Antalya. Weronika Falkowska z udanym startem w deblu

/ Ksawery Styka , źródło: , foto: Ksawery Styka

Po wczorajszej trzysetowej porażce w rywalizacji singlowej Weronika Falkowska rozpoczęła imprezę deblową w tureckim turnieju. U boku Słowenki – Dalilii Jakupović pokonały dziś pierwszą „przeszkodę” i zameldowały się w drugiej rundzie. 

Pierwszy set pojedynku przeciwko duetowi – Sandra Samir/ Radka Zelnickova był istnym popisem Polki i Słowenki, które w zaledwie dwadzieścia siedem minut sięgnęły po zwycięstwo – 6:0. Były lepsze praktycznie w każdym aspekcie, od wprowadzonego pierwszego serwisu, po punkty wygrywane po pierwszym i drugim podaniu. O tym jak dominowały na korcie może świadczyć właśnie statystyka mówiąca o piłkach wygranych po drugim serwisie – 80% takich punktów padało łupem Falkowskiej i Jakupović, zaledwie 17% natomiast wygrywały rywalki. 

Druga partia również zapowiadała się na bardzo szybką i przyjemną. Nasza tenisistka i jej partnerka prowadziły już bowiem 5:1 i były o krok od upragnionego awansu. Wtedy jednak przeciwniczki zaczęły stawiać większy opór i broniąc po drodze aż pięciu piłek meczowych doprowadziły do tie-breaka. 

W nim już na szczęście kontrolę odzyskał duet polsko-słoweński. Panie szybko wypracowały sobie przewagę dwóch mini-breaków i wygrały wynikiem 7:2 zamykając całe spotkanie po godzinie i trzydziestu sześciu minutach. 

W kolejnej rundzie zmierzą się natomiast z lepszymi ze starcia pomiędzy Oaną Gavrilą i Adrienn Nagy a Berfu Cengiz/Ipek Oz.


Wyniki

Antalya, 1. runda, debel:

Weronika Falkowska/Dalila Jakupović (Polska, Słowenia, 1) – Sandra Samir/Radka Zelinickova (Egipt, Słowacja) – 6:0, 7:6(2)

US Open. Aryna Sabalenka wciąż niepokonana w Nowym Jorku

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.wtatour.com, foto: Eastnews

Aryna Sabalenka odwróciła losy trzeciej odsłony meczu 1/4 finału US Open przeciwko Lindzie Noskovej i została pierwszą półfinalistką ostatniej w sezonie lewy Wielkiego Szlema. Dla liderki rankingu zwycięstwo nad Czeszką to dziewiętnasty wygrany mecz z rzędu na kortach w Nowym Jorku. 

Najlepsze obecnie tenisistka świata od 2023 roku co roku sięga po tytuł mistrzowski w jednej z imprez wielkoszlemowych. Przed trzema laty Aryna Sabalenka nie miała sobie równych podczas Australian Open. W kolejnym roku ponownie na Antypodach i na US Open. Z kolei w minionym sezonie już tylko w Nowym Jorku.

W tym sezonie tenisistka z Europy ma szansę zostać pierwszą od połowy drugiej dekady XXI wieku tenisistką, która trzy lata z rzędu triumfuje na kortach w Nowym Jorku. Do powtórzenia osiągnięcia Sereny Williams z lat 2012-2014 Arynie Sabalence brakuje jeszcze dwóch wygranych spotkań.

Dziewiętnasty wygrany mecz z rzędu w Wielkim Jabłku Aryna Sabalenka zanotowała w 1/4 finalu przeciwko Lindzie Noskovej. W pierwszej odsłonie turniejowa „jedynka” prowadziła już 4:1. By pozwolić rywalce na odrobienie strat i doprowadzenie do rozstrzygającego trzynastego w gema. W nim Linda Noskova zdołała wygrać tylko jedną akcję. O losach drugiej odsłony zadecydowało przełamanie, które w szóstym gemie zapisała na swe konto tegoroczna mistrzyni Wimbledonu.

W decydującym secie to Czeszka prowadziła 4:2, aby przegrać kolejne trzy gemy. Ostatecznie o tym, która z zawodniczek została pierwszą półfinalistką US Open 2026, zadecydował tie-break. W nim do pierwszej zmiany stron obie tenisistki nie były w stanie zbudować znaczącej przewagi. Od stanu 3-3 kolejne trzy akcje wygrała mistrzyni dwóch ostatnich edycji US Open. Co prawda tenisistka zza naszej południowej granicy zbliżyła się do rywalki na dystans jednego punktu. Ostatecznie jednak spotkanie wygrała Aryna Sabalenka, kończąc spotkanie asem serwisowym z drugiego podania.

Zwycięstwo nad Lindą Noskovą sprawiło, że obrończyni tytułu szósty sezon z rzędu zameldowała się przynajmniej w półfinale imprezy rozgrywanej w Nowym Jorku. Przed Aryną Sabalenką tej sztuki dokonało pięć innych zawodniczek – Chris Evert, Steffi Graf, Martina Hingis, Venus Williams oraz Serena Williams.

Półfinałową przeciwniczką Aryny Sabalenki będzie zwyciężczyni meczu między Jessicą Pegulą i Emmą Navarro.


Wyniki

Ćwierćfinał:

Aryna Sabalenka (1) – Linda Noskova (Czechy, 6) 7:6(1), 3:6, 7:6(7)

Radom. Kmiecik i Straszewska z awansem, porażka Gniewkowskiej po walce

/ Kamil Karczmarek , źródło: , foto: Polski Związek Tenisowy

W Radomiu rozpoczyna się kolejny turniej rangi ITF W15. We wtorek trzy polskie tenisistki awansowały do turnieju głównego, w którym już rywalizowały cztery inne Polki.

Dwie Polki w drugiej rundzie

Rozegrano już kilka meczów turnieju głównego. Bardzo trudne zadanie czekało Orianę Gniewkowską. Polka zmierzyła się z najwyżej notowaną Julie Adams. Amerykanka wygrała pierwszego seta 6:2, ale Gniewkowska wyrównała po wygranej 6:4. W decydującej partii lepsza okazała się już Adams – 6:3. Awans wywalczyły za to dwie inne Polki. Anna Kmiecik bez straty nawet gema wyeliminowała Wiktorię Chmielewską. W meczu Barbary Straszewskiej z Margaux Komano, rywalka z Francji skreczowała przy wyniku 6:3 i 2:1 dla Polki.

Kolejne Polki z przepustką do turnieju

We wtorek zakończono zmagania w eliminacjach. W dwóch finałowych meczach zmierzyły się ze sobą dwie Polki. Rozstawiona z czwórką Sara Husar pokonała Karolinę Gołdę, a Natalia Kowalczyk wygrała z rozstawioną z szóstką Natalią Kłys. Niespodziankę sprawiła Aleksandra Janiszewska. Polka po zaciętej walki i wyniku 13:11 w supertiebreaku wyeliminowała rozstawioną z numerem trzecim Niemkę Annemarie Lazar. W środę na kortach w Radomiu w spotkaniach pierwszej rundy zagra aż 9 polskich tenisistek.


Wyniki

Pierwsza runda:

Julia Adams (Stany Zjednoczone, 1) – Oriana Gniewkowska (Polska) 6:2, 4:6, 6:3
Anna Kmiecik (Polska, 5) – Wiktoria Chmielewska (Polska) 6:0, 6:0
Barbara Straszewska (Polska) – Margaux Komano (Polska) 6:3, 2:1 i krecz

Druga runda kwalifikacji:

Ingrid Wojcinakowa (Słowacja, 2) – Martyna Srutwa (Polska, 9) 6:2, 6:1
Izabela Heinzowa (Czechy, 8) – Martyna Sikora (Polska) 6:0, 6:3
Sara Husar (Polska, 4) – Karolina Gołda (Polska) 6:1, 6:2
Aleksandra Janiszewska (Polska, 16) – Annemarie Lazar (Niemcy, 3) 7:5, 2:6, 13:11
Natalia Kowalczyk (Polska) – Natalia Kłys (Polska, 6) 7:6 (4), 6:2
Stella Cinkanicowa (Słowacja) – Nadia Affelt (Polska) 7:5, 6:0

Pierwsza runda gry podwójnej:

Agatha Chytilowa/Izabela Heinzowa (Czechy/Czechy) – Nadia Affelt/Sara Husar (Polska/Polska) 6:3, 6:4
Hanna Jankowska/Martyna Srutwa (Polska/Polska) – Gabriela Gregorczyk/Ema Harajda (Polska/Czechy) 6:2, 6:4
Greta Nemcsek/Maja Wróbel (Węgry/Polska) – Timea Gross/Tamara Sramkowa (Słowacja/Słowacja) 7:5, 6:4

Puchar Davisa. Poznaliśmy skład reprezentacji Polski na mecz z Australią

/ Ksawery Styka , źródło: , foto: Paweł Rychter

Kamil Majchrzak, Maks Kaśnikowski, Jan Zieliński, Karol Drzewiecki oraz Jan Sadzik utworzą skład reprezentacji Polski na nadchodzące, wyjazdowe spotkanie z Australią w ramach rozgrywek Pucharu Davisa. Rywalizacja na obiekcie Pat Rafter Arena w Brisbane odbędzie się w dniach 19-20 września.

Wybór zawodników uzasadnił kapitan reprezentacji Polski – Mariusz Fyrstenberg. Szkoleniowiec zaznaczył, że zależy mu na wprowadzaniu do drużyny młodych graczy u boku doświadczonych kolegów. – Zawsze staram się dawać szansę młodym tenisistom. Zieliński i Majchrzak to gracze, na których zawsze możemy liczyć. Ten pierwszy w parze z Drzewieckim rok temu pokonał Brytyjczyków – wyjaśnił. Polska zagra w Brisbane bez swojego najlepszego singlisty, co kapitan wytłumaczył ostrożnością po niedawnych urazach. – Wiadomo, że nie ma z nami Huberta Hurkacza, ale on, wracając po kontuzji, musi w tym sezonie odpowiednio nawigować swoim terminarzem – podsumował Fyrstenberg. 

Stawką rywalizacji jest awans do przyszłorocznych kwalifikacji, co stanowi bezpośredni krok w kierunku udziału w turnieju finałowym Pucharu Davisa w 2027 roku. Reprezentacja, która poniesie porażkę w Brisbane, w kolejnym sezonie pozostanie na szczeblu Grupy Światowej, walcząc o powrót do fazy kwalifikacyjnej. Wrześniowe spotkanie będzie jednocześnie pierwszą konfrontacją obu zespołów na terytorium Australii w 126-letniej historii tych rozgrywek. Dotychczasowy bilans bezpośrednich starć ogranicza się do jednego meczu, rozegranego w 2013 roku w Warszawie, w którym Australijczycy zwyciężyli 4:1. 

Gospodarze podchodzą do rywalizacji w optymalnych dla siebie warunkach. Kapitan australijskiej drużyny, Lleyton Hewitt, podkreślił atuty infrastrukturalne zadaszonego obiektu w Brisbane oraz wskazał na wagę występu przed własną publicznością, co dla jego zawodników jest rzadkością poza główną, styczniową częścią kalendarza ATP na tym kontynencie. Odnosząc się bezpośrednio do układu sił, Hewitt zapowiedział wymagające starcie, doceniając wszechstronność powołanej polskiej kadry. – Myślimy, że będzie to bardzo trudna konfrontacja. Mają wiele opcji w grze pojedynczej i dysponują kilkoma bardzo dobrymi deblistami. Z pewnością nie zlekceważymy tego wyzwania – ocenił kapitan gospodarzy.

Antalya. Feistel miała piłki meczowe, ale przegrała po blisko czterech godzinach gry

/ Adrian Wantowski , źródło: , foto: Olga Pietrzak/PZT

To był niespotykanie długi i niezwykle zacięty mecz w pierwszej rundzie turnieju rangi WTA 125 w Antalyi. Ostatecznie Gina Feistel przegrała 7:5, 5:7, 6:7(1) z Marią Lourdes Carle.

Takiego przebiegu meczu chyba nikt się nie spodziewał. Gina Feistel w pierwszej rundzie w Antalyi mierzyła się z Marcie Lourdes Carle – Argentynką, która teraz jest 220. tenisistką świata, ale ponad dwa lata temu znajdowała się w czołowej setce rankingu.

Polka notowana jest w tej chwili na 305. lokacie, ale od początku spotkania narzuciła dobre tempo, które dało jej prowadzenie 3:0, a za moment 4:1. Niestety od tego momentu przeważać zaczęła Carle, która nawet serwowała po wygranie seta przy stanie 5:4. Ostatecznie jednak trzy gemy z rzędu wygrała Feistel i zapisała na swoim koncie pierwszą partię, która z racji długich gemów, trwała blisko 80 minut.

W drugim secie znowu oglądaliśmy zażartą walkę o każdego gema. Argentynka szybko wyszła na prowadzenie 2:0, ale jednak kolejne cztery gemy wygrała Gina. Polka straciła przewagę przełamania, ale miała dwie piłki meczowe przy podaniu rywalki w dziesiątym gemie. Marie jednak się wybroniła i to ona następnie przełamała, dając sobie szansę na zwycięstwo w całym meczu.

Trzeci set to znowu był rollercoaster. Carle zaczęła od wyniku 2:0, ale to Feistel prowadziła już 5:3 i serwowała po zwycięstwo. Nie utrzymała jednak nerwów na wodzy, została przełamana do zera, a ostatecznie losy decydującej odsłony rozstrzygnął tie-break. W nim pierwszy punkt zdobyła Polka, ale kolejne siedem na swoim koncie zapisała rywalka i wygrała całe spotkanie, które trwało dokładnie 3 godziny i 50 minut.


Wyniki

Pierwsza runda:

Marie Lourdes Carle (Argentyna) – Gina Feistel (Polska) 5:7, 7:5, 7:6(1)

Antalya. Niespodziewana porażka Katarzyny Kawy

/ Adrian Wantowski , źródło: , foto: Kamil Szpilski

Katarzyna Kawa niespodziewanie już w pierwszej rundzie pożegnała się z turniejem rangi WTA 125 w Antalyi. Lepsza od Polki była Eva Bennemann. Niemka wygrała 6:2; 7:5.

Kawa liczyła, że w Antalyi przerwie serię trzech porażek z rzędu. Polka ostatni mecz wygrała ponad miesiąc temu w Warszawie, gdzie odpadła w 1/8 finału. Następnie przegrywała w kwalifikacjach w Cincinnati oraz US Open. Teraz mogła w końcu liczyć na zwycięstwo, ponieważ w Turcji była drugą najwyżej rozstawioną tenisistką, a jej pierwszą rywalką była notowana o 175. miejsc niżej w rankingu WTA – Eva Bennemann.

Przed tym pojedynkiem tenisistki nie miały jeszcze okazji grać ze sobą, a Kawa była faworytką. Niestety mecz od początku nie układał się dobrze. Rywalka wygrała trzy pierwsze gemy i szybko zyskała przewagę, która powiększyła jeszcze po szóstym gemie, kiedy ponownie przełamała Polkę.

Niemka nie zdołała jednak zamknąć seta przy swoim podaniu, ale był to tylko mały przebłysk w grze Kawy, bo zaraz ponownie dała się przełamać i przegrała pierwszą partię 2:6. Druga była bardziej zacięta. Nasza reprezentantka wyszła ze stanu 2:5, doprowadziła do remisu, miała nawet break pointa na 6:5, ale go nie wykorzystała, sama natomiast dała się przełamać i przegrała w Antalyi już w pierwszej rundzie.


Wyniki

Pierwsza runda:

Eva Bennemann (Niemcy) – Katarzyna Kawa (Polska, 2) 6:2, 7:5

US Open. Carlos Alcaraz zmienia swoje priorytety

/ Marcin Boniecki , źródło: X/jmgmoron/"The Times", foto: Peter Figura

Carlos Alcaraz nie jest już w grupie tenisistów domagających się, by większa część przychodów z wielkoszlemowych turniejów trafiała do bezpośrednio do zawodników – poinformował brytyjski dziennik „The Times”. Jak donosi gazeta, Hiszpan widzi większy problem w tenisowym kalendarzu.

Siedmiokrotny zdobywca wielkoszlemowych tytułów powrócił do rywalizacji po kilku miesiącach przerwy spowodowanej kontuzją nadgarstka. Jak przekazała brytyjska gazeta Alcaraz zmienił w tym czasie swoje priorytety.

Część zawodników, w tym Jannik Sinner, Aryna Sabalenka i Coco Gauff, dążą do wprowadzenia postulatu, aby większość dochodów z turnieju rangi wielkiego szlema trafiała bezpośrednio do kieszeni tenisistów. „The Times” twierdzi, że Carlos Alcaraz zdystansował się od tej grupy. Spory o udział w przychodach spadły na drugi plan. Pierwszorzędną sprawą dla trzeciej rakiety świata jest teraz bowiem napięty kalendarz turniejowy.

Hiszpan chciałby się skupić na zmniejszeniu obciążenia treningowego. Niedawno oznajmił nawet, że zamierza zrobić sobie dłuższą przerwę, aby w pełni się zregenerować. Jednocześnie w publikacji zaznaczono, że Alcaraz nie sprzeciwia się inicjatywie czołowych tenisistów, lecz obecnie tylko zmienił swoje priorytety.

 

Phan Thiet. Trudna przeprawa Filipa Peliwy

/ Kamil Karczmarek , źródło: , foto: East News

Filip Peliwo od zwycięstwa rozpoczął rywalizację w Challengerze w Phan Thiet. W pierwszym meczu turnieju w Wietnamie wygrał w trzech setach z Grigorijem Łomakinem.

W pierwszej rundzie Peliwo trafił na Grigorija Łomakina, który przebrnął wcześniej przez kwalifikacje. Polak jako 560. zawodnik rankingu był faworytem w starciu z Kazachem zajmującym 906. pozycję. Pierwszy set to potwierdził, gdyż Filip Peliwo pewnie zwyciężył 6:1. Nic nie zapowiadało problemów polskiego tenisisty w pojedynku z dużo niżej notowanym przeciwnikiem. W drugiej partii nasz reprezentant stracił podanie na 2:3 i później już nie odrobił straty. Przegrał 4:6 i doszło do decydującej odsłony.

Dzięki przełamaniu na 5:3 Peliwo wypracował świetną sytuację. Jednak nie skorzystał z tej okazji. Grigorij Łomakin zdobył breaka w ostatnim momencie. Ostatecznie doszło do tiebreaka. W nim po zwycięstwo mógł sięgnąć Kazach. Prowadził już 6:4, ale Polak obronił dwie piłki meczowe. Peliwo poszedł za ciosem i wygrał 8:6, triumfując w emocjonujących okolicznościach. W drugiej rundzie reprezentant Polski zmierzy się z Kentą Miyoshim. Japończyk wyeliminował najwyżej rozstawionego Moise Kouamego.


Wyniki

Pierwsza runda:

Filip Peliwo (Polska) – Grigorij Łomakin (Kazachstan, Q) 6:1, 4:6, 7:6 (6)

Ćwierćfinały US Open kobiet: cztery szlagiery i otwarta walka o prowadzenie w rankingu

/ Maciej Myrta / tennisratio.com , źródło: Maciej Myrta / tennisratio.com, foto: Peter Figura

Do ćwierćfinałów singla kobiet w US Open dotarło sześć z ośmiu najwyżej rozstawionych zawodniczek, a w tym gronie znalazły się mistrzynie czterech ostatnich turniejów wielkoszlemowych. Stawką jest nie tylko tytuł, ale też pozycja liderki rankingu WTA, o którą wciąż walczą cztery tenisistki.

Aryna Sabalenka prowadzi w rankingu nieprzerwanie od 20 października 2024 i żeby utrzymać pozycję, musi wygrać cały turniej. Nawet to nie wystarczy, jeśli Elena Rybakina pokona Qinwen Zheng i dotrze do półfinału – wtedy Kazaszka obejmie prowadzenie niezależnie od wyniku obrończyni tytułu. Szanse mają jeszcze Jessica Pegula i Coco Gauff: każda z nich zostanie liderką, jeśli sięgnie po tytuł, a Rybakina nie dojdzie do półfinału.

Aryna Sabalenka – Linda Noskova

Przed Aryną Sabalenką pierwszy poważny test na drodze do obrony tytułu. Rywalką jest Linda Noskova, mistrzyni tegorocznego Wimbledonu, ale na nawierzchni twardej Czeszka radzi sobie w tym sezonie przeciętnie. Tylko raz awansowała na niej przynajmniej do ćwierćfinału – w Indian Wells, gdzie w półfinale zatrzymała ją właśnie Sabalenka.

Do ćwierćfinału w Nowym Jorku Noskova dotarła po bardzo trudnym meczu z dobrze dysponowaną w tym sezonie Martą Kostyuk. Potrzebowała czasu, żeby zamknąć to spotkanie: w drugim secie miała dwie piłki meczowe przy własnym podaniu, nie wykorzystała ich i wygraną musiała wyszarpać w decydujących gemach trzeciej partii. Zrobiła to mimo że rywalka zaserwowała dziewięć asów, a ona sama ani jednego, przy sześciu podwójnych błędach i ujemnym bilansie zagrań kończących do błędów niewymuszonych (27-37).

Sabalenka zaczęła sezon świetnie. Po rozczarowaniu finałem Australian Open, przegranym z Rybakiną, sięgnęła po dublet Indian Wells i Miami. Część ziemna i trawiasta wypadły już znacznie gorzej, przynosząc kilka nieoczekiwanych porażek, a seria ciągnęła się dalej w Toronto i Cincinnati, gdzie ani razu nie dotarła do ćwierćfinału. Losowanie US Open okazało się dla niej łaskawe: w pierwszych czterech meczach ani razu nie trafiła na zawodniczkę z czołowej pięćdziesiątki, a rywalki nie potrafiły nawiązać z nią sensownej walki. Wszystkie cztery spotkania wygrała w dwóch setach, w żadnym nie tracąc więcej niż cztery gemy, a w trzeciej rundzie nie musiała bronić ani jednego break pointa. Więcej problemów sprawiła jej dopiero Taylor Townsend, która w pierwszej rundzie wyeliminowała Maję Chwalińską i niespodziewanie dotarła do czwartej rundy – Sabalenka oddała w tym meczu aż cztery gemy serwisowe i wygrała tylko 31 procent punktów po drugim podaniu.

W statystykach z ostatnich 52 tygodni na kortach twardych Sabalenka ma nad Noskovą wyraźną przewagę na każdej płaszczyźnie. Podobnie wygląda to w samym US Open, choć inaczej rozłożone. Serwisowo obie wygrywają w tym turnieju po 80 procent gemów, ale przy returnie różnica jest miażdżąca: obrończyni tytułu wygrała 57 procent gemów returnowych, biorąc 44 procent punktów po pierwszym podaniu rywalek (przy 36 procentach Noskovej) i aż 67,3 procent po drugim – o dziesięć punktów procentowych więcej niż Czeszka, która sama notuje bardzo dobre 57,4 procent.

Przewagę Sabalenki widać też w pressure points. Białorusinka broni ich mniej więcej o 0,4 na gem mniej od rywalki i o tyle samo więcej kreuje przy returnie. W Nowym Jorku ta różnica jest jeszcze większa: w pierwszym tygodniu rozgrywała średnio 1,14 pressure points na gem serwisowy, przy 1,78 Noskovej, a przy returnie tworzyła ich 2,49 wobec 1,80 Czeszki. Liczby z samego turnieju wypadają lepiej niż jej całoroczny dorobek na twardej, ale trzeba wziąć poprawkę na poziom dotychczasowych rywalek.

Bilans bezpośrednich spotkań również przemawia za Sabalenką. Grały dotąd dwa razy, oba mecze na twardej i oba wygrała Białorusinka. Ostatni, pół roku temu w Indian Wells, zakończył się wynikiem 6:3, 6:4, a Sabalenka prowadziła w obu setach od startu do mety.

Jessica Pegula – Emma Navarro

Jessica Pegula w wieku 32 lat wciąż goni pierwszy tytuł wielkoszlemowy. Tym razem finalistka z 2024 roku może rozbić bank, bo przy korzystnym układzie pozostałych wyników zwycięstwo w turnieju od razu nagrodziłoby ją pozycją liderki rankingu – co odzwierciedlałoby jej status najbardziej równej zawodniczki na najwyższym poziomie. Wygrana w ćwierćfinale będzie jej pięćdziesiątym zwycięstwem w tym sezonie; obecnie ma ich 49, najwięcej w cyklu, przed Rybakiną (46), Sabalenką, Gauff i Andreevą (po 44). Aż 33 z nich odniosła na twardej, również najwięcej ze wszystkich w 2026 roku.

Duży udział miała w tym cała część sezonu przed US Open, gdy Amerykanka dotarła do finałów w Waszyngtonie i Toronto, choć oba przegrała – ten drugi z Gauff dość jednostronnie. Jej droga do ćwierćfinału nie była gładka. W drugiej rundzie trafiła na mistrzynię Australian Open z 2020 roku Sofię Kenin, w trzeciej na Leylah Fernandez, z którą musiała odrabiać straty po przegranym 1:6 pierwszym secie. W czwartej rundzie pewnie pokonała Soranę Cirsteę – Rumunkę, która w pożegnalnym sezonie kariery gra swój najlepszy tenis i awansowała do czołowej dwudziestki. Cirstea przegrała z nią również w Cincinnati, ale tamten mecz był znacznie trudniejszy; tym razem Pegula miała wszystko pod względną kontrolą.

Emma Navarro pozbierała się po bardzo trudnym początku sezonu, naznaczonym głównie problemami zdrowotnymi. Przełomem były majowa wygrana w turnieju WTA 500 w Strasburgu na kortach ziemnych i finał w Nottingham na trawie. Na twardej szło jej dotąd znacznie gorzej – w całym sezonie dotarła na tej nawierzchni tylko do ćwierćfinału w Adelajdzie w styczniu. Zaczęła od bardzo trudnej batalii z Lois Boisson, rozstrzygniętej w trzech setach i dwóch tie-breakach; to z tego meczu pochodzi nagranie, które obiegło internet, z radością Amerykanki uchwyconą razem z rozbijającą w tle rakietę Boisson. Ani ono, ani ciężka druga runda z rodaczką Caty McNally nie zapowiadały, że Navarro pokona w trzeciej rundzie świetnie dysponowaną Karolinę Muchovą, i to w dwóch setach – było to jej trzecie w tym sezonie zwycięstwo nad zawodniczką z czołowej dziesiątki. Bardzo dobrze zagrała też w czwartej rundzie z Anną Kalinską, wygrywając 6:4, 6:2. Dwa lata temu była już w półfinale US Open, w sezonie, który zakończyła w pierwszej dziesiątce rankingu.

Na kortach twardych Pegula wygrywa z Navarro we wszystkich statystykach, ale w samym US Open są obszary, w których młodsza z Amerykanek radzi sobie bardzo dobrze. Wykorzystuje o sześć punktów procentowych więcej break pointów od faworyzowanej rywalki i skutecznie atakuje drugie podanie – w tym turnieju wygrała 59,5 procent punktów po returnie drugiego serwisu, przy 48,3 procent Peguli.

Bilans bezpośrednich spotkań nie jest już dla niej optymistyczny. Grały cztery razy, wszystkie mecze wygrała Pegula, w tym trzy na twardej. Ostatni, bardzo niedawno w Cincinnati, zakończył się wynikiem 7:5, 6:2.

Elena Rybakina – Qinwen Zheng

Qinwen Zheng dokonała rzeczy niemożliwej i historia jej awansu do ćwierćfinału zapisze się w tenisowych annałach. W czwartej rundzie Chinka była praktycznie za burtą turnieju, przegrywając 0:5 w decydującym secie z Madison Keys. Odrobiła całą stratę, obroniła piłkę meczową przy podaniu rywalki i wygrała tę partię 7:5. W kolejnym rozegranym secie, otwierającym spotkanie z Igą Świątek, zrobiła dokładnie to samo. Nie radziła sobie z Polką od początku meczu, oddała pierwsze pięć gemów i znów musiała gonić wynik – po drodze wyszarpała dwa zacięte gemy przy podaniu Świątek, w których rywalka miała łącznie trzy piłki setowe. Dwa razy z rzędu, w dwóch kolejnych meczach, odrobiła stratę 0:5 w secie, broniąc po drodze zarówno piłki meczowej, jak i piłek setowych.

Wcześniejsza droga Zheng również była bardzo trudna. Mistrzyni olimpijska z 2024 roku przystąpiła do turnieju na dużym zakręcie kariery. Cały sezon 2025 straciła przez przewlekły uraz łokcia, który skończył się operacją i przerwami w grze, a te nie przynosiły oczekiwanych rezultatów – nie była zdrowa i nie mogła wrócić do swojego najwyższego, regularnego poziomu. Wypadła przez to z pierwszej setki rankingu i do US Open musiała przebijać się przez kwalifikacje. Po nich pierwsze dwa mecze w drabince głównej, jeszcze przed spotkaniami z Keys i Świątek, również trwały trzy sety.

Zdrowa Zheng grająca na swoim poziomie to przede wszystkim mocno i skutecznie serwująca zawodniczka. W tym sezonie w drabinkach głównych cyklu WTA na kortach twardych notuje średnio dziewięć asów na mecz, a jej statystyki pierwszego podania i wygranych gemów serwisowych plasują ją w ścisłej czołówce stawki. Mimo to powrót sprawdzonej na najwyższym poziomie zawodniczki – mistrzyni olimpijskiej, byłej czwartej rakiety świata, która w 2024 roku otarła się o wygraną w WTA Finals – przebiega mozolnie. W tym sezonie tylko raz doszła do ćwierćfinału, w lipcu w turnieju WTA 250 w Atenach. Awans na Flushing Meadows wyrównuje jej wyniki sprzed dwóch i trzech lat, kiedy również była w ćwierćfinale, i daje spokój w dalszej odbudowie kariery: turniej zaczynała jako 121. zawodniczka rankingu, a awansuje co najmniej na 52. miejsce.

Elena Rybakina przystąpiła do US Open przed życiową szansą objęcia prowadzenia w rankingu, a więc i ze sporą presją. Reprezentantka Kazachstanu zmagała się dodatkowo z urazem, który zmusił ją do kreczu w ćwierćfinale w Cincinnati, zaledwie po pięciu gemach przeciwko Świątek. Miała około tygodnia na dojście do siebie i przed startem turnieju zapowiedziała, że jest w pełni sprawna, by walczyć w Nowym Jorku o swoje cele. Drabinka sprzyjała rozstawionej z numerem 2 27-latce: w pierwszych dwóch spotkaniach mogła powoli wchodzić na obroty bez większych tarapatów. W trzeciej rundzie trafiła na Julię Starodubcewą, Ukrainkę, która sensacyjnie wyeliminowała ją w drugiej rundzie tegorocznego Roland Garros. Mimo niewielkich turbulencji w pierwszym secie Rybakina zapewniła sobie awans do drugiego tygodnia, serwując dwanaście asów.

Tam czekał ją pierwszy na papierze poważny test – z byłą mistrzynią US Open i liderką rankingu Naomi Osaką. Był to pojedynek dwóch zawodniczek z czołówki najlepiej serwujących w cyklu, ale na korcie błyszczała tylko jedna. Osaka dotarła do czwartej rundy po wyczerpujących trzysetowych meczach z Elise Mertens i Kateřiną Siniakovą i od początku spotkania nie nadążała za tempem narzuconym w krótkich wymianach – optycznie była o pół kroku spóźniona przy zagraniach kończących znacznie świeższej rywalki. Doszły do tego błędy niewymuszone i podwójne, które ułatwiły Rybakinie zamknięcie pierwszego seta w 21 minut. W drugim Japonka próbowała się bronić, kilkakrotnie kasując break pointy serwisem, ale ostatecznie Kazaszka awansowała dalej, obie partie efektownie kończąc asami. Najtrudniejszy test okazał się pokazem jej siły i najlepszym jak dotąd meczem w tym turnieju.

Z oczywistych względów przewaga Rybakiny we wszystkich statystykach jest wyraźna, choć wykres Performance Score pokazuje, że Chinka jest zawodniczką bardzo podobnego profilu – mimo zaledwie czternastu meczów rozegranych w tym okresie rankingowym w drabinkach głównych WTA na kortach twardych.

Rybakina jest najlepiej serwującą zawodniczką nie tylko całego sezonu, ale i tego turnieju. Straciła dotąd jedynie trzy gemy serwisowe i, podobnie jak Sabalenka, awansowała do ćwierćfinału bez straty seta. Jej 92 procent wygranych gemów przy własnym podaniu wobec 72,5 procent Zheng to przepaść, ale przy returnie Chinka jej dorównuje – kreuje w tym turnieju 2,02 pressure points na gem returnowy, przy 1,92 Kazaszki.

Grały ze sobą dotąd pięć razy i cztery pojedynki wygrała Rybakina, w tym dwa w tym sezonie: w turniejach WTA 1000 w Dosze na twardej i w Madrycie na mączce. Oba były zacięte, oba skończyły się w trzech setach, a Rybakina w obu odrabiała straty po przegranej pierwszej partii. To i podobna specyfika gry obu zawodniczek zapowiadają kolejne pasjonujące spotkanie – zwłaszcza że Zheng nie ma tu nic do stracenia, a Rybakina gra bezpośrednio o prowadzenie w rankingu. Stawka jest dla niej ogromna i może to być jeden z ważniejszych meczów w karierze już pełnej znaczących tytułów.

Coco Gauff – Mirra Andreeva

Coco Gauff rozpoczęła sezon 2026 ze zmiennym szczęściem i na pierwszy tytuł czekała aż do Cincinnati, wcześniej przegrywając finały w Miami i Rzymie. Obrona tytułu w Roland Garros skończyła się dla niej na trzeciej rundzie, a przez pierwszą część sezonu wracały ciągnące się od miesięcy problemy z niestabilnym serwisem i forhendem. Sukces przyszedł dopiero w drugiej połowie sierpnia, ale gdy Amerykanka wskoczyła na właściwy poziom, do ćwierćfinału US Open dotarła z serią dziesięciu wygranych meczów z rzędu, w tym dziewięciu bez straty seta. W Nowym Jorku pokonała między innymi byłą drugą rakietę świata Paulę Badosę i wschodzącą gwiazdę, zaledwie 18-letnią Ivę Jovic, sklasyfikowaną na 14. miejscu, która w pierwszej rundzie wyeliminowała Magdalenę Fręch. Gauff nie zostawiła jej złudzeń, wygrywając 6:1, 6:4 i stwarzając stałe zagrożenie przy podaniu rywalki w dwóch krótkich setach.

Mirra Andreeva sięgnęła w tym roku po pierwszy tytuł wielkoszlemowy w karierze, wygrywając Roland Garros, ale od tego czasu trudno jej było nawiązać zarówno do tego sukcesu, jak i do dobrego początku sezonu z czterema finałami, z których trzy wygrała. Jej forma stała pod znakiem zapytania, zwłaszcza z poprzednim sezonem w pamięci: tamten również zaczął się dobrze, a końcową część na kortach twardych Rosjanka miała bardzo nieudaną i rzutem na taśmę wypadła ze składu WTA Finals, ewidentnie zdradzając objawy zmęczenia sezonem – zarówno fizycznego, jak i mentalnego.

Drabinka Andreevej miała kilka pułapek, na które piąta rakieta świata mogła się nadziać, przystępując do turnieju bez dobrej formy. Jej pierwszą rywalką była sklasyfikowana najwyżej spośród nierozstawionych, 36. w rankingu Janice Tjen, ale Indonezyjka nie jest jeszcze zweryfikowana w turniejach najwyższej rangi i różnicę klas widać było w łatwo wygranym meczu 6:2, 6:2. W drugiej rundzie Rosjanka oddała Evie Lys tylko dwa gemy, wygrywając 6:0, 6:2. W trzeciej czekała jedna z lepiej rozwijających się w tym sezonie młodych zawodniczek – 20-letnia Nikola Bartůňková, niedawno półfinalistka turnieju WTA 500 w Monterrey. Andreeva zdała ten test, odrabiając stratę przełamania w drugim secie i wygrywając zaciętego tie-breaka.

W czwartej rundzie trafiła na Anastasię Potapovą, dobrą przyjaciółkę i rodaczkę, która od tego sezonu reprezentuje Austrię i po świetnej części ziemnej wróciła do szerokiej światowej czołówki. Andreeva rozpoczęła ten mecz bardzo źle, popełniając aż 21 błędów niewymuszonych w przegranym pierwszym secie. W drugim obroniła break pointa przy stanie 2:3 i doprowadziła do trzeciej partii, w której prowadziła od początku. Spotkanie skończyło się jednak w przykry sposób: w ostatnim gemie, przy podaniu Andreevej, Potapova próbowała doślizgiem wyhamować za linią końcową i niefortunnie upadła na kort. Doznała bolesnego urazu lewego kolana, zalała się łzami i potrzebowała pilnej przerwy medycznej. Dograła mecz do końca, ale nie mogła już zagrozić rywalce, która pocieszała ją po zakończeniu spotkania.

Statystyki dzielą te zawodniczki wyraźniej, niż sugeruje bilans ich pojedynków. Na kortach twardych Andreeva lepiej radzi sobie przy własnym podaniu: w ostatnim roku wygrała 74,7 procent gemów serwisowych, ponad pięć punktów procentowych więcej od Gauff, i notuje nieznaczną przewagę we wszystkich statystykach serwisowych. Skuteczność przy returnie mają zbliżoną, za to Amerykanka znacznie lepiej gra tie-breaki – w tym okresie rankingowym wygrała na twardej osiem z dziewięciu.

W samym US Open Gauff kreuje średnio 2,16 pressure points na gem returnowy, o 0,6 więcej od rywalki, ale to Rosjanka wygrała więcej gemów przy podaniu przeciwniczek (49 do 41 procent), była dotąd bardzo skuteczna przy returnie drugiego serwisu (69 do 56 procent) i lepiej wykorzystuje swoje szanse – 65 procent zamienionych break pointów wobec 46 procent Gauff.

Historia ich pojedynków jest za to jednostronna. W cyklu WTA mierzyły się pięciokrotnie i wszystkie mecze wygrała Amerykanka, choć cztery z nich odbyły się na mączce. Jedyne spotkanie na twardej miało miejsce trzy lata temu, w drugiej rundzie US Open, i Gauff wygrała je pewnie, oddając zaledwie pięć gemów – Andreeva była wtedy na początkowym etapie kariery i debiutowała w wielkoszlemowym turnieju na tej nawierzchni. Dla Amerykanki był to jeden z kroków do wygrania całej imprezy i pierwszego wielkoszlemowego tytułu w karierze.

 


Maciej Myrta

tennisratio.com

Tenis juniorski. Alisha Ndukwu przywiozła tytuł z RPA

/ Łukasz Duraj , źródło: PZT., foto:

Polscy juniorzy nie zwalniają tempa na światowych kortach. Za nami kolejny tydzień pełen ich sporych sukcesów.

W turnieju ITF J100 w Pretorii po singlowy tytuł sięgnęła Alisha Ndukwu (Beskidzki Klub Tenisowy Advantage Bielsko-Biała). Przez całe zmagania Polka nie straciła ani jednego seta, a do tego dołożyła finał gry podwójnej.

Finał debla imprezy tej samej rangi w hiszpańskim Vic osiągnęła Marta Dudek (Akademia GKS Bełchatów), gdzie wystąpiła w parze z Nikol Nunevą z Bułgarii. W półfinale dziewczęta zatrzymały Antoninę Snochowską (Toruńska Akademia Pro Tenis).

W łotewskiej Lipawie, w turnieju ITF J60, tytuł w grze podwójnej zdobyła Aleksandra Zapława (Gdańska Akademia Tenisowa), a wśród chłopców najlepszy okazali się Michał Pielat (Sekcja tenisowa AZS Poznań) i Jan Skrzyński, który zagrał również w finale singla.

Po finale Bohdan Tomaszewski Cup, wysoką formę utrzymuje też Igor Bartnik (Calisia Tenis Pro). W Nikozji ponownie zagrał w singlowym finale, a wraz z Piotrem Szczerkiem (Calisia Tenis Pro) dotarł do finału gry podwójnej.

Z singlowego zwycięstwa cieszy się Miłosz Woźniak (KSCzarni). Polak okazał się najlepszy w Slovenskiej Lupcy, gdzie dołożył do triumfu półfinał debla z Maksymilianem Górskim (Break Klub Tenisowy).

Na finale gry podwójnej zmagania w niemieckim Passau zakończyła Amelia Bednarska (Warszawianka Klub Tenisowy).

Wszystkim zdolnym tenisistom serdecznie gratulujemy!