US Open. Droga przez mękę Igi Świątek do 3. rundy

/ Szymon Adamski , źródło: własne, foto: AFP

Iga Świątek pokonała 6:7(5), 6:3, 6:4 Sachię Vickery w rozgrywanym na raty meczu drugiej rundy US Open. Rozpoczęte w czwartek spotkanie zostało przerwane po rozegraniu dwóch pierwszych wymian w drugim secie z powodu opadów deszczu. Mimo wciąż nie najlepszej gry Polka zdołała w piątek odwrócić losy rywalizacji i poprawić swój najlepszy rezultat w nowojorskiej imprezie. 

Wielu rzeczy można było spodziewać się po spotkaniu Świątek z Vickery, ale tego co rzeczywiście wydarzyło się na korcie numer 8, nie zakładał chyba żaden scenariusz. Nasza reprezentantka stoczyła morderczą, trzysetową walkę, w której najtrudniejszą przeciwniczka była sama dla siebie. Jeden za drugim forhendem wylatywał w aut. Niekiedy Polka psuła nawet te piłki, które w planach miały być bezpiecznymi zagraniami, a nie uderzeniami kończącymi. Długimi fragmentami gra Polce się nie kleiła, wskutek czego u Świątek narastało rozgoryczenie i irytacja. Koniec końców 19-letniej warszawiance udało się jednak przezwyciężyć własne słabości.

Drugoplanową rolę w tym pojedynku odgrywała Vickery. Walcząca o pierwszy w karierze awans do 3. rundy Wielkiego Szlema Amerykanka pozwalała naszej reprezentantce na bardzo wiele. Gdyby Świątek miała lepiej nastawiony celownik, mecz skończyłby się wysokim zwycięstwem naszej reprezentantki. Różnica potencjału między tenisistkami była ogromna. Przez długi czas nic z tego jednak nie wynikało.

Przypomnijmy, że w pierwszym secie, rozgrywanym jeszcze w nocy z czwartku na piątek, Świątek nie wykorzystała trzech piłek setowych, a w tie-breaku przegrała siedem piłek z rzędu od stanu 6:7(5). Kuriozalne wydarzenia z poprzedniej nocy dokładnie zrelacjonowaliśmy TUTAJ.

Po wznowieniu rywalizacji nie od razu doszło do oczekiwanej zmiany w grze Świątek. Polka cały czas grała bardzo nerwowo i na przykład drugiego gema w drugim secie przegrała po czterech niewymuszonych błędach z forhendu. Demony sprzed kilkunastu godzin jej nie opuściły. Kilkanaście minut później można było zastanawiać się, czy spotkanie nie zakończy się przedwcześnie. Vickery walczyła z urazem prawej nogi i zaczęła mozolnie poruszać się po korcie. Dla Świątek był to sygnał, żeby nieco bardziej szanować piłkę i nie oddawać tylu punktów za darmo, co wcześniej. Raz wychodziło to lepiej, raz gorzej, ale ostatecznie Polka wygrała drugą partię 6:3.

Trzeci set stał na najwyższym poziomie. Vickery odżyła i nabrała wigoru, natomiast Świątek oprócz lepszej gry wykazała się też dojrzałością i opanowaniem. W trudnych momentach – rywalka prowadziła już 3:1 – nie panikowała, tylko zdawała się koncentrować na własnych zagraniach. W najdłuższym gemie decydującej partii doprowadziła do przełamania powrotnego, a później była już nie do zatrzymania. Po ponad 2 godzinach i 30 minutach walki Świątek wygrała 6:7(5), 6:3, 6:4.

Kolejną rywalką Polki będzie Białorusinka Wiktoria Azarenka, jedna z faworytek do zwycięstwa w całych zawodach. Niezależnie od rezultatu kolejnego starcia, dla Polki jest to już najlepszy występ w US Open w karierze. Przed rokiem przegrała bowiem w 2. rundzie.

Przypomnijmy, że o awans do 1/8 finału powalczy też druga z naszych reprezentantek – Magda Linette. Przeciwniczką poznanianki będzie Anett Kontaveit z Estonii.


Wyniki

Druga runda:

Iga Świątek (Polska) – Sachia Vickery (USA) 6:7(5), 6:3, 6:4