Wspomnienie Vitasa Gerulaitisa

Peter Figura , foto: Okładka książki "Vitas Gerulaitis: Portrait of a Champion"

Peter Figura

Zakończony niedawno Australian Open to jak zwykle okazja do wspomnień i refleksji o dawniejszych czasach tego turnieju, wielkich nazwiskach z przeszłości, które ukształtowały to, w jaki sposób wygląda współczesny tenis.

We wspomnieniach dawnych triumfatorów turnieju na Antypodach zabrakło mi jednak jednego nazwiska – zwycięzcy z 1977 roku, legendarnego Vitasa Gerulaitisa. O „Litewskim Lwie”, jak nazywano Vitasa, niestety niewiele sie dzisiaj mówi. A przecież tragicznie zmarły Gerulaitis (zmarł kilka dni po zakończeniu US Open w 1994 roku, 17 września w wyniku tragicznego zatrucia dwutlenkiem węgla) należał do ścisłej światowej czołówki. Najwyżej sklasyfikowany był na 3. pozycji rankingu ATP (27 lutego 1978). Od pierwszego miejsca oddzielała go trójka jego przyjaciół: Borg, Connors i McEnroe. To oni właśnie nieśli trumnę z ciałem Gerulaitisa na pogrzebie, który spowodował, że aż pół tuzina zjazdów z jednej z największych autostrad Long Island Expressway zostało zamkniętych przez policję. Tylu bowiem fanów tenisa przybyło, aby pożegnać jednego z największych graczy, jaki kiedykolwiek pojawił sie w tym sporcie.

Jak napisał kiedyś legendarny dziennikarz Eugene Scott: „Jeśli Arthur Ashe by jednym z największych gentlemanów tenisa, Lew Hoad jednym z największych zawodników, nikt nie miał większej osobowości w białym sporcie aniżeli Vitas Gerulaitis”.

 

To zwycięzca Australian Open z 1977 roku, finalista Roland Garros z 1980, dwukrotny półfinalista Wimbledonu z 1977 i 1978 (to właśnie w 1977 Gerulaitis rozegrał jeden z najsłynniejszych meczów w Wimbledonie, przegrywając ze swoim przyjacielem i sparringpartnerem Bjornem Borgiem 8:6 w piątym secie) i finalista US Open 1979. Gerulaitis wygrał również Wimbledon w deblu (w parze z Sandy Mayerem), dwukrotnie ATP Tour Finals, WCT World Championship oraz 25 turniejów ATP.

I jeśli ktoś kwestionuje (a wielu takich było) niezbyt sportowy tryb życia Gerulaitisa, niewielu zawodników było w stanie wytrzymać treningi z Bjornem Borgiuem, które trwały 8 godzin i 8 setów. Gerulaitis i Borg trenowali regularnie i dość często.

Mało sie również mówi o tym, że był to zawodnik o wyjątkowej osobowości. To on jako pierwszy zawodnik z czołówki założył swoją fundację charytatywną, która w ciągu 10 lat istnienia rozdała ponad 40 tysięcy rakiet dzieciom, których rodzice nie byli w stanie dokonać takich zakupów ze względów finansowych. Jak powiedział jeden z jego przyjaciół: „Jeśli kiedykolwiek będziesz w potrzebie, Vitas nie odda Ci swojej koszuli, którą zdejmie z pleców. On pójdzie do domu i przyniesie Ci czystą i świeżo wyprasowaną”.

 

Ale Vitas Gerulaitis to tenisista dzisiaj zapomniany. I dlatego stało się bardzo dobrze, że jeden z amerykańskich dziennikarzy, Mark „Scoop” Malinowski, który specjalizuje sie w pisaniu książek o czołowych zawodnikach białego sportu, tym razem poświęcił jedną ze swoich najnowszych prac właśnie Gerulaitisowi. I jest to książka fascynująca, bo nie tylko poświęcona legendzie tenisa i jego wynikom, ale również wspomnieniom i opiniom o nim, i to pochodzących z turniejów i rozegranych meczów, ale również, i co może ważniejsze, temu, jak dobrym człowiekiem i wielką osobowością byl „Litewski Lew”. W wydanej w 1984 roku książce „Vitas Gerulaitis: Portrait of a Champion” Malinowski zebrał opinie takich zawodników jak jego trener Fred Stolle, Bjorn Borg, Jimmy Connors, Patrick i John McEnroe, Pete Sampras (którego Gerulaitis przez krótki okres trenował), Johan Kriek, Ilie Nastase, czy też Pat Cash. Ale książka ta to również opinie osób mających szczęście choćby na krótko zetknąć się z Gerulaitisem i dla których te wspomnienia na zawsze pozostaną ważne. Trudno jest pisać książkę o tych, o których świat sportu niestety zapomniał. Mark „Scoop” Malinowski dokonał tego, przypominając postać nie tylko legendarną, ale i ważną.

Gerulaitis według wielu powinien być w tenisowym Hall of Fame, ale z raczej niewiadomych powodów ten zaszczyt, który jak najbardziej mu sie należał, go ominął. Bjorn Borg wielokrotnie mówił o tym, ze jeśli jest ktoś, kogo Tennis Hall of Fame pominął, to jest to właśnie Vitas Gerulaitis, i że sam kilkukrotnie myślał o tym, aby samemu zrezygnować z tego zaszczytu, skoro Vitas nie ma tam swojego miejsca. Dlatego dobrze się stało, że na rynku pojawiła sie ta książka. Może warto przetłumaczyć ją na język polski?