Tie-break Tenisklubu #66. Halowe triumfy Sinnera i Fonseki, Tokio znów szczęśliwe dla Bencić
Ubiegłotygodniowe turnieje ATP przysporzyły najwięcej radości Jannikowi Sinnerowi i Joao Fonsece, którzy opuścili Wiedeń oraz Bazyleę z mistrzowskimi tytułami. Wśród pań sukcesy celebrowały m.in. Belinda Bencić oraz, ku naszej radości, Katarzyna Piter, która zdobyła kolejne deblowe trofeum w rozgrywkach WTA. W najnowszej odsłonie naszego Tie-breaka przyjrzymy się również nadchodzącym zmianom w kalendarzu imprez panów.
Słodko-gorzki tydzień Sinnera
Tegoroczne zmagania w Wiedniu przyniosły nietrudny do przewidzenia rezultat. Z austriackiej stolicy z trofeum już po raz drugi wyjechał Jannik Sinner. Włoch dotarł do finału w świetnym stylu, nie tracąc po drodze ani jednego seta. W ostatnim meczu imprezy poważny opór postawił mu jednak Alexander Zverev, dzięki czemu mogliśmy obserwować jeden z najciekawszych finałów tego sezonu. Mimo dobrej postawy Niemca oraz kłopotów fizycznych 24-latka z San Candido w końcówce meczu, to do faworyta należało ostatnie słowo. Zdobył on tym samym czwarty tytuł w tym sezonie i 22. w całej karierze. Do 21 wydłużył z kolei swoją serię wygranych meczów pod dachem.
Ten tydzień nie był jednak dla Sinnera wyłącznie pasmem przyjemności. Miało to związek z jego decyzją o rezygnacji z występu w turnieju finałowym Pucharu Davisa w Bolonii. Jako wytłumaczenie podał potrzebę dłuższego odpoczynku po wymagającym sezonie i fakt, że w poprzednich dwóch edycjach poprowadził już swoją reprezentację do triumfu w tych rozgrywkach. Spotkało się to z krytyką rodaków – zarówno kibiców, jak i byłych zawodników w osobach Corrado Barrazuttiego, czy Nicoli Pietrangieliego. Zapytany o to Włoch nie podjął się dyskusji i zaakceptował uwagi kierowane w swoją stronę. Wygląda więc na to, że „Sinneromania” może w Italii nieco stracić na sile, ale mimo wszystko spodziewamy się, że to będzie jedynie przejściowy stan.
Śladami idola
Druga z imprez rangi ATP 500 doczekała się z kolei mniej spodziewanego triumfatora. Choć nazwisko Joao Fonseki jest jednym z „najgorętszych” jeśli chodzi o nowe pokolenie tenisistów, to jego ostatnie występy nie zwiastowały nadejścia największego zwycięstwa w karierze. W Bazylei jednak zaprezentował się z imponującej strony, a przy tym, drogą do tytułu podążał idąc ze szczęściem za rękę. Po pokonaniu w pierwszej rundzie broniącego tytułu Giovanniego Mpetshi Perricarda, w kolejnej otrzymał bowiem walkowera od Jakuba Mensika, a w ćwierćfinale pojedynku z nim nie dokończył Denis Shapovalov.
W dwóch ostatnich starciach 19-latek z Rio de Janeiro mierzył się z hiszpańskimi zawodnikami. Najpierw uporał się z Jaume Munarem, a w decydującej rozgrywce z Alejandro Davidovichem Fokiną. Drugi z nich nie doczekał się przełamania i już po raz piąty przegrał finał turnieju ATP. Fonseca zaś znów przypomniał światu jak potężnym i skutecznym forhendem potrafi dysponować i wywalczył drugi tytuł w ciągle krótkiej karierze. Co też dla niego istotne, uczynił to w „domowej” imprezie swojego idola, Rogera Federera, który wygrywał tam aż 10 razy.
What a moment 🥹
Fonseca runs to hug his family right after winning the biggest title of his career 💙#SwissIndoorsBasel pic.twitter.com/UbFnTuxuMT
— ATP Tour (@atptour) October 26, 2025
Strzał w dziesiątkę
Tokio znów okazało się szczęśliwe dla Belindy Bencić. Szwajcarka przed czterema laty święciła tam triumf podczas Igrzysk Olimpijskich i w swojej pierwszej turniejowej wizycie po tej wygranej znów była najlepsza w całej stawce. Bardzo niewiele brakowało jednak, by do tego nie doszło. 28-latka z Flawil w ćwierćfinale z Karoliną Muchovą znajdowała się już o krok od porażki. Czeszka zarówno w drugiej jak i trzeciej partii ich pojedynku serwowała po zwycięstwo oraz wypracowała sobie piłkę meczową. Mieszanka szczęścia, odporności psychicznej oraz determinacji pozwoliła Bencić przetrwać i wyjść zwycięsko z tego ponad trzygodzinnego spotkania. Następnie, po kolejnym trzysetowym starciu, uporała się z Sofią Kenin, a w finale stanęła naprzeciw Lindy Noskovej.
Mimo iż Czeszka miała znacznie łatwiejszą drogę do finału i mogła być przed nim bardziej wypoczęta, to Bencić była w stanie zagrać jeszcze jeden znakomity mecz i wygrać go bez straty seta. Zanotowała w ten sposób swoje dziesiąte turniejowe zwycięstwo w karierze. Doczekała się też triumfu w zawodach WTA w Tokio dziesięć lat po tym jak przegrała tam finał z Agnieszką Radwańską. Co szczególnie imponujące, zajmuje już 11. pozycję w rankingu WTA, po tym jak sezon rozpoczynała w jego piątej setce, wracając do rozgrywek po narodzinach córki.
2015: Runner-up in Tokyo 🥈
2025: Champion in Tokyo 🏆@BelindaBencic worth the wait 👏#TorayPPO pic.twitter.com/0ENsAwmz1k— wta (@WTA) October 26, 2025
Rzutem na taśmę
Zawody w Tokio miały w tym roku dodatkowy wymiar. Ważyły się w nich bowiem także losy ostatniego wolnego miejsca w nadchodzących Finałach WTA. W wyścigu z Mirrą Andriejewą, Jelena Rybakina potrzebowała awansować przynajmniej do półfinału, aby wywalczyć upragniony bilet do Rijadu. Rosjanka swojego dorobku nie mogła już poprawić, gdyż nawet nie stanęła na starcie rywalizacji. Rzekomym, ale niepotwierdzonym tego powodem, miał być brak wizy do Japonii.
Reprezentantka Kazachstanu swój cel osiągnęła. Pewnie, bez straty partii pokonała Kanadyjki, Leylę Fernandez oraz Victorię Mboko. Potem jednak wycofała się z walki o tytuł, podając za przyczynę doskwierające jej problemy z plecami. Decyzja ta wzbudziła to mieszane reakcje, choć jednocześnie nie można jej się specjalnie dziwić. Postawienie priorytetu na znacznie bardziej prestiżowej i opłacalnej pod każdym względem rywalizacji w Arabii Saudyjskiej jest zrozumiałym krokiem.
Zwycięski tercet
Poprzedni tydzień był bogaty w zwycięstwa polskich deblistek, wśród których zdecydowanie najcenniejsze odniosła Katarzyna Piter. Polka na kortach w Kantonie, w turnieju WTA rangi 250, po raz pierwszy połączyła siły z Indonezyjką Janice Tjen i efekt tej decyzji okazał się wymarzony. Panie w każdej rundzie toczyły ciężkie boje z przeciwniczkami i były zmuszone do odrabiania strat po przegranych pierwszych partiach. We wszystkich przypadkach skutecznie odwracały losy pojedynków, wieńcząc je udanymi super tie-breakami. Poznanianka sięgnęła w ten sposób po swój drugą wygraną na najwyższym szczeblu rozgrywek w obecnym sezonie i piątą w całej karierze.
Champions in Guangzhou 🏆🇵🇱🇮🇩
Katarzyna Piter 🤝 Janice Tjen#GuangzhouOpen pic.twitter.com/WfVBzO5mpt
— wta (@WTA) October 26, 2025
W zawodach ITF już szósty tytuł w tym roku zdobyła z kolei Weronika Falkowska. W teksańskim turnieju w Tyler warszawianka świętowała końcowy sukces wraz z reprezentantką gospodarzy, Dalayną Hewitt. Trzecią naszą triumfatorką była Martyna Kubka, która w Hamburgu występowała w parze z Sapfo Sakellaridi. Rozstawiona z „jedynką” para nie pozostawiła złudzeń całej konkurencji, zwyciężając w imprezie bez straty seta. Dla Polki była to trzecia deblowa wygrana w 2025 roku.
Przeklęte tie-breaki
Ubiegłego tygodnia nie będzie za to najlepiej wspominał Kamil Majchrzak. Nasz obecnie najwyżej notowany tenisista doświadczył w nim bowiem dwóch bardzo bolesnych porażek. Pierwsza z nich miała miejsce w pierwszej rundzie turnieju w Bazylei z Benem Sheltonem. Po przejściu eliminacji, Polak był niezwykle blisko niezwykle cennego zwycięstwa z przeciwnikiem notowanym w najlepszej dziesiątce rankingu ATP. Panowie rozstrzygnęli swoją potyczkę dopiero w tie-breaku decydującej partii. Piotrkowianin miał w niej nawet dwie piłki meczowe, ale nie był w stanie wykorzystać żadnej z nich. Na długo może zapaść mu w pamięć pierwsza z nich, kiedy to popełnił błąd przy nietrudnym woleju.
Kilka dni później Majchrzak przeniósł się do Paryża, gdzie walczył o awans do drabinki głównej w imprezie Masters 1000. Tam niestety również został wyeliminowany w podobnych okolicznościach. W pierwszej rundzie eliminacji mierzył się z Jesperem de Jongiem i choć ponownie prowadził 1:0 w setach, to Holender okazał się górą w tie-breakach obu następnych odsłon. Było to z pewnością kilka ciężkich dni dla Polaka, ale jak już dobrze wiemy, potrafił on podnosić się ze znacznie trudniejszych sytuacji. Tegoroczny sezon Kamil zakończy najprawdopodobniej w przyszłym tygodniu w Atenach i mamy nadzieję, że zrobi to z pozytywnym akcentem.
Saudyjska ekspansja
To że Arabia Saudyjska rozpycha się łokciami w świecie tenisa wiemy nie od dziś. Oprócz wspomnianych Finałów WTA, organizowana jest tam również impreza NextGen ATP Finals oraz wyjątkowo hojnie opłacana pokazówka Six Kings Slam, o której pisaliśmy przed tygodniem. Pewnym jest już również, że do kalendarza ATP dołączy turniej, który będzie dziesiątym z cyklu Masters 1000. Stanie się tak od roku 2028. Nie jest znana jeszcze dokładna lokalizacja tych zawodów oraz ich konkretny termin, lecz spodziewać się można, iż będą się one odbywać w lutym.
Co prawda, tak jak turniej w Monte Carlo, nie będzie to start obowiązkowy dla wszystkich tenisistów, ale należy przypuszczać, że raczej nikt nie zechce zrezygnować z nagród finansowych, które zaoferują organizatorzy. Ucieszą się prawdopodobnie też zwolennicy zmagań Masters 1000 w skróconym formacie, gdyż będą posiadały drabinkę rozpisaną na 56 nazwisk i potrwają tydzień. Na pewno pojawi się jednak też mnóstwo niezadowolonych z tej decyzji władz ATP. Dołączenie tej imprezy musi bowiem poskutkować usunięciem z kalendarza kilku innych imprez oraz spadkiem znaczenia pozostałych, rozgrywanych w okresie po Australian Open.


