Tie-break Tenisklubu #29. Świątek zaczyna nowy rozdział, portugalski sukces Stankiewicz

Artur Kobryn , foto: AFP i Peter Figura; grafika: Canva

Ogłoszenie przez Igę Świątek nazwiska nowego trenera znów podgrzało atmosferę wśród tenisowych fanów. Nie było to jednak jedyne istotne wydarzenie w polskim tenisie w ostatnich dniach. Swój pierwszy zawodowy tytuł zdobyła bowiem Monika Stankiewicz. W kolejnej odsłonie naszego cyklu przyjrzymy się też kilku historiom z zakończonych właśnie imprez WTA oraz ATP.

Świątek z nowym trenerem

Po niespełna dwóch tygodniach rozważań i domysłów, doczekaliśmy się decyzji najlepszej polskiej tenisistki, która poinformowała o wyborze nowego trenera. Decyzja nie okazała się przesadnie zaskakująca, gdyż funkcję tę będzie teraz sprawował, typowany przez część obserwatorów Wim Fissette. Belg po rozstaniu z Naomi Osaką był jedną z najciekawszych dostępnych opcji na rynku trenerskim i prawdopodobnie to jego bogate CV przekonało raszyniankę. 44-latek ma w nim m.in. wygrywane Wielkie Szlemy z Kim Clijsters, Angelique Kerber oraz wspomnianą już Osaką. Ponadto pomagał też Wiktorii Azarence, Simonie Halep czy Qinwen Zheng.

Fissette w rozmowie z Eurosportem zdążył już zapowiedzieć pracę nad grą przy siatce Świątek oraz rozwijanie jej repertuaru zagrań, by była w stanie odnosić wielkoszlemowe triumfy na wszystkich nawierzchniach. Takimi wypowiedziami niewątpliwie „kupił” już część kibiców, którzy z niecierpliwością będą wyczekiwać efektów ich współpracy. Wielu zauważa jednak, że w swojej trenerskiej karierze, Belg z żadną tenisistką nie przepracował jak do tej pory więcej niż dwóch lat. Czy teraz będzie inaczej? I czy Fissette będzie umiał znaleźć wspólny język z Polką, a także jej zespołem? O tym przekonamy się dopiero za jakiś czas. Ale nawet jeśli ich współpraca będzie krótka, ale owocna, to nikt z kibiców zapewne nie będzie specjalnie na to narzekał.

Premierowy tytuł Stankiewicz

Portugalskie Faro będzie miejscem, o którym Monika Stankiewicz powinna pamiętać już zawsze. To właśnie tam Polka wygrała swój pierwszy zawodowy turniej na szczeblu ITF. Dokonała tego w naprawdę imponującym stylu. Po błyskawicznym przedarciu się przez kwalifikacje, także w głównej fazie turnieju nie pozostawiła przeciwniczkom złudzeń. Wszystkie z nich pokonała bez straty seta. Większość rywalek była notowana w rankingu WTA zdecydowanie wyżej. Finałowa rywalka, Portugalka Matilde Jorge była o ponad 600 miejsc wyżej w rankingu niż warszawianka. Po zwycięstwie w Portugalii 17-latka przesunie się w górę o ok. 300 lokat i będzie plasować się w siódmej „setce” zestawienia tenisistek.

Nie był to jednak jedyny sukces „biało-czerwonych” w Faro. W turnieju deblowym najlepsza okazała się bowiem polsko-holenderska para Weronika Falkowska i Stephanie Visscher. W Macon z kolei tytuł wraz z Amerykanką Sophie Chang wywalczyła Katarzyna Kawa. Wśród panów największe powody do zadowolenia miał zaś Filip Pieczonka, który z Timem Ruehlem zwyciężył w Offenbach.

Wielkie wypłaty w Rijadzie

Gdy większość tenisistów rywalizowała w ubiegłym tygodniu o rankingowe punkty w Ałmatach, Antwerpii i Sztokholmie, „grube ryby” rozgrywek wybrały się do Arabii Saudyjskiej na sowicie opłacaną pokazówkę Six Kings Slam. Impreza ta była wyjątkowa, także ze względu na przedostatni występ Rafaela Nadala jako czynnego zawodnika. Hiszpan nie był wprawdzie w stanie wygrać w Rijadzie żadnego pojedynku, ale najważniejsza była możliwość zobaczenia go w akcji przeciwko Carlosowi Alcarazowi i przede wszystkim Novakowi Dżokoviciowi.

Z przebiegu rywalizacji mogli być jednak zadowoleni nie tylko sentymentalni fani, którzy wychowali się na rywalizacji „wielkiej trójki”, ale również sympatycy nowej generacji. W finale bowiem zmierzyli się Jannik Sinner i wspomniany wcześniej Alcaraz. Zwycięstwo przypadło Włochowi, który po raz pierwszy w tym sezonie znalazł sposób na 21-latka z El Palmar. I zgarnął za to rekordowe sześć milionów dolarów. Jego rywale bez względu na swoje rezultaty też mogli być zadowoleni, gdyż już za sam start otrzymali 1,5 miliona. Nie od dziś jednak wiadomo, że Saudyjczycy mają „gest”, a jeszcze bardziej uwielbiają promować się poprzez sport.

Niezłomna Kasatkina

Największa ubiegłotygodniowa impreza pań rozgrywana była w chińskim Ningbo. Turniej ten rozpoczął się bardzo specyficznie, bowiem w wyniku kilku wycofań w ostatniej chwili, w drabince znalazło się aż siedem „szczęśliwych przegranych” z eliminacji. O końcowy triumf walczyły już jednak zawodniczki o uznanych nazwiskach. W półfinałach pech niestety znów nie ominął tenisistek prześladowanych przez przeróżne kłopoty zdrowotne – Pauli Badosy i Karoliny Muchovej – które nie były w stanie dokończyć swoich pojedynków.

Kwestię tytułu rozstrzygnęły więc między sobą Rosjanki – Daria Kasatkina oraz Mirra Andriejewa. Wygrana przypadła pierwszej z nich, która pomijając spotkanie z Badosą, w każdym ze spotkań wydobywała się z tarapatów. Najpierw odrobiła stratę podania w decydującej partii z Kateriną Siniakovą. Następnie z Julią Putincewą powtórzyła ten wyczyn, a dodatkowo w tie-breaku obroniła dwie piłki meczowe. I także w finale ze swoją młodszą rodaczką zniwelowała przewagę przełamania w trzecim secie. Dzięki temu sięgnęła po drugi tytuł w tym sezonie i ósmy w całej karierze. Powróciła też do czołowej dziesiątki rankingu WTA.

Z eliminacji po mistrzostwo

W imprezie WTA 250 w Osace sensacyjne rozstrzygnięcia miały z kolei miejsce aż do samego końca zmagań. Już w półfinale mieliśmy historyczne rozstrzygnięcia. Dopiero po raz trzeci doszło bowiem do sytuacji, gdy trzy z czterech pozostających w grze zawodniczek były kwalifikantkami. W finale spotkały się dwie z nich – Suzan Lamens oraz Kimberly Birrell. Po tytuł ostatecznie sięgnęła ta pierwsza. 25-latka z Holandii może śmiało teraz powiedzieć, że ma za sobą najlepszy zawodowy tydzień w życiu. Nigdy wcześniej nie zdobywała trofeum na tym poziomie rozgrywek, a nawet nie miała okazji wystąpić w decydującym o tytule pojedynku. A przy okazji tego triumfu może cieszyć się podwójnie, gdyż pozwolił on jej na debiut w pierwszej „setce” światowego rankingu.

Paul odzyskał koronę

Turniej w Sztokholmie może budzić pozytywne odczucia u niejednego tenisisty, lecz te najlepsze w tej chwili ma zapewne Tommy Paul. Amerykanin przed trzema laty zdobył tam swój pierwszy tytuł na szczeblu rozgrywek ATP, a w ostatnią niedzielę, już po raz drugi celebrował tam sukces. 27-latek z Voorhees zwyciężył w sposób nie pozostawiający żadnych wątpliwości, który zawodnik był najlepszy na przestrzeni całego tygodnia rywalizacji. W czterech stoczonych potyczkach Paul nie stracił ani jednego seta. Imponował w nich zarówno świetnymi returnami, jak i odważną oraz skuteczną grą w wymianach zza linii końcowej. Wygrywając trzeci tytuł w tym roku potwierdził, że rozgrywa najlepszy sezon w karierze i ciągle może zaatakować pozycję dającą przepustkę do turyńskich Finałów ATP.

Collins nie składa broni

Danielle Collins zdążyła przyzwyczaić kibiców tenisa do generowania emocji wokół swojej osoby. W ostatnich dniach Amerykanka zaskoczyła wszystkich decyzją o odłożeniu końca kariery, który miał nastąpić po tym sezonie. 30-latka planowała wcześniej zamknąć ten rozdział życia, by poświęcić się założeniu rodziny. Jak jednak poinformowała, jej zmagania z endometriozą i związane z tym problemy z płodnością wymagają jeszcze czasu na uporanie się z nimi. Swoje znaczenie mógł mieć również wiosenny wystrzał formy, który dał Collins tytuły w Miami oraz Charleston i rozbudził apetyt na kolejne tenisowe sukcesy.

Od czasu Igrzysk Olimpijskich w Paryżu Amerykanka nie wygrała co prawda żadnego meczu, lecz ma nadzieje na ponowne odbudowanie się wraz z początkiem nowego sezonu. Dla całych rozgrywek to z pewnością dobra wiadomość i gwarancja ciekawszej rywalizacji oraz zapewne niejednej barwnej wypowiedzi. A z perspektywy polskich kibiców szczególnie interesujące mogą być kolejne odsłony jej rywalizacji z Igą Świątek. Wszyscy mamy przecież jeszcze świeżo w pamięci jak po ich spotkaniu w olimpijskim ćwierćfinale zarzuciła Polce nieszczerość. Nie zaszkodzi więc chyba uprzednie zaopatrzenie się w popcorn na taką ewentualność.