WTA Finals 2026 – kompendium wiedzy i sylwetki zawodniczek

/ Maciej Myrta / tennisratio.com , źródło: Maciej Myrta / tennisratio.com, foto: Peter Figura

W niedzielny wieczór polskiego czasu rozpoczną się WTA Finals. Turniej przeniesiono ze względów bezpieczeństwa z Rijadu na korty Indian Wells. Po raz pierwszy od lat w stawce zabraknie reprezentantki Polski. Iga Świątek zakończyła sezon na dziewiątym miejscu, przerywając serię nieprzerwanych występów w WTA Finals, rozpoczętą w 2021 roku.

Tytułu broni Elena Rybakina, która przed rokiem w finale w dwóch setach pokonała Arynę Sabalenkę. Tamten sukces okazał się zapowiedzią znakomitego sezonu: Kazaszka zdetronizowała Białorusinkę na czele rankingu WTA i pokonała ją w finałach dwóch turniejów wielkoszlemowych na kortach twardych.

Rybakina zainauguruje rywalizację spotkaniem z Lindą Noskovą, sensacyjną mistrzynią Wimbledonu. Czeszka jest jedną z trzech debiutantek, obok swojej rodaczki Karoliny Muchovej, którą pokonała w londyńskim finale, oraz triumfatorki Rolanda Garrosa Mirry Andreevej. Przedstawiamy sylwetki i statystyczne profile wszystkich ośmiu uczestniczek turnieju.

 

Elena Rybakina

Od kilku sezonów Elena Rybakina należała do kandydatek do największych sukcesów w kobiecym tenisie. Potrafiła wygrywać najważniejsze turnieje, czego dowodzą triumf na Wimbledonie w 2022 roku i późniejsze tytuły rangi WTA 1000, lecz przez długi czas nie była w stanie utrzymać równie wysokiego poziomu przez cały sezon. Jej okresy świetnej dyspozycji często przerywały problemy zdrowotne.

Poprzedni sezon zakończyła z impetem, triumfując w WTA Finals w Rijadzie. Powrót jesienią do sprawdzonego sztabu pod kierownictwem Stefano Vukova pomógł jej stworzyć fundamenty pod najlepszy rok w karierze. Tegoroczne wyniki potwierdziły, że zwycięstwo w finałach nie było jednorazowym sukcesem.

W wielkim stylu wygrała Australian Open, pokonując po drodze między innymi Igę Świątek, a w niezwykle zaciętym finale Arynę Sabalenkę. W decydującym secie wykazała się odpornością w najważniejszych momentach. Dobrą formę utrzymała do końca pierwszej części sezonu na kortach twardych, osiągając wartościowe wyniki w turniejach Sunshine Double.

Sezon na mączce rozpoczęła od tytułu w Stuttgarcie, ale później zabrakło jej sił na dalszą część rywalizacji na kortach ziemnych i trawiastych. Rozczarowujące występy w Rolandzie Garrosie i Wimbledonie wiązały się z nawracającymi problemami z prawym biodrem i brakiem stabilizacji zdrowotnej. Kiedy wydawało się, że ponownie nie zdoła utrzymać najwyższego poziomu przez cały rok, odzyskała dobrą dyspozycję podczas amerykańskiej części sezonu, docierając do finału w Toronto.

Przed US Open presja była szczególnie duża. Cztery zawodniczki przystępowały do turnieju z szansą zakończenia go na pierwszym miejscu rankingu, a to Rybakina miała największe możliwości objęcia prowadzenia. Mimo urazu nogi odniesionego w Cincinnati i konieczności krótkiego odpoczynku dominowała nad kolejnymi rywalkami. Zdobyła trzeci tytuł wielkoszlemowy w karierze i pewnie została liderką rankingu. Drobne urazy towarzyszyły jej również podczas azjatyckiej części sezonu, ale dołożyła tytuł w Ningbo. W połączeniu ze słabszą formą Sabalenki zapewniło jej to pierwsze miejsce na koniec roku, niezależnie od wyniku WTA Finals.

Rybakina wystąpi w WTA Finals po raz czwarty. Przed triumfem w 2025 roku dwukrotnie nie zdołała wyjść z grupy. Jej profil statystyczny potwierdza, że największą bronią Kazaszki jest serwis. Notuje w tym elemencie najlepsze wyniki w całym cyklu, a w swoich gemach serwisowych rozgrywa najmniej pressure points.

Wyróżnia ją także skuteczność w spotkaniach z czołówką. Jako jedyna zawodniczka w tym sezonie odniosła dwucyfrową liczbę zwycięstw zarówno nad rywalkami z top 10, jak i nad uczestniczkami WTA Finals. Dodatni bilans meczów rozegranych w 2026 roku z tegorocznymi finalistkami mają poza nią jedynie Sabalenka i Svitolina, ale to Rybakina osiągnęła najlepszy wynik.

 

Aryna Sabalenka

Aryna Sabalenka przystępuje do turnieju po niezwykle rozczarowującym sezonie, choć jego początek zupełnie tego nie zapowiadał. Po ubiegłorocznym triumfie w US Open była zdecydowaną liderką rankingu i potwierdzała przewagę nad pozostałymi zawodniczkami. Porażka z Rybakiną w finale Australian Open była bolesna: podobnie jak rok wcześniej, gdy przegrała z Madison Keys, Białorusinka nie wykorzystała roli faworytki.

Mimo to pierwsze tygodnie sezonu były znakomite. Finałowa porażka w Melbourne była jej jedyną w pierwszych 22 spotkaniach. Później nastąpił jednak niespodziewany zwrot. W ćwierćfinale turnieju w Madrycie Sabalenka przegrała z Hailey Baptiste, nie wykorzystując aż sześciu piłek meczowych. To spotkanie zapoczątkowało serię zaskakujących porażek z niżej notowanymi rywalkami oraz problemów z rozstrzyganiem najważniejszych punktów.

W Rzymie już w trzeciej rundzie po zaciętym spotkaniu pokonała ją Sorana Cîrstea, która po tym sezonie kończy karierę. Właśnie wtedy nasiliły się problemy z plecami i biodrem, towarzyszące Białorusince przez kolejne tygodnie. W Rolandzie Garrosie dotarła do ćwierćfinału, ale sensacyjnie uległa Dianie Sznajder, przegrywając decydującego seta do zera. Jej problemy fizyczne były wówczas wyraźne. O trudnościach mentalnych mówiła również sama zawodniczka przed kolejnymi turniejami, wspominając o powrocie do pracy z psychologiem.

Nie przyniosło to przełomu. Od tamtej pory Sabalenka tylko raz dotarła do finału, podczas US Open, gdzie ponownie przegrała z Rybakiną w meczu o tytuł. Choć pozostawała jeszcze szansa na odzyskanie prowadzenia w rankingu utraconego na Flushing Meadows, azjatycka część sezonu okazała się jeszcze trudniejsza. Białorusinka przegrała dwa mecze z niżej notowanymi zawodniczkami, ponownie mając problemy w kluczowych momentach.

Sabalenka jest dwukrotną finalistką WTA Finals, z 2022 i 2025 roku, a w turnieju występuje nieprzerwanie od 2021 roku. Wciąż walczy o pierwszy tytuł i udane zakończenie sezonu, który rozpoczęła tak imponująco. Mimo trudności zachowała dobre wyniki w starciach z czołówką: ma dodatni bilans zarówno z zawodniczkami z top 10, jak i z uczestniczkami tegorocznych WTA Finals.

 

Mirra Andreeva

Od debiutu w głównym cyklu w 2023 roku Mirra Andreeva była uznawana za jeden z największych talentów kobiecego tenisa. Dziś 19-latka potwierdza te oczekiwania. Do pierwszych w karierze WTA Finals przystępuje jako trzecia zawodniczka rankingu, po sezonie zwieńczonym premierowym tytułem wielkoszlemowym.

Podobnie jak w 2025 roku, lepiej rozpoczęła sezon, niż go zakończyła. Przed rokiem w ostatniej chwili wypadła z finałowej ósemki, wyczerpana fizycznie i mentalnie. Tym razem takiego zagrożenia nie było, przede wszystkim dzięki znakomitej grze na kortach ziemnych i triumfowi w Rolandzie Garrosie. W Paryżu nie musiała mierzyć się z żadną tenisistką z top 10, ale znakomicie wywiązała się z roli faworytki. Pewnie wygrywała mecze decydujących faz, w tym finał z Maja Chwalińską oraz półfinał z Martą Kostiuk, bardzo dobrze dysponowaną na mączce.

Już na początku sezonu na kortach ziemnych Andreeva sięgnęła po tytuł w Linzu. Dotarła również do finału w Madrycie, gdzie pokonała ją wspomniana Kostiuk. Po tak udanym okresie i emocjach związanych z największym sukcesem w karierze zrobiła sobie niemal dwutygodniową przerwę od tenisa. Odbiło się to na krótkim sezonie trawiastym. Na Wimbledonie wygrała tylko jeden mecz, pokonując Magdę Linette w pierwszej rundzie.

Po powrocie na korty twarde miała problemy z pewnością siebie. Wcześnie odpadała w Toronto i Cincinnati, ale podczas US Open zaprezentowała się przyzwoicie, docierając do ćwierćfinału. Była tam bliska pokonania Coco Gauff, lecz ostatecznie przegrała z faworytką gospodarzy.

Azjatycka część sezonu przyniosła oznaki poprawy. Andreeva dotarła do finału turnieju WTA 1000 w Pekinie, gdzie uległa Qinwen Zheng. W porównaniu z poprzednim rokiem znacznie lepiej poradziła sobie z utrzymaniem sił w końcowych miesiącach. W całym sezonie WTA Tour wygrała 50 spotkań, co jest drugim wynikiem po Rybakinie (54).

Jej profil statystyczny pokazuje rozwój w kierunku większej wszechstronności. Przed rokiem w większym stopniu polegała na mocnym serwisie, natomiast w tym sezonie znacząco poprawiła także statystyki returnu. Słabiej wygląda bilans spotkań z czołówką: wygrała zaledwie jeden z sześciu meczów z zawodniczkami z top 10. Spośród rywalek grupowych, Sabalenki, Muchovej i Svitoliny, grała w tym sezonie jedynie z Ukrainką, której uległa w Australian Open.

 

Coco Gauff

Dla Coco Gauff był to przede wszystkim sezon stabilizacji gry i wyników, choć bez spektakularnych sukcesów. Do WTA Finals Amerykanka przystępuje z jednym tytułem zdobytym w Cincinnati.

Pod względem regularności występów wielkoszlemowych był to jej najlepszy sezon w karierze. Gauff dotarła do półfinałów US Open i Wimbledonu oraz ćwierćfinału Australian Open. Łącznie wygrała 16 meczów w turniejach wielkoszlemowych, co stanowi jej najlepszy wynik w jednym roku. Nie udało jej się jednak powtórzyć ubiegłorocznego triumfu. Obrona tytułu w Paryżu zakończyła się już w trzeciej rundzie porażką z Anastasią Potapovą, bardzo dobrze grającą w tym sezonie na kortach ziemnych.

Wraz ze sztabem Gauff intensywnie pracowała nad technicznymi słabościami swojej gry. Najwięcej uwagi poświęcono forhendowi, od dawna uznawanemu za jej najbardziej podatne na błędy uderzenie, oraz pracy nóg przy wykonywaniu uderzeń. Problemem pozostają także podwójne błędy serwisowe.

Gauff notuje średnio 5.6 podwójnego błędu serwisowego na mecz, nadal najwięcej wśród finalistek. To jednak wyraźna poprawa względem ubiegłego sezonu, gdy popełniała średnio 6.7 podwójnego błędu serwisowego na spotkanie. Niestabilność podania widać również w stosunkowo niskim na tle stawki odsetku punktów wygranych po drugim serwisie i obronionych breakpointów. W obu obszarach nastąpił jednak niewielki postęp względem 2025 roku.

Amerykanka wyróżnia się natomiast w wymianach. Generuje aż 2.45 pressure points na gem returnowy, a jej statystyki wygranych gemów returnowych i punktów po pierwszym serwisie rywalek należą do mocniejszych elementów profilu. W tych ostatnich wskaźnikach zanotowała jednak niewielki regres względem poprzedniego sezonu.

Gauff występuje w WTA Finals po raz piąty, nieprzerwanie od 2022 roku. W 2024 roku zdobyła tytuł po ponad trzygodzinnym finale z Zheng, odwracając losy spotkania, w którym Chinka serwowała po zwycięstwo w trzecim secie.

Z tegorocznymi finalistkami mierzyła się aż 15 razy, najczęściej spośród całej ósemki. Jej bilans wynosi jednak 6-9. W grupie ponownie spotka się z Pegulą, którą pokonała dwukrotnie w tym sezonie, w tym w finale w Cincinnati. Z Rybakiną przegrała oba spotkania, a z Noskovą jedyny rozegrany mecz.

 

Jessica Pegula

Jessica Pegula w wieku 32 lat potwierdza opinię jednej z najbardziej regularnych zawodniczek w głównym cyklu. Podobnie jak Andreeva wygrała w tym sezonie 50 spotkań. Aż pięciokrotnie wystąpiła w finałach, triumfując w dwóch pierwszych, w Dubaju i Charleston.

Znakomity początek sezonu obejmował również półfinał Australian Open. Dopiero pod koniec kwietnia, w Madrycie, po raz pierwszy odpadła przed ćwierćfinałem. Wyraźnym niepowodzeniem była natomiast porażka w pierwszej rundzie Rolanda Garrosa z Kimberly Birrell, zajmującą wówczas 83. miejsce w rankingu. Była to jedna z największych niespodzianek turnieju.

Pegula szybko wróciła do dobrych wyników. Na trawie dotarła do finału w Berlinie i ćwierćfinału Wimbledonu, a podczas amerykańskiej części sezonu zagrała w finale Cincinnati, przegranym z Gauff, oraz półfinale US Open.

Choć nieźle radziła sobie z zawodniczkami z top 10, jej bilans z uczestniczkami tegorocznych WTA Finals wynosi tylko 2-7. Szczególnie niekorzystnie wyglądają rezultaty przeciwko rywalkom grupowym. Z Gauff grała dwukrotnie, z Noskovą raz, a z Rybakiną trzy razy. Wszystkie te spotkania przegrała.

Pegula nie dominuje serwisem w takim stopniu jak Rybakina, ale właśnie podanie pozostaje jednym z jej skuteczniejszych narzędzi zdobywania punktów. Słabiej wypada wykorzystanie breakpointów: 43% wygranych breakpointów przy returnie wyraźnie odbiega od wyników czołówki. Nie wyróżnia się również odsetkiem wygranych pressure points, zarówno przy serwisie, jak i przy returnie.

Amerykanka występuje w WTA Finals nieprzerwanie od 2022 roku. W 2023 roku dotarła do finału, w którym przegrała z Igą Świątek.

 

Elina Svitolina

Większość doświadczonych uczestniczek tegorocznych WTA Finals debiutowała w tym turnieju w 2021 roku. Wyjątkiem jest Elina Svitolina, która wraca do elity po siedmiu latach przerwy. Ukrainka występowała w finałach trzykrotnie w latach 2017-2019, a w 2018 roku triumfowała w Singapurze, pokonując w finale Sloane Stephens.

Po powrocie z przerwy macierzyńskiej w 2023 roku Svitolina stopniowo odbudowywała pozycję w światowej czołówce. Potrafiła rywalizować z najlepszymi, lecz przez długi czas pozostawała daleko od poziomu, który przed laty dał jej trzecie miejsce w rankingu. W sezonach 2024 i 2025 regularnie awansowała do drugich tygodni turniejów wielkoszlemowych. W tym roku dołożyła do tego wyjątkową regularność zwycięstw w całym cyklu.

W sezonie WTA Tour odniosła 48 zwycięstw, mniej jedynie od Rybakiny, Andreevej i Peguli. Zaczęła od triumfu w Auckland, a następnie dotarła do półfinału Australian Open.

Największy sukces osiągnęła w Rzymie, zdobywając tytuł WTA 1000 na Foro Italico. W drodze po trofeum pokonała kolejno ówczesną drugą, trzecią i czwartą zawodniczkę świata: Rybakinę, Świątek oraz Gauff w finale. Wszystkie trzy spotkania rozstrzygnęła w trzech setach.

Statystyki z Rzymu dobrze oddają wysiłek, jakiego wymagał ten triumf. Svitolina rozgrywała średnio 3.01 pressure points na gem serwisowy, co jest bardzo wysoką wartością. Co szczególnie nietypowe, była ona wyższa od średniej pressure points w gemach returnowych, wynoszącej 2.65. Nie był to odosobniony przypadek. W skali całego sezonu Svitolina jako jedyna finalistka przekroczyła średnią dwóch pressure points na gem serwisowy.

Jej styl opiera się na defensywie i wytrzymałości. Przy mniejszej sile fizycznej niż u części rywalek nie może równie często kończyć gemów mocnym podaniem. Zwycięstwa musi wypracowywać długimi wymianami, często wymagającymi dużego wysiłku.

Druga połowa sezonu była słabsza. Po triumfie w Rzymie i ćwierćfinale Rolanda Garrosa nie awansowała już do żadnego finału, ale po sezonie trawiastym osiągnęła jeszcze pięć ćwierćfinałów. Pozwoliło jej to stosunkowo spokojnie zapewnić sobie kwalifikację do WTA Finals. Svitolina ma też dodatni bilans meczów z zawodniczkami z top 10 (8-5) oraz z uczestniczkami finałów (6-4).

 

Karolina Muchova

Karolina Muchova po raz pierwszy w karierze zakwalifikowała się do WTA Finals, wieńcząc pierwszy od dawna sezon, w którym problemy zdrowotne nie pokrzyżowały jej planów na przestrzeni całego roku. Czeszka, która w sierpniu skończyła 30 lat, od kilku sezonów miała potencjał do regularnej gry na najwyższym poziomie. Jej kolejne próby zadomowienia się w ścisłej czołówce przerywały jednak kontuzje, przede wszystkim nadgarstków, wymuszające długie przerwy i ponowną odbudowę rankingu.

Sezon 2026 rozpoczęła jako 20. zawodniczka świata, korzystając z dobrych rozstawień. Już na początku roku dotarła do półfinału w Brisbane i czwartej rundy Australian Open. Prawdziwy przełom nastąpił w lutym.

Mimo że przed 2026 rokiem aż czterokrotnie docierała co najmniej do półfinału turnieju wielkoszlemowego, jej dorobek tytułowy pozostawał skromny. W Dosze odniosła największy sukces w karierze, triumfując w turnieju WTA 1000. Był to dopiero jej drugi tytuł, po zwycięstwie w imprezie WTA 250 w Seulu w 2019 roku.

Na tym nie poprzestała. Wygrała również turniej WTA 500 w Bad Homburg na trawie, rozpoczynając znakomity okres na tej nawierzchni. Na Wimbledonie dotarła do czeskiego finału, w którym po trzech setach przegrała z Lindą Noskovą. Był to jej drugi w karierze finał turnieju wielkoszlemowego.

Po Wimbledonie Muchova ponownie zmagała się z problemami zdrowotnymi. Niewielka przepuklina wymagała zabiegu, ale Czeszka zdążyła wrócić na US Open, gdzie dotarła do trzeciej rundy. To właśnie ona była zawodniczką, którą Iga Świątek próbowała dogonić w rankingu WTA Race. Muchova obroniła jednak swoją pozycję, zdobywając cenne punkty za ćwierćfinał turnieju WTA 1000 w Pekinie.

Choć słynie z wszechstronności, wyczucia taktycznego i urozmaiconej gry, jej profil statystyczny wyróżnia przede wszystkim bardzo solidny, efektywny serwis. Pod względem wygranych punktów i gemów serwisowych oraz obronionych breakpointów znajduje się w ścisłej czołówce cyklu. Dobrze radzi sobie również z najlepszymi rywalkami: w tym sezonie wygrała sześć z jedenastu spotkań z zawodniczkami z top 10.

 

Linda Noskova

Linda Noskova zawdzięcza tegoroczne sukcesy przede wszystkim potężnemu, precyzyjnie kierowanemu serwisowi. Rywalkom trudno odczytać kierunek jej podania, nawet gdy nie osiąga ono rekordowych prędkości. Czeszka wygrywa 73% punktów po pierwszym serwisie i 80.3% gemów serwisowych, a do tego bardzo skutecznie broni breakpointów. Mocny serwis wiąże się jednak ze średnią 5.1 podwójnego błędu serwisowego na mecz. Jednocześnie Noskova notuje średnio 6.9 asa na spotkanie, więcej nawet niż Rybakina.

W połączeniu z płaskimi uderzeniami i poprawioną grą przy siatce dało jej to fantastyczny sezon na trawie. Był to najlepszy miesiąc w karierze młodej Czeszki. Najpierw niespodziewanie wygrała turniej WTA 500 w Berlinie, zdobywając pierwszy tytuł w karierze. Sukces przed Wimbledonem nie zawsze przekłada się na dobry wynik w Londynie, lecz Noskova poszła za ciosem i triumfowała również w turnieju wielkoszlemowym.

W sensacyjnym czeskim finale zmierzyła się z Karoliną Muchovą. Spotkanie okazało się prawdziwą próbą nerwów. Noskova prowadziła 6:2, 5:2, ale nie potrafiła zakończyć meczu, a jej gra w drugim secie zupełnie się rozsypała. Gdy wydawało się, że to Muchova ma przewagę przed decydującą partią, Noskova odzyskała kontrolę nad swoją grą. Ostatecznie zdobyła tytuł przy szóstej piłce meczowej.

Kolejne miesiące nie były już tak imponujące jak sezon trawiasty, choć Noskova dotarła do ćwierćfinału US Open. Odpadła po niezwykle widowiskowym meczu z Aryną Sabalenką, stojącym na bardzo wysokim poziomie. Był to jeden z jej najlepszych występów wielkoszlemowych i dopiero trzeci ćwierćfinał turnieju tej rangi w karierze.

Noskova debiutuje w WTA Finals. W grupie spotka się z Pegulą, którą pokonała w finale w Berlinie, oraz z Gauff, z którą w tym sezonie grała tylko raz, wygrywając na mączce w Madrycie. Z Rybakiną nie mierzyła się w tym roku, ale bilans ich bezpośrednich spotkań przed meczem otwarcia jest dla niej niekorzystny. Rozegrały dotąd trzy mecze i wszystkie wygrała Kazaszka, ostatni raz przed rokiem na kortach twardych w Wuhan.

 

Maciej Myrta
tennisratio.com