Włosi planują piąty turniej wielkoszlemowy. Czy to realne?
Według ostatnich doniesień prasowych Włoski Związek Tenisowy rozpoczął poważne starania o to, aby w tym kraju zagościł piąty turniej wielkoszlemowy. Czy plany Włochów mogą zagrozić pozostałym imprezom tej rangi? Czy włoskiej federacji FITP uda się złamać trwającą ponad 100 lat tradycję, że turniejów najwyższej rangi jest jedynie cztery?
Rzym numerem 5?
Plany zarządzających włoskim tenisem są doprawdy imponujące. Władze tenisowe w tym kraju chcą, aby na mapie turniejów tenisowych w ciągu pięciu, a maksymalnie dziesięciu lat pojawił się kolejny turniej rangi Wielkiego Szlema. W tym celu poczyniono już pierwsze kroki.
Jak relacjonuje włoska prasa, związek tenisowy tego kraju złożył ofertę przejęcia turnieju w Madrycie. Ten turniej miałby być pierwszą „ofiarą” włoskiego pomysłu, ponieważ zostałby zlikwidowany, żeby zrobić miejsce dla piątego szlema. Podobno włoska oferta przejęcia licencji opiewa na kwotę ponad 550 milionów dolarów. Sprzedawcą miała by być wielka agencja IMG, która tenże turniej odkupiła w 2021 roku od rumuńskiego multimilionera i byłego zawodowego tenisisty Iona Tiriaca za niebagatelną sumę 360 mln dolarów. O tym, że nie są to mrzonki świadczy fakt, że właściciel IMG, koncern medialno-rozrywkowy Endeavor, w ramach restrukturyzacji sygnalizował już w przeszłości, że chętnie pozbyłby się licencji na tenisowe imprezy w Madrycie i Miami.
Operacja przejęcia Madrytu jest kluczowa, bo aby zrealizować ambitne plany, Włosi potrzebują miejsca w kalendarzu rozgrywek. Musieliby go zlikwidować i zamiast tego, tuż przed Rolandem Garrosem, rozgrywany byłby tylko jeden wielki turniej w Rzymie. Miałby trwać, łącznie z kwalifikacjami, aż trzy tygodnie i być jedyną imprezą na ziemi przez paryskim szlemem. A jak trzy tygodnie, to Włosi chcieliby, aby ich turniej także uzyskał rangę wielkoszlemową.
Rzymski turniej jest nieco młodszy od wielkoszlemowych turniejów, rozgrywany jest od 1930 roku, ale historyczne tereny Foro Italico, gdzie co roku na początku maja spotykają się najlepsi tenisiści na świecie jest systematycznie rozbudowywany. Przez ostatnie lata przebudowywano obiekt, a teraz plany miałyby obejmować budowę trzech nowych dużych kortów, w tym jednego na co najmniej 6,5 tysiąca widzów.
Pomysł ma poparcie władz Rzymu oraz Włoskiego Komitetu Olimpijskiego. Włosi przeżywają obecnie prawdziwy boom tenisowy. Wszystko za sprawą Jannika Sinnera, lidera rankingu ATP i już trzykrotnego mistrza wielkoszlemowego oraz drużyn narodowych. Reprezentacje tego kraju wygrały w ubiegłym roku zarówno Puchar Billie Jean King, jak i Puchar Davisa. Wielu tenisistów i tenisistek z tego kraju osiąga spore sukcesy na arenie międzynarodowej oraz znajduje się wysoko w rankingach światowych. W rankingu ATP (na dzień 19.02.) w pierwszej setce jest aż 11 Włochów. W top100 WTA są trzy tenisistki z Półwyspu Apenińskiego.
Aktualnie we Włoszech odbywają się ATP Finals, jeszcze w Turynie, ale od 2026 roku do 2030 gospodarzem będzie Mediolan. Także finały Pucharu Davisa w latach 2025- 2028 będą rozgrywane w Bolonii. Można spokojnie powiedzieć, że Włochy rządzą światowym tenisem!
Jak dalece plany Włochów są realne? Jeszcze niedawno potencjalnym nabywcą licencji na madrycki turniej mieli być Saudowie, ale najwyraźniej tenisowa federacja Arabii Saudyjskiej skupiła się na WTA Finals, To jednak byłby mniejszy problem. O ile przejęcie madryckiego turnieju, jego likwidacja i rozbudowanie turnieju w Rzymie jest możliwym i realnym scenariuszem, o tyle uzyskanie przez rzymską imprezę statusu wielkoszlemowego, to już kwestia mało realna.
Na to musiałyby się zgodzić władze pozostałych czterech imprez wielkoszlemowych. Mało prawdopodobne wydaje się jednak, aby władze imprez w Melbourne, Paryżu, Londynie i Nowym Jorku zechciały dopuścić do stołu kogoś posiadającego bogatą historię i tradycję, ale jednak będącym przysłowiowym „młodszym bratem”, który nagle miałby się stać dla nich de facto poważną konkurencją.
Chińskie zakusy
Próby uzyskania statusu wielkoszlemowego przez inne duże turnieje pojawiały się już w przeszłości. Od wielu lat mówi się, że taka impreza powinna powstać w Chinach, które są ogromnym tenisowym rynkiem.
W Państwie Środka błyskawicznie rośnie zainteresowanie tenisem, co w oczywisty sposób pozwala liczyć na wielkie zyski. Prawa telewizyjne, bilety na turnieje, gadżety, zainteresowanie nauką tenisa, to generuje ogromne pieniądze. Chińczycy mają w tej chwili, w swoim portfolio, sporo turniejów męskich oraz kobiecych. Są to imprezy rangi od ATP/WTA 250, poprzez ATP/WTA500 aż po ATP/WTA1000. W Shenzhen zorganizowano nawet WTA Finals. Jedyne czego im brakuje to impreza wielkoszlemowa.
W pewnym momencie władze chińskiego tenisa próbowały nawet przenieść Australian Open do swojego kraju, powołując się na to, że jest to Wielki Szlem Azji i Pacyfiku. Ich starania spełzły jednak na niczym. Starania Chin poparł nawet John Newcombe.
– Wiem, że Chiny chciałyby mieć turniej wielkoszlemowy. Myślę, że organizatorzy dotychczasowych szlemów powinni się spotkać i powiedzieć Chinom, że otrzymają piąty turniej wielkoszlemowy, jeśli zapłacą miliard dolarów. Po 250 milionów dolarów dla każdego.
Taki turniej miałby się odbywać na przełomie marca i kwietnia. To jednak raczej chińskie fantazje sprzed paru lat. Turnieje WTA w Pekinie i ATP w Szanghaju nadal się rozwijają, ale szansa na to, aby któryś z nich otrzymał wielkoszlemową rangę, jest minimalna, jeśli nie powiedzieć zerowa. Chiny mają pieniądze, solidnych zawodników i możliwości, ale jednak jeśli chodzi o tradycję, to nie są one zbyt bogate. Na szczęście, przynajmniej na razie, tradycja wygrywa z pieniędzmi.
Kalifornia też chce szlema
Chrapkę na bycie piątym turniejem wielkoszlemowym miał również turniej w Indian Wells. W jednym z wywiadów o tym, dlaczego ta impreza miałaby otrzymać taki status, mówił dyrektor tego turnieju, były niemiecki tenisista Tommy Haas. Jednym z podstawowych atutów tego turnieju miałby być fakt, że tenisistki i tenisiści chętnie do Kalifornii przyjeżdżają.
– Myślę, że z punktu widzenia gracza, który podróżuje przez 36 do 40 tygodni w roku, zawsze szuka się rzeczy, które trochę ułatwiają życie. Na przykład pogoda. Przyjeżdżasz tutaj, a pogoda jest prawie idealna każdego dnia. Możesz mieć pewność, że jeśli chcesz trenować o 9 rano albo po południu to będziesz miał idealne warunki. Blisko jest również cała infrastruktura tenisowa taka jak hotele, restauracje czy ciekawe miejsca.
Haas zwrócił również uwagę na fakt, że w turnieju wspólnie grają kobiety i mężczyźni. Dyrektor turnieju nie zapomniał również o tym, co dla tej imprezy zrobił amerykański miliarder, Larry Ellison. Amerykanin włożył spore pieniądze w infrastrukturę obiektów, na których jest rozgrywany turniej oraz promocję tej imprezy w Stanach Zjednoczonych i na świecie.
– On ma świetną wizję i stara się, aby ten turniej był wspaniałym doświadczeniem dla wszystkich w nim uczestniczących, nie tylko dla tenisistów i tenisistek, ale także dla fanów. To świetne, że możesz oglądać tenis, ale również coś zjeść, wypić drinka lub wziąć udział w wydarzeniu kulturalnym.
Jak widać, w przeszłości czyniono już kilka prób rozbicia historycznego układu czterech tenisowych mocarstw. Jak na razie nie udało się to ani mającym ogromne ambicje Chińczykom, ani posiadającym świetną infrastrukturę, warunki oraz tradycje Amerykanom. Czy to może udać się Włochom? Realnie patrząc, jest to mało prawdopodobne, ale kto wie, być może za jakiś czas będziemy świadkami zmiany, która zatrzęsie światowym tenisem.


