Tie-break Tenisklubu #41. Posucha Świątek trwa, młodość zatriumfowała w Dubaju

Artur Kobryn , foto:

Turniej w Dubaju niestety nie przyniósł przełamania i Iga Świątek nadal czeka na pierwszy tytuł od czerwca ubiegłego roku. Z wygranej w tych prestiżowych zawodach mogła cieszyć za to Mirra Andriejewa. Panowie rywalizowali z kolei w Dausze oraz Rio de Janeiro i tam mistrzowskie trofea wróciły do byłych zwycięzców.

Świątek bez błysku

Niestety, tydzień po wyraźniej przegranej z Jeleną Ostapenko w Dausze, także w Dubaju Iga Świątek musiała przełknąć porażkę. Polka zdołała co prawda wcześniej poczęstować „bajglami” Wiktorię Azarenkę oraz Dajanę Jastremską, lecz w ćwierćfinale Mirra Andriejewa okazała się wyraźnie lepsza. Rosjanka była znakomicie dysponowana przy własnym serwisie, na który Polka tego dnia nie potrafiła znaleźć odpowiedzi. W efekcie, raszynianka opuściła Bliski Wschód bez tytułu po raz pierwszy od 2021 roku.

Ogółem, na turniejowe zwycięstwo wiceliderka rankingu WTA czeka od Rolanda Garrosa i tak długiej przerwy od wygranego turnieju nie miała już dawno, bo od ponad 250 dni. Tym razem jednak Świątek pokusiła się o wskazanie jednego z powodów porażki. Mówiła o braku wystarczającej ilości czasu na treningi. Najlepsza polska tenisistka już nie po raz pierwszy zwróciła uwagę na intensywny kalendarz rozgrywek i obciążenia z tym związane. Przed kolejnym startem będzie miała teraz dwa tygodnie na przygotowania, nim wystartuje w Indian Wells, gdzie będzie bronić tytułu.

Nastoletnia rewelacja

W Dubaju to właśnie pogromczyni Igi Świątek sięgnęła po pełną pulę. 17-latka już w ubiegłym roku zaczęła gromadzić trofea w turniejach WTA, lecz pierwszy jej naprawdę wielki triumf przyszedł na kortach w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Rosjanka całą imprezę rozegrała w imponującym stylu, tracąc w niej zaledwie jednego seta w półfinale z Jeleną Rybakiną. Warto wspomnieć, że w sumie wyeliminowała aż trzy wielkoszlemowe mistrzynie, bowiem w drugiej rundzie okazała się lepsza od Markety Vondrousovej.

W finale uporała się z będącą w świetnej formie od początku sezonu Clarą Tauson i sięgnęła po debiutanckie zwycięstwo w zawodach rangi WTA 1000. Została tym samym najmłodszą triumfatorką tego typu zawodów od wprowadzenia ich do kalendarza w 2009 roku. Zapewniła również sobie pierwszy w karierze awans do najlepszej dziesiątki rankingu WTA. Tak młodej zawodniczki nie było w tym gronie od czasu Nicole Vaidisovej w 2006 roku.

Odrodzenie Rublowa

Ostatnie miesiące w karierze Andrieja Rublowa nie należały do specjalnie udanych. Rosjanin od zwycięstwa w Madrycie z reguły nie notował oszałamiających rezultatów, a do tego zdawał męczyć się ze swoją grą oraz problemami natury mentalnej. W Dausze mógł jednak znów świętować sukces. Moskwianinowi trzeba również oddać, że bardzo ciężko na niego zapracował. W ćwierćfinale rozegrał prawdziwy dreszczowiec z Alexem de Minaurem, w którym bronił piłki meczowej, samemu kończąc spotkanie dopiero za ósmą taką okazją. Kolejną rundę również zwieńczył tie-breakiem trzeciego seta, tym razem mając za przeciwnika Felixa Augera-Aliassime’a. W finale wygrał zaś bitwę z Jackiem Draperem i po pięciu latach ponownie zatriumfował w stolicy Kataru. Była to już jego szósta wygrana w zawodach rangi ATP 500 w karierze, a ogółem 17. tytuł.

Argentyński rewanż

W poprzednim tygodniu pisaliśmy o Joao Fonsece, który wywalczył tytuł w turnieju ATP rozgrywanych na argentyńskiej ziemi. Niedługo trzeba było czekać, aby Argentyńczycy zrewanżowali się Brazylijczykom tym samym. Sam Fonseca – jak szczerze przyznał – nie poradził sobie z presją startu przed własną publicznością i na pierwsze sukcesy w rodzinnym mieście będzie musiał jeszcze poczekać.

Wśród wspomnianych reprezentantów Argentyny prym wiódł Sebastian Baez. 24-latek z Buenos Aires już w zeszłym roku pokazał, jak dobrze czuje się na kortach w Rio de Janeiro, a podczas tegorocznej edycji zmagań tylko to potwierdził. Jego droga do finału była naznaczona rywalizacjami ze swoimi rodakami. Łącznie pokonał ich aż trzech, by w decydującym o tytule pojedynku zagrać z francuską niespodzianką – Alexandrem Mullerem. Baez poradził sobie z nim pewnie i jako pierwszy zawodnik w historii tego turnieju, może poszczycić się dwoma zwycięstwami.

Pożegnanie Verdasco

W ostatnich tygodniach stałym elementem naszego cyklu stało się wspominanie zawodników, którzy przechodzą na tenisową emeryturę. Tak będzie też i teraz, ponieważ przed kilkoma dniami z zawodowym sportem oficjalnie rozstał się Fernando Verdasco. Można uznać to pożegnanie za dość nietypowe, ponieważ 41-letni Hiszpan od dłuższego czasu znajdował się już poza rozgrywkami. Swój ostatni mecz singlowy na poziomie głównej imprezy ATP rozegrał blisko dwa lata temu, a od tego momentu zdążył zaliczyć już nawet epizod trenerski u boku Alejandro Davidovicha Fokiny.

Z tenisem Hiszpan rozstał się na dobre w Dausze, której od pewnego czasu jest rezydentem. Zrobił to też w wyjątkowy sposób, bo u boku samego Novaka Dżokovicia. Panowie stanęli na starcie rywalizacji deblowej i zdołali zapisać na swoim koncie jedno zwycięstwo. Ich droga dobiegła końca po spotkaniu z aktualnymi mistrzami Wimbledonu oraz Australian Open, Henry’emu Pattenowi oraz Harriemu Heliovaarze. Hiszpan zakończył karierę z siedmioma tytułami na koncie oraz trzema triumfami w pucharze Davisa. W pamięci wielu kibiców najbardziej zapisał się jednak niezwykłą pięciosetówką przeciwko Rafelowi Nadalowi w półfinale Australian Open 2009.

Deblowe dyskusje

Niedawno poruszenie w świecie tenisowym wywołała informacja o zmianie formatu rozgrywania turnieju mikstowego podczas US Open. Wywołało to m.in. głosy dotyczące zawodników skupionych przede wszystkim na grach podwójnych. „Lawinę” rozpoczął Reilly Opelka, który w dość zdecydowany sposób wypowiedział się na temat deblistów i tego, jakie zainteresowanie generują. Zdanie Amerykanina można sprowadzić do tego, że jest ono praktycznie zerowe i są oni zbyt słabymi tenisistami, by rywalizować w singlu.

Na te słowa odpowiedział m.in. będący legendą debla Rohan Bopanna. Hindus wspomniał chociażby, że dzięki swoim sukcesom mógł zainspirować i wesprzeć wielu młodym kandydatów na sportowców. W podobnym tonie wypowiedział się również Andrea Vavasorri, który w podobny sposób wskazał na szerszy kontekst całej sprawy i sens takiej rywalizacji. Nie wszystko bowiem można i należy sprowadzać do bezwzględnego rachunku zysków oraz strat i do takiego podejścia i nam się najbliżej.

Zastraszona Raducanu

Podczas rywalizacji pań w Dubaju doszło też niestety do przykrego incydentu. W trakcie meczu z Karoliną Muchovą, Emma Raducanu doświadczyła kontaktu ze strony swojego stalkera. Znany jej od dłuższego czasu człowiek przestraszył ją na tyle, że Brytyjka rozpłakała się i potrzebowała chwili przerwy. Po interwencji służb został on usunięty z obiektu i otrzymał zakaz wstępu na wszystkie turnieje w rozgrywkach WTA. Tego typu sytuacje nie są niestety nowością w kobiecym tenisie, dlatego też należy pochwalić tak szybki i zdecydowany ruch ze strony władz. Mamy nadzieję, że Raducanu, której w ostatnich latach los nie szczędził też i przykrych doświadczeń, zazna spokoju, który pomoże jej pokazać swój najlepszy tenis i nawiązać do dyspozycji z wygranego US Open w 2021 roku.