Tie-break Tenisklubu #50. Jubileusz Dźokovicia, paryskie pożegnanie Nadala

Artur Kobryn , foto: AFP

Nasza okrągła, 50. odsłona Tie-breaka Tenisklubu, zbiegła się z wielkim jubileuszem w rozgrywkach ATP, jakim był setny tytuł w karierze Novaka Dźokovicia. Wspomnimy w niej też m.in. o innej legendzie, Rafaelu Nadalu, który dzień później oficjalnie pożegnał się z kortami Rolanda Garrosa.

Setka Novaka

24-krotny mistrz imprez wielkoszlemowych zdecydował się na „ratunkową” wizytę w Genewie w celu odnotowania pierwszych w tym roku zwycięstw na kortach ziemnych. Serb przybył do Szwajcarii już bez Andy’ego Murraya, za to z Dusanem Vemiciem, w roli szkoleniowca. Współpraca z rodakiem rozpoczęła się we wzorowy sposób, bo od zwycięstwa w całych zawodach. Tenisista z Belgradu sprawił też sobie przyjemny prezent na 38. urodziny, które obchodził w dniu wygranego ćwierćfinału z Matteo Arnaldim.

Triumf wymagał jednak od Dźokovicia niemałego wysiłku. Wywalczył go bowiem po ponad trzygodzinnym i zakończonym w tie-breaku decydującej partii finale z Hubertem Hurkaczem. Nam pozostało więc tylko drobne pocieszanie się faktem, że to właśnie Polak był tenisistą, który w Genewie postawił mu najcięższe warunki. Tym samym, niespełna po 19 latach od pierwszego zwycięstwa w Amersfoort, Serb mógł cieszyć się z setnego trofeum na najwyższym szczeblu rozgrywek. Tę liczbę wygranych osiągnął jako trzeci w historii, dołączając do zaszczytnego grona, w którym znajdują się Roger Federer i Jimmy Connors. By dogonić Szwajcara potrzebuje jeszcze trzech tytułów, zaś do Amerykanina brakuje mu ich dziewięciu.

Hurkacz o krok

Na osobne akapity zasłużył sobie też nasz reprezentant. Polak już w Rzymie zasygnalizował powrót do lepszej dyspozycji i na kortach w Genewie tylko to potwierdził. Dość powiedzieć, że właśnie w tych dwóch ostatnich turniejach wygrał taką samą liczbę meczów (siedem), co przez pierwsze cztery miesiące sezonu. Hurkacz dotarł do finału bez straty seta, a po drodze największe wrażenie mogło wywrzeć jego zwycięstwo nad rozstawionym z „jedynką” Taylorem Fritzem.

To jednak nie Amerykanin, a Novak Dźoković był największą gwiazdą turnieju. Wrocławianin był też naprawdę bliski odniesienia pierwszego w karierze zwycięstwa nad Serbem. Prowadził już nawet z przewagą przełamania w trzecim secie, lecz doświadczenie i umiejętność gry pod największą presją tenisisty z Belgradu raz jeszcze wzięły górę. W przekroju ostatnich dni z pewnością widać jednak, że jego współpraca z Nicolasem Massu zmierza w coraz lepszym kierunku. Dodatkowo, podczas ceremonii po spotkaniu, Hurkacz mógł usłyszeć wiele ciepłych słów na swój temat jako człowieka z ust Dźokovicia, co również będzie momentem do zapamiętania z tych zawodów.

Życiowy sukces

Równolegle do zmagań w Genewie toczył się z definicji większy turniej w Hamburgu, choć niewątpliwie został on nieco przyćmiony przez osobę Serba. Nie oznacza to jednak, że na niemieckich kortach niewiele się działo. Mistrzem całych zawodów dość niespodziewanie został bowiem nierozstawiony Flavio Cobolli. Włoch udanie spiął klamrą okres przygotowań do Rolanda Garrosa, gdyż po tytuł sięgnął również w pierwszej europejskiej imprezie na kortach ziemnych, rozgrywanej w Bukareszcie.

Na drodze do triumfu jego najtrudniejszą potyczką był z pewnością półfinał z Tomasem Martinem Etcheverrym. Argentyńczyk prowadził w nim już z przewagą seta i jednego przełamania, lecz 23-latek z Florencji mimo wszystko zdołał odwrócić losy spotkania. W finale z kolei nadspodziewanie łatwo, bo ze stratą zaledwie sześciu gemów, poradził sobie z mistrzem sprzed pięciu lat, Andriejem Rublowem. Dzięki temu odniósł najcenniejszy sukces w karierze. Kontynuuje też wspinaczkę w rankingu ATP, będąc już w trzeciej dziesiątce tego zestawienia.

Powrót na zwycięską ścieżkę

Dla pań, jedną z dwóch ostatnich okazji na przygotowanie się do Rolanda Garrosa poprzez grę turniejową, były zawody w Strasbourgu. Impreza ta okazała się w pewnym sensie przełomowa dla Jeleny Rybakiny. Kazaszka, o której w minionych miesiącach było głośniej w związku z zawirowaniami w jej sztabie szkoleniowym, niż wynikami sportowymi, po raz pierwszy od ponad roku mogła cieszyć się z turniejowego zwycięstwa. Był to też jej powrót na wschód Francji i wyrównanie rachunków z tą imprezą po pięciu latach. W 2020 roku uległa tam bowiem w finale Elinie Switolinie.

Zmierzając po tytuł, Rybakina mierzyła się jedną z naszych reprezentantek, Magdą Linettę, którą pokonała w dwóch setach. W ostatnim meczu zawodów uporała się z kolei z Ludmiłą Samsonową i już po raz dziewiąty w swojej karierze mogła celebrować wygrany turniej WTA. Jak wielu fanów tenisa, także i my z niecierpliwością teraz czekamy, by przekonać się, czy ten triumf będzie początkiem jej powrotu do ścisłej czołówki rankingu.

Debiutancki dublet

Na wstępie wspomnieliśmy o setnym turniejowym zwycięstwie, a teraz parę słów poświęcimy pierwszej takiej wygranej. Jego autorką była Australijka Maya Joint, który zatriumfowała – i to na dodatek podwójnie – na kortach w Rabacie. 19-latka przeżyła zdecydowanie najlepszy tydzień swojej zawodowej kariery, sięgając po tytuł singlowy bez straty seta. W swoim debiucie w finale imprezy WTA nie zdradziła żadnych oznak tremy i pewnie poradziła sobie z Rumunką, Jaqueline Cristian. Dzień wcześniej idealnie zaś zwieńczyła swój pierwszy wspólny występ deblowy z Oksaną Kałasznikową, zdobywając wraz z doświadczoną Gruzinką trofeum w grze podwójnej.

Łzy mistrza

Początek tegorocznego Rolanda Garrosa miał jednego bohatera. Nie był to jednak żaden z aktywnych tenisistów, a największa legenda tej imprezy, Rafael Nadal. 14-krotny mistrz turnieju swój ostatni mecz na korcie Philippe’a Chatrier rozegrał podczas ubiegłorocznych Igrzysk Olimpijskich z Novakiem Dźokoviciem, lecz dopiero teraz doczekał się oficjalnego pożegnania. I tak jak, po ceremonii mającej miejsce podczas Pucharu Davisa pojawiały się głosy, że nie była ona zbyt udana, tak teraz chyba już nikt nie może składać żadnych zastrzeżeń.

Hiszpan został uhonorowany adekwatnie do swoich niesamowitych paryskich osiągnięć, które wydają się niemożliwe do powtórzenia przez kogokolwiek. Nadalowi w tych wyjątkowych chwilach towarzyszyli też jego najwięksi rywale z kortu, czyli Novak Dźoković, Roger Federer oraz Andy Murray. Dzięki temu raz jeszcze mogliśmy się przekonać, że zaciekła rywalizacji przez lata nie zabiła w nich wzajemnego szacunku oraz sympatii. 38-latek z Majorki został też wyjątkowo upamiętniony na korcie centralnym. Już na stałe została umieszczona na nim tabliczka z odciskiem jego buta i liczbą triumfów w tym turnieju. Nie może dziwić też fakt, że w takich okolicznościach ponownie mogliśmy obserwować łzy wzruszenia samego Hiszpana, jego najbliższych oraz kibiców na trybunach. Przypuszczamy też, że liczbę chusteczek zużytych przez widzów przed telewizorami można by liczyć w setkach tysięcy, jeśli nie milionach.

Koniec rozdziału

Jeszcze na kilka dni przez rozpoczęciem zmagań w Paryżu dwie tenisistki ogłosiły nachodzące zakończenia ich karier. „Głośniejszym” z tych nazwisk była Caroline Garcia. Francuzka nie określiła co prawda konkretnego turnieju, w którym pożegna się z zawodowym sportem, lecz na pewno nastąpi to jeszcze w bieżącym sezonie. 31-latka największy singlowy sukces święciła w 2022 roku, kiedy to zatriumfowała w imprezie WTA Finals w Fort Worth. Po jeszcze większe laury sięgała w grze podwójnej, dwukrotnie wygrywając Rolanda Garrosa ze swoją rodaczką, Kristiną Mladenović. W ostatnim czasie zmagała się jednak z różnego typu problemami zdrowotnymi, również natury mentalnej i nie była już w stanie nawiązać do swoich najlepszych wyników.

Taką samą decyzję ogłosiła również Yanina Wickmayer. Belgijka objawiła się na wielkiej scenie podczas US Open w 2009 roku, gdy dotarła do półfinału. Jej kariera była jednak w jeszcze większym stopniu naznaczona była kontuzjami niż w przypadku Francuzki. W efekcie w jej dorobku znajduje się tylko pięć tytułów WTA. 35-latka z Lier ostatnie piłki jako profesjonalistka odbije podczas turnieju na kortach Wimbledonu.