Tie-break Tenisklubu #40. Bezradna Świątek, ukarany Sinner
Po trzech zwycięskich latach, w tym roku przygoda Igi Świątek z turniejem w Dosze skończyła się porażką z Jeleną Ostapenko. Ostatecznie jednak to nie Łotyszka, a Amanda Anisimova sięgnęła po tytuł w tej imprezie. W naszym kolejnym małym jubileuszu wrócimy także m.in. do pierwszego w karierze triumfu Joao Fonseki w Buenos Aires oraz pożegnania Diego Schwartzmana na tych samych kortach.
Powtórka z rozrywki
W ostatnich latach Doha była z pewnością jednym z ulubionych miejsc Igi Świątek. Polka zwyciężała w trzech poprzednich edycjach katarskiego turnieju, tracąc w tym czasie zaledwie jednego seta. W tym roku jednak trudności zaczęły pojawiać się stosunkowo szybko. Już w drugim pojedynku, ciężkim orzechem do zgryzienia okazała się, nie pierwszy już raz, Linda Noskova. Raszynianka przetrwała ten test, a następnie poprawiła też bilans spotkań z Jeleną Rybakiną. W półfinale jednak podobna sztuka już jej się nie udała i zwycięska passa w Katarze zatrzymała się na 17 spotkaniach.
Po drugiej stronie siatki stanęła bowiem jej największa „prześladowczyni” w rozgrywkach – Jelena Ostapenko. Łotyszka rozstrzygnęła na swoją korzyść wszystkie poprzednie cztery starcia i tak samo było przy piątej okazji. Dodatkowo, rozmiary jej zwycięstwa były wręcz druzgocące. Świątek była bezradna. Kompletnie nie była w stanie jakkolwiek przeciwstawić się ofensywnej grze rywalki. Materiału do wyciągania wniosków na przyszłość przez Polkę i jej sztab znów więc przybyło i pozostaje nam wierzyć, że ta najgorsza karta niebawem w końcu się odwróci.
Anisimova wyłoniła się z chaosu
O ile jeszcze wygrana Ostapenko ze Świątek nie była sensacją ze względu na wspomniane okoliczności, tak reszta zawodów miała już zaskakujący przebieg. Trzy z czterech najwyżej notowanych tenisistek pożegnały się z nimi jeszcze przed ćwierćfinałami. Także i pozostałe rozstawione zawodniczki nie były w stanie zrobić w Katarze wielkiej kariery. Błyszczały zatem panie o znanych nazwiskach, lecz niebędące stałymi bywalczyniami końcowych faz największych imprez.
Najlepsza z nich okazała się Amanda Anisimova. Amerykanka szybko wyrzuciła za burtę turnieju m.in. Paulę Badosę, a kilka dni później w półfinale przerwała serię ośmiu kolejnych zwycięstw Jekateriny Aleksandrowej. W finale pewnie poradziła sobie z pogromczynią Świątek, która tego dnia nie przypominała siebie ze spotkania z Polką. 23-latka wywalczyła tym samym trzeci, ale najcenniejszy tytuł w swojej karierze. Jednocześnie też pierwszy po powrocie, po przerwie spowodowanej problemami z wypaleniem. Może to szczególnie cieszyć kibiców, którzy już przed kilkoma laty dostrzegli jej talent.
Amanda Anisimova is flyin' high in Doha 🤭 #QatarTotalEnergiesOpen pic.twitter.com/37smYl0M9K
— Tennis Channel (@TennisChannel) February 15, 2025
Przymusowy urlop
Mimo rozgrywania trzech imprez ATP, w ubiegłym tygodniu największe poruszenie w męskim tenisie wywołała informacja o zawieszeniu Jannika Sinnera. Włoch, który niedawno obronił tytuł w Australian Open, a w ostatnich dniach przygotowywał się do startu w zawodach w Dosze, musi teraz przez trzy miesiące odpoczywać od tenisa. Wszystko to oczywiście konsekwencja pozytywnych wyników testów dopingowych z ubiegłego roku, które wskazały obecność w jego organizmie clostebolu.
Sinner opuści więc imprezy „Sunshine Double” oraz początek sezonu gry na kortach ziemnych, lecz i tak może mówić o bardzo łagodnej karze. Nie ominie go bowiem żadna z imprez wielkoszlemowych, a do rywalizacji wróci tuż przed rozpoczęciem turnieju przed własną publicznością w Rzymie. Decyzja ta szybko spotkała się z krytyką części środowiska tenisowego. Wróciła dyskusja o nierównym traktowaniu zawodników w podobnych przypadkach. Wielu tym opiniom nie sposób nie przyznać racji. Ciekawi nas, jak będzie wyglądał odbiór lidera rankingu ATP przez jego przeciwników na korcie oraz kibiców w kolejnych latach jego kariery.
Kat gospodarzy
To że Joao Fonseca wygra turniej ATP było tylko kwestią czasu. Jak się okazało, nie trzeba było go dużo. Brazylijczyk po przedstawieniu się szerszej publiczności w Australii, wrócił na rodzimy kontynent i szybko wzbogacił się o debiutancki puchar. W Buenos Aires sięgnął po swój pierwszy tytuł na tym szczeblu rozgrywek. Zrobił to w sposób, który mógł ucieszyć jego rodaków podwójnie. Zaciętość brazylijsko-argentyńskiej rywalizacji na polu sportowym znana jest bowiem nie od dziś, a Fonseca na swojej drodze po tytuł pokonał aż czterech tenisistów gospodarzy.
Najbardziej dramatyczny przebieg miała jego potyczki z Mariano Navone, kiedy to był zmuszony do bronienia dwóch piłek meczowych. 18-latek z Rio de Janeiro wykazał się wtedy wielką odwagą oraz odpornością psychiczną i odwrócił losy rywalizacji. W finale, w którym również nie zabrakło nerwów, pokonał z kolei Francisco Cerundolo, czym napisał nowy rozdział w historii tenisa. Został bowiem pierwszym zawodnikiem urodzonym w 2006 roku, który ma na swoim koncie tytuł na najwyższym szczeblu rozgrywek ATP. Jest też najmłodszym Brazylijczykiem w erze Open z takim sukcesem w dorobku.
Buenos Aires, la ciudad donde Joao Fonseca 🇧🇷 conquistó su primer título ATP 🏆 pic.twitter.com/zm2irVeR0e
— IEB+ Argentina Open (@ArgentinaOpen) February 16, 2025
Jak ryba w wodzie
Obecne czasy, w przeciwieństwie do tenisa w ubiegłym wieku, charakteryzuje przede wszystkim większa wszechstronność zawodników. Ciągle jednak zdarzają się przypadki specjalistów od gry w określonych warunkach. Kimś takim jest właśnie Ugo Humbert. Francuz wyjątkowo dobrze czuje się w turniejach rozgrywanych we francuskich halach.
26-latek z Metzu obronił właśnie bez straty seta wywalczony przed rokiem tytuł w Marsylii. W szerszym kontekście jego osiągnięcia prezentują się jeszcze bardziej imponująco. Humbert wygrał bowiem 18 z ostatnich 19 spotkań rozegranych w halach w swojej ojczyźnie, a jego jedyna porażka pochodzi z finału turnieju ATP Masters 1000 w Paryżu z Alexandrem Zverevem. W sumie był to jego siódmy tytuł, z czego czwarty wywalczony pod dachem.
Prawie jak w domu
W ubiegłym tygodniu panowie rywalizowali też w Delray Beach i tam również nie zabrakło emocji. Podobnie jak w Dallas, znów nie popisali się tam Amerykanie i to nie oni byli najważniejszymi postaciami imprezy. Najlepiej wypadł Miomir Kecmanović, który jednak też jest mocno związany z Florydą i spędził tam blisko połowę swojego życia. Serb był o krok od zwycięstwa w tym turnieju już przed dwoma laty, lecz wtedy musiał uznać w finale wyższość Taylora Fritza. Teraz już jednak nikt nie stanął na jego drodze.
25-latek z Belgradu uporał się m.in. z lokalnymi faworytami, Marcosem Gironem oraz Alexem Michelsenem, by w decydującym meczu spotkać się z Alejandro Davidovichem Fokiną. Hiszpan poszukiwał swojego pierwszego w karierze turniejowego zwycięstwa i był go najbliżej, jak tylko można to sobie wyobrazić. W trzeciej partii prowadził bowiem 5:2 i miał dwie piłki meczowe. Kecmanović z pewną dozą szczęścia wyszedł z opresji i od tego momentu i nie stracił już żadnego gema. Dzięki temu wywalczył swój drugi tytuł ATP, zapewniając też swojemu przeciwnikowi niejedną nieprzespaną noc.
Wielki mały człowiek
Luty nie jest miesiącem, który kojarzy się z tenisowymi pożegnaniami, ale tak się składa, że niedługo po Simonie Halep, znów mogliśmy być świadkami ostatniego występu znanej postaci. Tym razem jednak wszystko było zaplanowane od dawna i nie było mowy o żadnej niespodziance. Zaskoczeniem był jednak fakt, że Diego Schwartzman mógł cieszyć się w Buenos Aires z wygranego pojedynku. Argentyńczyk, który ostatni raz w podobnej sytuacji znalazł się podczas kwalifikacji do US Open, nawet ku własnemu zdziwieniu pokonał po emocjonującej batalii Nicolasa Jarry’ego. To właśnie zwycięstwo nad Chilijczykiem było jego ostatnim wśród profesjonalistów.
W kolejnym meczu wyraźnie uległ już Pedro Martinezowi i mógł podziękować rodakom za wsparcie podczas całej przygody z zawodowym tenisem. W jej trakcie wygrał cztery imprezy ATP w tym raz dokonał tego przed własną publicznością, na korcie, na którym rozegrał swój ostatni mecz. Schwartzman przez wielu kibiców kojarzony był, z niewielkim jak na tenisistę, 170-centrymetrowym wzrostem. Podczas gry udowadniał jednak nieraz, że walecznością i hartem ducha można zdziałać naprawdę wiele i utorować sobie drogę nawet do pierwszej dziesiątki rankingu ATP.
The last moments of El Peque's career 🥲
Not a dry eye in the house as chants of 'Diego, Diego' resonated before match point…@dieschwartzman @ArgentinaOpen pic.twitter.com/qNysQrnszO
— Tennis TV (@TennisTV) February 13, 2025



