Tie-break Tenisklubu #54. Finał Świątek, Fritz utrzymał panowanie w Eastbourne

Artur Kobryn , foto: Eastnews

W ostatnim tygodniu podprowadzającym pod Wimbledon w końcu mogliśmy zobaczyć w akcji Igę Świątek. Z kolei w rozgrywkach panów, Taylor Fritz po raz kolejny nie znalazł pogromcy podczas zmagań w Eastbourne. Kilka słów najnowszej odsłony naszego podsumowania tygodnia poświęcimy też Polakom, którzy sięgali po tytuły na niższych szczeblach rozgrywek.

Pierwszy finał

Przed rozpoczęciem sezonu mało kto mógł przypuszczać, że Iga Świątek swój pierwszy tegoroczny finał zanotuje na kortach trawiastych. Jednocześnie przerwała też passę siedmiu przegranych półfinałów i po nieco ponad roku, ponownie zagrała o tytuł w imprezie WTA. Raszynianka w Bad Homburg pokazała się z naprawdę dobrej strony i wlała nadzieję w serca kibiców liczących na jej postępy na tej nawierzchni. Możemy wręcz pokusić się o stwierdzenie, że był to jej dotychczas najlepszy występ na trawie.

Polka bez straty seta pokonała mające pojęcie o grze w tych warunkach Wiktorię Azarenkę, Jekaterinę Aleksandrową oraz Jasmine Paolini. Dopiero w finale nie była już w stanie sprostać Jessice Peguli. Amerykanka okazała się tego dnia solidniejsza i lepiej dysponowana przy serwisie. Potwierdziła tym samym jak dobrze czuje się na niemieckich kortach trawiastych i po zeszłorocznym triumfie w Berlinie, dołożyła do swojego dorobku kolejne trofeum. Dodatkowo, jako pierwsza zawodniczka w tym sezonie, zdobyła tytuły na trzech różnych nawierzchniach.

Eliminacyjne niepowodzenia

W tegorocznych eliminacjach do turnieju wimbledońskiego naszą reprezentację stanowiły jedynie panie. Żadna z trzech „biało-czerwonych” nie zdołała jednak wywalczyć przepustki do głównej fazy londyńskich zawodów. Najbliżej sukcesu była Katarzyna Kawa, która dotarła do finałowej rundy rywalizacji. 32-latka z Krynicy-Zdroju zanotowała dwa zwycięstwa nad tenisistkami z Wielkiej Brytanii – Ranah Akuą Stoiber oraz Amarni Banks. W decydującym pojedynku lepsza od niej w dwóch partiach okazała się utalentowana 17-latka ze Stanów Zjednoczonych, Iva Jović.

Co ciekawe nie był to jedyny polski „ślad” na drodze Amerykanki do turnieju głównego. W swoim pierwszym meczu wyeliminowała bowiem po trzysetowej walce Lindę Klimovicovą. Londyn bez zwycięstwa opuściła niestety także Maja Chwalińska. 23-latka, także po rywalizacji na dystansie trzech partii, przegrała z Rumunką startującą w barwach Cypru Raluką Serban.

Bolesna rezygnacja

Niestety, nie dość, że liczba naszych reprezentantów w Wimbledonie nie wzrosła po kwalifikacjach, to z drabinki głównej straciliśmy naszego najlepszego tenisistę. Hubert Hurkacz został już nawet rozlosowany w pierwszej rundzie z Billym Harrisem, ale niedługo potem, kolejne problemy zdrowotne spowodowały, że musiał wycofać się z imprezy. Tym razem było to podrażnienie błony maziowej, mające związek z jego wcześniejszą operacją. Potwierdziły się więc nasze obawy sprzed kilku tygodni, że jego ciało jest obecnie jego największym ograniczeniem.

Tegoroczny Wimbledon to zatem pierwszy Wielki Szlem od Australian Open 2018, w którym zabraknie go w zasadniczej fazie zawodów. Jego sytuacja prowokuje do rozważań, czy zeszłoroczny powrót wbrew zaleceniom większości lekarzy, nie okazał się jednak zbyt szybki. Nam ponownie nie pozostaje nic innego niż wyrazić nadzieję, że Hurkacz będzie jeszcze w stanie na dłuższą metę wrócić do pełnej sprawności.

Deblowy dublet

W ubiegłym tygodniu mogliśmy cieszyć się z dwóch polskich triumfów na poziomie rozgrywek ITF. Najbliższe nam zawody rozgrywane były w Kozerkach k/Grodziska Mazowieckiego. W zmaganiach deblistów po tytuł sięgnęła tam para Tomasz Berkieta i Mateusz Lange. Dla 18-latka z Warszawy było to już drugie trofeum w czerwcu po wcześniejszym zwycięstwie w Mesynie. Panowie nie mogli narzekać na brak szczęścia, gdyż dwa mecze, w tym finał z czeskim duetem Matyas Cerny i Jonas Kucera, wygrali walkowerem. Berkieta z dobrej strony pokazał się także w singlu, gdzie jako jedyny z Polaków dotarł do półfinału. W nim lepszy okazał się rozstawiony z „jedynką”, późniejszy triumfator, Zdenek Kolar.

Z kolei we włoskim Tarvisio ze zwycięstwa w grze podwójnej mogła cieszyć się Daria Kuczer. Szczecinianka i partnerująca jej Aneta Kucmova wywiązały się z roli turniejowych „jedynek”. Co ciekawe, panie rywalizowały ze sobą w drugiej rundzie singla i z tej potyczki zwycięsko wyszła Czeszka. Gdy już znalazły się po tej samej stronie siatki, stoczyły m.in. bardzo zacięty finał ze słoweńską parą Dalila Jakupović i Nika Radisić, w super tie-breaku którego obroniły cztery piłki meczowe. Zdobyty w takich okolicznościach tytuł był już jedenastym w karierze reprezentantki Polski.

Królestwo Fritza

Z pewnością istnieje niewiele miejsc na ziemi, w których Taylor Fritz czuje się lepiej niż w Eastbourne. Amerykanin po raz szósty pojawił się tym turnieju i już po raz czwarty zakończył go z tytułem mistrzowskim. W porównaniu jednak chociażby do poprzedniej edycji, tym razem stoczył tam kilka zaciętych i dramatycznych spotkań. Paradoksalnie, przydarzyły mu się one w początkowej fazie imprezy.

Już w pierwszej meczu musiał odpierać ataki Joao Fonseki, a w następnym wysoko poprzeczkę powiesił mu rodak, Marcos Giron. Kalifornijczyk poradził sobie z nimi, jak i utrudniającym grę wiatrem, a w kolejnych potyczkach wygrał z Alejandro Davidovichem Fokiną oraz Jensonem Brooksbym. Fritz potwierdził więc formę, która dwa tygodnie wcześniej przyniosła mu tytuł w Stuttgarcie. W całej jego kolekcji, był to jubileuszowy, dziesiąty tytuł na najwyższym szczeblu rozgrywek ATP. Połowę z nich stanowią te wywalczone na trawie.

Australijski triumf

W Eastbourne rywalizowały również panie i z sukcesu mogła cieszyć się tam Maya Joint. 19-letnia Australijka, która ciągle oswaja się z rywalizacją wśród najlepszych tenisistek, dopiero w tym turnieju zanotowała pierwszy wygrany mecz na trawie na głównym poziomie rozgrywek. Co istotne, było to zwycięstwo z nie byle kim, bo byłą finalistką Wimbledonu, Ons Jabeur. W kolejnej rundzie, po meczu zwieńczonym w tie-breaku trzeciego seta, pokonała zaś miejscową faworytkę, Emmę Raducanu.

Takie samo zakończenie, lecz z jeszcze większymi elementami dramatyzmu, miał decydujący o końcowym triumfie pojedynek z Alexandrą Ealą. Spotkanie, które można określić jako „finał przyszłości”, dostarczyło kibicom dużej dawki emocji. Joint, zanim wykorzystała swoją drugą piłkę meczową, wcześniej obroniła cztery meczbole dla Filipinki. Ostatecznie wygrała tiebreaka 12:10 i sięgnęła po drugi tytuł w tym sezonie. Australijka była w Eastbourne bliska dubletu, lecz w parze z Su-Wei Hsieh przegrała finał debla z Marie Bouzkovą oraz Anną Daniliną.

 

Holenderska ofensywa

W słońcu Majorki najlepszy okazał się Tallon Griekspoor. Znany z ofensywnej gry Holender raz jeszcze zademonstrował jak dobrze potrafił odnaleźć się w rywalizacji toczonej na trawie. Podczas całego tygodnia zmagań nie pozostawił wątpliwości, kto był najlepszym graczem imprezy. Nie stracił ani jednego seta podczas czterech rozegranych pojedynków. W pokonanym polu zostawił dwóch Kanadyjczyków – triumfatora zawodów w s-Hertogenbosch, Gabriela Diallo oraz Felixa Augera-Aliassime’a. Finałowy pojedynek stoczył z kolei z nieobliczalnym Francuzem Corentinem Moutetem i udowodnił w nim swoją wyższość w zaciętych końcówkach obu partii. W efekcie wywalczył trzeci tytuł w swojej karierze i drugi na nawierzchni trawiastej.