Tie-break Tenisklubu #61. Reprezentacyjne boje w Pucharze Davisa, triumfy nastolatek w turniejach WTA

Artur Kobryn , foto: Paweł Rychter / Olga Pietrzak/PZT

Artur Kobryn

Po zakończeniu US Open wielu tenisistów rozjechało się po całym świecie, by w swoich barwach narodowych rozgrywać pojedynki w ramach Pucharu Davisa. W kolejnej odsłonie naszego cyklu podsumujemy najważniejsze wydarzenia tych zmagań, ale nie zapomnimy też o rywalizacji w szczecińskim challengerze. Ponadto, przyjrzymy się zawodniczkom, które dołączyły do grona mistrzyń imprez WTA.

Honorowa porażka

Z uwagi na absencje Huberta Hurkacza, Kamila Majchrzaka oraz Maksa Kaśnikowskiego, już przed rozpoczęciem starcia z Wielką Brytanią wiedzieliśmy, że nasze szanse na zwycięstwo są niewielkie. Nie zmieniał tego również brak Jacka Drapera w szeregach rywali. Przewidywania się sprawdziły, ale reprezentanci Polski w Gdyni zaprezentowali się godnie, stawiając opór na miarę swoich możliwości. Momentami wręcz je nawet przekroczyli, bowiem Karol Drzewiecki i Jan Zieliński, po meczu zakończonym w tie-breaku trzeciego seta, pokonali parę numer jeden na świecie, Juliana Casha oraz Lloyda Glasspoola.

W singlach Brytyjczycy potwierdzili już jednak przewagę rankingową. Cameron Norrie uporał się w dwóch partiach zarówno z Tomaszem Berkietą, jak i Olafem Pieczkowskim. Nieco większy opór postawił mu pierwszy z nich, doprowadzając do tie-breaka i mając w nim dwie piłki setowe. Trzeci punkt gościom, zwycięstwem nad Pieczkowskim, dał Arthur Fery i to oni na początku przyszłego roku zagrają w pierwszej rundzie eliminacji do finałów z udziałem najlepszej ósemki.

Szczęśliwe wyjazdy

W siedmiu miastach odbywały się zaś pojedynki, których stawką były bilety do Bolonii na tegoroczny turniej finałowy. W aż sześciu z nich gospodarze musieli uznać wyższość gości. Jako jedyni własną publiczność uradowali Hiszpanie, ale i oni byli już o krok od porażki z Duńczykami. Pod nieobecność Carlosa Alcaraza i Alejandro Davidovicha Fokiny, sprawy w swoje ręce wzięli Pedro Martinez, Pablo Carreno Busta oraz Jaume Munar, którzy odwrócili losy rywalizacji od stanu 0:2.

W najciekawiej zapowiadającym się spotkaniu Czesi pokonali w Delray Beach Amerykanów. Swoich rodaków na całej linii zawiódł Frances Tiafoe, który poniósł dwie wyraźne porażki. Bohaterem naszych południowych sąsiadów został z kolei zdobywca dwóch punktów, Jirzi Leheczka. Niespodzianką była z pewnością porażka z Belgami finalistów z lat 22-23, czyli Australijczyków. Ich los podzielili też ubiegłoroczni finaliści, Holendrzy, którzy nie sprostali Argentyńczykom. W pozostałych meczach Austriacy zaskoczyli Węgrów, Francuzi wyeliminowali Chorwatów, a Niemcy nie ponieśli żadnych strat w potyczce z Japończykami.

Podtrzymana „klątwa”

W Szczecinie już po raz 32. rozegrany został największy obecnie, polski turniej challengerowy. Niestety nie mogliśmy cieszyć się nawet z najmniejszych sukcesów naszych singlistów, gdyż wszyscy czterej pożegnali się w imprezą już w pierwszej rundzie. Całą uwagę musieliśmy więc przenieść na zagranicznych zawodników, którzy musieli zmagać się nie tylko ze sobą, ale także, z momentami niesprzyjającą, pogodą. Zwycięsko z całych zawodów wyszedł rozstawiony z numerem drugim Argentyńczyk, Thiago Agustin Tirante.

24-latek z La Platy na swojej drodze do tytułu toczył zarówno wyrównane, jak i jednostronne pojedynki. W decydującym spotkaniu okazał się wyraźnie lepszy od Pablo Llamasa Ruiza, oddając mu zaledwie pięć gemów. Zapisał tym samym już szósty challengerowy triumf w karierze, ale pierwszy w Europie. To rozstrzygnięcie oznacza też, że Szczecin ciągle pozostaje niezdobytą ziemią dla tenisistów z Hiszpanii. Porażka Llamasa Ruiza była bowiem już dziesiątą dla reprezentantów tego kraju w meczach finałowych.

Polskie tytuły

Walka o rankingowe punkty w naszym kraju toczyła się także w turnieju pań ITF W15 w Radomiu. Okazało się być to szczęśliwe miejsce dla Giny Feistel, która sięgnęła po końcowy triumf. Po gładkiej drodze do finału, w ostatnim pojedynku imprezy Polka przeżyła prawdziwą huśtawkę emocji. W trzeciej odsłonie starcia z Dunką Rebeccą Munk Mortensen przegrywała już 1:5, by ostatecznie zwyciężyć w tie-breaku, broniąc wcześniej dwóch piłek meczowych. W ten sposób zdobyła pierwszy tytuł w bieżącym sezonie i czwarty w całej karierze.

Z kolei w grze podwójnej, swój pierwszy zawodowy sukces, mogła celebrować Maja Pawelska. 17-latka wygrała całe zawody występując w parze z Niemką Sonją Zhenikhovą. Na odległej Dominikanie doszło zaś do „polskiego” finału debla, w którym Weronika Falkowska oraz reprezentująca Niemcy Katharina Hobgarski okazały się lepsze od Zuzanny Pawilkowskiej i Ekwadorki Camili Romero.

Rekordowa Jovic

Największa ubiegłotygodniowa impreza pań rozgrywana była w Guadalajarze. Zeszłorocznego sukcesu nie była w stanie tam powtórzyć Magdalena Fręch. Meksykańska przygoda Polki w tym sezonie zakończyła się na ćwierćfinale i Czeszce Nikoli Bartunkovej. Tytuł po łodziance przejęła Iva Jovic. 17-latka na drodze do niego zanotowała polski ślad, gdyż w pierwszej rundzie pokonała w trzech setach Katarzynę Kawę.

Amerykanka szczególnie dramatyczny mecz stoczyła w ćwierćfinale przeciwko Victorii Jimenez Kasintsevej. Tenisistka z Andory w decydującej partii dwukrotnie podawała już bowiem na zwycięstwo oraz miała „,meczbola” w tie-breaku, lecz nie wykorzystała żadnej z tych okazji. Jovic później poradziła sobie z pogromczynią Fręch, a w finale miała już łatwą przeprawą z niedysponowaną zdrowotnie tego dnia Emilianą Arango. Tym samym po raz pierwszy w karierze mogła cieszyć się z tytułu WTA, będąc jednocześnie najmłodszą triumfatorką zawodów głównego szczebla w 2025 roku.

Francuska niespodzianka

Triumfem nastoletniej tenisistki zakończyła się również impreza WTA 250 w Sao Paolo. Choć Tiansoa Rakotomanga Rajaonah jest od Jovic dwa lata starsza, to jej nazwisko nie było tak dobrze znane jak Amerykanki. Francuzka urodzona na Madagaskarze na brazylijskich kortach zrobiła furorę, mimo iż była bardzo blisko pożegnania się z turniejem już w pierwszej rundzie. Rywalizując z Aną Sofią Sanchez przegrywała w trzecim secie aż 0:5. Odrobiła jednak całość strat, oddalając podczas swojej pogoni za Meksykanką trzy piłki meczowe.

Wygrana w tym spotkaniu napędziła ją tak mocno, że w kolejnej czterech potyczkach nie straciła już ani jednej partii. Do listy pokonanych przez nią zawodniczek dołączyły m.in. kolejne dwie reprezentantki Meksyku – Victoria Rodriguez oraz Renata Zarazua. W finale zaś pewnie poradziła sobie z Indonezyjką Janice Tjen i także po raz pierwszy poznała smak triumfu w zawodach WTA.

Nerwowy „kangur”

Na koniec jeszcze kilka słów o mało chlubnym występku jednej z legend dyscypliny, Lleytona Hewitta. Do wiadomości podano bowiem, że 44-latek został ukarany za incydent, który miał miejsce podczas turnieju finałowego Pucharu Davisa w Maladze w poprzednim sezonie. Australijczyk po meczu z Włochami popchnął 60-letniego wolontariusza, będącego członkiem kontroli antydopingowej.

Mimo tłumaczeń, został on obciążony koniecznością zapłacenia 20000 tysięcy dolarów australijskich oraz dwutygodniowym zawieszeniem przy wszelkiej działalności związanej z profesjonalnym tenisem. Kara nie jest więc dotkliwa, ale z pewnością nadszarpnęła wizerunek Hewitta, który od początku kariery dał się poznać jako charakterny zawodnik, ale nie przekraczający granic. Jak widać, tenis wciąż budzi w nim emocje, jednak na przyszłość zalecamy, by zawsze trzymać ręce przy sobie.