Tie-break Tenisklubu #15. Siedem najważniejszych historii tegorocznego Wimbledonu
Tuż po zakończeniu Wimbledonu kolejna odsłona naszego cyklu jest podsumowaniem tego, co przez ostatnie dwa tygodnie wydarzyło się na londyńskich trawnikach. I oczywiście nie możemy zacząć go inaczej niż od zwycięstwa Jana Zielińskiego w turnieju mikstowym. Omówimy też najważniejsze postacie turnieju, ale nie zapomnimy również o jego mniej oczywistych bohaterach.
Jan Zieliński dołączył do Łukasza Kubota
Przed tygodniem wyrażaliśmy smutek wynikający z licznych polskich porażek w pierwszym tygodniu Wimbledonu. Jak się jednak okazało, nie w ilości, a w jakości siła. Na finiszu zmagań naszym jedynym przedstawicielem wśród seniorów był Jan Zieliński. Para, którą tworzył z Su-Wei Hsieh, nie dała rozproszyć się kolejnym opóźnieniom i pokonała wszystkich rywali na drodze do tytułu. Był to więc kolejny dowód, że przypadkowo rozpoczęta w Melbourne współpraca przynosi efekty. Polak i Tajwanka w trzech wielkoszlemowych startach mogą pochwalić się bowiem aż dwoma triumfami i paryskim półfinałem. Warszawianin ponadto zapisał się na kartach historii polskiego tenisa. Został drugim po Łukaszu Kubocie, reprezentantem Polski z mistrzostwem Wimbledonu. A sam Kubot uczcił to w swoim stylu.
𝐉𝐄𝐒𝐓 𝐈 𝐊𝐀𝐍𝐊𝐀𝐍 🕺✅
Łukasz Kubot obiecał i… z obietnicy się wywiązał 🤝#Wimbledon pic.twitter.com/AgCescP7L0
— Polsat Sport (@polsatsport) July 14, 2024
Carlos Alcaraz rozsiadł się na tronie
Przez ostatnie 12 miesięcy mogło zmienić się wiele rzeczy, ale nie zmienił się mistrz Wimbledonu. Po wygraniu Rolanda Garrosa, Carlos Alcaraz zaliczył udaną misję w Londynie, po raz pierwszy skutecznie broniąc wielkoszlemowego tytułu. Hiszpan na przestrzeni tych dwóch tygodni miewał różne momenty. Często zaczynał spotkania na niższych obrotach, dając się jeszcze zaskoczyć rywalom. Z Francesem Tiafoe uwikłał się nawet w pięciosetówkę, ale zdołał wydostać się z tarapatów w świetnym stylu.
Wiele o nim mówi fakt, że choć jest ciągle młody, to potrafi wygrywać wiele spotkań jak rutyniarz, niekoniecznie pokazując w nich swój najlepszy tenis. To zdanie nie dotyczy finału. Ten mecz zaczął bowiem znakomicie i szybko pozbawił Novaka Dżokovicia złudzeń o ósmym triumfie w Wimbledonie. Tym samym zgarnął swój czwarty tytuł w Wielkim Szlemie, czym w wieku 21 lat wyprzedził ciągle grających Andy’ego Murraya i Stana Wawrinkę. Robi wrażenie, prawda?
Good morning! 💚
📸 @Wimbledon pic.twitter.com/nnt4NRAwho
— Carlos Alcaraz (@carlosalcaraz) July 15, 2024
Novak Dżoković (prawie) nie do zdarcia
Choć każdy inny rezultat niż zwycięstwo w turnieju musi być dla Novaka Dżokovicia porażką, to jego ostatni występ powinien być raczej rozpatrywany w innych kategoriach. Serb przystępował bowiem do Wimbledonu w specyficznej sytuacji. Z Rolandem Garrosem pożegnał się walkowerem i kontuzją kolana. Już piątego czerwca przeszedł zabieg. Mimo to stanął na starcie rywalizacji i raz jeszcze pokazał wielu młodszym tenisistom, jak wielką klasą sportową oraz hartem ducha ciągle dysponuje. Oczywiście sprzyjał mu też los w postaci korzystnej drabinki, ale awans do finału wielkoszlemowego odniesiony po takich perypetiach zdrowotnych, należy docenić. Teraz przed Serbem stoi kolejne wyzwanie. Ma niewiele czasu, by przygotować się do walki o, brakujący w kolekcji, złoty medal olimpijski.
Czeski patent na Wimbledon
O ile skład finału panów nie mógł być wielkim zaskoczeniem, o tyle trafne przewidzenie najlepszej dwójki wśród pań należałoby rozpatrywać już w kategoriach cudu. Co prawda Barbora Krejczikova ma już w swojej kolekcji tytuł wielkoszlemowy z Paryża, jednak ostatnie miesiące były dla niej wybitnie nieudane, a w singlu w Londynie nie przebrnęła nigdy czwartej rundy. Po dramatycznym starciu z Weroniką Kudermietową na początku zmagań, Czeszka weszła w imponujący rytm, pokonując kolejno kilka faworyzowanych rywalek. Taką była m.in. miażdżąca wcześniej rywalki Jelena Ostapenko, czy kandydatka numer jeden do zwycięstwa, Jelena Rybakina. W finale z Jasmine Paolini Czeszka okazała się nieznacznie lepsza i sięgnęła po swój pierwszy tytuł w Wimbledonie.
Można więc powiedzieć, że jak nie Vondousova, to Krejcikova… obrończyni tytułu wypadła bardzo blado, przegrywając już w pierwszej rundzie. Ale na tym czeskich akcentów nie koniec. W rywalizacji deblistek, trzeci wimbledoński triumf, odniosła bowiem grająca w parze z Taylor Townsend była partnerka Krejczikovej, Katerina Siniakova.
Reunited again 🏆 pic.twitter.com/xqtWlhHf9T
— Barbora Krejcikova (@BKrejcikova) July 14, 2024
Jasmine Paolini ponownie niespełniona
Czy udział w finale Wimbledonu finalistki Rolanda Garrosa należy uznać za niespodziankę? I tak i nie. Jasmine Paolini raz jeszcze potwierdziła, że dokonała olbrzymiego postępu w ostatnich miesiącach. Jest jedną z najlepszych tenisistek sezonu. W Wimbledonie wcześniej jednak nie radziła sobie zupełnie i dopiero w tegorocznej edycji wygrała pierwszy mecz. I jak już to zrobiła, to zatrzymała się dopiero w finale. Tam była znacznie bliżej końcowego triumfu niż w Paryżu, ale raz jeszcze musiała przełknąć gorycz porażki. Londyński finał nie musi być jednak jej ostatnim słowem. Jesteśmy niezmiernie ciekawi ile ta sympatyczna tenisistka o polskich korzeniach „wyciągnie” jeszcze ze swojej późno rozkwitającej kariery.
Nowozelandzkie słońce nad Londynem
A skoro już mowa o wimbledońskich zaskoczeniach to nie sposób nie wspomnieć o Lulu Sun. Jak już wspomnieliśmy w turnieju pań nie brakowało niespodzianek, a Nowozelandka była jedną z nich. Do tej pory 23-latka występowała przede wszystkim na szczeblu rozgrywek ITF. W Londynie zrobiła furorę, przebijając się przez kwalifikacje (w których broniła nawet piłki meczowej), aż do fazy ćwierćfinałowej. Po drodze „naraziła się” miejscowym kibicom, eliminując z dalszej gry ulubienicę Brytyjczyków, Emmę Raducanu. Zatrzymana została dopiero przez Donnę Vekić, lecz i tak swój występ musi uznać za wielki sukces. Otrzymała największą w karierze wypłatę finansową, a zastrzyk punktowy pozwolił jej na olbrzymi awans w rankingu WTA, wprost do pierwszej setki. Czy był to tylko jednorazowy wystrzał, czy początek nowego rozdziału kariery przekonamy się w najbliższych miesiącach, na pewno jednak teraz z większą uwagą będziemy śledzić wyniki pojawiające się przy jej nazwisku.
Z biur po mistrzostwo
Nie tylko zmagania singlowe pań przyniosły w Londynie niespodziewane rozstrzygnięcia. Swojej chwili radości doczekali się też gospodarze, którzy mogli oklaskiwać zwycięstwo Henry’ego Pattena w grze podwójnej. Brytyjczyk i partnerujący mu Fin Harri Heliovaara nie dość, że sprawili sensację, to dokonali jej jeszcze w niezwykle dramatycznych okolicznościach. W finale z Maxem Purcellem oraz Jordanem Thompsonem rozegrali maksymalną liczbę gemów, a w super tie-breaku obronili aż trzy piłki meczowe. Pokonując Australijczyków sięgnęli po pierwszy tytuł wielkoszlemowy w swoich karierach. Rozpoczęta w tym sezonie brytyjsko-fińska współpraca od samego początku wyglądała obiecująco, bowiem panowie od kwietnia zdobyli cztery tytuły w challengerach i turniejach ATP 250. Takiego wystrzału jednak ciężko się było spodziewać. Tym bardziej, że jeszcze kilka lat temu, w przeciwieństwie do wielu swoich rywali, byli poza zawodowym tenisem. Patten znał co prawda kort centralny Wimbledonu, lecz tylko z pomieszczeń, w których pracował jako statystyk turnieju. Heliovaara z kolei kończył karierę już w 2013 roku i był szeregowym pracownikiem lotniska oraz korporacji. Jak więc widać, różne koleje losu mogą prowadzić na sportowe szczyty.
Back from the brink 🤯🫨
Harri Heliovaara and Henry Patten save three Championship points to defeat Jordan Thompson and Max Purcell 6-7(7), 7-6(8), 7-6(11-9) and win the Gentlemen's Doubles title 🏆#Wimbledon pic.twitter.com/uAiSc5Jj14
— Wimbledon (@Wimbledon) July 13, 2024


