Świątek trzecia na świecie? Co by było, gdyby nie „zamrożone” rankingi?

Szymon Frąckiewicz , foto: AFP

Szymon Frąckiewicz

Wraz z powrotem tenisa po przerwie spowodowanej wybuchem pandemii WTA i ATP tymczasowo zmieniły zasady naliczania punktów rankingowych. „Zamrożone” rankingi od początku budzą kontrowersje, a kilkukrotne wydłużanie okresu ich obowiązywania tylko dolało oliwy do ognia.

Ciągłe zmiany

W marcu 2020 roku z powodu wybuchu pandemii COVID-19 ATP i WTA postanowiły przerwać rozgrywki do czasu umożliwienia bezpiecznego przeprowadzania zawodów. Najważniejsze tenisowe cykle powróciły dopiero w sierpniu tegoż roku. Ze względu na możliwe trudności w podróżowaniu, trudności w organizacji turniejów oraz realne ryzyko tymczasowego wykluczenia z gry przez chorobę obydwie organizacje postanowiły wprowadzić tymczasowe zmiany w systemie naliczania punktów rankingowych.

W rankingu ATP w pierwszym momencie zamieniono 12-miesięczny cykl naliczania punktów na 22-miesięczny. Nie liczył się już tylko ostatni wynik uzyskany na danym turnieju (lub w danym tygodniu), a lepszy z uzyskanych w ciągu ostatnich 22 miesięcy. W październiku wydłużono ten okres do 24 miesięcy i ogłoszono, że taki system zostanie utrzymany do 1 marca 2021. W styczniu poinformowano jednak, że nawet do 15 marca.

Aczkolwiek na tym wydłużenia się nie skończyły. Na początku marca ogłoszono, że tymczasowy system zostanie przedłużony aż do 9 sierpnia. Ponadto wyniki turniejów rozgrywanych od 4 marca do 5 sierpnia 2019, które to nie odbyły się w 2020 roku, będą liczone przez kolejne 52 tygodnie, lecz tylko w 50 procentach.

Z grubsza podobne zmiany zastosowano w rankingu WTA. W kobiecym rankingu tradycyjnie liczy się 16 najlepszych wyników singlowych i 11 deblowych uzyskanych w ciągu ostatnich 12 miesięcy. W związku z pandemią okres, z którego mogą pochodzić te wyniki, wydłużono wstecz do marca 2019. Pierwotnie zestawienie miało powrócić do normalności wraz z nadejściem 2021 roku, ale później przedłużono zmiany do marca. Aktualnie trwają dyskusje nad kolejnymi korektami.

„To jest porażka”

Tymczasowe rankingi regularnie spotykają się z krytyką ze strony zawodników i ekspertów. Ta nasila się wraz z kolejnymi przedłużeniami. Jednym z bardziej negatywnie nastawionych do tego systemu tenisistów jest Alexander Zverev. Niemiec wprost nazwał go „porażką”. Zwrócił choćby uwagę na fakt, że Roger Federer utrzymywał się w zestawieniu wyżej od niego, choć przez cały rok nie grał. Tymczasem Zverev dotarł chociażby do finału US Open.

U kobiet natomiast Ashleigh Barty zawdzięcza zmianom w naliczaniu punktów to, że wciąż pozostaje na szczycie rankingu WTA. Australijka powróciła na korty po wybuchu pandemii dopiero w styczniu 2021 roku, a mimo to ma ponad 1300 punktów przewagi nad drugą w zestawieniu Naomi Osaką, która sięgnęła w tym czasie po dwa wielkoszlemowe tytuły.

Wątpliwości obowiązujący system budzi także w kontekście kwalifikacji olimpijskich. Do przyznania przepustek do Tokio posłuży ranking z 7 czerwca. Zamysł jest przecież taki, aby w igrzyskach uczestniczyli ci zawodnicy, którzy w miesiącach poprzedzających największą sportową imprezę czterolecia prezentowali dobrą formę. Tymczasem skoro zawodnicy nie „gubią” punktów nawet z 2019 roku, to wielu utrzymuje solidne miejsce w rankingu, mimo że od wielu miesięcy prezentuje kiepską dyspozycję. Tym samym może to zaważyć na jakości turnieju olimpijskiego. Nie da się ukryć, że okres od wznowienia touru do końca 2020 roku nie był udany choćby dla Huberta Hurkacza. Wrocławianin zdobył w tym czasie 275 punktów, mimo że po drodze były choćby dwie imprezy wielkoszlemowe. Tymczasem w rankingu przesunął się z 29. pozycji na 33.

Sprawia to też problemy w drugą stronę. Zawodnikom, których forma rośnie, trudniej przebić się w górę rankingu. Co za tym idzie, trudniej zakwalifikować się do turniejowych drabinek. W efekcie mniej mogą zarobić na korcie i poza nim, co dla niżej notowanych może stanowić spore problemy.

A jeśli zmian by nie było?

W związku z tymi wątpliwościami poczyniono zatem wyliczenia, pokazujące jak wyglądałyby czołówki rankingów, gdyby nie wprowadzono żadnych zmian. W męskim zestawieniu zmian wcale nie byłoby tak wiele, jak można było przypuszczać.

Tabela przedstawia oficjalny ranking ATP z 15 marca 2022 i to, jak wyglądałby przy tradycyjnym systemie punktacji:

Nr. Oficjalny ranking Oficjalne punkty „Tradycyjny” ranking „Tradycyjne” punkty
1. Novak Dźoković 12008 Novak Dźoković 5830
2. Daniił Miedwiediew 9940 Daniił Miedwiediew 5495
3. Rafael Nadal 9670 Andriej Rublow 3825
4. Dominic Thiem 8625 Dominic Thiem 3535
5. Stefanos Tsitsipas 6765 Rafael Nadal 3300
6. Roger Federer 6375 Alexander Zverev 3115
7. Alexander Zverev 5635 Stefanos Tsitsipas 2795
8. Andriej Rublow 5011 Diego Schwartzman 2210
9. Diego Schwartzman 3640 Milos Raonic 1505
10. Matteo Berettini 3453 Pablo Carreno Busta 1500

 

Jak widać, z czołowej dziesiątki wypadliby tylko Federer, który nie grał przez kilkanaście miesięcy, i Berrettini, który w rankingu z 15 marca i tak mieści się w tym gronie jako ostatni. Ich miejsce zajęliby Milos Raonic i Pablo Carreno Busta, ale zajmując odpowiednio 8. i 9. pozycję. Czołowa dwójka pozostałaby bez zmian, ale znacznie stopniałaby przewaga Novaka Dźokovicia nad resztą stawki. Najbardziej uwagę zwraca jednak sytuacja Andrieja Rublowa. Rosjanin przesunąłby się z ósmego miejsca na trzecie. W czołowej trójce mieściłoby się zatem dwóch Rosjan.

Do znacznie większych roszad doszłoby w kobiecym zestawieniu. Kobiecy ranking zwykle jest bardziej „ruchliwy” od męskiego zarówno ze względu na nieco inne zasady, jak i na mniejszą stabilizację w gronie tenisistek. Z pewnością polscy kibice mogą żałować, że nie obowiązuje tradycyjny ranking.

Tabela przedstawia oficjalny ranking WTA z 15 marca 2022 i to, jak wyglądałby przy tradycyjnym systemie punktacji:

Nr. Oficjalny ranking Oficjalne punkty „Tradycyjny” ranking „Tradycyjne” punkty
1. Ashleigh Barty 9186 Naomi Osaka 4770
2. Naomi Osaka 7835 Wiktoria Azarenka 3061
3. Simona Halep 7255 Iga Świątek 3002
4. Sofia Kenin 5760 Jennifer Brady 2743
5. Elina Switolina 5370 Elise Mertens 2621
6. Karolina Pliszkova 5205 Gabrine Muguruza 2355
7. Serena Williams 4915 Aryna Sabalenka 2097
8. Aryna Sabalenka 4815 Serena Williams 1980
9. Bianca Andreescu 4735 Simona Halep 1950
10. Petra Kvitova 4571 Sofia Kenin 1813

 

W kobiecym rankingu zmiany byłyby olbrzymie. Na pierwszy rzut oka widoczne jest to, co najważniejsze dla polskich kibiców – Iga Świątek awansowałaby na trzecie miejsce, a nie – jak aktualnie – spadła na szesnaste. Ona i Wiktoria Azarenka byłyby największymi beneficjentkami braku zmian. Obydwie plasowałyby się o 13 pozycji wyżej niż w rzeczywistości. Najwięcej straciłaby oczywiście Ashleigh Barty. Liderka zestawienia wypadłaby z czołowej dziesiątki. Ogółem aż sześć zawodniczek, które w top 10 są, zawdzięcza to wydłużeniu okresu, z którego punkty są zliczane.

Zrozumiałym jest, że tenisowi decydenci mieli właściwą motywację, by wprowadzić tymczasowe zmiany. Niepewność dotycząca organizacji turniejów, jaka towarzyszyła wszystkim latem i jesienią 2020 roku, usprawiedliwiała te decyzję. Wątpliwości zdecydowanie budzi jednak ciągłe wydłużanie okresu obowiązywania tych zmian. W 2021 roku jak dotąd wszystkie zaplanowane w kalendarzach turnieje odbyły się bez przeszkód. Dlaczego więc rankingi nie wracają do standardowych zasad, choć wedle pierwotnych założeń miały to zrobić z początkiem roku?