Tie-break Tenisklubu #60. Siedem mgnień US Open 2025

Artur Kobryn , foto: Eastnews

Artur Kobryn

Ostatni tegoroczny turniej wielkoszlemowy przeszedł do historii. Na nowojorski kortach trofeum obroniła Aryna Sabalenka, zaś Carlos Alcaraz odzyskał mistrzowską koronę po trzech latach przerwy. W najnowszej odsłonie naszego Tie-breaka w pełni skupimy się na podsumowaniu najważniejszych wydarzeń z dwóch tygodni rywalizacji podczas US Open. 

Koncert Alcaraza

Turniej panów po raz kolejny pokazał dominację Carlosa Alcaraza oraz Jannika Sinnera. Hiszpan i Włoch już drugi sezon z rzędu po równo rozdzielili między sobą wszystkie tytuły wielkoszlemowe. Ich tegoroczny finał miał podwójną stawkę, pozycję lidera rankingu ATP. Ten mecz, jak i cały turniej, okazał się popisem 22-latka z El Palmar. Pod względem poziomu i stabilności swojej gry „Carlitos” ma bowiem za sobą najlepsze dwa tygodnie w karierze. Do tej pory dał się poznać z tego, że jego dyspozycja w trakcie jednego meczu potrafiła falować i zdarzało mu się gubić sety na każdym etapie turnieju. Teraz zobaczyliśmy go w nowym wydaniu. Hiszpan był bezwzględnie skuteczny, serwował jak nigdy dotąd i w finale wziął na Sinnerze rewanż za wimbledońską porażkę.

Jak wyjawił Juan Carlos Ferrero, panowie przepracowali 15-dniowy blok treningowy, w którym skupili się przede wszystkim na przygotowaniach do kolejnej potyczki z Włochem. Ciężka praca popłaciła i przyniosła Alcarazowi historyczne osiągnięcia. Dołączył bowiem do Bjorna Borga i Rafaela Nadala, którzy dotychczas jako jedyni wygrali po sześć szlemów przed 23. urodzinami. Został też najmłodszym graczem w historii, który jest podwójnym mistrzem w turniejach tej rangi na trzech różnych nawierzchniach. Przerwał też serię triumfów Sinnera na „hardzie”, co z pewnością zmotywuje Tyrolczyka do obrony drugiego ze swoich trofeów z kortów twardych, wywalczonego w Melbourne.

Podwójna mistrzyni

Swoim nowojorskim występem Aryna Sabalenka potwierdziła, że była najlepszą i najrówniejszą zawodniczką w imprezach wielkoszlemowych w tym sezonie. Na to miano zasłużyła już w zasadzie awansując do finału, ale zakończenie roku bez jednego choćby takiego tytułu przez tenisistkę tego formatu, z pewnością byłoby ogromnym rozczarowaniem. Białorusinka jedyną partię w całych zawodach straciła w półfinale z Jessiką Pegulą, w meczu będącym powtórką ubiegłorocznego finału. W ostatnim pojedynku turnieju sama zaś wzięła rewanż na Amandzie Anisimovej za porażkę poniesioną przed dwoma miesiącami w Wimbledonie.

Po spotkaniu przyznała, że kluczem do obrony mistrzowskiej korony było lepsze panowanie nad emocjami niż w przegranych w tym roku finałach w Melbourne i Paryżu. 27-latka z Mińska ciągle jest więc krok przed konkurencją na kortach twardych, mogąc poszczycić się czterema tytułami wielkoszlemowymi w ostatnich sześciu takich imprezach na tej nawierzchni. Jest też bezapelacyjną królową tie-breaków, bowiem wygrała aż 19 takich rozgrywek z rzędu, a w całym sezonie ma oszałamiający bilans 21-1.

Powstrzymana Świątek

Po sukcesach w Wimbledonie oraz w Cincinnati z dużymi nadziejami wyczekiwaliśmy startu Igi Świątek na kortach Flushing Meadows. Po rozpoczęciu turnieju Polka napotykała na drobne trudności, ale w pierwszym tygodniu ograniczyły się one do seta straconego z Suzan Lamens oraz zaciętej partii z Anną Kalińską. Z uwagi na wynik wimbledońskiego finału, przed ćwierćfinałowym meczem z Amandą Anisimovą, można było zachowywać optymizm, lecz rzeczywistość okazała się brutalna.

Amerykanka wyciągnęła wnioski z klęski w Londynie i tego dnia zarówno nastawienie mentalne, jak i precyzja uderzeń były jej sprzymierzeńcami. Raszynianka nie potrafiła znaleźć odpowiedzi na zagrania rywalki, a do tego nie była w stanie pomóc sobie serwisem. Już po turnieju dowiedzieliśmy się, że za jej nieco słabszą dyspozycją stały też kłopoty z prawą stopą. Z tegorocznej nowojorskiej przygody Świątek zapamiętamy również jej konferencje prasowe. Nie zabrakło na nich niezręcznych pytań dziennikarzy, dosadnych odpowiedzi Polki i przesadzonych reakcji kibiców. Krótka przerwa od wielkoszlemowych emocji przyda się więc chyba każdemu.

Waleczność Majchrzaka

Po udanym Wimbledonie, także i w Nowym Jorku, Kamil Majchrzak sprawił, że kolejni kibice dokładniej zapoznawali się z wymową jego nazwiska. Swoją przygodę z US Open zakończył co prawda rundę wcześniej niż w Londynie, ale i tak zdążył dostarczyć nam ogromnej dawki emocji. Skojarzenia z poprzednim Wielkim Szlemem przywołał także jego pojedynek z Karenem Chaczanowem. Polak znów spotkał się z Rosjaninem i wziął na nim rewanż w okolicznościach, o których ciężko będzie zapomnieć. Piotrkowianin przegrywał już 0:2 w setach, ale zdołał doprowadzić do wyrównania. W piątym secie wybronił się z aż pięciu piłek meczowych, żeby cały mecz zakończyć pomyślnie w super tie-breaku.

Zwycięstwo to okupił niestety kontuzją mięśnia międzyżebrowego, która zmusiła go do kreczu w starciu z Leandro Riedim w kolejnej rundzie. Ponadto, zupełnie niespodziewanie, sławy Polakowi w Nowym Jorku dostarczyła też słynna już na cały świat „afera czapkowa”. Ta z kolei miała swoje szczęśliwe zakończenie w postaci miłego gestu tenisisty w stronę młodego kibica. Majchrzak z pewnością zjednał sobie w ten sposób nowych sympatyków.

Odrodzenie Osaki

Japonka już w Montrealu dała mocny sygnał, że znów może liczyć się w walce o najważniejsze trofea. Jej dobry start w Kanadzie można było łączyć z faktem nawiązania współpracy z Tomaszem Wiktorowskim. Występ w Nowym Jorku okazał się potwierdzeniem tego, że Polak miał swój wydatny udział w poprawie rezultatów czterokrotnej mistrzyni wielkoszlemowej. Osaka w końcu przypominała samą siebie z czasów triumfów w US Open i w czwartej rundzie gładko rozprawiła się ze zwyciężczynią sprzed dwóch lat, Coco Gauff. Następnie uporała się z Karoliną Muchovą, by zagrać o finał z pogromczynią Igi Świątek.

Co ciekawe, Osaka do tej pory zawsze, gdy osiągała ćwierćfinał w Wielkim Szlemie, później sięgała po tytuł. Amanda Anisimova „złamała” tę regułę. Panie rozegrały jeden z najlepszych meczów całej imprezy, w którym to po trzech setach Amerykanka zakończyła tegoroczne marzenia Japonki o trzecim triumfie w US Open. Z pewnością jednak znów może śmielej myśleć o kolejnych sukcesach i nie będziemy zdziwieni, gdy te nadejdą już podczas nadchodzących turniejów w Azji.

Powtórka z Paryża

Część naszej uwagi chcemy poświęcić również rozstrzygnięciom w rozgrywkach deblowych. W zmaganiach panów doszło do powtórzenia scenariusza, który miał miejsce przed trzema miesiącami na kortach Rolanda Garrosa. W finale ponownie spotkali się Marcel Granollers i Horacio Zeballos oraz Joe Salisbury z Nealem Skupskim. Rozstrzygnięcie finału także było identyczne i znowu to Hiszpan wraz z Argentyńczykiem byli najszczęśliwszym deblem turnieju.

Nowojorskie spotkanie przebiło jednak dramaturgią ich paryską batalię. Granollers i Zeballos obronili w decydującej partii trzy piłki meczowe, by niedługo potem przełamać rywali i zakończyć całą potyczkę. Warto też dodać, że to późniejsi triumfatorzy w trzeciej rundzie zatrzymali polsko-czeski duet Jan Zieliński i Adam Pavlasek. Hiszpańsko-argentyński debel może mówić o sezonie życia. Do tego roku obaj panowie nie mieli na swoim koncie ani jednego tytułu wielkoszlemowego, a ostatnie trzy miesiące przyniosły im już dwa takie trofea. 39- i 40-latek są więc świetnymi przykładami na to, że warto być wytrwałym i cierpliwym.

Powrót na tron

Zwieńczenie rywalizacji deblistek aż tak emocjonujące nie było, co jednak nie znaczy, że w zmaganiach pań zabrakło ciekawych rozstrzygnięć. Rozstawione z „trójką” Gabriela Dabrowski oraz Erin Routliffe wysoką formę zasygnalizowały triumfem w Cincinnati, a w Nowym Jorku dały jej kolejne potwierdzenie. Nie powstrzymała ich chociażby wpadka w postaci seta przegranego do zera w ćwierćfinale z Timeą Babos i Luisą Stefani.

W następnej rundzie, już bez straty partii, wyeliminowały oznaczone numerem drugim mistrzynie Rolanda Garrosa, Sarę Errani i Jasmine Paolini. W finale poradziły sobie z kolei z „jedynkami” całych zmagań, Kateriną Siniakovą oraz Taylor Townsend. Nie można zatem triumfu nazwać inaczej niż ze wszech miar zasłużonym. Była to druga wygrana obu pań w Wielkim Szlemie i druga w US Open. Poprzednią celebrowały przed dwoma laty.