Ćwierćfinały US Open kobiet: cztery szlagiery i otwarta walka o prowadzenie w rankingu

/ Maciej Myrta / tennisratio.com , źródło: Maciej Myrta / tennisratio.com, foto: Peter Figura

Do ćwierćfinałów singla kobiet w US Open dotarło sześć z ośmiu najwyżej rozstawionych zawodniczek, a w tym gronie znalazły się mistrzynie czterech ostatnich turniejów wielkoszlemowych. Stawką jest nie tylko tytuł, ale też pozycja liderki rankingu WTA, o którą wciąż walczą cztery tenisistki.

Aryna Sabalenka prowadzi w rankingu nieprzerwanie od 20 października 2024 i żeby utrzymać pozycję, musi wygrać cały turniej. Nawet to nie wystarczy, jeśli Elena Rybakina pokona Qinwen Zheng i dotrze do półfinału – wtedy Kazaszka obejmie prowadzenie niezależnie od wyniku obrończyni tytułu. Szanse mają jeszcze Jessica Pegula i Coco Gauff: każda z nich zostanie liderką, jeśli sięgnie po tytuł, a Rybakina nie dojdzie do półfinału.

Aryna Sabalenka – Linda Noskova

Przed Aryną Sabalenką pierwszy poważny test na drodze do obrony tytułu. Rywalką jest Linda Noskova, mistrzyni tegorocznego Wimbledonu, ale na nawierzchni twardej Czeszka radzi sobie w tym sezonie przeciętnie. Tylko raz awansowała na niej przynajmniej do ćwierćfinału – w Indian Wells, gdzie w półfinale zatrzymała ją właśnie Sabalenka.

Do ćwierćfinału w Nowym Jorku Noskova dotarła po bardzo trudnym meczu z dobrze dysponowaną w tym sezonie Martą Kostyuk. Potrzebowała czasu, żeby zamknąć to spotkanie: w drugim secie miała dwie piłki meczowe przy własnym podaniu, nie wykorzystała ich i wygraną musiała wyszarpać w decydujących gemach trzeciej partii. Zrobiła to mimo że rywalka zaserwowała dziewięć asów, a ona sama ani jednego, przy sześciu podwójnych błędach i ujemnym bilansie zagrań kończących do błędów niewymuszonych (27-37).

Sabalenka zaczęła sezon świetnie. Po rozczarowaniu finałem Australian Open, przegranym z Rybakiną, sięgnęła po dublet Indian Wells i Miami. Część ziemna i trawiasta wypadły już znacznie gorzej, przynosząc kilka nieoczekiwanych porażek, a seria ciągnęła się dalej w Toronto i Cincinnati, gdzie ani razu nie dotarła do ćwierćfinału. Losowanie US Open okazało się dla niej łaskawe: w pierwszych czterech meczach ani razu nie trafiła na zawodniczkę z czołowej pięćdziesiątki, a rywalki nie potrafiły nawiązać z nią sensownej walki. Wszystkie cztery spotkania wygrała w dwóch setach, w żadnym nie tracąc więcej niż cztery gemy, a w trzeciej rundzie nie musiała bronić ani jednego break pointa. Więcej problemów sprawiła jej dopiero Taylor Townsend, która w pierwszej rundzie wyeliminowała Maję Chwalińską i niespodziewanie dotarła do czwartej rundy – Sabalenka oddała w tym meczu aż cztery gemy serwisowe i wygrała tylko 31 procent punktów po drugim podaniu.

W statystykach z ostatnich 52 tygodni na kortach twardych Sabalenka ma nad Noskovą wyraźną przewagę na każdej płaszczyźnie. Podobnie wygląda to w samym US Open, choć inaczej rozłożone. Serwisowo obie wygrywają w tym turnieju po 80 procent gemów, ale przy returnie różnica jest miażdżąca: obrończyni tytułu wygrała 57 procent gemów returnowych, biorąc 44 procent punktów po pierwszym podaniu rywalek (przy 36 procentach Noskovej) i aż 67,3 procent po drugim – o dziesięć punktów procentowych więcej niż Czeszka, która sama notuje bardzo dobre 57,4 procent.

Przewagę Sabalenki widać też w pressure points. Białorusinka broni ich mniej więcej o 0,4 na gem mniej od rywalki i o tyle samo więcej kreuje przy returnie. W Nowym Jorku ta różnica jest jeszcze większa: w pierwszym tygodniu rozgrywała średnio 1,14 pressure points na gem serwisowy, przy 1,78 Noskovej, a przy returnie tworzyła ich 2,49 wobec 1,80 Czeszki. Liczby z samego turnieju wypadają lepiej niż jej całoroczny dorobek na twardej, ale trzeba wziąć poprawkę na poziom dotychczasowych rywalek.

Bilans bezpośrednich spotkań również przemawia za Sabalenką. Grały dotąd dwa razy, oba mecze na twardej i oba wygrała Białorusinka. Ostatni, pół roku temu w Indian Wells, zakończył się wynikiem 6:3, 6:4, a Sabalenka prowadziła w obu setach od startu do mety.

Jessica Pegula – Emma Navarro

Jessica Pegula w wieku 32 lat wciąż goni pierwszy tytuł wielkoszlemowy. Tym razem finalistka z 2024 roku może rozbić bank, bo przy korzystnym układzie pozostałych wyników zwycięstwo w turnieju od razu nagrodziłoby ją pozycją liderki rankingu – co odzwierciedlałoby jej status najbardziej równej zawodniczki na najwyższym poziomie. Wygrana w ćwierćfinale będzie jej pięćdziesiątym zwycięstwem w tym sezonie; obecnie ma ich 49, najwięcej w cyklu, przed Rybakiną (46), Sabalenką, Gauff i Andreevą (po 44). Aż 33 z nich odniosła na twardej, również najwięcej ze wszystkich w 2026 roku.

Duży udział miała w tym cała część sezonu przed US Open, gdy Amerykanka dotarła do finałów w Waszyngtonie i Toronto, choć oba przegrała – ten drugi z Gauff dość jednostronnie. Jej droga do ćwierćfinału nie była gładka. W drugiej rundzie trafiła na mistrzynię Australian Open z 2020 roku Sofię Kenin, w trzeciej na Leylah Fernandez, z którą musiała odrabiać straty po przegranym 1:6 pierwszym secie. W czwartej rundzie pewnie pokonała Soranę Cirsteę – Rumunkę, która w pożegnalnym sezonie kariery gra swój najlepszy tenis i awansowała do czołowej dwudziestki. Cirstea przegrała z nią również w Cincinnati, ale tamten mecz był znacznie trudniejszy; tym razem Pegula miała wszystko pod względną kontrolą.

Emma Navarro pozbierała się po bardzo trudnym początku sezonu, naznaczonym głównie problemami zdrowotnymi. Przełomem były majowa wygrana w turnieju WTA 500 w Strasburgu na kortach ziemnych i finał w Nottingham na trawie. Na twardej szło jej dotąd znacznie gorzej – w całym sezonie dotarła na tej nawierzchni tylko do ćwierćfinału w Adelajdzie w styczniu. Zaczęła od bardzo trudnej batalii z Lois Boisson, rozstrzygniętej w trzech setach i dwóch tie-breakach; to z tego meczu pochodzi nagranie, które obiegło internet, z radością Amerykanki uchwyconą razem z rozbijającą w tle rakietę Boisson. Ani ono, ani ciężka druga runda z rodaczką Caty McNally nie zapowiadały, że Navarro pokona w trzeciej rundzie świetnie dysponowaną Karolinę Muchovą, i to w dwóch setach – było to jej trzecie w tym sezonie zwycięstwo nad zawodniczką z czołowej dziesiątki. Bardzo dobrze zagrała też w czwartej rundzie z Anną Kalinską, wygrywając 6:4, 6:2. Dwa lata temu była już w półfinale US Open, w sezonie, który zakończyła w pierwszej dziesiątce rankingu.

Na kortach twardych Pegula wygrywa z Navarro we wszystkich statystykach, ale w samym US Open są obszary, w których młodsza z Amerykanek radzi sobie bardzo dobrze. Wykorzystuje o sześć punktów procentowych więcej break pointów od faworyzowanej rywalki i skutecznie atakuje drugie podanie – w tym turnieju wygrała 59,5 procent punktów po returnie drugiego serwisu, przy 48,3 procent Peguli.

Bilans bezpośrednich spotkań nie jest już dla niej optymistyczny. Grały cztery razy, wszystkie mecze wygrała Pegula, w tym trzy na twardej. Ostatni, bardzo niedawno w Cincinnati, zakończył się wynikiem 7:5, 6:2.

Elena Rybakina – Qinwen Zheng

Qinwen Zheng dokonała rzeczy niemożliwej i historia jej awansu do ćwierćfinału zapisze się w tenisowych annałach. W czwartej rundzie Chinka była praktycznie za burtą turnieju, przegrywając 0:5 w decydującym secie z Madison Keys. Odrobiła całą stratę, obroniła piłkę meczową przy podaniu rywalki i wygrała tę partię 7:5. W kolejnym rozegranym secie, otwierającym spotkanie z Igą Świątek, zrobiła dokładnie to samo. Nie radziła sobie z Polką od początku meczu, oddała pierwsze pięć gemów i znów musiała gonić wynik – po drodze wyszarpała dwa zacięte gemy przy podaniu Świątek, w których rywalka miała łącznie trzy piłki setowe. Dwa razy z rzędu, w dwóch kolejnych meczach, odrobiła stratę 0:5 w secie, broniąc po drodze zarówno piłki meczowej, jak i piłek setowych.

Wcześniejsza droga Zheng również była bardzo trudna. Mistrzyni olimpijska z 2024 roku przystąpiła do turnieju na dużym zakręcie kariery. Cały sezon 2025 straciła przez przewlekły uraz łokcia, który skończył się operacją i przerwami w grze, a te nie przynosiły oczekiwanych rezultatów – nie była zdrowa i nie mogła wrócić do swojego najwyższego, regularnego poziomu. Wypadła przez to z pierwszej setki rankingu i do US Open musiała przebijać się przez kwalifikacje. Po nich pierwsze dwa mecze w drabince głównej, jeszcze przed spotkaniami z Keys i Świątek, również trwały trzy sety.

Zdrowa Zheng grająca na swoim poziomie to przede wszystkim mocno i skutecznie serwująca zawodniczka. W tym sezonie w drabinkach głównych cyklu WTA na kortach twardych notuje średnio dziewięć asów na mecz, a jej statystyki pierwszego podania i wygranych gemów serwisowych plasują ją w ścisłej czołówce stawki. Mimo to powrót sprawdzonej na najwyższym poziomie zawodniczki – mistrzyni olimpijskiej, byłej czwartej rakiety świata, która w 2024 roku otarła się o wygraną w WTA Finals – przebiega mozolnie. W tym sezonie tylko raz doszła do ćwierćfinału, w lipcu w turnieju WTA 250 w Atenach. Awans na Flushing Meadows wyrównuje jej wyniki sprzed dwóch i trzech lat, kiedy również była w ćwierćfinale, i daje spokój w dalszej odbudowie kariery: turniej zaczynała jako 121. zawodniczka rankingu, a awansuje co najmniej na 52. miejsce.

Elena Rybakina przystąpiła do US Open przed życiową szansą objęcia prowadzenia w rankingu, a więc i ze sporą presją. Reprezentantka Kazachstanu zmagała się dodatkowo z urazem, który zmusił ją do kreczu w ćwierćfinale w Cincinnati, zaledwie po pięciu gemach przeciwko Świątek. Miała około tygodnia na dojście do siebie i przed startem turnieju zapowiedziała, że jest w pełni sprawna, by walczyć w Nowym Jorku o swoje cele. Drabinka sprzyjała rozstawionej z numerem 2 27-latce: w pierwszych dwóch spotkaniach mogła powoli wchodzić na obroty bez większych tarapatów. W trzeciej rundzie trafiła na Julię Starodubcewą, Ukrainkę, która sensacyjnie wyeliminowała ją w drugiej rundzie tegorocznego Roland Garros. Mimo niewielkich turbulencji w pierwszym secie Rybakina zapewniła sobie awans do drugiego tygodnia, serwując dwanaście asów.

Tam czekał ją pierwszy na papierze poważny test – z byłą mistrzynią US Open i liderką rankingu Naomi Osaką. Był to pojedynek dwóch zawodniczek z czołówki najlepiej serwujących w cyklu, ale na korcie błyszczała tylko jedna. Osaka dotarła do czwartej rundy po wyczerpujących trzysetowych meczach z Elise Mertens i Kateřiną Siniakovą i od początku spotkania nie nadążała za tempem narzuconym w krótkich wymianach – optycznie była o pół kroku spóźniona przy zagraniach kończących znacznie świeższej rywalki. Doszły do tego błędy niewymuszone i podwójne, które ułatwiły Rybakinie zamknięcie pierwszego seta w 21 minut. W drugim Japonka próbowała się bronić, kilkakrotnie kasując break pointy serwisem, ale ostatecznie Kazaszka awansowała dalej, obie partie efektownie kończąc asami. Najtrudniejszy test okazał się pokazem jej siły i najlepszym jak dotąd meczem w tym turnieju.

Z oczywistych względów przewaga Rybakiny we wszystkich statystykach jest wyraźna, choć wykres Performance Score pokazuje, że Chinka jest zawodniczką bardzo podobnego profilu – mimo zaledwie czternastu meczów rozegranych w tym okresie rankingowym w drabinkach głównych WTA na kortach twardych.

Rybakina jest najlepiej serwującą zawodniczką nie tylko całego sezonu, ale i tego turnieju. Straciła dotąd jedynie trzy gemy serwisowe i, podobnie jak Sabalenka, awansowała do ćwierćfinału bez straty seta. Jej 92 procent wygranych gemów przy własnym podaniu wobec 72,5 procent Zheng to przepaść, ale przy returnie Chinka jej dorównuje – kreuje w tym turnieju 2,02 pressure points na gem returnowy, przy 1,92 Kazaszki.

Grały ze sobą dotąd pięć razy i cztery pojedynki wygrała Rybakina, w tym dwa w tym sezonie: w turniejach WTA 1000 w Dosze na twardej i w Madrycie na mączce. Oba były zacięte, oba skończyły się w trzech setach, a Rybakina w obu odrabiała straty po przegranej pierwszej partii. To i podobna specyfika gry obu zawodniczek zapowiadają kolejne pasjonujące spotkanie – zwłaszcza że Zheng nie ma tu nic do stracenia, a Rybakina gra bezpośrednio o prowadzenie w rankingu. Stawka jest dla niej ogromna i może to być jeden z ważniejszych meczów w karierze już pełnej znaczących tytułów.

Coco Gauff – Mirra Andreeva

Coco Gauff rozpoczęła sezon 2026 ze zmiennym szczęściem i na pierwszy tytuł czekała aż do Cincinnati, wcześniej przegrywając finały w Miami i Rzymie. Obrona tytułu w Roland Garros skończyła się dla niej na trzeciej rundzie, a przez pierwszą część sezonu wracały ciągnące się od miesięcy problemy z niestabilnym serwisem i forhendem. Sukces przyszedł dopiero w drugiej połowie sierpnia, ale gdy Amerykanka wskoczyła na właściwy poziom, do ćwierćfinału US Open dotarła z serią dziesięciu wygranych meczów z rzędu, w tym dziewięciu bez straty seta. W Nowym Jorku pokonała między innymi byłą drugą rakietę świata Paulę Badosę i wschodzącą gwiazdę, zaledwie 18-letnią Ivę Jovic, sklasyfikowaną na 14. miejscu, która w pierwszej rundzie wyeliminowała Magdalenę Fręch. Gauff nie zostawiła jej złudzeń, wygrywając 6:1, 6:4 i stwarzając stałe zagrożenie przy podaniu rywalki w dwóch krótkich setach.

Mirra Andreeva sięgnęła w tym roku po pierwszy tytuł wielkoszlemowy w karierze, wygrywając Roland Garros, ale od tego czasu trudno jej było nawiązać zarówno do tego sukcesu, jak i do dobrego początku sezonu z czterema finałami, z których trzy wygrała. Jej forma stała pod znakiem zapytania, zwłaszcza z poprzednim sezonem w pamięci: tamten również zaczął się dobrze, a końcową część na kortach twardych Rosjanka miała bardzo nieudaną i rzutem na taśmę wypadła ze składu WTA Finals, ewidentnie zdradzając objawy zmęczenia sezonem – zarówno fizycznego, jak i mentalnego.

Drabinka Andreevej miała kilka pułapek, na które piąta rakieta świata mogła się nadziać, przystępując do turnieju bez dobrej formy. Jej pierwszą rywalką była sklasyfikowana najwyżej spośród nierozstawionych, 36. w rankingu Janice Tjen, ale Indonezyjka nie jest jeszcze zweryfikowana w turniejach najwyższej rangi i różnicę klas widać było w łatwo wygranym meczu 6:2, 6:2. W drugiej rundzie Rosjanka oddała Evie Lys tylko dwa gemy, wygrywając 6:0, 6:2. W trzeciej czekała jedna z lepiej rozwijających się w tym sezonie młodych zawodniczek – 20-letnia Nikola Bartůňková, niedawno półfinalistka turnieju WTA 500 w Monterrey. Andreeva zdała ten test, odrabiając stratę przełamania w drugim secie i wygrywając zaciętego tie-breaka.

W czwartej rundzie trafiła na Anastasię Potapovą, dobrą przyjaciółkę i rodaczkę, która od tego sezonu reprezentuje Austrię i po świetnej części ziemnej wróciła do szerokiej światowej czołówki. Andreeva rozpoczęła ten mecz bardzo źle, popełniając aż 21 błędów niewymuszonych w przegranym pierwszym secie. W drugim obroniła break pointa przy stanie 2:3 i doprowadziła do trzeciej partii, w której prowadziła od początku. Spotkanie skończyło się jednak w przykry sposób: w ostatnim gemie, przy podaniu Andreevej, Potapova próbowała doślizgiem wyhamować za linią końcową i niefortunnie upadła na kort. Doznała bolesnego urazu lewego kolana, zalała się łzami i potrzebowała pilnej przerwy medycznej. Dograła mecz do końca, ale nie mogła już zagrozić rywalce, która pocieszała ją po zakończeniu spotkania.

Statystyki dzielą te zawodniczki wyraźniej, niż sugeruje bilans ich pojedynków. Na kortach twardych Andreeva lepiej radzi sobie przy własnym podaniu: w ostatnim roku wygrała 74,7 procent gemów serwisowych, ponad pięć punktów procentowych więcej od Gauff, i notuje nieznaczną przewagę we wszystkich statystykach serwisowych. Skuteczność przy returnie mają zbliżoną, za to Amerykanka znacznie lepiej gra tie-breaki – w tym okresie rankingowym wygrała na twardej osiem z dziewięciu.

W samym US Open Gauff kreuje średnio 2,16 pressure points na gem returnowy, o 0,6 więcej od rywalki, ale to Rosjanka wygrała więcej gemów przy podaniu przeciwniczek (49 do 41 procent), była dotąd bardzo skuteczna przy returnie drugiego serwisu (69 do 56 procent) i lepiej wykorzystuje swoje szanse – 65 procent zamienionych break pointów wobec 46 procent Gauff.

Historia ich pojedynków jest za to jednostronna. W cyklu WTA mierzyły się pięciokrotnie i wszystkie mecze wygrała Amerykanka, choć cztery z nich odbyły się na mączce. Jedyne spotkanie na twardej miało miejsce trzy lata temu, w drugiej rundzie US Open, i Gauff wygrała je pewnie, oddając zaledwie pięć gemów – Andreeva była wtedy na początkowym etapie kariery i debiutowała w wielkoszlemowym turnieju na tej nawierzchni. Dla Amerykanki był to jeden z kroków do wygrania całej imprezy i pierwszego wielkoszlemowego tytułu w karierze.

 


Maciej Myrta

tennisratio.com