Tie-break Tenisklubu #63.  Podział łupów Alcaraza i Sinnera, drugi „tysięcznik” Anisimovej

Artur Kobryn , foto: Eastnews

Artur Kobryn

Zwyciężając w Tokio oraz Pekinie, Carlos Alcaraz oraz Jannik Sinner ponownie pokazali, że znajdują się o krok przed konkurencją. W rozgrywkach pań wielki triumf święciła z kolei Amanda Anisimova. W chińskiej stolicy nie udał się występ Idze Świątek, ale w naszym podsumowaniu wspomnimy także o Polakach, którzy w ostatnich dniach zdobywali tytuły na niższym szczeblu rozgrywek. 

Zwycięski szlak

Po zeszłorocznym triumfie w Pekinie, Carlos Alcaraz postanowił nie przystąpić do obrony tytułu i zadebiutował w imprezie w Tokio. Hiszpan już na początku swojego występu przeżył jednak małą chwilę grozy, gdyż w pierwszy meczu z Sebastianem Baezem podkręcił kostkę w lewej nodze. Na szczęście uraz nie okazał się poważny i był w stanie kontynuować grę. Z dobrym skutkiem. W kolejnych meczach prezentował się znakomicie, a ćwierćfinałowe spotkanie z Brandonem Nakashimą było jednym z efektowniejszych, jakie rozegrał w ostatnim czasie.

Jedyną partię w całym turnieju stracił w półfinale z Casperem Ruudem, a pojedynku finałowym z Taylorem Fritzem zrewanżował się Amerykaninowi za porażkę w Pucharze Lavera sprzed kilku dni. Tym samym wywalczył trzeci tytuł z rzędu i już ósmy w bieżącym sezonie. Hiszpan został dopiero szóstym graczem w XXI wieku, który może pochwalić się takim osiągnięciem w jednym roku kalendarzowym.

Odzyskane trofeum

Tegoroczny wybór Alcaraza znacznie ułatwił życie Jannikowi Sinnerowi, który w Pekinie nie miał sobie równych. Włoch napotykał po drodze jednak pewne przeszkody, jak chociażby objawienie ostatnich miesięcy, Terenca Atmane’a, który urwał mu seta w drugiej rundzie. Podobny opór postawił mu także w półfinale Alex de Minaur, lecz 24-latek z San Candido podtrzymał 100-procentową skuteczność w starciach z Australijczykiem, pokonując go już po raz jedenasty.

W decydującym spotkaniu za niespodziewanego przeciwnika miał Learnera Tiena. 19-letni Amerykanin debiutował w finale turnieju ATP i w potyczce z wiceliderem rankingu miał niewiele do powiedzenia. Sinner oddał mu zaledwie cztery gemy i w trzecim występie w Pekinie sięgnął po swój drugi tytuł. W tym sezonie jest to jego trzeci triumf.

Rozpędzona Anisimova

W Pekinie, w imprezie jeszcze większego formatu, bo WTA 1000, rywalizowały także panie. Formę z ostatnich miesięcy potwierdziła tam finalistka Wimbledonu i US Open, Amanda Anisimova. Amerykanka zanotowała zarówno gładkie wygrane, jak i pojedynki, w których musiała gonić swoje rywalki. W czwartej rundzie z Karoliną Muchovą odwróciła losy spotkania po przegraniu seta 1:6, a w następnym meczu – jednym z najlepszych w całym turnieju – pokonała w trzech partiach Jasmine Paolini.

W walce o finał, w wielkim stylu rozbiła zaś broniącą tytułu rodaczkę Coco Gauff, oddając jej zaledwie trzy gemy. Decydująca potyczka z Lindą Noskovą, mimo wygrania pierwszej odsłony 6:0, trwała trzy partie, ale zakończyła się pomyślnie dla Anisimovej, dla której był to już drugi tytuł rangi WTA 1000 w bieżących rozgrywkach. Łącznie zgromadziła już cztery trofea i przybliżyła się trzeciego miejsca w światowym rankingu.

Twarde lądowanie

Po wygranej w Seulu, Iga Świątek przybyła do Pekinu z nadziejami na odzyskanie mistrzowskiej korony, której nie było jej dane bronić przed rokiem. Początek turnieju okazał się dla Polki mocno rozgrzewkowy. W starciach z Yue Yuan oraz Camilą Osorio wygrywała bowiem sety do zera, a ponadto Kolumbijka nie była w stanie dokończyć całego pojedynku. Problemy – jak się okazało nie do przejścia – przyszły w czwartej rundzie w starciu z Emmą Navarro.

Polka nie zaprezentowała się tego dnia ze swojej najlepszej strony, z kolei Amerykanka pojawiła się na korcie w topowym wydaniu. Była znacznie spokojniejsza, regularniejsza i popisywała się świetnymi returnami. Raszynianka zakończyła mecz z porażającą liczbą 70 niewymuszonych błędów i partią przegraną do zera. 24-latka z Nowego Jorku przerwała serię ośmiu wygranych meczów Świątek w Pekinie i jednocześnie zapewniła jej sztabowi dużo materiału do analizy, co powinna poprawić w swoich ostatnich, tegorocznych występach.

Polski hat-trick

Ubiegły tydzień należy również uznać za udany dla naszych reprezentantów startujących w turniejach rangi ITF. Daniel Michalski raz jeszcze zademonstrował, iż powietrze na Sardynii służy mu jak żadne inne. Na kortach w Santa Margherita di Pula, rozstawiony z numerem pierwszym Polak, triumfował już po raz szósty w całej karierze. Na zwycięskiej drodze zrewanżował się m.in. Jacopo Berrettiniemu za finałową porażkę poniesioną cztery dni wcześniej. W całym jego dorobku to już 15. tytuł singlowy na tym szczeblu rozgrywek.

Debiutancki tytuł w rywalizacji deblowej zdobył za to Piotr Pawlak. W Monastyrze Polak połączył siły z Czechem Janem Kumstatem. Panowie bardzo pewnie przebrnęli przez cały tydzień zmagań, nie tracąc ani jednego seta. Imprezę zwieńczyli pokonując parę numer jeden, Adan Freire Da Silva i Yanis Ghazouani Durand, przez co możemy cieszyć się z powiększenia się grona polskich triumfatorów na zawodowych kortach.

Po dwóch kolejnych finałowych porażkach, zwycięstwo mogła świętować także Zuzanna Pawlikowska. Polka, wraz z Włoszką Francescą Pace, w kalifornijskim San Rafael były rozstawione z „jedynką” i rozgrywały przede wszystkim spotkania kończone super tie-breakiem. Z każdego wychodziły jednak obronną ręką. Najwięcej dramaturgii miała ich półfinałowa potyczka z japońskimi siostrami Arakawa, w którym broniły piłki meczowej. W finale poradziły sobie z „dwójkami”, Zivą Falkner oraz Marie Weckerle, dzięki czemu po raz pierwszy wspólnie celebrowały turniejową wygraną. Dla Pawlikowskiej był to czwarty tytuł w tym sezonie i siódmy w karierze.

Zapowiedź emerytury

Ostatnie dni przyniosły też smutną, choć spodziewaną informację ze strony Gaela Monfilsa. Francuz zapowiedział bowiem, że przyszły sezon będzie ostatnim w jego profesjonalnej karierze. 39-latek z Paryża to dla wielu największy showman, jakiego mogliśmy podziwiać na światowych kortach w XXI wieku. Monfils cieszy kibiców na całym świecie swoją grą od 2004 roku, a w kolejnym sezonie, w turnieju w Sopocie świętował swój pierwszy tytuł na głównym szczeblu rozgrywek ATP.

Można go jednak określić jako zawodnika niespełnionego, gdyż nigdy nie zagrał w ostatnim meczu imprezy wielkoszlemowej i zdobył „tylko” 13. tytułów w 35 finałowych występach. Wraz z jego pożegnaniem nadejdzie też zmierzch pewnej ery francuskiego tenisa. Po tym jak kariery zakończyli Jo-Wilfried Tsonga, Gilles Simon oraz Richard Gasquet, wśród aktywnych graczy nie będzie już żadnego z „Muszkieterów”, którzy decydowali o sile tej dyscypliny we Francji w ostatnich dwóch dekadach. Nam nie pozostaje nic innego jak cieszenie się jego ostatnimi występami i życzeniu mu przeżycia jeszcze kilku wyjątkowych chwil na oczach wielkiej widowni.

Wielka Trójka

Na koniec kilka słów o tych, którzy zawiesili rakietę na kołku już jakiś czas temu. Ogłoszone zostały bowiem nazwiska osób nominowanych do wstąpienia do Międzynarodowej Galerii Sław Tenisa w 2026 roku. Na liście znaleźli się Roger Federer, Juan Martin del Potro oraz Swietłana Kuźniecowa. Z uwagi na osiągnięcia i wyjątkowe uwielbienie fanów na całym świecie, którzy także mogą oddawać swoje głosy na wymienioną trójkę, Szwajcar jest bez wątpienia „pewniakiem” do dołączenia do grona honorowanego co roku w Newport.

Argentyńczyk i Rosjanka nie muszą jednak czuć się na straconej pozycji, gdyż głosować można na dowolną liczbę osób, a do tego wpływ na wybór ma również specjalnie powołana grupa ekspertów. Ponadto, w gronie nominowanych za wkład w rozwój tenisa zostali nominowani była tenisistka, a obecnie dziennikarka, Mary Carillo oraz działacz, Marshall Harper.