Czarodziejka tenisa – dlaczego Maja Chwalińska powinna wygrać w finale

/ Kuba Wojtczak , źródło: Felieton., foto: Olga Pietrzak/PZT

Oglądanie półfinału Mai Chwalińskiej na Roland Garros dało mi więcej tenisowej przyjemności, niż całe kobiece rozgrywki w ostatnich latach. Polka czaruje na korcie. Jest obecnie najlepszą ambasadorką swojej dyscypliny i ma szansę ją odmienić. Na lepsze…

Będę szczery. Nie jestem wielkim fanem kobiecego tenisa. Za bardzo przypomina mi męski. Śledzę jedynie kariery Polek i cieszę się ich sukcesami. Maja Chwalińska skutecznie zmienia jednak moje spojrzenie.

Uwielbiam ją oglądać w akcji i mógłbym to robić bez końca. W jej tenisie jest subtelność, charakter i serce do walki. Maja gra mądrze, gra sprytnie, gra pięknie technicznie i do tego skutecznie.

To tenis niemal intelektualny. Jeśli miałbym szukać odpowiednika, jakiegoś benchmarku, wskazałbym Fabrice’a Santoro. Człowieka, który nie zachwycał siłą, ale kreatywnością. Rywala, którego przeciwnicy nie potrafili rozgryźć. Tak samo jest dziś z Mają.

W rozgrywkach panów może nie być już miejsca na taki styl, przynajmniej jeśli myśli się o największych sukcesach. Ale spokojnie, idealnym miejscem dla tej odmiany tenisa są właśnie rozgrywki pań. Gdyby więcej zawodniczek grało w ten sposób, tenis kobiecy przestałby konkurować z męskim i zbudowałby dla siebie odrębną tożsamość.

Z kolei wykazanie skuteczności takiej gry w walce o najwyższą stawkę, mogłoby przekonać wielu do stylu, który już niemal wymarł i gdyby nie Maja byłby zapomniany. Nie tylko grających, ale również trenerów, rodziców, tenisowe środowisko.

Dlatego Maja powinna wygrać sobotni finał. Nie tylko dla siebie. Dla całego kobiecego tenisa, czego jej i nam (kibicom) z całego serca życzę.