US Open. Coco Gauff rywalką Magdaleny Fręch, Anisimova i Muchowa z kolejnym awansem

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.wtatour.com, foto: Eastnews

Coco Gauff, Amanda Anisimova oraz Karolina Muchowa powalczą o 1/8 finału rywalizacji singlowej na nowojorskich kortach. Najcięższą przeprawę ma za sobą Czeszka, która do zwycięstwa potrzebowała trzech setów.

Po raz drugi w tym sezonie, po Australian Open, w trzeciej rundzie imprezy wielkoszlemowej znalazły się dwie polskie tenisistki. Oprócz Igi Świątek o 1/8 finału powalczy Magdalena Fręch, która w trzech setach pokonała Peyton Stearns. Rywalką drugiej rakiety naszego kraju w meczu o wyrównanie najlepszego wyniku w turnieju Wielkiego Szlema będzie Coco Gauff.

W pierwszym secie meczu Amerykanki z Donną Vekić, panie wygrywały gemy seriami. Po tym jak Chorwatka przełamała serwis zawodniczki gospodarzy i prowadziła 2:0, kolejne cztery gemy na swoim koncie zapisała mistrzyni US Open 2023, by ponownie oddać prowadzenie tenisistce z Europy. Ostatecznie losy tej części meczu rozstrzygnął tie-break. Tego 7-5 wygrała turniejowa „trójka”.

W drugim secie kontrolę nad sytuacją na korcie przejęła Coco Gauff. Wprawdzie Amerykanka również musiała się bronić przed stratą podania, jednak ostatecznie wyszła z opresji. A dwa wygrane gemy przy podaniu Vekić sprawiły, że to trzecia rakieta świata będzie rywalką Magdaleny Fręch w meczu trzeciej rundy.

Powiem szczerze, nie wiele pamiętam z końcówki pierwszego seta. Mówiłam sama do siebie, aby oddychać. To niesamowite, że udało się wygrać tą część meczu. W przerwie udałam się do łazienki, aby schłodzić sobie wodą twarz. To zdecydowanie mi pomogło – skomentowała to, z czym mierzyła się w czwartkową noc polskiego czasu Coco Gauff, która w sobotę powalczy o obronę punktów za zeszłoroczną czwartą rundę.

Do 1/16 finału w czwartek awansowała również Amanda Anisimova. W ostatnim czwartkowym meczu finalistka tegorocznego Wimbledonu zatrzymała Mayę Joint. Amerykanka dała się przełamać rywalce w siódmym gemie, aby odrobić stratę w ostatnim możliwym momencie, wygrywając dziesiątego gema bez straty punktu. W drugiej odsłonie reprezentantka gospodarzy od stanu 2:2 wygrała cztery gemy z rzędu. To sprawiło, że zameldowała się wśród 32 najlepszych singlistek tegorocznej edycji US Open.

Kolejny krok w stronę obronienia zeszłorocznych punktów za 1/2 finału zrobiła w czwartek Karolina Muchowa. Pierwsze dwie odsłony meczu z Soraną Cirsteą rozstrzygnęły się w tie-breakach. Pierwszego na swe konto bez straty punktu zapisała tenisistka zza naszej południowej granicy. Z kolei w drugim lepsza okazała się zawodniczka z Bukaresztu.

W decydującej odsłonie zeszłoroczna półfinalistka dwukrotnie przełamała serwis mistrzyni zakończonego przed niespełna tygodniem turnieju WTA 250 w Cleveland. Wprawdzie pierwszą stratę Cirstei udało się odrobić, lecz druga strata podania okazała się decydującą.

 


Wyniki

Druga runda:

Coco Gauff (USA, 3) – Donna Vekić (Chorwacja) 7:6(5), 6:2

Amanda Anisimova (USA, 8) – Maya Joint (Australia) 7:6(2), 6:2

Karolina Muchowa (Czechy, 11) – Sorana Cirstea (Rumunia) 7:6(0), 6:7(3), 6:4

Daria Kasatkina (15) – Kamila Rachimowa 6:2, 4:6, 7:5

Diane Parry (Francja) – Renata Zarazua (Meksyk) 6:2, 2:6, 7:6(7)

Jaqueline Cristian (Rumunia) – Ashlyn Krueger (USA) 4:6, 6:2, 6:2

US Open. Paul triumfuje po maratonie, porażka Tsitsipasa

/ Łukasz Duraj , źródło: usopen.org, foto: East News

Za nami kolejny emocjonujący dzień w Nowym Jorku. Znamy komplet uczestników trzeciej rundy turnieju mężczyzn.

Czwartkowa sesja wieczorna na kortach Flushing Meadows oferowała fanom męskiego tenisa dwa dania główne.

Na centralnym korcie imienia Arthura Ashe’a ponownie pojawił się reprezentant gospodarzy. Tym razem był to Tommy Paul, który miał za zadanie pokonać Nuno Borgesa. Panowie nie grali ze sobą wcześniej ale ranking i dotychczasowe osiągnięcia wskazywały, że większe szanse na sukces ma Amerykanin.

Pierwsza faza meczu potwierdzała takie opinie. Paul musiał ciężko pracować, ale prowadził 2-0 w setach. Wydawało się zatem, że 28-latek pewnie zmierza ku kolejnej rundzie, ale jego rywal miał inne plany. W trzeciej partii Borges najpierw obronił piłki meczowe a potem dołożył do tego przełamanie i wrócił do gry z rezultatem 7:5. Następny z setów zakończył się takim samym wynikiem a panowie tracili w nim własne podanie aż pięciokrotnie.

Na tablicy widniał zatem remis 2-2 a Paul, który wypuścił sporą przewagę, znalazł się pod bardzo dużą presją. Amerykanin rozpoczął decydującą partię od prowadzenia 3:0, ale znów dał się dogonić. Przy stanie 6:5 dla rywala Borges musiał utrzymać serwis, ale nie zdołał wykonać tego zadania. Oznaczało to, że – po czterech godzinach i dwudziestu pięciu minutach – to Paul mógł cieszyć się z awansu do następnej rundy.

Mecz zaplanowany na arenie Louisa Armstronga także miał wyraźnego faworyta. Alexander Zverev trzeci raz w tym sezonie trafił na Jacoba Fearnleya a ich poprzednie starcia nie dawały Brytyjczykowi dużych nadziei na zwycięstwo. Emocji nie było tak wiele jak w meczu Paula i Borgesa. Zverev wygrał bardzo pewnie a w żadnym z setów nie musiał nawet rozgrywać tie-breaka.

Poza tymi spotkaniami boje o udział w trzeciej rundzie toczyli też Stefanos Tsitsipas i Felix Auger-Aliassime. Grek musi przełknąć kolejną gorzką pigułkę, ponieważ przegrał w pięciu setach z Niemcem Danielem Altmaierem. Kanadyjczyk spisał się zdecydowanie lepiej – po wygraniu dwóch tie-breaków udało mu się wyeliminować Romana Safiufina i zapewnić sobie pojedynek z Alexandrem Zverevem.


Wyniki

 

US Open (druga runda mężczyzn):

A. Zverev (Niemcy, 3) – J. Fearnley (Wielka Brytania) 6:4 6:4 6:4

A. de Minaur (Australia, 8) – S. Mochizuki (Japonia) 6:2 6:4 6:2

T. Paul (USA, 14) – N. Borges (Portugalia) 7:6(8) 6:3 5:7 5:7 7:5

F. Auger-Aliassime (Kanada, 25) – R. Safiullin 6:1 7:6(4) 7:6(5)

D. Altmaier (Niemcy) – S. Tsitsipas (Grecja, 26) 7:6(5) 1:6 4:6 6:3 7:5

To był polski dzień na US Open

/ Adam Romer , źródło: Korespondencja z Nowego Jorku, foto: Paweł Rychter/Kozerki Open

Korespondencja z Nowego Jorku, Adam Romer

 

Czwartek na Flushing Meadows zaczynał się z lekkimi problemami przy wejściu na obiekt, ale kończył z przytupem szalonym występem Kamila Majchrzaka na korcie nr 11

 

Jak na razie wygląda, jakby kort nr 11 był najbardziej emocjonującym miejscem w tegorocznym US Open. W środę doszło tam do pomeczowej kłótni Taylor Towsend z Jeleną Ostapenko, która miała swoje reperkusje nawet podczas kolejnego dnia, choćby w czasie konferencji Igi Świątek (ale o tym później), a popołudniu trwający z okładem cztery godziny mecz Karena Chaczanowa z Kamilem Majchrzakiem tak zelektryzował publiczność, że iskry sypały się nie tylko z kortu, ale i z trybun.

Polak faworytem nie był, ale planował zrewanżować się za porażkę z Wimbledonu. Początek raczej na to nie wskazywał, bo dwa pierwsze sety wygrał rywal. Publiczność powoli rezygnowała, mało kto wierzył, że tu jeszcze coś się zadzieje.

Tymczasem Majchrzak wygrał seta trzeciego i… ku zaskoczeniu wielu czwartego. Trybuny na powrót zaczęły się wypełniać, tak, że piątą partię oglądał już komplet widzów.

– Sorry, tu niema miejsc prasowych. Tu już nie ma żadnych wolnych miejsc – odprawił mnie z kwitkiem porządkowy pilnujący wejścia na stromą trybunę z przynajmniej 20 rzędami siedzeń. Pozostało mi przepychać się od drugiej strony, gdzie umieszczono trzyrzędowe ławki, głównie dla ekip poszczególnych zawodników. Udało mi się ulokować w pobliżu trenera Majchrzaka – Christophera Kasa, obok którego siedział też młodszy brat Kamila – Adam i spora grupa Polaków.

Doping dla Kamila niósł się nad kortem, ale to rywal prowadził. Gdy było 5:2 dla Chaczanowa mało było takich, którzy wierzyli, ale polska część trybun nie rezygnowała z dopingu.

– Bardzo dziękuję za doping. To jest niesamowite, że ludzie przychodzą, by mnie oglądać i dopingować. Oczywiście, że mi to pomagało – mówił na pomeczowym spotkaniu z polskimi dziennikarzami.

 

Czy to była zasługa ego wsparcia, czy może stalowych nerwów Kamila trudno stwierdzić. W każdym razie Polak wyszedł ze stanu 2:5, broniąc po drodze aż pięciu piłek meczowych.

I powiedzmy sobie szczerze, że Chaczanow grał dobrze, ale Majchrzak był po prostu w tym momencie lepszy.

Decydujący super tiebreak do 10 punktów był już w porównaniu do poprzednich momentów meczu spokojny. Szybkie prowadzenie Polaka, które Kamil „dowiózł” do końca, by odnieść największe zwycięstwo swojej już niemal 12-letniej kariery.

Co ciekawe to nie musi być ostatnie słowo Polaka, bo w kolejnej rundzie zagra z kwalifikantem ze Szwajcarii Leandro Riedim, który tak samo jak on wyprowadził ze stanu 0-2 w setach z Argentyńczykiem Cerundolo. Za Majchrzakiem przemawia jednak większe doświadczenie i mniej rozegranych meczów, bo Szwajcar zaczynał w Nowym Jorku od kwalifikacji.

 

Chronologicznie czwartek zaczynał się jednak od korka do bramy głównej od strony metra i kolejki. Wyraźnie tego dnia wszyscy postanowili nie spóźniać się i zdążyć na otwierający dzień na Arthur Ashe Stadium mecz Igi Światek.

Wiedzieli co robią, bo pierwszy set „uciekł” błyskawicznie. Szczególnie Holenderce Suzan Lamers. Okazało się jednak, że to była przygrywka i w drugim, to właśnie rywalka Polki niespodziewanie zdobywała decydujące punkty. A publiczności, która jak już zauważyłem, tym razem dopisała, tylko było w to graj. Na szczęście, z polskiego punktu widzenia, Iga znów wzięła się „do roboty” od początku decydującej partii i emocji starczyło zaledwie na dwa pierwsze gemy.

 

Emocji nie zabrakło znów na konferencji Igi. Tym razem jednak to nie Taylor Swift była tematem wiodącym. Zaczęło się wszystko normalnie, od pytań tenisowych i wszystko byłoby pewnie „normalnie”, gdyby nie jeden z Amerykanów, który postanowił zapytać, a właściwie wygłosić monolog, na temat równości szans i traktowania poszczególnych sportowców. Jego tyrada była odniesieniem do środowych wydarzeń z meczu Ostapenko – Townsend, ale bezradna Iga nie za bardzo wiedziała o co chodzi i co ma odpowiedzieć.

A potem przyszło jeszcze pytanie o ewentualne wplatanie koralików we włosy i z powagi konferencji nie zostało właściwie nic.

Na szczęście Iga ofuknęła tylko autora zaskakującego pytania, odpowiedziała na kolejne (już tenisowe) i spokojnie się pożegnała.

 

W tym samym czasie swój mecz wygrała też Magdalena Fręch, choć wcale nie miała łatwo przegrywając pierwszą partię w tiebreaku, mając po drodze jedną piłkę setową.

Polski dzień dopełnili także polscy trenerzy. W czwartek wygrywała Marta Kostjuk, podopieczna Sandry Zaniewskiej oraz Naomi Osaka, którą od niedawna trenuje Tomasz Wiktorowski.

Swój mecz w eliminacjach turnieju juniorskiego wygrał także Jan Chłodnicki. By dostać się do turnieju głównego musi wygrać jeszcze jedno spotkanie.

 

W piątek, z polskiego punktu widzenia, będzie znacznie spokojniej. Singliści będą odpoczywać, a w akcji zobaczymy tylko pary deblowe z udziałem Magdy Linette i Kamila Majchrzaka.