Tie-break Tenisklubu #46. Majchrzak na fali, Alcaraz z kolejnym dużym tytułem
Wygrana Kamila Majchrzaka w challengerze w Madrycie oraz zmagania Polek w Radomiu o finały Pucharu Billie Jean King, przysporzyły nam najwięcej emocji w minionym tygodniu. Nie zapomnimy jednak zajrzeć też na niższe poziomy rozgrywek, gdzie również mieliśmy powody do zadowolenia. Ponadto, kilka słów poświęcimy także turniejowi w Monte Carlo i zwycięstwu Carlosa Alcaraza.
Mistrzowski Majchrzak
Po świetnym występie w Marrakeszu, Kamil Majchrzak poszedł za ciosem w Madrycie. Już na starcie wyeliminował turniejową „dwójkę”, Hugo Delliena. W kolejnych dniach musiał mierzyć się też z utrudnieniami spowodowanymi aurą. W efekcie ćwierćfinał oraz półfinał rozgrywał jednego dnia. Piotrkowianin zaprezentował jednak świetną formę fizyczną oraz odporność mentalną i obydwa zacięte mecze z Pablo Carreno Bustą i Norbertem Gombosem rozstrzygnął na swoją korzyść.
Rozgrywany dzień później finał również był dużym wyzwaniem, bowiem po drugiej stronie siatki stanął były mistrz US Open, Marin Cilić. Majchrzak poradził sobie także z nim i sięgnął po pierwszy tytuł w sezonie. W całej jego karierze był to już ósmy triumf na poziomie challengerów. Wygrana miała też wyjątkowy wymiar, gdyż pozwoliła Polakowi na powrót do pierwszej setki rankingu ATP po ponad dwóch latach. Obecnie zajmuje w nim 91. miejsce i wydaje się, że nic nie stoi na przeszkodzie, by niebawem przebić swoją „życiówkę”. Przy poprzedniej „wizycie” w top100 dotarł najwyżej do 75 pozycji.
Winning week with my team 🙌🏼
Top 100 feels incredible!Big thanks to everyone who’s been part of this journey🔝 and to everyone who’s been supporting- I always feel that energy more than you know. Gracias 🥳 pic.twitter.com/EdhNuxIYwa
— Kamil Majchrzak (@KamilMajchrzakk) April 15, 2025
Waleczne serca
Już przed rozpoczęciem rywalizacji w turnieju kwalifikacyjnym rozgrywek o Puchar Billie Jean King w Radomiu wiedzieliśmy, że Polki czeka bardzo trudne zadanie. Na start nie zdecydowała się bowiem Iga Świątek, a do tego nieobecna była również Magdalena Fręch. Mimo to, ze Szwajcarkami, biało-czerwone poradziły sobie wzorowo. Katarzyna Kawa potwierdziła świetną dyspozycję z Bogoty i pokonała Jil Teichmann, a Magda Linette rozprawiła się z Viktoriją Golubic.
Kolejnego dnia – w potyczce z Ukrainą – poprzeczka poszła w górę, a do tego problemy zdrowotne pozbawiły możliwości występu Linette. Dysponujące bardzo mocnym zestawieniem z Eliną Switoliną oraz Martą Kostjuk rywalki wykorzystały przewagę umiejętności i doświadczenia. Mimo dzielnej postawi, w szczególności Mai Chwalińskiej w pojedynku ze Switoliną, Polki zostały pokonane i to reprezentacja Ukrainy uda się we wrześniu do Chin na finałowy etap rywalizacji. Nam pozostaje odłożyć marzenia o powrocie do walki o końcowe trofeum o co najmniej rok.
Ósemka wspaniałych
W pięciu innych miastach toczyła się też walka o pozostałe miejsca w turnieju finałowym w Shenzhen. Także i tam zabrakło niestety części czołowych zawodniczek, ale mimo to nie zabrakło interesujących pojedynków. W Tokio o zadowolenie swoich rodaków zadbały Japonki, które uporały się z Kanadyjkami oraz Rumunkami. Niemiłą niespodziankę miejscowym kibicom sprawiły za to Czeszki, które w Ostrawie musiały uznać wyższość Hiszpanek.
W Bratysławie znakomicie poradziły sobie z kolei Amerykanki, które mimo delegowania do gry zawodniczek ze swojego dalekiego zaplecza okazały się lepsze od gospodyń turnieju oraz Dunek. Swój najmocniejszy skład wystawiły za to Kazaszki, które dzięki temu bardzo pewnie poradziły sobie w Brisbane z Australijkami i Kolumbijkami. Z Hagi, po zaciętej rywalizacji z Holenderkami oraz Niemkami, najszczęśliwsze wyjechały zaś Brytyjki. Skład wrześniowych finałów w Shenzhen uzupełnią będący gospodyniami Chinki oraz broniące tytułu Włoszki.
Księstwo Carlitosa
Turniej w Monte Carlo na dobre zainaugurował europejski sezon gry na kortach ziemnych. Po dwóch latach nieobecności na starcie rywalizacji w Księstwie ponownie stanął Carlos Alcaraz i dołożył kolejne cenne trofeum do swojej kolekcji. Dla Hiszpana był to jeszcze zupełnie nieodkryty teren, bowiem przed rozpoczęciem tegorocznej edycji nie miał na swoim koncie ani jednego wygranego tam meczu. Gdy już w końcu tego dokonał, to rozprawił się z całą konkurencją. Nie oznacza to jednak, że nie miał na swojej drodze wymagających przeszkód. Tą najcięższą okazał się w ćwierćfinale Arthur Fils, który był bliski triumfu w dwóch setach. Hiszpan przetrwał jednak trudne chwile i wyeliminował Francuza.
Również finał z Lorenzo Musettim nie rozpoczął się dla niego udanie, lecz tutaj „z pomocą” przybyły także kłopoty zdrowotne Włocha, który w decydującej partii pełnił już tylko rolę statysty. Hiszpan przez cały tydzień rywalizacji w Monte Carlo nie zademonstrował jeszcze swojej najwyższej formy, ale właśnie to powinno najbardziej martwić jego rywali. Skoro bowiem odniósł taki sukces mając jeszcze pewne rezerwy, to można sobie wyobrazić, jak mogą wyglądać kolejne turnieje, gdy jego dyspozycja jeszcze ulegnie poprawie.
VAMOOOS!!! 🏆 @ROLEXMCMASTERS
📸 Getty pic.twitter.com/MdiUSOS70r
— Carlos Alcaraz (@carlosalcaraz) April 13, 2025
Zadyszka gwiazd
O ile Alcaraz wywiązał się z roli jednego faworytów do triumfu, tak kilku jego rywali ze ścisłej czołówki spisało się znacznie poniżej oczekiwań. Po lepszym występie w Miami, Novak Dźoković, znów zaprezentował słabą dyspozycję, przegrywając z Alejandro Tabilo w już w swoim pierwszym meczu. Serb był wyjątkowo zdegustowany własną gry, ale jako cel tej wiosny wskazał Rolanda Garrosa, więc z jego pełną oceną należy jeszcze zaczekać.
Od zakończenia Australian Open w sporym dołku formy jest też Alexander Zverev. Niemiec już po raz drugi w tym roku nie zdołał przebrnąć swojej pierwszej rundy w imprezie Masters 1000. W obliczu nieobecności Jannika Sinnera miał on szansę na objęcie fotela lidera rozgrywek ATP, ale całą serią przeciętnych rezultatów ją zaprzepaścił. Kosztowne pod względem pozycji w rankingu porażki zaliczyli także trzykrotny mistrz, Stefanos Tsitsipas oraz ubiegłoroczny finalista Casper Ruud. Czy to tylko efekt wolnego wejścia w nową część sezonu, czy zapowiedź nieprzewidywalności podczas europejskiej wiosny ma mączce? Jak by ona się nie potoczyła, mamy nadzieję, że w ciągu najbliższych dwóch miesięcy nie zabraknie pojedynków, które nie będą w stanie wypaść nam z pamięci.
Polskie tytuły
Niemal jak co tydzień nasi reprezentanci byli aktywni też na niższych szczeblach rozgrywek. Tym razem przyniosło nam to dwa puchary. W imprezie ITF W15 w Szarm el-Szejk po tytuł sięgnęła Weronika Ewald. 19-latka już kilka dni wcześniej występowała na tych samych kortach, dochodząc wówczas do półfinału. W następnym turnieju jeszcze poprawiła swoje osiągnięcie i wywalczyła drugi triumf w zawodowej karierze. Egipski kurort jest niewątpliwie jej szczęśliwym miejscem, bowiem obydwa zwycięstwa odniosła właśnie w nim.
W Sao Paulo z kolei z powodzeniem w rywalizacji deblistek startowała Anna Hertel. Polka już przed kilkoma tygodniami była bliska zdobycia tytułu, lecz w parze z Marie Metrraux została pokonana w finale zawodów w Larnace. W brazylijskich zmaganiach Hertel połączyła swoje siły z Bułgarką Georgianą Topałową i okazało się to być świetnym posunięciem. Mimo bycia nierozstawionymi, uporały się ze wszystkimi rywalkami i po raz pierwszy mogły razem cieszyć się ze wspólnego zwycięstwa. W całej karierze 24-latki z Warszawy był to z kolei już szósty taki tytuł.
Śladami brata
Zaledwie przed dwoma tygodniami pisaliśmy o dołączeniu Marata Safina do sztabu szkoleniowego Andrieja Rublowa, a dziś mamy okazję, by wspomnieć o podobnym ruchu jego siostry, Dinary. Nie wiemy, czy decyzja starszego brata okazała się jakąś inspiracją, ale była liderka światowego rankingu zdecydowała się na dołączenie do zespołu rodaczki, Diany Sznajder.
21-latka z Moskwy była jednym z objawień ubiegłego sezonu, w którym wygrała aż cztery turnieje i zdobyła olimpijskie srebro w grze podwójnej. W tegorocznych rozgrywkach spisuje się jednak bez błysku, mając na koncie zaledwie jeden ćwierćfinał w Adelajdzie. Rosjanka ma nadzieje, że doświadczenie jej rodaczki pomoże w zmaganiu się z rosnącą presją i oczekiwaniami oraz w pojedynkach z najbardziej wymagającymi rywalkami. Safina doświadczenia w podobnej roli jeszcze nie posiada, ale jak pokazuje historia, nie musi okazać się to przeszkodą. Pewne jest z kolei to, że dzięki takim współpracom rozgrywki WTA mogą tylko zyskać na atrakcyjności.


