Tie-break Tenisklubu #75. Niepokonany Alcaraz, jubileuszowy triumf Peguli 

Artur Kobryn , foto: East News/Paweł Rychter/Kozerki Open

Artur Kobryn

Kolejny tydzień rywalizacji na Bliskim Wschodzie przyniósł zwycięstwa Carlosa Alcaraza oraz Jessiki Peguli. Do ciekawych rozstrzygnięć doszło również w obu Amerykach, gdzie toczyły się zmagania panów. Nie omieszkamy zajrzeć też na niższe szczeble rozgrywek, gdzie mogliśmy cieszyć się z tytułów naszych reprezentantów.

 

Zawodniczka tygodnia 

Wybór w tym wypadku jest prosty i pada na mistrzynię imprezy WTA 1000 w Dubaju, Jessikę Pegulę. W turnieju naznaczonym licznymi wycofaniami (o czym więcej później), rozgrywająca swój pierwsze zawody po Australian Open Amerykanka, okazała się najlepsza w całej stawce. Tenisistka z Buffalo większość swoich spotkań wygrała pewnie, ale musiała mierzyć się również z trudnymi sytuacjami. W półfinale ze swoją rodaczką, Amandą Anisimovą, odwróciła losy rywalizacji po tym jak przegrywała już 1:6, 1:3. W decydującym pojedynku już zdecydowanie pokonała Elinę Switolinę, dzięki czemu na trzy dni przed swoimi 32. urodzinami, sprawiła sobie efektowny prezent. Wygrana w Zjednoczonych Emiratach Arabskich była jej dziesiątą w rozrywkach WTA i czwartą rangi „1000”.

 

Zawodnik tygodnia

Tym mianem postanowiliśmy uhonorować Tomasa Martina Etcheverry’ego, który zwyciężył w turnieju ATP 500 w Rio de Janeiro. Wszystko za sprawą jego życiowego sukcesu i heroicznej postawy w finałowym dniu rywalizacji. Argentyńczyk dokończył najpierw, trwający blisko cztery godziny, przerwany dzień wcześniej mecz z Vitem Koprivą. Po kilku godzinach przerwy wrócił na kort, by walczyć o mistrzowskie trofeum z Alejandro Tabilo. Choć pierwsza część spotkania nie zapowiadała sukcesu, 26-latek z La Platy zdołał odnaleźć w sobie dodatkowe pokłady energii. Etcheverry odwrócił losy potyczki, mimo iż przegrywał już ze stratą seta i przełamania. Dzięki temu, po kolejnym ponad trzygodzinnym starciu, mógł w końcu ucieszyć się z pierwszego w karierze tytułu ATP. Jednocześnie podtrzymał serię argentyńskich triumfów w Brazylii po tym jak poprzednie dwie edycje tej imprezy padły łupem Sebastiana Baeza.

 

Statystyka tygodnia 

Po skompletowaniu Karierowego Wielkiego Szlema w Melbourne i krótkim odpoczynku, Carlos Alcaraz wrócił do gry i nie przestał zwyciężać. 22-latek z El Palmar notuje właśnie bezsprzecznie swój najlepszy początek sezonu w rozgrywkach ATP. Kolejne pięć zwycięstw w Dosze sprawiło, że w 2026 roku ma na swoim koncie już 12 wygranych spotkań i ani jednej porażki. W Katarze zdarzało mu się rozgrywać zacięte sety, ale tylko raz musiał oddać partię rywalowi – Karenowi Chaczanowowi w ćwierćfinale. W półfinale wyeliminował broniącego tytułu Andrieja Rublowa, a w ostatnim meczu turnieju rozbił wracającego do formy Arthura Filsa. Hiszpan w niespełna godzinę wręcz zdemolował Francuza, pozwalając mu na zdobycie zaledwie trzech gemów. Tym samym może pochwalić się już serią 30 zwycięskich spotkań na kortach twardych na otwartym powietrzu.

 

Niespodzianka tygodnia

W Dosze doszło też do rozstrzygnięcia, które zaskoczyło wielu fanów. Już na etapie ćwierćfinałów z zawodami pożegnał się bowiem Jannik Sinner. Włoch po nieudanej obronie tytułu w Australian Open pokazał, że póki co nie odnalazł jeszcze w tym sezonie swojej optymalnej dyspozycji. Choć dwa pierwsze mecze wygrał bez większych kłopotów, to przeszkoda w postaci Jakuba Mensika okazała się dla niego nie do przejścia. Czech, który triumfował już w tym roku w Auckland, a później musiał wycofać się z Australian Open z powodu kontuzji mięśni brzucha, znów zademonstrował swój potencjał i aspiracje do miejsca w ścisłej, światowej czołówce. Na swoje nieszczęście, po pokonaniu Włocha nie potrafił pójść za ciosem i w półfinale uległ w dwóch setach Arthurowi Filsowi.

 

Powrót tygodnia

W ostatnich miesiącach problemy zdrowotne mocno wyhamowały rozwój Sebastiana Kordy. Amerykanin nie zaczął też obecnego sezonu najlepiej, przegrywając w pierwszej rundzie Australian Open. Kilka dni później zszedł na poziom challengerów, by w San Diego poszukać zwycięstw i odbudować pewność siebie. Rozwiązanie to poskutkowało i imprezę w Delray Beach, w której wystąpiło aż 13 Amerykanów, to właśnie Korda kończył w najlepszym nastroju. Na swojej drodze do tytułu pokonał trzech rodaków, w tym Tommy’ego Paula w rozgrywanym w mocno wietrznych warunkach meczu finałowym. Ponadto, może go cieszyć fakt, iż bardzo szybko, bo już w drugim tygodniu, efekty przyniosła współpraca z nowym opiekunem, Ryanem Harrisonem. Amerykanin po pięciu latach powetował sobie również przegrany wówczas z Hubertem Hurkaczem finał tego turnieju.

 

Kuriozum tygodnia 

Wracamy jeszcze do zmagań pań w Dubaju, gdyż zanim Jessica Pegula sięgnęła po tytuł, doszło tam do wycofań na rzadko spotykaną skalę. Jeszcze przed rozpoczęciem turnieju z gry zrezygnowały m.in. Iga Świątek, czy Aryna Sabalenka, a niedługo później dołączyły do nich, rywalizujące do końca imprezy w Dosze Karolina Muchova i Victoria Mboko. Łącznie wycofało się aż 16 zawodniczek, przez co miejsca w drabince zajmowały tenisistki, które odpadły w pierwszej rundzie kwalifikacji.

To nie był jednak koniec przykrych wieści dla organizatorów. W trakcie imprezy bowiem, z powodu kłopotów zdrowotnych, siedem kolejnych pań skreczowało lub oddało mecze walkowerem. Ponownie ożywiło to dyskusje o intensywnym kalendarzu rozgrywek i trudnościach, jakie wywołuje chociażby konieczność gry w dwóch turniejach WTA 1000 tydzień po tygodniu. Być może zmiany przyjdą za sprawą nowo powołanej rady Tour Architecture Council, której co ciekawe, przewodzić będzie tegoroczna mistrzyni z Dubaju.

 

Polski akcent

W ubiegłym tygodniu nie doczekaliśmy się polskich sukcesów na największych arenach, lecz mogliśmy je obserwować na turniejach niższej rangi. W imprezie challengerowej w Lille Filip Pieczonka po raz pierwszy połączył swoje siły z Iwanem Liutarewiczem i okazało się to świetną decyzją. Polak z pomocą Białorusina najpierw przerwał serię siedmiu przegranych meczów w grze podwójnej, a później sięgnął po mistrzowski tytuł. Panowie wykazali się dużym opanowaniem, wygrywając wszystkie spotkania po super tie-breakach. Dla reprezentanta Polski był to trzeci triumf na tym szczeblu rozgrywek.

Z kolei w niemieckim Altenkirchen, w zawodach ITF W75, najlepsza okazała się para Martyna Kubka/Justina Mikulskyte. Także i w tym przypadku był to ich debiutancki wspólny występ. Polka oraz Litwinka były oznaczone w nich z „jedynką” i przebieg imprezy potwierdził to rozstawienie. Podczas całego turnieju panie straciły tylko jednego seta, a w finale pozwoliły przeciwniczkom na zdobycie zaledwie trzech gemów. Tym samym Kubka zdobyła już 28. tytuł deblowy na szczeblu ITF-ów.