Sesja dzienna, sesja nocna
Korespondencja z Nowego Jorku, Adam Romer
Nowy Jork to miasto, które podobno nie zasypia nigdy. Nie wiadomo tylko kiedy dokładnie się budzi. Wiadomo za to, że we wtorek lepiej było wybrać się na sesję wieczorną niż dzienną na Flushing Meadow. Może i drożej, ale ile emocji
Dojazd do kompleksu USTA w nowojorskiej dzielnicy Queens nie jest zły. Można dotrzeć uberem, taksówką (te są ewidentnie w NYC w odwrocie), metrem nr 7, koleją LIRR (Long Island Rail Roads) lub po prostu własnym samochodem. To ostatnie wcale nie musi być najdroższym rozwiązaniem, bo parking kosztuje „tylko” 40 dolarów, a przecież na bilety i tak trzeba wydać po kilkanaście dolarów w każdą stronę.
A, że w Nowym Jorku wszędzie jest daleko, to i czasu na podróż trzeba mieć dużo. Dlatego ci, którym udało się kupić bilety na wtorkową sesję dzienną – na Arthur Ashe Stadium ruszała o 11.30 – musieli w drogę ruszyć zaraz po śniadaniu.
Pytanie czy ze swojej wyprawy na US Open byli zadowoleni, jest pytaniem retorycznym. Każdy kto pojawia się na US Open i płaci za to spore pieniądze, jest złakniony tenisa. Dostaje go, w zależności od szczęścia, w różnych porcjach.
Za minimum 200 dolarów, tyle bowiem kosztowały we wtorek najtańsze bilety na AAS, widzowie dostali, używając porównania kulinarnego, danie w stylu błyskawicznego „fast foodu”, choć trzeba przyznać lekkostrawne.
W pierwszej kolejności bowiem Iga Świątek zaserwowała widzom i przy okazji Emilianie Arango, dokładnie godzinny pokaz swojego tenisa, ogrywając kolumbijską tenisistkę 6:1, 6:2.
O 13 na kort wyszedł Jannik Sinner i jakby nigdy nic, a przecież jeszcze kilka dni temu był chory, w swoim stylu, bezlitośnie ograł Vita Koprivę. Czech uzbierał zaledwie cztery gemy w trzech setach, a cały mecz trwał godzinę i 38 minut.
W tym czasie Iga Światek już zajmowała się innymi sprawami. Spotkała się bowiem z mediami.
Tematem wiodącym konferencji prasowej okazał się news, którym całe Stany Zjednoczone żyją intensywnie od wtorkowego południa: Travis Kelce, 35-letni futbolista Kansas City Chiefs oświadczył się swojej narzeczonej Taylor Swift.
Pierwszym pytaniem konferencji było więc proste: „Czy o tym słyszałaś?”. A potem padały kolejne związane z Taylor i Travisem. Pół konferencji zeszło na kwestiach popkulturowych. Przynajmniej tych amerykańskich…
Niejako na marginesie zapytano także o tenis. Tu pytano już głównie po polsku:
Jak to jest z tym ślizganiem się na hardkorcie?
Co powie na to, że jej były trener – Tomasz Wiktorowski, dziś w boksie Naomi Osaki, powiedział, że Polka jest teraz w „swoim winning modus” i to jeszcze trochę potrwa?
Dopiero w ostatnim pytaniu całej konferencji padło nazwisko rywalki z pierwszej rundy, co dobitnie pokazało, że Arango była tylko statystką dzisiejszego dnia.
Iga po raz kolejny na korty wyjdzie we czwartek. W drugiej rundzie zmierzy się z Holenderką Suzan Lamens.
Sesja wieczorna wtorkowego dnia nr 3 okazała się znacznie bardziej oblegana (i co za tym idzie także wyraźnie droższa). Kibice chyba czuli nosem, że mecz Coco Gauff z Aną Tomljanović przyniesie emocje.
Tak też było, choć zabrakło może odrobiny poziomu. Obie panie myliły się często, emocje brały górę i aż dziwne, że mecz nie skończył się na 10-punktowym tie-breakiem, a „zaledwie” 7:5 w trzecim secie. Z punktu widzenia kibica, nie było na co narzekać, szczególnie, że zwyciężczynią okazała się Gauff. A to warte jest ostatnimi czasy każdych pieniędzy, bo młoda Amerykanka gra mocno w kratkę.
Szczególnego poziomu nie było też w wieczornym meczu na Louis Amstrong Stadium pomiędzy Naomi Osaką a Greet Minnen, ale Belgijka starała się bardzo uprzykrzać życie podopiecznej Tomasza Wiktorowskiego. To dało trochę emocji, a na końcu i tak wygrała faworytka.
W środę ruszają gry drugiej rundy singla, jednak bez udziału polskich reprezentantów. Iga, Magdalena Fręch i Kamil Majchrzak zagrają wszyscy w czwartek.