Tie-break Tenisklubu #45. Wyjątkowy tydzień Kawy i Majchrzaka
Chyba mało kto mógł przypuszczać, jak wiele pozytywnych wrażeń dostarczą nam w minionym tygodniu turnieje w Bogocie i Marrakeszu. W Kolumbii niesamowitą drogę, aż do finału, przebyła Katarzyna Kawa, zaś w Maroku do najlepszej czwórki dotarł Kamil Majchrzak. Ciekawych historii nie zabrakło również w pozostałych imprezach ATP oraz WTA i o nich także wspomnimy w kolejnej odsłonie naszego cyklu.
Długa droga Kawy
O ile mogliśmy się spodziewać, że w kwietniu będziemy mieli pierwszy finał turnieju WTA z udziałem Polki, o tyle wytypowanie do tej roli Katarzyny Kawy było wyczynem godnym jasnowidza. Postawa 32-latki z Krynicy-Zdroju mogła wzbudzić podziw już po kwalifikacjach, które przebrnęła po ponad siedmiu godzinach walki. Jak się później okazało, był to dopiero początek jej niezwykłego tygodnia.
W drugiej rundzie Kawa wydobyła się z wielkich kłopotów, broniąc piłki meczowej w starciu z Laurą Pigossi. Następnie poprawiła ten wyczyn i sprawiła niespodziankę eliminując rozstawioną z numerem jeden Marie Bouzkovą. W walce o finał pokonała z kolei z 16-letnią Julietę Pareję i dopiero w ostatnim meczu zawodów została zatrzymana przez Camilę Osorio. Kolumbijka udowodniła, że jest wybitną specjalistką od gry przed własną publicznością. Tytuł w Bogocie wywalczyła już po raz trzeci.
Polka spędziła na korcie ponad siedemnaście godzin, a mimo to, po raz drugi w karierze, zapisała na swoim koncie finał zawodów WTA. Zademonstrowała serce do walki i hart ducha godne pozazdroszczenia. Z wymiernych korzyści, awansowała na 156. miejsce w rankingu WTA, i dzięki temu nie musi martwić się już o miejsce w drabince kwalifikacji Rolanda Garrosa.
Dziękujemy za ten tydzień w Bogocie! Czekamy na ponowne spotkanie z Tobą, Katarzyna 🫶#CopaColsanitaZurich #presentadoporVisa pic.twitter.com/JiBlhCrA4C
— Copa Colsanitas Zurich presentado por Visa (@CopaColsanitas_) April 6, 2025
Wyrównana „życiówka” Majchrzaka
O emocje w rozgrywkach ATP zadbał Kamil Majchrzak. Piotrkowianin, rywalizację w Marrakeszu, rozpoczął podobnie jak Kawa od eliminacji. Po ich pewnym przejściu spotkał się z Jaume Munarem i w pojedynku z Hiszpanem odniósł pierwsze zwycięstwo na poziomie turnieju głównego od października 2022 roku. Na tym Polak nie poprzestał i dołożył kolejne wygrane bez straty seta nad Jesperem De Jongiem oraz Alexandre Mullerem.
Dopiero w półfinale zatrzymał go najwyżej rozstawiony w całych zawodach Tallon Griekspoor. Majchrzak postawił mu jednak wysoko poprzeczkę i szczególnie w pierwszej partii był bliski zwycięstwa. Z Marrakeszu nasz reprezentant wyjechał z wyrównanym najlepszym rezultatem w turniejach ATP, który wcześniej osiągnął w Pune przed trzema laty. Po tej imprezie znajduje się też już u bram pierwszej setki rankingu ATP, będąc notowanym na 102. pozycji.
Nowy szczyt Peguli
W jedynym turnieju pań na kortach ziemnych w Stanach Zjednoczonych tytuł trafił do przedstawicielki gospodarzy, Jessiki Peguli. Amerykanka zasłynęła w ostatnich paru dniach jako specjalistka od wydobywania się z tarapatów. Po dwóch gładkich wygranych, w ćwierćfinale stanęła naprzeciw broniącej tytułu rodaczki, Danielle Collins. 31-latka z Buffalo przegrywała już 1:6, 0:2, by od tego moment oddać rywalce jej już tylko jednego gema.
W kolejnej rundzie napotkała z kolei na duży opór ze strony Jekateriny Aleksandrowej. Pegula przegrywała już 2:4 w decydującej odsłonie, lecz ostatecznie zatriumfowała 7:5 i wzięła rewanż na Rosjance za porażkę w Dosze. W finale zaś nie straciła już seta z Sofią Kenin, ale odrobienie straty od stanu 1:5 i 15:40 w drugim secie również zasługuje na wielki podziw. Tym samym Amerykanka ma już na swoim koncie osiem tytułów WTA i zajmuje obecnie najwyższe w karierze, trzecie miejsce w rankingu.
Brooksby wrócił z niebytu
W Houston także Amerykanie mogli się cieszyć. Skala dominacja ich rodaków w tym turnieju była wręcz porażająca. Tenisiści gospodarzy obsadzili bowiem wszystkie osiem miejsc w fazie ćwierćfinałowej. Głównym bohaterem został najniżej notowany z nich, Jenson Brooksby. 24-latek z Delaware, który na początku stycznia wrócił do rozgrywek po zawieszeniu spowodowanym naruszeniem przepisów antydopingowych, popisał się osiągnięciem godnym odnotowania w historycznych księgach. Pod względem przezwyciężonych trudności zdecydowanie przebił nawet wspomnianą Pegulę.
Rywalizację w Teksasie zaczął od kwalifikacji i już w ich pierwszej rundzie bronił piłki meczowej w potyczce z Federico Gomezem. Trzy kolejne „meczbole” obronił w drugiej rundzie fazy głównej z Alejandro Tabilo, a w półfinale ponownie jednego w meczu z najwyżej rozstawionym, Tommym Paulem. Finał z Francesem Tiafoe paradoksalnie okazał się dla niego już jednym z łatwiejszych pojedynków. Nie da się więc ukryć, że okoliczności zdobycia debiutanckiego tytułu w rozgrywkach ATP okazały się wyjątkowe. Znajdując się przed turniejem na 507. pozycji w rankingu, Brooksby został trzecim najniżej klasyfikowanym zawodnikiem od 1990 roku, który odniósł taką wygraną. Dał w ten sposób mocny sygnał, że niebawem może wrócić do grona najlepszych zawodników w swoim kraju.
Your 2025 U.S. Clay Champion!#USCkayt | @brooksby_jenson pic.twitter.com/hy0IOojyy0
— Fayez Sarofim & Co. US Clay (@mensclaycourt) April 6, 2025
Cobolli po raz pierwszy
W ubiegłym tygodniu włoscy tenisiści szczególnie mocno zadbali o to, by ich kibice mogli przestać tęsknić za nieobecnym jeszcze przez miesiąc Jannikiem Sinnerem. Jednym z nich był Flavio Cobolli, który rywalizował w Bukareszcie. 22-latek z Florencji przed rozpoczęciem turnieju nie mógł spoglądać z wielkim optymizmem na swoje szanse na końcowy triumf, bowiem miał na swoim koncie passę ośmiu porażek na głównym szczeblu zmagań ATP. Stolica Rumunii okazała się miejscem, w którym jego karta nagle się jednak odwróciła.
W swoim pierwszym meczu odprawił w trzech partiach weterana światowych kortów Richarda Gasqueta, a w następnych pojedynkach nie stracił już żadnego seta. W finale pokonał specjalizującego się w grze na czerwonej mączce Sebastiana Baeza i dołączył do grona graczy z turniejowym zwycięstwem w dorobku. Jest też już ósmym aktywnym graczem rodem z Italii z takim osiągnięciem. Znów więc ciężko nie wyrazić podziwu dla głębi możliwości i talentu, którym obecnie dysponuje włoski tenis.
Thrilled to win my first ATP title today in Bucharest! 🏆 It’s been an incredible journey, and I couldn’t have done it without the support of my amazing team, family, friends and sponsors who have always believed in me. A huge thank you to the Bucharest tournament and the fans! pic.twitter.com/eUlrwZfZqP
— Flavio Cobolli (@cobollifla) April 6, 2025
Darderi po raz drugi
Tego samego dnia co Cobolli, trofeum za zwycięstwo podnosił również Luciano Darderi. Także i on nie mógł wcześniej zaliczyć początku sezonu do udanych. W ostatnich dniach marca dotarł co prawda do finału challengera w Neapolu, lecz na wyższym szczeblu rywalizacji miał zanotowanie zaledwie dwie wygrane. W Marrakeszu zaprezentował się już nieporównywalnie lepiej. Jedynym zawodnikiem, który był w stanie odebrać mu seta został w drugiej rundzie Hugo Gaston. Pozostałe mecze 23-latek wygrał bez strat, w tym finał z pogromcą Kamila Majchrzaka, Tallonem Griekspoorem. Po triumfie w Cordobie w ubiegłym roku, to drugi tytuł w karierze Darderiego.
Cornet ponownie w grze
Alize Cornet dołączyła do grona zawodniczek, które zatęskniły za profesjonalnymi rozgrywkami na tenisowej emeryturze. 35-latka z Nicei, która żegnała się z zawodowym tenisem podczas zeszłorocznego Rolanda Garrosa wróciła do rywalizacji podczas turnieju WTA 125 w La Bisbal d’Emporda. Francuzka na hiszpańskiej mączce odniosła dwa zwycięstwa, dochodząc do ćwierćfinału. W trzecim pojedynku była już jednak niedysponowana, kreczując przy stanie 0:6, 0:3 w starciu z Dalmą Galfi.
Jej problemy nie wydają się być jednak poważne. Kapitan reprezentacji Francji w rozgrywkach o Puchar Billie Jean King, Julien Benneteau, powołał ją bowiem na mecze w tych zmaganiach, które będą odbywać się w Wilnie. Ponowny debiut przed własną publicznością Cornet zaliczyli z kolei w rozpoczynającej się 14 kwietnia imprezie WTA 250 w Rouen, do której otrzymała „dziką kartę”.



