Tie-break Tenisklubu #51. Siedem wspomnień z Rolanda Garrosa 2025
Za nami kolejna odsłona wielkoszlemowego Rolanda Garrosa. Zapamiętamy z niej przede wszystkim niezwykły finał pomiędzy Carlosem Alcarazem i Jannikiem Sinnerem, przerwanie serii triumfów Igi Świątek oraz tytuł Alana Ważnego w rozgrywkach juniorów. Nasz najnowszy Tie-break będzie w pełni poświęcony paryskiej imprezie i wspomnimy w nim także o innych istotnych wydarzeniach z ostatnich dwóch tygodni we Francji.
Finał marzeń
Będąc świeżo po zakończeniu turnieju w Paryżu stawiamy tezę, że jego tegoroczna edycja będzie w pierwszej kolejności kojarzyć nam się z „tym” finałem singla panów. Hiszpan i Włoch stoczyli najdłuższą rozgrywkę o tytuł w historii imprezy, ale to nie tylko jej czas trwania sprawił, że jest już umieszczana w gronie najlepszych finałów wielkoszlemowych. Było w niej bowiem praktycznie wszystko. Wysoki, a momentami wręcz stratosferyczny poziom, zwroty akcji, ogromne emocje oraz dramaturgia aż do super tie-breaka decydującej partii. Alcaraz odwrócił losy meczu od stanu 0:2 w setach i obronił tytuł w spektakularny sposób, zaś Sinner pozostał z poczuciem zaprzepaszczonej wielkiej szansy na pierwszą wygraną w Paryżu. Poczucia szczególnie bolesnego przede wszystkim ze względu na niewykorzystane trzy piłki meczowe.
Panowie pokazali też, że tęsknota za „Wielką Trójką” wcale nie musi być przejmująca, a rywalizacja tenisistów urodzonych już w XXI wieku także może wzbudzać ogromną ekscytację. Sam Alcaraz, zdobywając już piąty tytuł wielkoszlemowy mając zaledwie 22 lata na karku, znów zademonstrował, że w najbliższych latach może zbliżyć się do grona najwybitniejszych graczy w historii. Z perspektywy swoich rodaków piękną klamrą spiął też cały turniej. Pierwszego dnia żegnano w Paryżu 14-krotnego mistrza Rafę Nadala, zaś ostatniego oklaskiwano jego następcę i już podwójnego triumfatora.
PURE JOY 🧡 #RolandGarros pic.twitter.com/BrEhsO3ClD
— Roland-Garros (@rolandgarros) June 8, 2025
Zdetronizowana Świątek
Tegoroczne wyniki Igi Świątek nie mogły napawać wielkim optymizmem przed jej przyjazdem do Paryża, dlatego też brak piątego tytułu na tych kortach nie był sensacją. Mimo iż dla tenisistki kalibru raszynianki wszystko, co nie jest ostatecznym triumfem, można uznać za porażkę, to nawet bez naciągania faktów, da się znaleźć w jej występie pozytywy. Przede wszystkim było to odwrócenie losów meczu z Jeleną Rybakiną i „wyszarpanie” zwycięstwa w zaciętej końcówce. Mając w pamięci ostatnie turnieje, można tu też zaliczyć ćwierćfinałową wygraną z Eliną Switoliną oraz wyrównaną walkę przez pierwsze dwa sety w pojedynku z Aryną Sabalenką.
Samo pożegnanie z imprezą było już jednak bardzo gorzkie, bo po partii przegranej z Białorusinką do zera. Końca dobiegła więc seria 26 zwycięskich pojedynków z rzędu Polki podczas Rolanda Garrosa. Zamknięty został też pełny rok bez choćby jednego finału turnieju WTA. Teraz przed Świątek najbardziej wymagająca dla niej część sezonu – rozgrywana na kortach trawiastych. O przerwanie niekorzystnej passy nie będzie łatwo, ale być może to częściowe podniesienie się po słabszych występach stanie się dobrą bazą do dalszej odbudowy formy i pewności siebie.
Gauff dopięła swego
Ważny krok w stosunku do swoich rezultatów z poprzednich tygodni zrobiła za to Coco Gauff. Amerykanka przegrywała finały w Madrycie oraz Rzymie, ale w najważniejszej imprezie europejskiej wiosny, to ona miała najliczniejsze powody do radości. Przez pierwszy tydzień zmagań przebrnęła bez strat, a w drugim wykazała się największą solidnością i opanowaniem. Przerwała m.in. zwycięską serię wielkoszlemową swojej rodaczki Madison Keys, a później zatrzymała sensacyjny pochód faworytki gospodarzy, Lois Boisson.
Spotkanie o tytuł z Aryną Sabalenką miało podobny przebieg jak ich finał US Open w 2023 roku. To Białorusinka lepiej rozpoczęła pojedynek, lecz ostatnie słowo należało do Amerykanki. Swoją znaczącą rolę odegrały też tym razem wymagające warunki atmosferyczne, w których lepiej odnalazła się Gauff, pokazując przy tym ogromną dojrzałość. W nerwowej końcówce okazała się nieznacznie skuteczniejsza, dzięki czemu dołączyła do grona zawodniczek, które mają w swoim dorobku więcej niż jeden tytuł wielkoszlemowy. Liderka rankingu WTA przeżyła z kolei następne w swojej karierze wielkie rozczarowanie na tym poziomie rywalizacji.
some special moments with some special people ✨ pic.twitter.com/9k4ugr0lF8
— Coco Gauff (@CocoGauff) June 9, 2025
Ważny triumf
W pierwszej od 2021 roku odsłonie turnieju bez zwycięstwa Igi Świątek mogliśmy jednak znaleźć powody do świętowania. Wszystko za sprawą naszego juniora, Alana Ważnego, który sięgnął po tytuł w grze podwójnej. Polak wywalczył trofeum w parze z reprezentantem Finlandii, Oskarim Paldaniusem. „Nasz” debel w całym turnieju stracił zaledwie jednego seta, a w finale rozprawił się z Amerykanami Noahem Johnsonem i Benjaminem Willwerthem, oddając im pięć gemów.
Tym samym, Ważny został czwartym reprezentantem Polski z deblowym tytułem w juniorskim Wielkim Szlemie i pierwszym, który dokonał tego na kortach w Paryżu. Był to także piękny prezent na 18. urodziny, które nasz rodak obchodził trzy dni przed meczem finałowym. Wiemy z historii, że przełożenie wyników w tej kategorii wiekowej na rezultaty wśród seniorów bywa bardzo trudne, ale zwłaszcza jego czysto tenisowe umiejętności sprawiają, że z nadziejami i zainteresowaniem będziemy śledzić dalszy rozwój tej kariery.
𝐍𝐚𝐠𝐫𝐨𝐝𝐳𝐞𝐧𝐢.
Alan Ważny i Oskari Paldanius gwiazdami Rolanda Garrosa ✨#RG2025 #RolandGarros #JazdaAlan pic.twitter.com/zOrl7JeaJc
— Eurosport Polska (@Eurosport_PL) June 7, 2025
Niespodziewana bohaterka
Turnieje wielkoszlemowe mają to do siebie, że nie zawsze tylko ich zwycięzcy czy finaliści zasługują na ogromne słowa uznania. Tenisistką, której bez wątpienia należy się wyróżnienie za swoją postawę jest Lois Boisson. 22-latka z Dijon zaszokowała wszystkich swoją dyspozycją, a podziw za osiągnięty półfinał jeszcze wzmacnia stojąca za nią historia. Francuzka rozpoczynała bowiem imprezę będąc na 361. miejscu w rankingu WTA i nie mając rozegranego ani jednego meczu w głównej drabince w Wielkim Szlemie. Bliska debiutu była przed rokiem, lecz wtedy uniemożliwiło jej to zerwanie więzadeł w lewym kolanie, przez co musiała pauzować dziewięć miesięcy.
Na paryskiej scenie zaprezentowała urozmaicony tenis, oparty na serwisie i mocnym forhendzie. Największymi niespodziankami w jej wykonaniu były zwycięstwa nad Jessiką Pegulą oraz Mirrą Andriejewą. Swoją wyższość nad nią okazała dopiero późniejsza mistrzyni, Coco Gauff. Boisson jednak i tak tym turniejem zapisała się w kilku miejscach w tenisowych księgach. Przede wszystkim została pierwszą półfinalistką Rolanda Garrosa z „dziką kartą” w całej erze open. Do tego była najniżej notowaną zawodniczką na tym etapie zmagań od 40 lat. Może też poszczycić się tym, że jako trzecia w swoim wielkoszlemowym debiucie dotarła od razu aż do najlepszej czwórki. Występ Francuzki to duża iskra nadziei dla jej rodzimych kibiców, którzy w rozgrywkach WTA nie mieli ostatnio zbyt wielu powodów do radości. Najlepiej niech zaświadczy o tym fakt, iż po tych zawodach jest już „jedynką” kobiecego tenisa w swoim kraju.
Włoskie radości
Włosi przeżyli co prawda ogromne rozczarowanie wynikające z porażki Jannika Sinnera, lecz mimo to, ich reprezentanci przywieźli do kraju dwa trofea. Oba te triumfy łączy osoba Sary Errani. Co ciekawe, 38-latka z Bolonii właśnie w Paryżu, w drugiej rundzie kwalifikacji, rozegrała swój ostatni w karierze mecz singlowy. Później jednak, będąc skupiona na rywalizacjach w grach podwójnych, najpierw wraz z Andreą Vavassorim wywalczyła tytuł w mikście, a trzy dni później w parze z Jasmine Paolini została mistrzynią turnieju deblowego.
W grze mieszanej był to drugi tytuł wielkoszlemowy tej dwójki w ostatnim czasie. Poprzedni wywalczyli na kortach w Nowym Jorku przed niespełna rokiem. Vavassori zapisał się też w historii swojego kraju jako pierwszy tenisista triumfujący w Paryżu od 1958 roku. Oczekiwanie – choć nieporównywalnie krótsze – dotyczyło też zwycięstwa Errani w deblu. Dla Włoszki był to już szósty tytuł na tym poziomie, ale pierwszy po blisko jedenastoletniej przerwie. Paolini z kolei mogła przeżyć jeszcze bardziej wyjątkowe chwile, gdyż była to dla niej debiutancka wygrana w Wielkim Szlemie. To również znakomita kontynuacja sukcesów tej pary po ubiegłorocznym złocie olimpijskim w Paryżu oraz przysłużeniu się zwycięstwu w Pucharze Billie Jean King.
Pożegnania z Paryżem
Tegoroczny Roland Garros był też swego rodzaju turniejem pożegnań. Rozpoczął się on od wspomnianej już ceremonii honorującej postać Rafaela Nadala, a w kolejnych dniach kilkoro reprezentantów Francji zagrało na tych kortach swoje ostatnie mecze. Na pierwszej rundzie singla i trzeciej debla swój udział w zawodach zakończyła Caroline Garcia, o której pisaliśmy już w poprzedniej osłonie naszego Tie-breaka. Dla dwukrotnej mistrzyni w grze podwójnej nie był to ostatni występ w karierze, gdyż zapowiedziała udział w jeszcze kilku turniejach. Przed własną publicznością więcej już jednak nie zagra.
Z tymi samymi kortami, ale również jeszcze nie z profesjonalnym tenisem, pożegnał się Nicolas Mahut. 43-latek z Angers w świadomości kibiców zapisał się przede wszystkim jako współuczestnik najdłuższego meczu w historii. Podczas Wimbledonu 2010, na przestrzeni trzech dni, walczył z Johnem Isnerem przez 11 godzin i pięć minut. Największe sukcesy święcił jednak w grze podwójnej. Skompletował w niej Wielkiego Szlema (w Paryżu triumfował dwukrotnie) oraz był numerem jeden rankingu.
Po 23 latach kariery, ostatnie piłki jako zawodowiec, odbił z kolei na obiekcie Rolanda Garrosa Richard Gasquet. Posiadacz jednego z najpiękniejszych jednoręcznych bekhendów – w swoim pożegnalnym turnieju – zdołał zanotować jeszcze jedną wygraną, pokonując rodaka, Terenca Atmane’a. W kolejnym meczu był już jednak „skazany” na porażkę, bowiem przyszło mu zmierzyć się z Jannikiem Sinnerem. 38-latek z Beziers przegrał w trzech setach, lecz rozstanie z tenisem w otoczeniu lidera rankingu i swoich przyjaciół na najsłynniejszym francuskim korcie z pewnością będzie mógł zapamiętać pozytywnie.



