mówienie o czymś, że jest niemożliwe, zdaje się być niezbyt pasujące. Na drodze do tego celu stoją jednak dwaj „młodzi” – Sinner i Alcaraz. To najbardziej od ich postawy będzie zależeć czy Serb dostanie jeszcze jedną szansę. Gdzie to się zdarzy trudno spekulować. Wiadomo nie od dziś, że najlepiej Nole czuje się w Melbourne, gdzie wygrał dziesięć razy oraz w Londynie skąd wywiózł siedem tytułów. Swoje szanse ma także w Paryżu (trzy wygrane) i Nowym Jorku (cztery wygrane), ale tam zadanie będzie zdecydowanie trudniejsze.
Kto może być objawieniem tego sezonu?
Bardzo ciekawie rozwijają się kariery młodych Czechów, Tomasza Machacza i Jiriego Lehecki. 24-letni Machacz dotarł w minionym sezonie do czwartej rundy US Open, półfinału w Szanghaju oraz zdobył złoty medal w mikście podczas paryskich igrzysk. Rozwój rok młodszego Lehecki zatrzymały w roku 2024 kontuzje, a jest to przecież ćwierćfinalista Australian Open 2023. Jiri dotarł w minionym sezonie do ćwierćfinału turnieju ATP1000 w Indian Wells i półfinału imprezy tej samej rangi w Madrycie. Ciekawa jest również postać 19-letniego Jakuba Mensika, który obecnie jest 48. To trzecia rakieta swojego kraju i jeśli zdrowie pozwoli, niedługo może być zdecydowanie wyżej w rankingu, niż jest teraz.
Warto również śledzić poczynania niedawnego zwycięzcy Next Gen ATP Finals. Joao Fonseca wygrał ten turnieju w imponującym stylu. 18-letni Brazylijczyk rozwija się niesamowicie. Fonseca obecnie znajduje się na 145. miejscu w rankingu, ale jeśli utrzyma formę, pewne jest to, że w nadchodzącym sezonie złamie granicę TOP100. Jakie są jego możliwości? Rok 2025 może okazać się kluczowy w jego przyszłej karierze.
Co może czekać naszych tenisistów?
Wszystkie oczy polskich kibiców naturalnie zwrócone będą na naszego najlepszego singlistę ostatnich lat. Mowa oczywiście o Hubercie Hurkaczu. 27-letni Polak sezony 2021-2023 skończył w TOP10. Sezon 2024 nasz tenisista ukończył na 16. miejscu. Pewnie byłby wyżej, gdyby nie odniesiona podczas Wimbledonu kontuzja. Z tego powodu Hubert stracił igrzyska olimpijskie. Wrócił podczas amerykańskiego lata na kortach twardych, ale wielkich sukcesów nie odniósł. Podobnie było również w trakcie turniejów w Azji. Do tego nasz tenisista zakończył długoletnią współpracę z Craigiem Boyntonem i długo poszukiwał nowego trenera. Ostatecznie Hubi postawił na parę Ivan Lendl-Nicolas Massu. Nazwiska imponujące, ale czy to przyniesie sukces przekonamy się w nadchodzącym sezonie.
Już w Australii czeka na niego poważny sprawdzian. W sezonie 2024 Hubert dotarł do ćwierćfinału Australian Open, a to oznacza solidną liczbę punktów do obrony. Uwaga polskich fanów męskiego tenisa skupi się również na Kamilu Majchrzaku i Maksie Kaśnikowskim. 28-latek znajduje się obecnie na 120. miejscu w rankingu i mozolnie stara się odbudować swoją pozycję. Polak w minionym sezonie osiągnął kilka dobrych rezultatów i jeśli utrzyma swoją dyspozycję, jego powrót do TOP100 jest kwestią czasu.
Trochę dalej od tego celu jest 21-letni Kaśnikowski. Polak jest obecnie 181. tenisistą świata. W jego przypadku o awans do grona 100 najlepszych tenisistów na świecie będzie trudniej, ale nie jest wykluczone, jeśli nie w przyszłym to w kolejnym sezonie. Obecny ranking Maksa pozwoli mu na swobodne występy w challengerach i da szansę uczestnictwa w kwalifikacjach do większych turniejów. Pierwszą szansę na dobry występ 21-latek będzie miał już za kilka tygodni w Melbourne.


