Koniec 150-letniej serii. Zmierzch jednoręcznego bekhendu w tenisie

/ Ksawery Styka , źródło: x:TennisTV, foto: East News

Tegoroczny US Open zamyka niezwykle długą statystyczną serię w męskim tenisie. Po raz pierwszy od inauguracyjnej edycji Wimbledonu w 1877 roku, w żadnym z półfinałów turniejów wielkoszlemowych w jednym sezonie nie wystąpi zawodnik grający jednoręcznym bekhendem. Ostatnią szansą na podtrzymanie tej passy w 2026 roku był Stefanos Tsitsipas, jednak jego porażka z Benem Sheltonem na nowojorskich kortach ostatecznie przekreśliła te szanse. 

Zakończona seria trwała nieprzerwanie przez prawie 150 lat i obejmowała aż 524 edycje turniejów wielkoszlemowych. Analizując ten rekord, należy jednak wziąć pod uwagę istotny kontekst historyczny. Bowiem przez pierwsze stulecie istnienia tej dyscypliny uderzenie oburęczne praktycznie nie funkcjonowało w profesjonalnych rozgrywkach. Obecny brak graczy z klasycznym bekhendem w decydujących fazach najważniejszych imprez jest bezpośrednim wynikiem długofalowej ewolucji tenisa. 

Do przyczyn zanikania tego uderzenia odniósł się sam Roger Federer podczas konferencji prasowej przed tegorocznym US Open. Szwajcar zwrócił uwagę na kwestie szkoleniowe, wskazując, że współcześni trenerzy przeważnie sami dorastali grając oburącz, przez co naturalnie przekazują ten system swoim podopiecznym. Drugim czynnikiem jest czas niezbędny do wypracowania odpowiedniej kontroli przy jednoręcznym bekhendzie. Gracze i szkoleniowcy częściej decydują się na wariant oburęczny, ponieważ pozwala to na szybsze osiąganie postępów w innych obszarach gry. 

Na zmianę preferencji technicznych u zawodników wpłynęła również sama dynamika rywalizacji. Federer zaznaczył, że dawny balans między akcjami przy siatce a grą z głębi kortu (mniej więcej 50/50) przesunął się zdecydowanie na korzyść gry z linii końcowej (90/10).  

W takich warunkach, szczególnie w głębokiej defensywie i przy uderzeniach w poślizgu, bekhend oburęczny wykazuje większą użyteczność. Ostatnim aspektem wymienionym przez Szwajcara jest ewolucja sprzętu, co przecież również jest niezwykle istotne. Zastosowanie sztywniejszych naciągów, nowoczesnych rakiet i cięższych piłek, w połączeniu z wolniejszymi nawierzchniami, znacznie utrudnia skuteczny atak przy użyciu jednej ręki. 

Tegoroczne rozstrzygnięcia w turniejach wielkoszlemowych wprost potwierdzają te słowa. O tym, jak rzadkie stało się to uderzenie, najlepiej świadczy fakt, że obecnie w pierwszej setce rankingu ATP znajduje się zaledwie pięciu tenisistów grających jednoręcznym bekhendem. Klasyczne rozwiązanie staje się w męskim tourze rzadkością, po prostu ustępując miejsca wariantowi oburęcznemu, który w dzisiejszych realiach taktycznych i sprzętowych gwarantuje wyższą stabilność oraz powtarzalność.