Tie-break Tenisklubu #67. Nietykalny Sinner, życiowa forma Tjen

Artur Kobryn , foto: East News

Artur Kobryn

Jannik Sinner został triumfatorem ostatniego w tym sezonie turnieju z cyklu Masters 1000. Ponadto, podczas paryskich zawodów toczyła się walka o awans do Finałów ATP w Turynie, a swoje ostatnie pojedynki w karierze rozegrali dwaj wybitni debliści. W kolejnej odsłonie naszego podsumowania zajrzymy także do rozgrywek pań, w których poznaliśmy mistrzynie trzech imprez WTA 250.  

Halowy dominator

Tegoroczna edycja zmagań w Paryżu była wyjątkowa ze względu na debiut La Defensy Areny jako miejsca rywalizacji o mistrzowski tytuł. Nowa lokalizacja nie okazała się szczęśliwa dla gospodarzy, którzy nie odegrali tam znaczącej roli. Po tym, jak z imprezą błyskawicznie pożegnał się Carlos Alcaraz, oczekiwanie na jego finał z Jannikiem Sinnerem przerodziło się w rozważania, czy ktokolwiek zdoła sprawić Włochowi większe problemy. Ostatecznie tak się nie stało. Mimo oznak drobnych problemów fizycznych, 24-latek z San Candido bardzo pewnie i bez znaczącego nadszarpnięcia sił, sięgnął po pierwsze paryskie zwycięstwo. W pięciu rozegranych pojedynkach nie stracił ani jednego seta.

Po drodze pokonał m.in. w ćwierćfinale Bena Sheltona, następnie rozbił nie w pełni dysponowanego tego dnia Alexandra Zvereva, a w finale uporał się z Felixem Augerem-Aliassimem. Kanadyjczyk po triumfie w Brukseli znów pokazał, że w hali czuje się wyśmienicie, ale mimo to przekonaliśmy się, że Włoch znajduje się poza zasięgiem jego możliwości. Sinner do 26 przedłużył passę zwycięskich spotkań pod dachem i zdobył piąty tytuł w bieżących rozgrywkach. Dzięki niemu wrócił też na pierwszą pozycję w rankingu ATP, lecz czy ją obroni na koniec sezonu zależy od występu Alcaraza w Finałach ATP. Wygrana w Paryżu oznacza również, że do skompletowania wszystkich najważniejszych tytułów na kortach twardych brakuje mu już tylko zwycięstwa w Indian Wells.

Niedokończony wyścig

Obok walki o tytuł, w Paryżu toczyła się także rywalizacja o ostatnie miejsca w Finałach ATP, które 9 listopada rozpoczną się w Turynie. Rozstrzygnięcia w stolicy Francji sprawiły, że szansę na poprawienie w nich swojego najlepszego rezultatu dostanie ubiegłoroczny finalista, Taylor Fritz. Amerykanin nie podbił jednak Paryża, przegrywając w trzeciej rundzie z Aleksander Bublikiem. Kazach okazał się pogromcą także dla następnego z zakwalifikowanych graczy, Alexa de Minaura. Australijczyk uległ mu w ćwierćfinale, ale mimo to mógł cieszyć się z drugiego w karierze awansu do zawodów z udziałem ośmiu najlepszych tenisistów sezonu.

Debiut w tej imprezie zapewnił sobie z kolei Ben Shelton. 23-latek z Atlanty zademonstrował, że wraca do coraz lepszej dyspozycji po wyleczeniu kontuzji ramienia i także osiągnął ćwierćfinał. Ostatni bilet do Turynu nie znalazł jednak właściciela. Felixowi Augerowi-Aliassime’owi do jego zdobycia zabrakło zwycięstwa nad Sinnerem i teraz jego los jest rękach Lorenzo Musettiego. Wyliczenia są w tej sytuacji proste. Włoch wyprzedzi Kanadyjczyka tylko w przypadku wygranej w turnieju w Atenach. 25-latek z Montrealu nie zdecydował się na dodatkowy start, tłumacząc to przeciążeniem po ostatnich występach. Nie można jednak całkowicie wykluczyć awansu obu tych zawodników, gdyż wszystkich w niepewności co do swojego startu w Turynie trzyma ciągle Novak Dźoković.

Podwójna radość

Janice Tjen pojawiła się ostatnio w naszym podsumowaniu przy okazji deblowego triumfu w Kantonie u boku Katarzyny Piter. Teraz Indonezyjka już samodzielnie zapracowała na kolejne wyróżnienie. Na kortach w Chennai, które przywitały tenisistki po dwóch latach przerwy, przypieczętowała wysoką formę prezentowaną w ubiegłych tygodniach. We wrześniu w Sao Paulo dotarła bowiem do finału, a niedługo później okazała się najlepsza w zawodach nieco niższej rangi w Jinan. W Indiach grę rozpoczęła od dwóch trudnych, trzysetowych meczów, ale już w kolejnych nie poniosła żadnych strat.

W finale uporała się z Australijką Kimbery Birrell i w ten sposób dołączyła do grona triumfatorek imprez WTA na najwyższym szczeblu. Była to pierwsza indonezyjska wygrana od 2002 roku, kiedy to na kortach w Pattayi zwyciężała Angelique Widjaja. Tjen w Chennai sięgnęła po pełną pulę, gdyż swój dorobek wzbogaciła również o tytuł deblowy. Drugi z rzędu triumf w grze podwójnej, po wspomnianym już sukcesie w Kantonie, wywalczyła ze swoją rodaczką, Aldilą Sutjiadi.

Przebudzenie Mboko

Victoria Mboko zrobiła olbrzymią furorę w rozgrywkach WTA wygrywając w sierpniu turniej WTA 1000 w Montrealu. Następne tygodnie po tym triumfie nie były jednak dla niej łatwe. Powstały wokół niej szum, a także nowego rodzaju presja oraz większe oczekiwania, przyczyniły się do słabszych rezultatów. Kanadyjka zanotowała serię czterech porażek w pierwszych rundach, którą przerwała dopiero w drugiej połowie października w Tokio. Jak się okazało, to przełamanie było zwiastunem jej kolejnego sukcesu.

Na kortach w Hongkongu 19-latka toczyła niemal wyłącznie zacięte boje. Cztery pojedynki wygrała po trzysetowej rywalizacji, z czego w trzech odwracała ich losy po przegraniu pierwszej partii. W półfinale wyeliminowała swoją rodaczkę Leylę Fernandez, czym potwierdziła status kanadyjskiej rakiety numer jeden. W finale z kolei wyszła zwycięsko z blisko trzygodzinnej potyczki Cristiną Bucsą i po raz drugi zapisała się na liście triumfatorek zawodów WTA. Została tym samym drugą po Fernandez mistrzynią zmagań w Hongkongu reprezentującą Kanadę. Zdobyte punkty pozwoliły jej ponadto na debiut w Top 20 światowego rankingu.

Triumf z zaskoczenia

Jak widzimy, ostatnie w sezonie turnieje WTA 250 są dobrą okazją do pokazania się przez zawodniczki z dalszych szeregów rankingu. W chińskim Jiujiang najlepiej wykorzystała ją Anna Blinkowa. Rosjanka nie notowała w poprzednich tygodniach rezultatów godnych odnotowania, a w całym 2025 roku jej najlepszymi osiągnięciami były trzy ćwierćfinały. Zakończenie bieżących rozgrywek zapadnie jej jednak w pamięci na długo. 27-latka z Moskwy rozprawiła się ze wszystkimi przeciwniczkami bez straty seta.

W finale przyćmiła rewelację całej imprezy, Austriaczkę Lilli Tagger. 17-letnia triumfatorka tegorocznego juniorskiego Rolanda Garrosa debiutowała w Jiujiang na głównym poziomie rozgrywek i była o krok od wyjątkowego wyczynu. Znacznie bardziej doświadczona Rosjanka odniosła jednak w tym starciu przekonujące zwycięstwo i po raz drugi w karierze wywalczyła tytuł w imprezie WTA.

Pożegnania legend

W cieniu singlowej rywalizacji, w Paryżu z profesjonalnym tenisem pożegnały się wielkie postacie gry deblowej. Przed swoimi rodakami zrobił to Nicolas Mahut, który po raz ostatni na kort wyszedł wraz z Grigorem Dimitrowem. Francuz i Bułgar nie zdołali zanotować jednak ani jednej wygranej. 43-latek z Angers w swojej karierze skompletował triumfy we wszystkich imprezach wielkoszlemowych oraz był numerem jeden na świecie w rankingu deblistów. Przez dużą część kibiców zostanie jednak najbardziej zapamiętany z przegranego meczu singlowego z Johnem Isnerem podczas Wimbledonu 2010. Panowie stoczyli wówczas rozgrywany przez trzy dni pojedynek, który trwał 11 godzin i pięć minut.

Drugim ze świeżo upieczonych tenisowych emerytów jest Rohan Bopanna. Hindus nie zgromadził w swoim dorobku tylu najcenniejszych trofeów co Francuz, lecz zapisał się w historii dyscypliny jako najstarszy zawodnik zasiadający po raz pierwszy na fotelu lidera rozgrywek w grze podwójnej. Dokonał tego mając 43 lata i 331 dnia po swoim pierwszym i jak się okazało ostatnim wielkoszlemowym zwycięstwie, w Australian Open 2024. Bopanna także nie odniósł w Paryżu pożegnalnej wygranej. Co ciekawe, jego towarzyszem przy okazji ostatniego startu również był uznany singlista – Aleksander Bublik.

Impreza u sąsiada

W ostatnich dniach dobre wieści spłynęły do czeskich, ale też i z pewnością niemałej części polskich kibiców. Władze WTA ogłosiły bowiem, że w przyszłym sezonie do kalendarza rozgrywek powróci turniej w Ostrawie. Impreza tuż przy naszej południowej granicy po raz ostatni odbyła przed trzema laty i dała się wówczas zapamiętać z niezwykle interesującego finału pomiędzy Barborą Krejczikową, a Igą Świątek.

Teraz panie będą toczyć zmagania w Ostravar Arenie w pierwszych dniach lutego i w zawodach o nieco niższej randze, bo WTA 250. Drugi z tych faktów sprawia, że ze względów regulaminowych start najlepszej polskiej zawodniczki będzie w nim niemożliwy. Niewykluczony jest za to start innych „biało-czerwonych”, a ponadto będzie to bardzo dobra okazja, by móc na własne oczy śledzić rywalizację tenisistek z szerokiej czołówki rozgrywek.