World Team Tennis wraca. Czy tenis można wymyślić na nowo?
Rakiety są większe, piłki szybsze, korty pełne technologii, a piłki tenisowe nie zawsze były żółte. Dla młodszego kibica może to brzmieć dziwnie, ale przez dziesięciolecia tenis rozgrywano białymi piłkami – czasami czarnymi, zależnie od koloru kortu. W 1972 roku Międzynarodowa Federacja Tenisowa dopuściła żółte piłki po badaniach, które wykazały, że są lepiej widoczne dla widzów przed telewizorem. Wimbledon pozostał przy białych do 1986 roku.
Telewizja zmieniła więc kolor piłki. Dziś telewizja jest już czymś zupełnie innym niż pół wieku temu. Streaming, telefon, media społecznościowe, powtórki, statystyki, Hawk-Eye, krótkie filmy, a World Team Tennis chce sprawdzić, czy w tym nowym świecie można również zmienić sposób, w jaki kibic ogląda zawodowy tenis.
Pomysł Billie Jean King
World Team Tennis narodził się w epoce, w której tenis przechodził ogromne zmiany. Współtwórcami ligi byli Billie Jean King i Larry King. Pierwszy sezon rozegrano w 1974 roku. Idea była niezwykła: stworzyć zawodową ligę drużynową, w której kobiety i mężczyźni występują razem. To był tenis inny od tego, który znamy z Wimbledonu czy Roland Garros. Były drużyny reprezentujące miasta. Była muzyka. Była atmosfera widowiska. Byli zawodnicy bliżej publiczności. A przede wszystkim były największe nazwiska swojej epoki: Rod Laver, Chris Evert, Bjorn Borg, Martina Navratilova, Billie Jean King, Jimmy Connors, John McEnroe, Andre Agassi, Pete Sampras, Venus Williams, Serena Williams, Lindsay Davenport, Martina Hingis,, Maria Sharapowa.
Przez WTT przewinęła się imponująca część historii światowego tenisa. Pierwsza wersja ligi działała od 1974 do 1978 roku. W 1991 roku WTT wróciło. Druga odsłona przetrwała trzy dekady, do 2021 roku. Teraz przychodzi czas na trzecią.
WTT 3.0
Nowa wersja będzie znacznie mniejsza, gdyż wystąpią tylko trzy drużyny:
– New York Empire,
– Toronto North,
– Florida Flamingos.
Organizatorzy chcą, aby właśnie ta niewielka skala była jednym z atutów. Każde miasto będzie gospodarzem dwóch dni rywalizacji, podczas których pojawią się wszystkie trzy drużyny. Nowy Jork rozpocznie rozgrywki 1 i 2 grudnia, Toronto będzie gospodarzem 5 i 6 grudnia, a Floryda 14 i 15 grudnia. To ważna różnica w stosunku do tradycyjnego turnieju. Kibic nie przychodzi zobaczyć jednego meczu, a przychodzi zobaczyć całe wydarzenie.
Jak wygląda mecz?
Format został specjalnie skrócony. Każde spotkanie drużyn składa się z pięciu części:
– singla kobiet numer 1,
– singla mężczyzn numer 1,
– singla kobiet numer 2,
– singla mężczyzn numer 2,
– oraz mikstowego super tie-breaka.
W singlu obowiązuje system no-ad – przy 40:40 następna piłka decyduje o gemie. Na końcu pozostaje jeszcze mikstowy super tie-break. W ten sposób WTT próbuje utrzymać najważniejszą rzecz w sporcie: poczucie, że każdy punkt może mieć znaczenie, ale jednocześnie ograniczyć czas potrzebny na rozegranie całego wydarzenia.
Wielkie nazwiska wracają
Nowa liga nie zaczyna jednak od zera. Jedną z twarzy New York Empire będzie Jessica Pegula, Florida Flamingos mają Tommy’ego Paula, a Toronto North reprezentuje Denis Shapovalov. Do Toronto dołączą również Victoria Mboko, Leylah Fernandez i Gabriel Diallo. New York ma natomiast w swoim składzie również Francesa Tiafoe, Taylora Fritza, Camilę Osorio i Michaela Zhenga. Florida może liczyć między innymi na Brandona Nakashimę, Learnera Tiena, Ivę Jović i Evę Lys. Dzięki temu każdy z trzech weekendów ma być małym spotkaniem całej ligi.
Nestor — człowiek z dwóch epok
Wśród nazwisk związanych z nowym WTT szczególne miejsce zajmuje Daniel Nestor. Dla części kibiców może być po prostu nazwiskiem z przeszłości. To byłoby jednak ogromne niedopowiedzenie. Nestor wygrał osiem turniejów wielkoszlemowych w deblu, skompletował Karierowego Wielkiego Szlema, wygrał cztery turnieje wielkoszlemowe w mikście, cztery razy triumfował w ATP World Tour Finals, zdobył złoty medal olimpijski w Sydney w 2000 roku, a w 2002 roku został numerem 1 światowego rankingu deblowego. Odniósł ponad 1000 zwycięstw w deblu.
Był również MVP World Team Tennis w 2006 roku. Teraz wraca do ligi jako trener Toronto North. W pewnym sensie trudno znaleźć lepszą postać do opowiedzenia historii WTT. Nestor pamięta pierwszą erę ligi jako zawodnik. Teraz ma uczestniczyć w tworzeniu jej nowej wersji. To właśnie jeden z powodów, dla których powrót WTT nie jest wyłącznie nostalgiczną podróżą do przeszłości.
Co właściwie chce zrobić WTT?
Tutaj zaczyna się najciekawsza część. World Team Tennis nie chce być po prostu krótszym turniejem. Organizatorzy mówią o stworzeniu czegoś, co łączy profesjonalny sport z atmosferą wydarzenia na żywo, kulturą, muzyką i rozrywką. Chcą, aby drużyny były związane z miastami, a kibice mieli poczucie przynależności do czegoś większego niż pojedynczy mecz. To może być szczególnie ważne w czasach, w których zawodowy sport konkuruje o uwagę nie tylko z innymi dyscyplinami. Konkuruje z telefonem, internetem, mediami społecznościowymi, z możliwością obejrzenia piętnastosekundowego filmu zamiast dwugodzinnego meczu. Tenis nie może tego ignorować, ale też nie powinien zapominać, dlaczego ludzie od pokoleń przychodzą na korty.
Czy kibic potrzebuje czegoś nowego?
To pytanie pozostaje otwarte. Być może tradycyjny tenis jest wystarczająco dobry właśnie dlatego, że jest tradycyjny. Być może pięciosetowy mecz, cisza przed serwisem i napięcie trwające kilka godzin są częścią jego wyjątkowości, ale można też spojrzeć na sprawę inaczej. Kiedyś telewizja zmieniła kolor piłki. Później zmieniła sposób pokazywania sportu. Technologia zmieniła sędziowanie. Dzisiaj kolejna generacja widzów ma zupełnie inne przyzwyczajenia. World Team Tennis chce sprawdzić, czy tenis może się do nich dostosować, nie tracąc swojej tożsamości.
Nie nowy tenis, ale nowe doświadczenie
Być może właśnie tutaj znajduje się prawdziwy sens powrotu WTT. Nie chodzi o zastąpienie Wimbledonu. Nie chodzi o zastąpienie Roland Garros czy US Open. Nie chodzi nawet o to, żeby każdy kibic nagle przestał oglądać tradycyjny tenis. Chodzi o stworzenie czegoś obok niego. Czegoś krótszego. Bardziej zespołowego. Bardziej bezpośredniego i być może bardziej atrakcyjnego dla kogoś, kto dopiero zaczyna interesować się tenisem.
W grudniu trzy miasta – Nowy Jork, Toronto i Sunrise na Florydzie – staną się pierwszym testem tej idei. Na kortach pojawią się zawodnicy, których kibice znają z największych turniejów świata, ale tym razem nie będą walczyć tylko o własny wynik. Będą walczyć dla drużyny, dla miasta, dla publiczności i dla pomysłu, który ma już ponad pół wieku.
World Team Tennis wraca.Tym razem pytanie nie brzmi jednak, czy potrafi wrócić. Pytanie brzmi, czy potrafi przekonać nowego kibica, że tenis można oglądać trochę inaczej – i nadal kochać go tak samo.



