Tie-break Tenisklubu #38. Polskie zwycięstwo w Tbilisi, Auger-Aliassime z kolejnym tytułem
Pierwszy tydzień po Australian Open zwyczajowo przyniósł początek tegorocznych gier w Pucharze Davisa. W dobrych humorach z Tbilisi mogą wracać reprezentanci Polski, którzy do zera pokonali ekipę gospodarzy. W kolejnej odsłonie naszego cyklu wymienimy też zwycięzców ostatnich imprez ATP oraz WTA, a także przyjrzymy się co działo się na niższych szczeblach tenisowej rywalizacji.
Powrót z tarczą
Bez Huberta Hurkacza, ale za to z Kamilem Majchrzakiem i Maksem Kaśnikowskim, reprezentacja Polski udała się do Tbilisi, aby zainaugurować tegorocznej zmagania w Pucharze Davisa. „Biało-czerwoni” wywiązali się z roli faworytów i odnieśli komplet wygranych.
Pierwszy punkt dla naszego zespołu zdobył Majchrzak, pokonując bez straty seta Aleksandre Basziego. Najwięcej emocji przyniosło starcie Kaśnikowskiego z Sabą Purceladze. Polak prowadził wyraźnie, lecz Gruzin – niestety również na skutek błędu arbitra – doprowadził do wyrównania. Ostatecznie jednak Maks potyczkę zakończył pomyślnie i zapewnił sobie oraz kolegom spokojną noc. Drugiego dnia Karol Drzewiecki oraz Jan Zieliński bez większych trudności przypieczętowali wygraną. W ostatnim meczu, już bez znaczenia dla końcowych rozstrzygnięć, zwycięstwo odniósł również Martyn Pawelski i nasi reprezentanci w świetnych nastrojach mogli rozjechać się na kolejne zawody. Do wspólnej gry wrócą we wrześniu w spotkaniu w ramach Grupy Światowej I.
Belgijskie kontrowersje
Rywalizacja w ramach Pucharu Davisa toczyła się w ostatnich dniach niemal na całym świecie, lecz zupełnie niespodziewanie, najgłośniejsze echa wywołała potyczka Belgów z Chilijczykami w Hasselt. Wszystko to za sprawą niecodziennej sytuacji, do której doszło w meczu Zizou Bergsa z Cristianem Garinem. Panowie wyszli na kort przy prowadzeniu gospodarzy 2:1. W trzecim secie Belg przełamał rywala i celebrując ten fakt, zderzył się z nim na drodze do swojego krzesełka. 28-latek z Santiago ucierpiał na tyle mocno, że nie zdecydował się na dalszą grę.
Cały jego zespół domagał się dyskwalifikacji Belga, lecz do niczego takiego nie doszło. Sędzia główny ukarał za to Garina ostrzeżeniami za brak powrotu do rywalizacji, a trzecie z nich, będące utratą gema, kosztowało chilijski zespół przegranie całego pojedynku. Zakończył się on więc w atmosferze skandalu, lecz nie musi to być jeszcze finał całej sprawy. Chilijczycy wnieśli bowiem protest do federacji ITF, domagając się m.in. „dzikiej karty” do turnieju finałowego.
Szczęśliwa siódemka Augera-Aliassime’a
Z uwagi na wspomniane już zmagania drużynowe, w poprzednim tygodniu miał miejsce zaledwie jeden turniej ATP. W Montpellier już po raz drugim w tym sezonie błysnął Felix Auger-Aliassime. Kanadyjczyka chwaliliśmy tuż przed Australian Open, kiedy to triumfował na kortach w Adelajdzie. We Francji pokazał z kolei raz jeszcze, jak dobrze czuje się w rywalizacji pod dachem.
Nazwiska pokonanych przez niego oponentów może nie rzucają na kolana, lecz 24-latek z Montrealu jeszcze nie tak dawno, mógł tylko pomarzyć o takiej skuteczności. Wyszedł także zwycięsko z finałowej wojny nerwów w tie-breaku decydującej partii z Aleksandarem Kovaceviciem. Tym samym został pierwszym tenisistą, który w tym sezonie może pochwalić się dwoma tytułami na koncie. Łącznie był to jego siódmy taki triumf, z czego szósty w imprezie rozgrywanej w hali.
https://twitter.com/TennisTV/status/1886100045168046283
Aleksandrowa dopięła swego
Panie zaś o największy zastrzyk punktowy walczyły na kortach w Linzu. W ostatnich latach istotną postacią tej imprezy była Jekaterina Aleksandrowa. Dwukrotnie bowiem – przed rokiem oraz siedem lat temu – dochodziła do finału, lecz ani razu nie była w stanie odnieść końcowego sukcesu. W tym sezonie mogła jednak w końcu zrealizować to zadanie. Walcząc o finał pewnie uporała się z Karoliną Muchovą, a w decydującym starciu poradziła sobie z Dajaną Jastremską. Rosjanka była w nim blisko bardzo przekonującego zwycięstwa, lecz od stanu 6:2, 3:0 przegrała kolejne dziewięć gemów. W końcówce przezwyciężyła jednak kryzys i sięgnęła po piąty tytuł w swojej karierze. Co ważne, największy z nich, ponieważ pierwszy rangi WTA 500.
Poprawka Mertens
Drugi z ubiegłotygodniowych turniejów WTA rozgrywany był w Singapurze. Tam z kolei mogliśmy obserwować demonstrację siły Elise Mertens. Belgijka tylko w meczu drugiej rundy z Tatianą Marią napotkała na pewne trudności, przegrywając seta po tie-breaku. W pozostałych pojedynkach wyraźnie dominowała, nie wypuszczając ich z czterech gemów w secie. W finale zwyciężyła z Ann Li, czym powetowała sobie niedawne niepowodzenie z Hobart, gdzie będąc faworytką uległa McCartney Kessler. Dzięki temu mogła wstawić do swojej gabloty z tytułami już dziewiąte trofeum zdobyte w singlowych rozgrywkach WTA.
https://twitter.com/elise_mertens/status/1886079482165162160
Pierwsze kroki Pieczonki
Ostatnie dni stanowiły też pewien przełom w karierze Filipa Pieczonki. 20-latek najpierw pomyślnie przebrnął przez eliminacje i zadebiutował w głównej drabince turnieju challengerowego. W niej także zdołał pozostawić dobre wrażenie, gdyż walczył aż do tie-breaka trzeciego seta z dużo wyżej notowanym reprezentantem Japonii, Jamesem Trotterem. W kolejnych dniach zaś, udanie rywalizował w zawodach deblistów. Grając w parze z Kanadyjczykiem Juanem Carlosem Aguilarem dotarł aż do finału, gdzie lepsi okazali się najwyżej rozstawieni Amerykanie, Robert Cash i James Tracy. Dla Polaka był to pierwszy w karierze występ w rozgrywce o tytuł na tym szczeblu zmagań.
Nowi mistrzowie
Na naszych rodzimych kortach mogliśmy zaś śledzić zmagania w Halowych Mistrzostwach Polski. W Lesznie wśród pań najlepsza okazała się zawodniczka KS Górnika Bytom, Anna Kmiecik. 17-latka wywalczyła tytuł kosztem Giny Feistel, która z powodu kontuzji nogi nie była w stanie dokończyć trzeciego seta pojedynku finałowego. Tym samym Kmiecik może uznać styczeń za niezwykle udany miesiąc. Trzy tygodnie wcześniej została też halową mistrzynią Polski w swojej kategorii wiekowej. Triumfatorem w zmaganiach panów został z kolei Jasza Szajrych z WKS Grunwald Poznań. 22-latek zdobył mistrzostwo po niezwykle dramatycznym spotkaniu z Przemysławem Michockim, zwieńczonym tie-breakiem decydującego seta.



