Tie-break Tenisklubu #44. Narodziny gwiazdy i dominacja Sabalenki

Artur Kobryn , foto: Peter Figura

W miniony weekend dobiegły końca zmagania w turniejach pań i panów w Miami. Każdy mógł znaleźć w nich coś dla siebie, bowiem jeden z turniejów zakończył się niespodzianką, zaś drugi triumfem liderki rankingu. W kolejnej odsłonie naszego Tie-breaka omówimy również m.in. występy polskich tenisistek na Florydzie, po których możemy mieć mieszane uczucia.

Świątek bez przełamania

Turniej w Miami nie przyniósł niestety przełomu w ostatnich rezultatach Igi Świątek. W występie raszynianki w dużej mierze powtórzył się schemat z jej występów w poprzednich imprezach. Pierwsze spotkania wygrywała stosunkowo pewnie i bez większych trudności, by nagle zaprezentować się znacząco poniżej swojego poziomu. Tym razem ten gorszy występ przypadł na mecz ze klasyfikowaną na 140. miejscu w rankingu, Alexandrą Ealą. Porażki z tak nisko notowaną rywalką Polka nie doznała od czterech lat. Nie można oczywiście powiedzieć, że Filipinka jest „byle kim”. To absolwentka Akademii Rafy Nadala, która kilka dni wcześniej pokonała dwie inne mistrzynie wielkoszlemowe – Jelenę Ostapenko i Madison Keys. Bez wątpienia grać potrafi. I to dobrze.

Największym problemem Świątek była jednak jej własna gra. Nie funkcjonował jej serwis, czego rezultatem było aż osiem przełamań. Polka popełniała też mnóstwo błędów z głębi kortu i znów, jak na dłoni, widoczna była nerwowość w jej grze. Obserwatorzy i eksperci, jak np. Piotr Woźniacki w rozmowie ze Sport.pl, wskazują na brak radości z przebywania na korcie i potrzebę odpoczynku. Teraz przed Igą teoretycznie najlepszy czas na odbudowę, czyli sezon gry na kortach ziemnych. Czy jednak z obecnymi problemami uda jej się wrócić do zdobywania tytułów na ulubionej nawierzchni? Tego nie wiemy, ale ich dalszy brak może spowodować roszady w sztabie szkoleniowym, o których rozpoczęły się już pierwsze dyskusje.

Wystrzał Linette

Dopiero po raz drugi w historii imprez WTA 1000 mogliśmy podziwiać dwie Polki na etapie ćwierćfinałów. Magda Linette zakończyła swój udział w zmaganiach na Florydzie na tym samym szczeblu co Świątek, lecz wrażenia z jej występu są zupełnie inne. Po początku sezonu, którego poznanianka nie mogła uznać za udany, w Miami zaprezentowała się ze świetnej strony. Pierwszy raz od czasu wygranego w lipcu ubiegłego roku turnieju w Pradze zapisała na swoim koncie cztery kolejne wygrane.

Co warte podkreślenie, wszystkie z nich odniosła bez straty seta. Wśród pozostawionych w pokonanym polu zawodniczek, najbardziej wybija się nazwisko Coco Gauff. Uporanie się z byłą mistrzynią US Open to bez wątpienia jedno z cenniejszych zwycięstw w karierze Polki. Pogromczynię znalazła dopiero w osobie Jasmine Paolini. Swoją rolę w tym udanym występie odegrała też Agnieszka Radwańska, która towarzyszyła Linette na miejscu. Tydzień w Miami pokazał, że stać Magdę jeszcze na naprawdę wartościowe rezultaty, co jest szczególnie ważne w przeddzień rywalizacji w kolejnej edycji Billie Jean King Cup.

Bezkonkurencyjna Sabalenka

W całych zawodach w Miami zatriumfowała liderka rankingu WTA. Po zadyszce złapanej w lutym podczas turniejów na Bliskim Wschodzie, w Sunshine Double Białorusinka zaprezentowała się już jak przystało na światową „jedynkę”. W Indian Wells uległa jeszcze w finale Mirrze Andriejewej, ale już na drugim krańcu Stanów Zjednoczonych nie miała sobie równych. 26-latka z Mińska w marszu po tytuł „własnoręcznie” pozbyła się ubiegłorocznej mistrzyni, Danielle Colins. Z kolei od ćwierćfinału rozprawiała się z tenisistkami z najlepszej dziesiątki świata. Były to kolejno Qinwen Zheng, Jasmine Paolini oraz w finale Jessica Pegula.

Z uwagi na to, na szczególne podkreślenie zasługuje fakt, iż w sześciu rozegranych meczach Sabalenka nie straciła ani jednego seta i nie została nawet zmuszona do rozegrania tie-breaka. Tym samym „odczarowała” sobie Miami, w którym do tego roku, najdalej była w stanie dojść do ćwierćfinału. Obecnie ma więc w swoim posiadaniu trzy z czterech ostatnich dużych tytułów na amerykańskim hardzie, co wyraźnie pokazuje jej przewagę nad resztą stawki w tych warunkach. Teraz wyzwaniem dla Białorusinki będzie walka o pierwsze zwycięstwa w Paryżu oraz Londynie..

Uczeń pokonał mistrza

W rozgrywkach panów byliśmy z kolei świadkami nie lada niespodzianki. Gdy wydawało się, że doszło do odrodzenia Novaka Dżokovicia po kryzysie w ostatnich tygodniach i Serb doczeka się setnego tytułu w karierze, na jego drodze stanął Jakub Menszik. Czech na przestrzeni ostatniego roku dawał sygnały swojego dużego potencjału, lecz dopiero w Miami po raz pierwszy realnie włączył się do walki o tak wielką stawkę. Zwiastun tego, że może być tam groźny dał już jednak na samym początku turnieju. W drugiej rundzie wyeliminował bowiem triumfatora z Indian Wells, Jacka Drapera.

W decydujących fazach zawodów pokonał zaś Arthura Filsa oraz Taylora Fritza, by w finale stanąć naprzeciw swojego idola, Novaka Dźokovicia. Także przeciwko niemu zagrał bez kompleksów i potrafił zachować zimną krew w najważniejszych momentach. Potwierdził to zresztą na przestrzeni całego turnieju, gdyż wygrał wszystkie siedem rozegranych w nim tie-breaków. Oprócz tego, 19-latek z Prościejowa zachwycał regularnym i potężnym podaniem oraz solidnością gry z głębi kortu. Niezwykłość całej jego historii w Miami tworzy też fakt, że tuż przed rozpoczęciem imprezy był bliski wycofania się z niej z powodu problemów w kolanem. Na jego szczęście do tego nie doszło i zdobywanie trofeów w rozgrywkach ATP rozpoczął od triumfu w jednym z największych turniejów sezonu.

Deblowy dublet

W imprezach singlowych nikomu nie udało się sięgnąć po „Sunshine Double”, ale już w grze podwójnej panów doczekaliśmy się takich triumfatorów. Po wygranej na kalifornijskiej pustyni, przewodzący deblowemu rankingowi, Marcelo Arevalo oraz Mate Pavić, okazali się najlepsi również i w Miami. Zwycięstwo na Florydzie przyszło im znacznie trudniej niż w poprzednich zawodach. W aż trzech spotkaniach zmuszeni byli bowiem do rozgrywania super tie-breaków. W każdym z nich udowodnili swoją wyższość, a w finale już bez straty seta uporali się z parą Julian Cash i Lloyd Glasspool.

Salwadorczyk i Chorwat zostali szóstym deblem, która może pochwalić się zwycięstwami w Indian Wells oraz Miami w jednym sezonie. To pierwszy taki przypadek w rozgrywkach ATP od 2016 roku, kiedy tej samej sztuki dokonali Francuzi, Pierre-Hugues Herbert oraz Nicolas Mahut.

Mieszanka wybuchowa

Poza turniejem w Miami również nie zabrakło interesujących historii. Jedną z nich było dołączenie Marata Safina do sztabu szkoleniowego przez Andrieja Rublowa. Decyzja ta może wydawać się o tyle zaskakująca, że dwukrotny mistrz wielkoszlemowy, po zakończeniu swojej kariery, odsunął się od tenisa. Przez pewien czas był parlamentarzystą, a po tym epizodzie skupił się na podróżowaniu po świecie. Tak samo zastanawiać może fakt, że tenisista znany z niezwykle nerwowych reakcji na korcie zdecydował się na współpracę z kimś, kto również nie był oazą spokoju i w swojej karierze zniszczył ponad 1000 rakiet.

Znając bliżej relacje Safina z Rublowem, to posunięcie już jednak tak nie szokuje. 27-latek wyznał bowiem niedawno, iż jego starszy rodak swego czasu zdążył już mu mocno pomóc w kwestiach mentalnych, gdy sam znajdował się w kryzysie. Teraz dojdą do tego kwestie czysto tenisowe i niezmiernie ciekawi nas, jakie efekty to przyniesie. Po wygranej w Dosze moskwianin poniósł trzy porażki z rzędu w pierwszych swoich meczach. Safin z pewnością więc ma nad czym pracować. Pierwszy wspólny test już niebawem w Monte Carlo, czyli w miejscu, w którym Rublow triumfował przed dwoma laty.

„Transfer” Kasatkiny

Jeszcze bardziej znaczący dla swojej kariery ruch podjęła rodaczka obu wspomnianych chwilę wcześniej panów, Daria Kasatkina. Choć w zasadzie można powiedzieć już, że była rodaczka, ponieważ 27-latka zdecydowała się na zmianę obywatelstwa na australijskie. W nowych barwach narodowych będzie można ją już podziwiać od najbliższych turniejów.

Decyzja występującej ostatnio pod neutralną flagą tenisistki nie jest dużym zaskoczeniem, ponieważ od pewnego czasu zdecydowanie nie było jej „po drodze” ze swoją ojczyzną. Kasatkina nie bała się publicznie potępić napaści zbrojnej Rosji na Ukrainę. Do tego znajdowała się na cenzurowanym po ujawnieniu swojej orientacji seksualnej. Teraz ma w planach zamieszkać w Melbourne i reprezentować Australię w rozgrywkach o Puchar Billie Jean King. Z zainteresowaniem będzie więc można obserwować, jak nowe otoczenie oraz motywacja, wpłyną na tę zawodniczkę w kolejnych miesiącach.