Tie-break Tenisklubu #43. Nowi mistrzowie ukoronowani w Indian Wells

Artur Kobryn , foto: AFP

W ostatnich dniach niemal cała uwaga tenisowego świata była skupiona wokół turniejów pań i panów w Indian Wells. Kalifornijskie zmagania doczekały się nowych triumfatorów, których to weźmiemy pod lupę. Ponadto, przeanalizujemy również występy Igi Świątek oraz Huberta Hurkacza. Jak to u nas zazwyczaj bywa, nie zabraknie jednak też spojrzenia na niższe szczeble rozgrywek.

Zdetronizowana Świątek

Najlepsza polska tenisistka niestety nie obroniła zdobytego przed rokiem w Indian Wells trofeum. Swoimi pierwszymi występami raszynianka mocno mogła jednak rozbudzić apetyty na drugi z rzędu triumf na kalifornijskiej pustyni. Trzy z rywalek rozbiła, oddając im zaledwie dwa gemy, by później wziąć wyraźny rewanż na Qinwen Zheng za olimpijską porażkę.

W walce o finał nadarzyła się z kolei okazja na następny odwet, tym razem na Mirrze Andriejewej za imprezę w Dubaju. Mimo iż spotkanie było bardziej wyrównane niż przed trzema tygodniami, to rezultat był podobny. Najważniejsze piłki meczu solidniej i spokojniej rozegrała młoda Rosjanka, dzięki czemu ma już pozytywny bilans spotkań z naszą reprezentantką. Półfinał zawodów rangi WTA 1000 ciężko nazwać złym rezultatem, lecz przedłużająca się seria bez wygranej imprezy z pewnością coraz bardziej może niepokoić kibiców Polki. Tak samo, jak kolejne objawy dużej frustracji okazywanej na korcie. Takowe miały miejsce także w spotkaniu z 17-latką. Teraz przed Świątek start na Florydzie i ostatnia szansa na sukces na kortach twardych przed kilkumiesięczną przerwą od zmagań na tej nawierzchni.

Rozpędzona Andriejewa

Raz jeszcze w tym sezonie okazało się, że pokonanie Świątek to zwiastun wygranego turnieju. W Australian Open przekonała się o tym Madison Keys, a w Dubaju oraz Indian Wells – Mirra Andriejewa. Co ciekawe i niespotykane w różnych imprezach, Rosjanka od czwartej rundy powtórzyła drogę Amerykanki do tytułu w Melbourne. Pokonała bowiem kolejno Jelenę Rybakinę, Elinę Switolinę, Igę Świątek oraz Arynę Sabalenkę.

Na tej ostatniej wzięła rewanż za dwie wcześniejsze porażki z Australii i pokazała, że należy już o niej mówić jako teraźniejszej, a nie tylko przyszłej gwieździe rozgrywek WTA. Aktualnie ma na swoim koncie 12 wygranych meczów z rzędu i należy przypuszczać, że w Miami jeszcze zwiększy tę liczbę. W światowym rankingu Andriejewa jest już numerem sześć i ze swoim talentem oraz wsparciem Conchity Martinez w sztabie szkoleniowym, wydaje się być „skazana” na kolejne awanse. Podkreśleniem jej wyjątkowości niech będzie też fakt, iż dopiero jako trzecia zawodniczka w historii – po Martinie Hingis i Serenie Williams – zwyciężyła w Kalifornii jeszcze przed 18-tymi urodzinami.

Draper na fali wznoszącej

Wśród panów doszło z kolei do bardziej niespodziewanego rozstrzygnięcia. W obliczu zawieszenia dominującego ostatnio na kortach twardych Jannika Sinnera, turnieje Sunshine Double można uznać za nieco bardziej otwarte. W Indian Wells najmocniej skorzystał na tym Jack Draper. Brytyjczyk już od pierwszego meczu prezentował znakomitą dyspozycję, o czym szybko przekonał się Joao Fonseca (do którego jeszcze wrócimy). Następnie, również bez straty seta, pokonał całą koalicję Amerykanów z Taylorem Fritzem na czele.

Prawdziwym testem była półfinałowa potyczka z podwójnym obrońcą tytułu, Carlosem Alcarazem. 23-latek po świetnej grze zdetronizował Hiszpana, który tego dnia był bardzo nieregularny. Warto też odnotować, że w tym spotkaniu Brytyjczyk przegrał też jedynego seta w całej imprezie, co wiąże się z wyjątkową sytuacją. Niezwykle rzadko bowiem jedyna partia na niekorzyść triumfatora kończy się wynikiem 0:6.

Finał z Holgerem Rune okazał się już tylko formalnością i Draper mógł świętować życiowy sukces. Brytyjczyk udowodnił, że rozważania o jego wielkim potencjale były uzasadnione i po uporaniu się z problemami zdrowotnymi zaczyna go w pełni objawiać. Zestawienie trofeów też bardzo ładnie obrazuje jego wyraźny postęp. Po triumfach w imprezach ATP 250 i 500 w ubiegłym roku, teraz dołożył do swojego dorobku trofeum Masters 1000.

Bolesna porażka Hurkacza

Ostatniej wizyty w Kalifornii nie będzie za to najlepiej wspominał Hubert Hurkacz. Wrocławianin już w trzeciej rundzie napotkał bardzo wymagającego rywala z pierwszej dziesiątki rankingu ATP, Alexa de Minaura. O ile można było spodziewać się ciężkiej przeprawy Polaka, tak skala zwycięstwa Australijczyka okazała się przekroczyć wszelkie oczekiwania. Tenisista z Sydney stracił zaledwie cztery gemy, drugą partię wygrywając do zera. Był to pierwszy tak dotkliwie przegrany set przez Polaka dokładnie od roku i meczu z Gaelem Monfilsem w tych samych zawodach.

Wyczekiwany przez nas progres Hurkacza pod wodzą nowych opiekunów ciągle więc nie nadszedł i, z jeszcze większą niż w przypadku Światęk niepewnością, będziemy spoglądać na jego kolejne występy. Nadchodząca impreza w Miami wiąże się jednak z wyjątkowo miłymi wspomnieniami dla Polaka i jego sympatyków, więc może niech to będzie iskierka nadziei towarzysząca nam w najbliższych dniach.

Polski dublet

W ubiegłym tygodniu nie doczekaliśmy się sukcesów na największych arenach, ale nie oznacza to, że nie było ich wcale. Deblowe turnieje ITF przyniosły tytuły dwóch naszych reprezentantek. W szczęśliwym dla siebie Szarm el-Szejk już po raz trzeci w karierze zatriumfowała Zuzanna Pawlikowska. 20-latka swoje zwycięstwo współdzieliła z Amerykanką Carolyn Ansari. W całym dorobku Polki było to czwarte trofeum na tym poziomie zmagań.

Z kolei w Antalyi z pucharu za wygraną mogła cieszyć się Daria Kuczer. 26-latka ze Szczecina już tydzień wcześniej była bliska triumfu na tych samych kortach, lecz wtedy, w parze z Joelle Steur, panie przegrały w finale. Teraz, u boku Czeszki Denisy Hindovej, Polkę spotkała pełnia szczęścia. Najwyżej rozstawiony w turnieju duet gładko poradził sobie z całą konkurencją, dzięki czemu Kuczer ma już na swoim koncie dziewięć tytułów deblowych ITF.

Fonseca wzbogaca gablotę

Warto zerknąć także na zaplecze w rozgrywkach panów, ponieważ w drugim tygodniu zmagań w Indian Wells odbyły się dwa challengery o randze 175, czyli najwyższej z możliwych. Będący jednym z najgłośniejszych nazwisk tego sezonu, Joao Fonseca, w Kalifornii nie sprostał późniejszemu triumfatorowi, ale otworzyło mu to drogę do innego sukcesu. W bardzo mocno obsadzonym turnieju w Pheonix, Brazylijczyk nie znalazł już żadnego pogromcy. Na drodze do finału ograł m.in. doświadczonych Jana-Lennarda Struffa i Keia Nishikoriego. W decydującym pojedynku wygrał zaś po dwóch tie-breakach z nieprzewidywalnym Alexandrem Bublikiem. Był to jego drugi challengerowy tytuł w tym sezonie, a trzeci na wszystkich szczeblach męskich rozgrywek.

Mocno obsadzone były również zawody w Cap Cana na Dominikanie. Tam zwycięstwo odniósł Aleksandar Kovacevic. Amerykanin w półfinale, po zaciętym boju, pokonał rozstawionego z „jedynką” Alexandre Mullera, a w finale pewnie rozprawił się z Damirem Dżumhurem. Dla 26-latka z Nowego Jorku to już szósty tytuł w zmaganiach ATP Challenger Tour w karierze.

Emeryckie pogaduchy

Nie od dziś wiadomo, że często tenisiści najciekawszych wywiadów udzielają innym tenisistom. Tak też było w przypadku Rafaela Nadala i Andy’ego Roddicka. Hiszpan był bowiem gościem jednego z odcinków autorskiego podcastu Amerykanina. To jedno z jego pierwszych wystąpień po przejściu na tenisową emeryturę pod koniec ubiegłego roku. W blisko godzinnej rozmowie Nadal opowiedział m.in. o tym, jak wygląda teraz jego życie, ale przede wszystkim był pytany o swoje spostrzeżenia z różnych etapów swojej kariery.

Dzięki temu mogliśmy dowiedzieć się, że poza ukochanymi kortami ziemnymi najbardziej lubił grać na trawie, choć przez lata stan jego kolan nie pozwalał mu na dobre wyniki w Wimbledonie. Nie zabrakło też odniesień do rywalizacji z Rogerem Federerem oraz Novakiem Dżokoviciem i wskazania różnic w podejściu do spotkań z każdym z nich. Po raz kolejny zobaczyliśmy też, że i Roddick znakomicie sprawdza się po drugiej stronie mikrofonu. Miejmy więc nadzieję, że przed nami jeszcze wiele podobnych rozmów, o których będziemy mogli wam opowiedzieć.