Amerykanie masowo wycofują się z turnieju w Monte-Carlo

/ Ksawery Styka , źródło: X:josemorgado, foto: East News

Kilka godzin temu opublikowane zostały listy startowe do pierwszej dużej imprezy sezonu rozgrywanej na kortach ziemnych – ATP Masters 1000 w Monako. Od razu rzuca się w oczy brak dużej liczby wysoko notowanych reprezentantów USA, którzy korzystają, z tego tysięcznik w Monte-Carlo jest jedynym nieobowiązkowym turniejem z cyklu Masters 1000. 

Jako jedna z dwóch imprez o tysiąc rankingowych punktów, Monako zachowało jednotygodniowy format rozgrywania meczów, a co za tym idzie – dwa razy mniejszą drabinkę. Zamiast dziewięćdziesięciu sześciu zawodników, udział w niej weźmie zatem tylko pięćdziesiąt sześć osób. Ostatnim bezpośrednio zakwalifikowanym jest 51. w rankingu – Marin Cilić, który może zawdzięczać swój tegoroczny udział w turnieju w Księstwie Monako nieobecnym tenisistom z USA.  

Z resztą nie tylko on, ponieważ wycofań z turnieju było naprawdę sporo, co przełożyło się na kilka dodatkowych miejsc dla graczy z okolicy pięćdziesiątego miejsca właśnie. Nieobecnymi będą w tym roku kolejno: Ben Shelton (8), Tommy Paul (24), Learner Tien (27), Brandon Nakashima (30), Jenson Brooksby (41) oraz Alex Michelsen (44). Poza nimi w Monte-Carlo nie wystąpi też oczywiście Duńczyk – Holger Rune (18), który wciąż walczy o powrót do zdrowia po zerwaniu w zeszłym roku w Sztokholmie ścięgna Achillesa. 

Wracając jednak do Amerykanów – z czego może wynikać ich absencja? Najprawdopodobniej chodzi o chęć odpoczynku i regeneracji po rozgrywanej tydzień wcześniej imprezie ATP 250 w Houston, gdzie cała szóstka widnieje na liście zgłoszeń. Poza tym turniej w Księstwie Monako jest nieobowiązkowy, a co za tym idzie – tenisiści nie ryzykują żadnych kar, ani utraty premii za niezagranie w nim. Nie zmienia to jednak faktu, że brak tylu nazwisk ze światowej czołówki może być sporą stratą dla organizatorów, zarówno pod względem sportowym, jak i marketingowym.

Obecność czołowych zawodników zawsze przyciąga większą uwagę kibiców, mediów oraz sponsorów, a ich nieobecność może przełożyć się na mniejsze zainteresowanie turniejem. Z drugiej jednak strony taka sytuacja otwiera drzwi dla innych tenisistów, którzy mogą wykorzystać okazję, by zaistnieć na prestiżowej scenie i powalczyć o cenne punkty rankingowe.